Jesienne liście…

W dzień poprzedzający Święto Latawców piątka przyszłych Strażników Wielkiej Cesarskiej Biblioteki przybyła do Zamku Ikoma. Prócz mrowia samurajów Ikoma, w zamku gościła także pokaźna delegacja Klanu Skorpiona, licząca bez mała cztery setki ludzi, na czele której stała sama pani Bayushi Kachiko, żona daimyo klanu. Całe drugie piętro zamku zajęto na potrzeby tej delegacji, a sztandary Skorpiona furgotały na wietrze pomiędzy sztandarami Lwa.

Daimyo Rodziny Ikoma, Ataka-sama, przyjął samurajów osobiście na prywatnej audiencji, na której pochwalił ich ostatnie czyny w Gospodzie nad Wodospadem i we wsi Nakamura i wyraził nadzieję, iż nie zawiodą, pełniąc straż w Bibliotece. Odpowiedział także na pytania, czy właściwie pytanie pana Akodo, dotyczące dostępu do zbiorów Wielkiej Biblioteki. Z pobłażliwym uśmiechem, który zagościł zresztą na ustach innych dostojników Ikoma obecnych na audiencji, wyjaśnił, że przez następne siedem lat Strażnicy będą mieli aż nadto okazji do przeglądania zbiorów, niechaj więc lepiej wykorzystają ostatni dzień wolności na skorzystanie z bardziej przyziemnych przyjemności. Jak się miało już wkrótce okazać, to życzenie daimyo stało się dla młodych rekrutów rozkazem.

Na audiencji piątka samurajów poznała także dwójkę swych towarzyszy, z klanów Jednorożca i Feniksa, z którymi pełnić mieli wspólnie służbę przez następne siedem lat. Z klanu Jednorożca przybyła dzielna i urodziwa samurai-ko, Shinjo Harumi. Tknięty przeczuciem pan Akodo pokazał jej statuetkę jednorożca, otrzymaną w Nakamura od Miguchi, a zrabowaną przez jego „wuja” nieznanemu samurajowi, którego mściwy duch nawiedzał potem wieś i mordował swych zabójców. Okazało się, że zamordowany samuraj był bratem pani Shinjo, która usłyszawszy gdzie znajduje się jego grób, natychmiast wyruszyła, by go odwiedzić.

Z klanu Feniksa przybył z kolei pan Isawa Zubei, który wbrew tradycjom swej rodziny został bushi szkoły Shiba, a nie shugenja. Na audiencji u daimyo okazał schludny wygląd i spokojne usposobienie, ale jak się rychło okazało, była to tylko maska, za którą skrywał upodobanie do przyjemności życia, kojarzone raczej z Żurawiami, niż z miłującymi wiedzę i Tao Feniksami. Bardzo entuzjastycznie odniósł się do pomysłu odwiedzenia po drodze do Biblioteki jakiejś herbaciarni, a najlepiej Domu Trzech Karpii. Najpierw jednak postanowiono wstąpić do domu pana Ikoma Ishidy, pełniącego w mieście rolę inspektora, aby pan Kakita mógł nakreślić portret pamięciowy Okami, wielkiego białego wilka, przywódcy bandy.

Tak się też stało. Inspektor podzielił się ze swymi gośćmi, którzy wszak wielce mu pomogli w Gospodzie przy Wodospadzie i w Nakamura, najnowszymi wieściami ze śledztwa. Otóż ślad kimon, w które przebrana była banda Okami, udając oddział Ikoma, prowadził do składu towarów klanu Koziorożca. Widziano tam ponoć także wielkiego ronina z die-tsuchi, całkiem możliwe, że tego samego, którego pan Yasuki swego czasu tak sponiewierał, spychając do potoka. Niestety śledztwo utknęło w owym składzie, bowiem wysłany na infiltrację yoriki nie wrócił i zachodziło podejrzenie, że wypłynie niedługo w jakimś kanale w dolnym mieście. Korzystając zatem z okazji, pan Ishida poprosił o pomoc swoich wypróbowanych pomocników, nieznanych jak na razie w mieście.

