Ostatnie dni lata: wieś Nakamura

Nowy dzień wstał rześki i jasny, na niebie miast pierzastej kołdry z chmur, widać było jedynie pojedyncze obłoki, niby łabędzie na stawie wolno i dostojnie płynące z wiatrem. Oblicze pani Amaterasu osuszyło nieco mokrą ziemię i piątka samurajów, przyszłych strażników Wielkiej Biblioteki Cesarskiej, z ochotą wyruszyła za panem Ikoma Ishido śladem bandytów. Prowadził wszystkich pan Togashi Benryu, który zrzuciwszy kimono i ukazawszy światu mistyczny tatuaż wilka na plecach, zaczął okazywać niektóre cechy tego zwierzęcia. Pochylony nisko nad ziemią, węszył zapachy niewyczuwalne dla innych i pewnie podążał tropem, których nikt poza nim samym nie zauważał.

Trop doprowadził do ciała oberżysty Teishu, najwyraźniej zabitego przez wielkiego wilka i ogryzanego przez wygłodzonego, wioskowego kundla, którego pan Togashi zresztą zastrzelił z łuku. Samuraje zgodzili się, że zapewne Okami chciał ukarać Teishu za niepowodzenie i utratę gospody, a przy okazji zamknąć mu usta na wieki, by pochwycony, nie odkrył tajemnic bandy przed namiestnikiem. Ciało leżało w trawie przy ścieżce, prowadzącej do wsi Nakamura, do której pan Ikoma chciał się wybrać tak czy owak. Podejrzewał bowiem, że niektórzy mieszkańcy są związany z bandą Okami i miał nadzieję, że dowie się więcej od rezydującego we wsi doshin imieniem Arashi.

Zanim jednak samuraje dotarli do wsi, przyszło im zmierzyć się z kappa, zamieszkującymi rzekę. Dwa stwory, które wcześniej już widzieli przy Gospodzie Przy Wodospadzie, porwały pewną kobietę z wioski i próbowały zwabić do wody jej małego syna. Pan Akodo uratował chłopca z kipieli, a panowie Togashi i Kakita zastrzelili jednego z potworków, ale jego „brat” okazał się przebieglejszy i zmusił samurajów do negocjacji. W zamian za porwaną kobietę i w ramach zadośćuczynienia za zabicie brata domagał się trzech sztuk rzepy daikon, lub ogórków. Samuraje nie widząc innej drogi uratowania matki małego Megushi, przyrzekli dostarczyć okup o północy przy moście.

We wsi natknęli się na zgromadzenie mieszkańców. Heimini drżeli przed nocą, która miała nadejść, bo każdego nowiu pojawiał się upiorny jeździec, gniewny duch samuraja, który zabijał jednego z wieśniaków, a właśnie tej nocy pan Onnotangu miał pojawić się na niebie w swej najchudszej postaci. Wkrótce okazało się, że nie jest to jedyne nieszczęście, które trapiło wieś Nakamura: pola zalane przez powódź nie przyniosły plonów, więc w zimie przyjdzie głód.

Na razie jednak przyjęto samurajów tak wystawnie jak to było możliwe. Z ofertą gościny zaoferował się doshin Arashi, ale naczelnik wioski Hanzo upierał się, by samuraje przyjęli jego ofertę i doshin z pokorą ustąpił mu miejsca, z czcią nazywając go Hanzo-sama. Przyczyny tej czci, czy może lęku, samuraje dopatrywali się początkowo z powiązaniach naczelnika z bandą Okami, ale prawda okazała się być zupełnie inna.

Hanzo był kiedyś samurajem, rezydentem wsi Nakamura z nadania daimyo Ikoma Ataka, ale wskutek niegodnego samuraja zachowania został pozbawiony honoru i zdegradowany do roli heimina. Aby kara była bardziej dotkliwa, daimyo nakazał mu zachowanie wakizashi i złamanej katany, których jednak, jako heiminowi, nie wolno mu było dotknąć. To własnie widok tych mieczy, mistrzowskiej doprawdy roboty, zdumiał pana Akodo na tyle, że dopytując o ich właściciela doprowadził Hanzo do zwierzeń.

Ale te same informacje, w tym samym czasie, udało się uzyskać panu Kakita, który poprosił starszą córkę naczelnika, imieniem Tsunako, o zaprowadzenie do domu ostatniej ofiary upiornego jeźdźca, drwala Kanabe. Tsunako z gniewem wykrzyczała w obecności Żurawia swe pretensje wobec ojca, demonstrując dziecinny żal za utraconym wygodnym życiem szlacheckiej córki, oraz zachowanie zupełnie takiej osobie nieprzystojne. Udowodniła tym samym, że wcale nie jest lepsza od swego ojca, upadłego samuraja, a decyzja daimyo uwolniła ich oboje od brzemienia odpowiedzialności zbyt wielkiego dla ich heimińskich dusz.

