Zapowiedź zmiany cz. IV

Nocną ciszę przerwał ostrzegawczy krzyk pana Togashi! Tajemniczy napastnicy, którym nie udał się atak na Dom Dwóch Śledzi, byli najwyraźniej zdeterminowani, by zabić szóstkę samurajów, lub zginąć próbując. Jeden właśnie zeskoczył do wewnętrznego ogrodu, gdzie Smok, obudzony z niepokojącego snu, szukał spokoju i wyciszenia. W jednej chwili wszyscy byli na nogach i rozpoczęła się chaotyczna walka.

Panowie Togashi i Matsu walczyli w ogrodzie i udało im się powalić dwóch napastników, ale jeden zdążył zgnieść lampion, rozświetlający dotąd ogród i zrobiło się ciemno. Na szczęście ciemności nie trwały długo, bo oto pan Yasuki wypadł ze swego pokoju, który dzielił z panem Hida i przyzwawszy kami ognia, zmaterializował na plecach ogniste skrzydła, które doskonale oświetliły miejsce akcji. Pan Kakita pognał na piętro, gdzie w swym pokoju spała pani Doji Hana, zabił jednego napastnika, a drugiego, najwyraźniej herszta bandy, przepłoszył. Następnie omal sam nie został ranny z ręki służącej pani Doji, która odważnie natarła na domniemanego napastnika, który w ciemnościach wpadł do pokoju jej pani. Ostatecznie jednak Żurawiowi udało się uskoczyć, a potem wytłumaczyć dziewczynie, że nie przybywa by zabić jej panią, ale by ją chronić.

Tymczasem na parterze trwała bezpardonowa walka. Pan Bayushi samotnie stawił czoła kilku ubranym na czarno napastnikom w korytarzu i ściął jednego, zanim ostrza i zatrute shurikeny pozostałych nie pozbawiły go czucia w całym ciele i Skorpion nie padł jak nieżywy na deski. Pan Yasuki także został trafiony shurikenem, a potem i strzałką z dmuchawki herszta bandy, który zeskoczył z piętra i włączył się do walki na dole. Krab zwalił się ciężko zmożony ranami i trucizną, a deski podłogi stęknęły boleśnie pod jego potężnym ciałem. Panowie Togashi i Matsu stawiali opór dłużej, ale w końcu także oni padli ranni i struci. Pan Kakita, wyjaśniwszy pomyłkę na górze, zeskoczył w krytycznej chwili wzorem herszta bandy i z zaskoczenia ściął jednego napastnika, ale praktycznie został sam przeciw kilku zamaskowanym postaciom i byłby pewnie także uległ przewadze, gdyby nie odsiecz żołnierzy Ikoma.

Słysząc tupot wielu stóp, krzyki komend, a potem widząc wlewające się do ogrodu wojsko, dowodzący napadem człowiek z dmuchawką dał sygnał do odwrotu i czarne postacie znikły w ciemnościach nocy tak szybko jak się pojawiły, pozostawiając na placu boju kilku zabitych i rannych. Niestety z szóstki samurajów jedynie pan Kakita mógł stać o własnych siłach, resztę służba i żołnierze musieli przenieść na futony i musiało minąć kilka godzin, zanim trucizna paraliżująca ich członki nie straciła mocy. Dlatego jedynie pan Kakita mógł rozeznać się w sytuacji od razu po ataku i spróbować dojść, jaki był jego cel.

Pierwszym podejrzeniem było, że napastnicy szukali noża z symbolem kruka na rękojeści. Ci nie wtargnęli jednak do żadnego z pokoi, z wyjątkiem pokoju Krabów. Pan Yasuki, jako się rzekło, opuścił go i walczył w korytarzu, ale pan Hida pozostał w środku. Kiedy zaraz po walce pan Kakita wpadł do pokoju, Krab wynurzył się z cienia w głębi pokoju, a jego widok wydał się Żurawiowi niepokojący i groźny. Przy wejściu leżało dwóch zamaskowanych napastników, martwych, ale nie od cięć mieczem, lecz ran kłutych, zadanych najwyraźniej z zaskoczenia, w bok lub plecy. Możliwe więc, że zamach miał na celu zabicie właśnie pana Hidy, który najwyraźniej bronił się nie jak wojownik, ale jak skrytobójca właśnie. Pan Kakita uznał jednak, że chodziło mimo wszystko o nóż z krukiem, którego napastnicy spodziewali się zapewne znaleźć w rzeczach shugenja, pana Yasuki, który przypadkiem spał w tym samym pokoju.