Ale prócz omawiania spraw, można powiedzieć, służbowych, samurajowie wyżywali się w domu pana Ishida także towarzysko. Jeszcze podczas oczekiwania na gospodarza podpatrzyli młodą samurai-ko, ćwiczącą kata z wielkim no-dachi, którym wywijała z takim zapamiętaniem, że nie zauważyła przyglądających się jej z sąsiedniego pokoju samurajów. Dziewczyna okazała się być młodszą siostrą pana Ishida, miała na imię Azumi, a język równie ostry jak miecz, którym wymachiwała. Zignorowała zaproszenie pana Kakita do wspólnych ćwiczeń z mieczem, mało go przy tym nie obrażając, ale zwróciła uwagę na pana Bayushi, kokietując go z wdziękiem szarżującej na wroga Matsu.

Tak tedy omawiając postępy śledztwa, pijąc sake i pojadając sushi, oraz z różnym powodzeniem podrywając pannę Azumi ani się samurajowie spostrzegli, jak nadszedł wieczór. Rozsądnym byłoby udać się do kwater, aby odpocząć przed czekającym nazajutrz turniejem Latawców, ale wypita sake zmąciła osąd samurajów i zamiast do kwater postanowili pójść do Domu Trzech Karpii, jak wcześniej planowali. Pani Ikoma Azumi postanowiła im towarzyszyć.

Sławny przybytek skąpany w świetle czerwonych lampionów wabił nieodpartym urokiem, a że nawet sam daimyo Ataka radził przecież samurajom skorzystać z uroków życia, zanim rozpoczną służbę w Bibliotece, postanowili zabawić się najlepiej jak się dało. Zaczęli od sake, aby podtrzymać radosny nastrój, w którym opuścili dom pana Ishida. Potem przyszła kolej na bardziej wyszukane rozrywki: pan Yasuki zażyczył sobie na przykład dwóch tęgich gejsz grających na samisenach, a następnie udał się do osobnego pokoju, gdzie odbył pojedynek sumai z potężną zawodniczką zatrudnioną w tym niezwykłym przybytku dla uciechy tak niezwykłych gości.

Tymczasem, na zamówienie pana Kakita Tigurashi, do pokoju gdzie bawiła się reszta grupy weszła ozdoba Domu Trzech Karpii, znana już samurajom ze wsi Nakemura pani Kamiko. Pan Akodo, który spędził z nią uprzednio niezapomniany wieczór w domu jej ojca Hanzo w Nakamura, po cichu liczył, że spotka ją znowu w tym domu, ale nie śmiał dotąd wyjawić swego pragnienia głośno, mimo wypitego sake. Kiedy jednak pani Kamiko wpłynęła do pokoju w ciemnej chmurze spowijającego ją granatowo-purpurowego kimono, nie mógł powstrzymać skrywanego uczucia i wygłosił gorącą pochwałę jej urody, co wyraźnie speszyło młodą, choć wielce utalentowaną gejszę.

Pan Akodo nie był zresztą jedynym wielbicielem jej talentu, bowiem drzwi do sąsiedniego pomieszczenia otwarły się i ukazały się w nich rozdziawione z podziwu gęby trzech samurajów Żurawia, na czele z synem generała Kanto, panem Doji Kwananen. Konfuzja młodej gejszy zwiększyła się przez to jeszcze, aż czujna mamai odwołała ją, przepraszając samurajów za niedyspozycję swej podopiecznej, ale osiągnęła skutek odwrotny do zamierzonego. Naburmuszony i nieźle już spity pan Akodo począł burczeć pod adresem pana Doji, który nie pozostał mu dłużny i pewnie doszłoby do pojedynku dwóch opojów ku uciesze gawiedzi i hańbie obydwu, gdyby młoda Azumi-san, korzystając z przywileju młodego wieku, nie zwyzywała Żurawi, którzy urażeni opuścili przybytek.

Teraz zabawa poczęła zwolna wygasać, pan Akodo pozbawiony natchnienia upił się na smutno, pan Yasuki legł pokonany pod olbrzymim ciałem swej przeciwniczki, pan Togashi coś wyjaśniał sam sobie, prowadzony ku oświeceniu przez wypitą sake, pan Bayushi szeptał coś w kącie z panią Azumi, a pan Kakita zatopił się w myślach, trawiąc niezbyt grzeczne wyproszenie jego ziomków z zabawy. Na moment noc rozjarzył pan Isawa, który wykrzykując zupełnie niesamurajsko „dziwki, nadchodzę” wypadł z gospody i zniknął w krzakach, ale poza tym nic wartego wzmianki nie zdarzyło się już aż do świtu.