Prócz Tsunako, pełnej gniewu i żalu z powodu utraty statusu przez ojca, Hanzo miał jeszcze drugą córkę, Kamiko. Ta objawiła się gościom ojca jako prawdziwy cud, wpływając do pokoju z niebiańską gracją, niczym motyl, otwierający po raz pierwszy skrzydła po wyjściu z kokonu. Hanzo z mieszaniną dumy i skrywanego żalu wyznał, że podczas jednej z poprzednich zim musiał sprzedać ją do Domu Trzech Karpii, ale córka odwiedza go co roku, wnosząc nieco radości w jego smutne życie. Samuraje docenili urodę i wdzięk Kamiko należycie, każdy na swój sposób: pan Akodo deklamując w urzeczeniu haiku, pan Kakita zapamiętując szczegóły by uwiecznić je w malarstwie, pan Yasuki zapytując, czy dziewczyna jest już po mizuage, a pan Togashi ze wszystkich sił starając się zignorować cudowne zjawisko. I tylko pan Bayushi postanowił odróżnić się i skierować swą uwagę na starszą Tsunako.

Rozmawiając z heiminami, w tym z doshin Arashi, samuraje dowiedzieli się stopniowo o problemach wsi Nakamura i jej mieszkańcach. Fortuny odwróciły się od wsi kilka lat temu, kiedy naczelnik Hanzo, wtedy jeszcze samuraj Hanzo, w pijackim gniewie przepędził pewnego grubego i łysego mnicha, imieniem Shibo. Zniknęła wtedy figurka Daikoku, patronująca dotąd wsi i zapewniająca jej powodzenie. Podejrzewano, że mógł ukraść ją ów Shibo, rozgniewany brakiem gościnności, ale niektórzy sądzili, że mnich jest w rzeczywistości samym Daikoku, podróżującym po wsiach w ludzkiej postaci. Tak, czy owak, figurka zniknęła, a wraz z nią opuściła wieś łaska Daikoku, zaczęły się klęski, głód i nędza.

Nawiedzenia gniewnego yokai, ducha samuraja, zaczęły się dużo później, trzy księżyce temu. Najpierw duch zabił niejakiego Noburo, przebijając go włócznią yari, a miesiąc później powrócił, by zabić Kabuzę, „wujka” małego Meguchi, uratowanego przed kappa przez samurajów. W obronie Kabuzy stanął jednak yoriki Tenguichi, a jego katana przeszyła ponoć ciało goryo (duch-mściciel), nie czyniąc mu jednak żadnej krzywdy. Dzielny yoriki zginął także, a jego miejsce zajął obecny, który wyjechał z oddziałem bushi szukać bandy Okami.

Przesłuchując jedynego świadka walki yoriki Tenguichi z duchem, niejakiego Sasuba, samuraje odkryli, że nie jest on zupełnie szczery, a możliwe, że po prostu zmyśla. Postraszywszy heimina pałeczkami do jedzenia, Bayushi-san skłonił go do płaczu i zwierzeń, które brzmiały już o wiele lepiej. Otóż nieznany samuraj, przybywszy do wsi trzy miesiące temu, zapragnął zażyć przyjemności w towarzystwie pewnego chłopca-sieroty, który wywołał jednak jego gniew i został surowo ukarany, wskutek czego zmarł. Trzej heimini, Noburo, Kabuza i Kanabe (drwal, który zginął poprzedniej nocy), postanowili zemścić się na owym nieznanym samuraju, napadli go więc w lesie i zabili, a ciało zakopali pod wielkim dębem. Samuraje kazali się zaprowadzić w to miejsce, wezwani eta wykopali zwłoki, a pan Yasuki odprawił ceremonię pogrzebową, mając nadzieję uśmierzyć gniew ducha.

Ponieważ przy ciele nie znaleziono mieczy zabitego, a jedynie strzępy kimon z monem Jednorożca, pan Bayushi zmuszony był użyć pałeczek do ryżu, demonstrując wszystkim niegodną, acz w tej sytuacji niezwykle użyteczną umiejętność torturowania. Po połamaniu nosa Sasuba wyznał, że miecze zostały sprzedane przez innego jeszcze heimina, imieniem Gozei, który mieszkał w chacie nad rzeką, trudnił się bowiem rybołówstwem i składał ofiary kappa, zamieszkującym rzekę. Chata okazała się jednak pusta, więc pan Ikoma Ishida nakazał doshinowi Arashi zamknąć Sasubę w swej chacie i strzec, pod groźbą utraty stanowiska i życia.