Znamienne jednak, że zamaskowani zamachowcy jakby woleli unieruchomić samurajów, niż ich zabijać. Czyżby zamierzali później przesłuchać sparaliżowanych? Jeśli nie mieli jakiejś specjalnej odtrutki byłoby to praktycznie niemożliwe. Pewna nadzieja na wyjaśnienie wątpliwości była w przesłuchaniach, którym miano poddać dwóch wziętych żywcem napastników, ale ponieważ dowódca zniknął, nadzieja ta była nikła.

Kiedy po odespaniu nocnych wrażeń, zejściu zatrucia i wyleczeniu przez pana Yasuki mogli już samurajowie normalnie funkcjonować, stali się świadkami niecodziennego pojedynku. Pan Furame, choć trawiony chorobą i na pozór wątły i słaby, postanowił spełnić życzenie pana Kakity, wyrażone jeszcze poprzedniego dnia i przekazać mu nieco więcej wiedzy o tajnikach szkoły Kakita, której był adeptem. Stary Lew i młody Żuraw stanęli tedy naprzeciw siebie z bokenami i rozpoczęli ceremonialny pojedynek iaijutsu.

Po pierwszym ciosie pan Furame udzielił panu Kakita nauki, że celem sztuki iaijutsu jest nie tyle wygrywanie pojedynków, ile zapobieganie im, poprzez demonstrację doskonałego mistrzostwa zanim jeszcze miecze zostaną dobyte. Podkreślił przy tym wartość ludzkiego życia i przestrzegł młodego bushi przed nierozważnym szafowaniem nim. Kiedy jednak stanęli do walki po raz drugi i boken pana Furame bezbłędnie ugodził pana Kakitę zanim ten zdołał dobyć swego, Żuraw usłyszał inną naukę: że kiedy już dojdzie do pojedynku, należy go rozstrzygnąć szybko i zdecydowanie, jednym precyzyjnym i zabójczym ciosem. Dokończywszy nauki, pan Furame poczuł się znużony i przyjąwszy podziękowania pana Kakity za udzielenie lekcji, udał się z powrotem do zamku, by odpocząć.

Teraz wszyscy samurajowie mieli nieco czasu, by porozmawiać o nocnym ataku i zaplanować dalsze kroki. Panowie Kakita i Bayushi chcieli natychmiast wyruszyć na ziemie Koziorożca, a z kolei panowie Matsu i Togashi, a także pani Shinjo, chcieli jeszcze wyjaśnić niejasności wokół pana Hida i yoriki Ozaba. Pan Yasuki nie brał udziału w naradzie, bo znużony leczeniem swych towarzyszy zagłębił się w medytacji, by odzyskać wewnętrzną równowagę. Ostatecznie zgodzono się, by wyruszyć następnego dnia rano, a resztę bieżącego przeznaczyć na próbę podejścia pana Hidy i podejrzanego yoriki.

Pierwotny plan pana Matsu, by, korzystając z mandatu namiestnika, w prywatnej rozmowie oskarżyć yoriki o kontakty ze szpiegiem Skorpionów i zagrozić pełnymi konsekwencjami, jeśli nie wyjawi wszystkich szczegółów, spodobał się pani Shinjo, ale został ostatecznie porzucony, gdy pojawił się pan Ikoma Mazaki i doniósł, że ciało nieszczęsnego yoriki zostało wyłowione z jeziora. Ciało nosiło ślady brutalnego przesłuchania i wydawało się, że mogło chodzić o zdobycie informacji o rozkładzie domu pana Furame, w którym odpoczywali samurajowie, strażach i tym podobnych. To tłumaczyłoby łatwość, z jaką napastnicy przeniknęli do domu i unieszkodliwili strażników.