Ranek zastał samurajów w Domu Trzech Karpii, pogrążonych w pijackim śnie. Rychło zostali jednak wybudzeni przez patrol Ikoma, który, jak się okazało szukał ich przez całą noc po całym mieście, po tym jak nie zameldowali się w Bibliotece. Pozbierawszy się jako tako, chwiejnym nieco krokiem przyszli Strażnicy odprowadzili najpierw do domu pana Ishida jego młodą siostrę Azumi, następnie wrócili do Domu Trzech Karpii po zapomniane miecze pana Akodo, oraz pana Isawa, nie tylko zapomnianego, ale i zagubionego. Po krótkich poszukiwaniach udało się go jednak odnaleźć śpiącego na progu wejścia z ogrodu, z opuszczoną hakamą, bo zdaje się oddawał mocz tuż przed tym, jak zmorzył go sen. Podczas ubierania wyszło na jaw, że młody Feniks ma owłosienie miejsc intymnych zabarwione na pomarańczowo-żółto, co wywołało zabawne komentarze na temat demonstrowania przywiązania do Klanu.

Miasto napełniało się już codziennym gwarem, kiedy przyszli Strażnicy Biblioteki dotarli nareszcie na swój przyszły posterunek, wywołując swym stanem niesmak Strażników z poprzednich roczników, pełniących akurat służbę. Czas pozostały do godziny Akodo, kiedy to w zamku Ikoma miała rozpocząć się szermiercza część Turnieju Latawców, w którym główną role odegrać mieli nowi rekruci, wykorzystano na doprowadzenie się do jako takiego ładu, choć ślady nocnej libacji były aż nadto widoczne.

O godzinie Akodo w zamku Ikoma rozpoczął się tedy turniej. Na podwyższeniu, gdzie zasiadali najznamienitsi goście i sam daimyo Rodziny Ikoma, zajęli miejsce także przedstawiciele Klanu Skorpiona, a między nimi sama pani Bayushi Kachiko, żona daimyo i doradczyni samego boskiego Hantei. Legendarna uroda i wdzięk pani Kachiko urzekły wszystkich, nawet pan Akodo, wciąż jeszcze rozmarzony po nocy w Domu Trzech Karpii w towarzystwie pani Kamiko, dostrzegł i docenił powab dostojnego gościa. Jej obecność przyćmiła wszystkich pozostałych dostojników, wśród których był przecież sławny zdobyciem Toshi Ranbo wo shien Shite Reigisaho generał armii Żurawia, Doji Kanto, oraz generał Ikoma Hatsu. Synowie obydwu generałów walczyli zresztą w turnieju, choć nie jako reprezentanci Straży Biblioteki.

Daimyo Ataka-sama wygłosił na wstępie krótką mowę, objaśniając sens pojedynków szermierczych – przyszli Strażnicy Biblioteki mieli w nich wyłonić swego championa, choć niekoniecznie musiał nim zostać najlepszy szermierz. Każdy bowiem pokonany miał obowiązek podsumować swą przegraną krótkim haiku, a jeśliby to okazało się wyjątkowo trafne i urzekło widownię, jego autor mógł zostać ogłoszony championem, mimo przegrania walki na miecze.

Po mowie daimyo wystąpił herold, który począł wzywać do walki kolejne pary. Pan Akodo uległ pierwszy, palnięty w zbolały po nocnych uciechach łeb bokenem pana Yagiza Sanzo, zielonookiego samuraja Klanu Koziorożca. Poproszony o pożegnalne haiku o mało nie wygłosił kilku cierpkich słów na temat słowika, jazgoczącego wściekle w koronach drzew, ale w ostatniej chwili wybełkotał jakieś „uniwersalne” haiku o jesiennych liściach, okrywających ziemię przed zimą i z ulgą usiadł w cieniu drzewa, gdzie racząc się chłodną wodą śledził bez większych emocji kolejne walki. Wkrótce dołączył do niego pan Yasuki, także wyeliminowany w pierwszej walce przez shugenja z rodziny Ikoma, imieniem Shimmikaze, a potem także pan Isawa, który dokonał cudów regeneracji, stając w ogóle w szranki mimo krańcowego wyczerpania wypitą sake, a haiku zgapił od pana Akodo, dodając tylko coś o płomieniach, jak na Feniksa przystało.