Samurajowie podejrzewali, że opowieść Sasuby o niegodnej chuci nieznanego samuraja i okrutnym potraktowaniu nieznanego bliżej sieroty była zmyślona i w rzeczywistości czwórka heiminów, z których trzech już nie żyło, było członkami bandy Okami, albo co najmniej z bandą współpracowała. Wróciwszy do wsi, pan Akodo odszukał małego Meguchi, uratowanego przed kappa i obłaskawił go obietnicą awansowania za siedem lat na doshin, jeśli się dobrze spisze i będzie miał oko na wszystkie wydarzenia we wsi. Chłopiec okazał się bardzo przydatny i powiedział panu Akodo, gdzie jego „wujek” Kabuza ukrywał rzeczy. Kazawszy odkopać to miejsce wędrownym mnichom, którzy byli akurat pod ręką, samurajowie znaleźli cenne rzeczy, między innymi naramiennik z monami Feniksa, oraz małą figurkę wspiętego jednorożca, być może własność zabitego samuraja.

Wspomniawszy o wędrownych mnichach, należy przypomnieć, że byli to ci sami mnisi, których samurajowie spotkali poprzedniego wieczoru w Gospodzie Przy Wodospadzie, a którzy jakoś pospiesznie gospodę tę opuścili, wyruszając nocą w drogę, aby dotrzeć do wsi Nakamura. Pan Bayushi jakoś dziwnie gorliwie zapewniał pozostałych o ich niewinności, co nasunęło panu Akodo przypuszczenie, że mnisi owi, przedstawiający się jako Keira i Tenshin, są szpiegami Skorpiona. Zatrzymywali się oni w Nakamurze już kilkukrotnie, zawsze w domu kłamliwego Sasuby, od którego się teraz pospiesznie odżegnali, gdy stało się jasne, że był współpracownikiem bandytów.

Tymczasem nadszedł wieczór, a potem noc i samurajowie wyruszyli na most, by spotkać się z chytrym kappa i wykupić matkę małego Meguchi za ogórki, o które zadbali podczas gościny w domu Hanzo panowie Togashi i Bayushi. Kappa okazał się rozsądny i na swój sposób honorowy, oddał bowiem młodą Anuko za trzy ogórki, jak się umawiano, zaś za pozostałe trzy pan Togashi wypytał go dokładnie o interesujące samurajów fakty i sporo się dowiedział.

Gozei, wymieniony przez Sasubę jako ten, który sprzedał miecze, wyruszył wzdłuż rzeki do wodospadu, nad którym znajdował się posterunek, a może i obóz bandy Okami, kappa wspominał bowiem, że strzelano tam do niego z łuków i rzucano kamienie. W tym samym kierunku ruszyła też Tsunako, gniewna córka Hanzo, co potwierdziło przypuszczenia niektórych, że i ona jest na usługach bandytów. Kappa wspomniał też przypadkiem o figurce Daikoku, którą wrzucił do rzeki gruby mnich i zgodził się chętnie wyłowić ją dla samurajów w zamian za kolejne ogórki, rzepę daikon lub świeżego trupa, o którego jak sądzono będzie najłatwiej.

Wdzięczna za uratowanie dziecka i siebie Anuko uzupełniła obraz jak potrafiła najlepiej, ale nie były to informacje warte zapamiętania, prócz tej być może, że pierwszy mąż dziewczyny utonął w rzece, dzięki własnej nieostrożności i głupocie, uganiał się bowiem za córką naczelnika Tsunako, miast wiernie trwać przy żonie.

Pan Kakita sądził, że skoro dzięki Gozei i Tsunako banda Okami wie, że w wiosce są samurajowie, zechce zaatakować w nocy i proponował zastawić na bandytów zasadzkę. Niektórzy wyrażali wątpliwości, sądząc, że bandyci będą się raczej trzymać od wioski z daleka, ale nocne czuwanie uznano za dobry pomysł, tym bardziej, że wieś mógł tej nocy także nawiedzić gniewny goryo, duch samuraja Jednorożca, jeśli ceremonia przeprowadzona naprędce przez pana Yasuki nie przypadła mu do gustu. Dlatego ustalono plan wart i ci, którzy na których przypadł odpoczynek, ułożyli się do snu.

 

CDN

About Marek Meres

www.spinq.pl
L5K Rok Kruczych Skrzydeł, Legenda Pięciu Kręgów

Comments are closed.