Wszyscy prócz pana Yasuki, obrażonego na gospodarzy za niedopilnowanie jego bezpieczeństwa, wzięli następnie udział w pospiesznie zorganizowanym pogrzebie owych strażników, dwóch z rodziny Ikoma i dwóch z rodziny Doji, którzy strzegli pani Hana. Potem pan Kakita ofiarował panu Bayushi swój obraz jego zwycięskiego pojedynku podczas pamiętnego Festiwalu Latawców, czym zyskał podziw pozostałych samurajów. Potem wreszcie panowie Matsu i Togashi, wraz z panią Shinjo, mogli spróbować wybadać pana Hidę.

Najpierw w rozmowie pan Matsu zasugerował mu, że coś najwyraźniej było między nim i zmarłym Ozaba-san. Hida-san przyznał, że podczas swego poprzedniego pobytu na ziemiach pana Furame bywał z yoriki w Domu Dwóch Śledzi wielokrotnie, a raz nawet walczyli z grupą roninów, którzy oszukiwali w Fortuny i Wiatry. Powiedział też, że bywał w domu yoriki, że żona tegoż nie darzy go sympatią, obarczając winą za częste wizyty w herbaciarni, choć nie wiedział jak owa żona ma na imię. Ostatecznie jednak, choć niechętnie, zgodził się wybrać do domu zmarłego yoriki, by złożyć wdowie wyrazy współczucia.

Nie zastali jej jednak, ponieważ zawiadomiona o śmierci męża wyruszyła by obejrzeć i przygotować do pogrzebu jego ciało. Samurajowie wprosili się bezceremonialnie na herbatę, zamierzając najpierw poczekać na kobietę, ale po godzinie stracili cierpliwość i wrócili z powrotem do domu pana Furame. Pan Matsu żałował, że nie udało się skonfrontować zeznań pana Hidy ze słowami żony pana Ozaby, która, nawiasem mówiąc, miała na imię Utake. Dowiedział się jedynie od służącego, że jego pan niezmiernie rzadko zapraszał do swego domu obcych samurajów, choć sam często bywał w Domu Dwóch Śledzi i wracał stamtąd upojony sake. Pana Hidy służący nigdy nie widział, zdawało się więc, że podejrzany Krab kłamał, twierdząc że bywał w tym domu wielokrotnie. Z drugiej strony jego obraz pana Ozaby był najwyraźniej bliższy prawdzie, niż ten, który odmalował samurajom wcześniej pan Ikoma Mazaki, twierdząc, że jego yoriki nie miał żadnych słabości, nie bywał w herbaciarniach, nie nadużywał sake i nie oddawał się hazardowi. Była też trzecia możliwość – że służący kłamał, z sobie tylko znanych powodów.

W czasie gdy panowie Togashi, Matsu i pani Shinjo byli z panem Hida w domu zamordowanego Ozaby-san, panowie Kakita i Bayushi spreparowali pułapkę na pożądających dziwnego noża z krukiem. Do tuby na obrazy włożyli jeden z pozostałych po nocnych zamachowcach shurikenów, które niedbała służba pana Ikoma najwyraźniej przeoczyła, sprzątając dom po napadzie, oraz jakieś puste pergaminy. Mieli nadzieję, że ktokolwiek będzie pożądał noża, zrani się zatrutym ostrzem i w ten sposób zdradzi. Pierwszym podejrzanym był oczywiście pan Hida, kiedy więc dziwny Krab wrócił wraz z resztą do domu, panowie Kakita i Bayushi w rozmowie między sobą, prowadzonej półgłosem, „niedyskretnie zdradzili” miejsce ukrycia tajemniczego noża, a potem skrycie obserwowali wejście do pokoju i samego Hidę. Niestety, ku ich rozczarowaniu Krab nie wykazał żadnego zainteresowania tubą, ani w ogóle pokojem obu panów, oddając się lenistwu, czy też może medytacji przez większą cześć dnia.

Ostatnią próbę demaskacji pana Hida podjął zdaje się pan Yasuki, prosząc ziomka o lekcję walki tetsubo, która obnażyła niewielką biegłość „trenera” w posługiwaniu się tą bronią. Nie wiadomo jednak, czy była to próba demaskacji, czy też po prostu pan Yasuki chciał się nauczyć machać okutą pałą, bo z nikim się nie konsultował i cały dzień trzymał raczej na uboczu, ledwo biorąc udział w planach i naradach pozostałych samurajów.