Panowie Bayushi, Kakita i Togashi, a także pani Shinjo przeszli jednak pierwszy etap eliminacji. Pan Bayushi pokonał Matsu Kobe, młodszego brata poznanej na szlaku i ocalonej przed gniewem obrażonej rodziny Matsu Yuriko, która oddała potem życie, walcząc z bandą Okami w Gospodzie przy Wodospadzie. Kobe-san, płonąc z wściekłości i wstydu, nie skłonił się zwycięskiemu Skorpionowi, czym zmusił swego ojca do publicznego wystąpienia i ściągnął na siebie publicznie niesławę, po czym zgrzytając zębami wykrztusił krótkie haiku o krwi i zemście, aby w końcu zniknąć ze sceny ku uldze wszystkich zebranych. Pan Kakita pokonał za to pana Bayushi Sugai, dumnego bushi z Klanu Skorpiona i kuzyna samej pani Kachiko. Mimo, że Skorpion nosił oczywiście maskę, widać było, że zwycięstwo Kakita Tigurashiego boleśnie ugodziło jego dumę i że młody Żuraw zyskał w nim nowego wroga. Na koniec pan Togashi pokonał cichego i najwyraźniej oddanego zwojom samuraja z rodziny Ikoma, imieniem Ishimaru.

W drugiej rundzie panowie Bayushi i Kakita także pokonali swych rywali, ale pan Togashi uległ Yagiza Sanzo, temu samemu, który wcześniej pokonał pana Akodo. Poproszony o haiku, samuraj Klanu Smoka wywołał uśmiechy na twarzach nawet najbardziej poważnych samurajów, odezwawszy się w te słowa: „Wyszedł Smok. Koziorożec go bodnoł… Smok nie stoi już”. No ale któż w końcu rozumie naprawdę Smoki?

W półfinale panowie Bayushi i Kakita ponownie obaj pokonali swych przeciwników i w finałowej walce stanęli przeciwko sobie. Pojedynek był bardzo wyrównany, ale ostatecznie Skorpion zatryumfował nad Żurawiem, który okazał wszystkim bardzo honorową postawę, wygłaszając pod adresem zwycięskiego Bayushi-san pochwalne haiku, w które wplótł zgrabnie obietnicę uwiecznienia pojedynku pędzelkiem na papierze.

Tak oto zakończyły się pojedynki w Turnieju Latawców, zwycięski Bayushi Shigeru został zaproszony na osobistą rozmowę przez panią Kachiko, a pozostali wykorzystali przerwę w obchodach, by udać się na miasto, do składu towarów Klanu Koziorożca. Jak wcześniej wspomniano, pan Ikoma Ishida podejrzewał, że to przez ten skład przeszły kimona uszyte dla bandytów Okami, w których udawali samurajów Ikoma, zasadzając się na delegację Żurawia w Gospodzie pod Wodospadem. Ponadto widziano w nim także wielkiego ronina z die-tsuchi, który mógł się okazać znanym samurajom bandytą imieniem Murayama. Fakt pokonania przez pana Yagiza Sanzo panów Akodo i Togashi mógł ułatwić przeniknięcie do składu, pod pozorem pogratulowaniu zwycięzcy i wypytaniu go o szkołę szermierczą młodego Klanu Koziorożca.

Wizyta okazała się owocna, ale tylko dzięki panu Yasuki, który poprosiwszy o pomoc kami powietrza zdołał podsłuchać fragment rozmowy między dwoma cieniami w sąsiednim pomieszczeniu, z których jeden był znacząco większy niż przeciętny człowiek. Podsłuchany fragment brzmiał: ” bądźcie gotowi, spotkanie o godzinie Bayushi”. Po tych słowach większy cień opuścił skład przez tylne wyjście, a samurajowie musieli gratulować przybyłemu akurat wtedy Yagiza Sanzo zwycięskich dwóch pojedynków i wypytywać go o najwyższej klasy jedwabie i kimona, które rzemieślnicy Klanu Koziorożca nadzwyczaj chętnie wykonywali dla każdego klienta, który sobie tego zażyczył.

Kiedy w końcu wymienili wszystkie wymagane zwyczajem uprzejmości i dopili herbatę, którą ich poczęstowano, po domniemanym wielkim roninie nie było już śladu i jedynym tropem była podsłuchana przez pana Yasuki wiadomość. Niestety, nie było wiadomo gdzie mają się spotkać nieznani bliżej spiskowcy, a do tego akurat o godzinie Bayushi miał się odbyć pokaz puszczania latawców, najważniejsza część Święta, na którym przyszli Strażnicy Biblioteki koniecznie chcieli być.

About Marek Meres

www.spinq.pl
L5K Rok Kruczych Skrzydeł, Legenda Pięciu Kręgów

Comments are closed.