Wieczorem pan Kakita zaprezentował jeszcze jeden swój obraz, tym razem przedstawiający panią Doji Hana na balkonie, oczywiście dedykowany i podarowany jej samej. Dzieło sztuki pracowitego samuraja, który między zmaganiami z zamaskowanymi bandytami, śledztwami, wizytami w herbaciarni i ćwiczeniami sztuki iaijutsu znajdował jeszcze czas na malowanie, spotkało się z należytym podziwem wszystkich obecnych, a zwłaszcza samej obdarowanej, która łaskawszym okiem spojrzała na pana Kakitę.

Na koniec samurajowie ustalili szczegóły wyprawy na ziemię Yagiza, zaplanowanej na ranek następnego dnia. Postanowiono ruszyć bez koni, zbroi i ciężkiej broni, oficjalnie na pielgrzymkę do świątyni obrońców przełęczy przed nieznanym Oni. Spakowano „zapasowe” kimona bez monów, oraz przybory do charakteryzacji, które miał ze sobą pan Kakita, jako nie tylko zawołany malarz, ale i (na razie nikomu nieznany) aktor. Następnie, w tajemnicy przed wszystkimi, zamierzano przebrać się w owe zapasowe kimona, poddać się charakteryzacji w wykonaniu pana Kakity i jako roninowie spróbować dostać się na służbę u rodziny Yagiza. Pan Bayushi musiał jeszcze wyskoczyć do Domu Dwóch Śledzi, by zaopatrzyć się w jakąś maskę, stosowną dla ronina ex-Skorpiona, a pan Matsu ochoczo zaofiarował się mu towarzyszyć, mając nadzieję wychylić kilka czarek sake przy okazji.

Pozostała jeszcze sprawa pana Hida. Nie udało się jednoznacznie określić jego roli, bez wątpienia było wiele wątpliwości, ile z tego co mówi jest prawdą i choć udowodnił swą przydatność w walce, oraz nie nastawał na razie na samurajów w żaden sposób, nie wiadomo było co zamierza. Zdania były sprzeczne, ale ostatecznie pan Kakita, jako najbardziej chwalebny, podjął decyzję, by się z dziwnym Krabem rozstać w domu pana Furame. Sam przekazał tą wiadomość zainteresowanemu, sugerując, że to dla dobra jego samego, aby nie padł przypadkiem ofiarą napadów, wymierzonych w niedoszłych Strażników Biblioteki. Pan Hida oczywiście decyzję pana Kakity przyjął godnie, a na pożegnanie powiedział kilka słów do każdego z samurajów i w każdym przypadku słowa te zabrzmiały dwuznacznie.

Pan Matsu zapamiętał to mniej więcej tak: „gdyby więcej Lwów myślało tak jak Ty, Klan Kraba nie miałby trudności z odpieraniem ataków Fu Lenga. Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy i że staniemy wtedy do walki po tej samej stronie.” Po pierwsze, pan Hida użył imienia Tego, Którego Się Nie Wymawia, po drugie nie powiedział wprost: „staniemy ramię w ramię przeciw zastępom Krain Cienia”, jak to powiedziałby niemal każdy Krab, „mając jedynie nadzieję”, że przy następnym spotkaniu będą walczyć z panem Matsu po tej samej stronie. Jaka miałaby to być strona?

Następnego dnia rano, pożegnawszy się z gospodarzem, którego rolę pełnił pan Ikoma Mazaki, wyruszyli samurajowie w dalszą drogę, mając nadzieję dotrzeć nareszcie na ziemię Klanu Koziorożca. Jak ustalono, wyruszyli pieszo, choć pani Shinjo z wyraźnym żalem żegnała się ze swym wiernym rumakiem, niosąc jedynie paczki z żywnością, koce i owe „kimona na zmianę”, bez monów, w sam raz dla podróżujących roninów.

Kilka staj za miastem natknęli się jednak na dwójkę samurajów, oczekujących najwyraźniej na ich przybycie. Jednego z nich nie znali, drugim natomiast był nie kto inny, ale sam pan Ikoma Furame, namiestnik tej prowincji! Ujrzawszy pana Kakitę, ignorując zupełnie pozostałych, pan Furame wystąpił naprzód i w prostych słowach, nie wyjawiając przyczyny, wyzwał młodego Żurawia na pojedynek. Tym razem nie na bokeny jednak, ale na prawdziwe miecze.

W niemal zupełnej ciszy, w delikatnych promieniach porannego słońca, stąpając po różnokolorowym dywanie opadłych liści, stanęli naprzeciw siebie dwa szermierze z różnych Klanów, ale z tej samej szkoły. Lekcja, dana panu Kakita poprzedniego dnia, miała dziś zakończyć się egzaminem. Nagle spod niebios spłynął na ziemię piękny żuraw i usiadłszy nieopodal, utkwił swe ptasie oko w walczących, niby sędzia, nadzorujący pojedynek. A może to istotnie duch samego Kakity, przybrał ciało żurawia, by przyglądać się temu niecodziennemu pojedynkowi, którego sens znali chyba tylko obaj walczący, a może nawet tylko jeden z nich?

Świat wstrzymał oddech, gdy szermierze, stojąc nieruchomo, koncentrowali się przed zadaniem tego jedynego, rozstrzygającego ciosu. Nagle miecz pana Furame syknął, wydobywany z saya, ale oto ostrze pana Kakita błysnęło w porannych słońcu na jedno uderzenie serca szybciej i drasnęło ramię starego szermierza! Miecz Lwa błysnął w słońcu i zawisł o palec przy szyi Żurawia, wstrzymany w ostatniej chwili przed morderczym cięciem. Na obliczu pana Furame wykwitł rumieniec wzburzenia, a usta wydały mimowolnie okrzyk zdziwienia, że pan Kakita zaryzykował własne życie, nie odbierając go przeciwnikowi. Ale chwila minęła, szermierze skłonili się sobie i pan Furame, kasłając w chusteczkę, pożegnał wszystkich krótko i ruszył wraz ze swym yojimbo w drogę powrotną do zamku.

Idąc dalej gościńcem, samurajowie zastanawiali się, jaki był cel pojedynku i co chciał przekazać, lub osiągnąć pan Furame, wyzywając w tak bezceremonialny sposób pana Kakita. Pan Bayushi opowiedział przy tym ciekawą anegdotkę, godną przytoczenia. Otóż, mówił pan Bayushi, skorpion nosi swój ogon nie tylko by zabijać, ale także by się wypróżniać. Kiedy tedy skorpion straci swój ogon, nie tylko nie może sam zakończyć swego bezwartościowego żywota, ale i cierpi niewymowne katusze, rozsadzany od środka przez gromadzące się w jego ciele nieczystości. Taki skorpion byłby wdzięczny, gdyby ktoś zechciał go rozdeptać, by skrócić jego męki. I takim skorpionem, zdaniem pana Bayushi, jest pan Furame – trawiony wyniszczającą chorobą, której żaden shugenja nie potrafi uleczyć, umierający po trosze każdego dnia, nie mogąc zginąć z bronią w ręku, jak na bushi przystało.

Zdaniem Skorpiona, pan Furame miał nadzieję, że uczeń, któremu udzielił lekcji, wyświadczy mu tę przysługę. Podobne zdanie miał pan Matsu, oraz pan Yasuki, choć obaj wyrazili je dużo prościej. Pan Togashi wolał raczej zagłębić się w rozważaniach, rozpatrując wszystkie możliwości, nawet takie, które umykając możliwościom poznawczym ludzkiego umysłu i które jedynie zespolenie z Pustką może ujawnić. Natomiast sam pana Kakita był przekonany, że pojedynek był testem opanowania prawd, którym hołdował pan Furame, w tym głównie poszanowaniem ludzkiego życia, nawet takiego, które samoistnie gaśnie każdego dnia. Tak tedy mając o czym dyskutować i co rozważać, zbliżali się samurajowie coraz bardziej do ziem Klanu Koziorożca, ku czekającym tam na nich tajemnicom i wyzwaniom, które miały ich doprowadzić do odkrycia prawdy o spaleniu Wielkiej Cesarskiej Biblioteki.

 

About Marek Meres

www.spinq.pl
L5K Cesarska Biblioteka, Legenda Pięciu Kręgów

Comments are closed.