Goryo i Okami

Było już dobrze po północy, kiedy po krótkiej naradzie szóstka samurajów postanowiła wrócić z nad rzeki do wioski i czekać na przybycie ducha lub też ewentualne pojawienie się bandytów. Podejrzewali, że mściwy duch samuraja Jednorożca będzie chciał zemsty na kolejnym swoim mordercy, który pozostał w wiosce, czyli na więzionym heiminie Sesuba. W jasnym świetle Pana Onnotangu wieś Nakemura wyglądała na zupełnie pustą i uśpioną. Mrok nocy rozświetlały tylko trzy źródła światła: lampiony przy dwóch furtkach i przy chacie naczelnika. Samurajów zdziwiło jednak, iż obie furtki, położone po przeciwległych stronach wioski są otwarte. Jakby wioska pogodziła się już z nocnymi odwiedzinami. Samurajowie zamknęli je w nadziei, że ewentualni napastnicy próbujący przejść przez wysoki płot lub nad furtkami zrobią nocą jakiś hałas, który w porę ich ostrzeże.

Gdy dotarli do centrum wioski, przy swojej chacie, czekał już na nich naczelnik wioski Hanzo, zapraszając do siebie. Z tej gościnności skorzystał jednak tylko Pan Akodo, który najbardziej powątpiewał w nocną napaść. Pan Kakita pożyczył od Hanzo kolejny lampion i zawiesił go na pobliskiej chacie nieobecnego Yoriki, tuż przy dole zakrytym kratą, gdzie więziony był Sesuba. Więźnia miał cały czas pilnować Doshin Arashi, ale nocą ograniczał się do pobytu w chacie  Yoriki. Pan Ikoma Ishida wszedł do domu, aby się z nim w gniewnych słowach rozmówić, Bayushi Shigeru wszedł na wieżę strażniczą wioski, aby lepiej widzieć wszystko z góry i ewentualnie strzelać do napastników z łuku, a Panowie Kakita, Togashi i Yasuki ustawili się blisko jamy z więźniem. Kluczem do planu był Shugenja Yasuki, który miał rozprawić się z duchem za pomocą swych mocy i czarów. Jego mieli przede wszystkim strzec dwaj pozostali samuraje.

Wkrótce, jakby za sprawą czarów lub też woli Kaze-no-Kami (Fortuny Wiatru), mgła zaczęła dość szybko schodzić nienaturalnie z gór w kierunku wioski. Nim minął kwadrans widać już było tylko na kilkanaście metrów. I wtedy usłyszeli coraz bliższe stukanie końskich kopyt. Pierwszy ciemną postać zobaczył z wieży samuraj Skorpiona.  Otulona mgłą czarna, demoniczna postać z rogami i na wielkim koniu bez wysiłku przesadziła wysoki płot wioski i szybko wpadła do środka kierując się w stronę chaty Yoriki. Pan Bayushi przymierzył i wypuścił strzałę z łuku. Poszybowała idealne i ugodziła jeźdźca w pierś, nie uczyniła mu jednak żadnej szkody, posypały się tylko dziwne iskry, a strzała przeleciała dalej, wbijając się w ziemię. Wtedy zobaczyli przed sobą postać samurajowie stojący blisko jamy z więźniem. Upiorny duch na wielkim koniu okuty był w ciężki widmowy pancerz, a w rękach trzymał Yari. Koń wywoływał stukot, ale jego kopyta wcale nie uderzały w ziemię, ale unosiły się nad nią.  Uosobienie mściwych duchów Goryo. Obie postacie wyglądały jakby przed chwilą wyjechały z Gaki-do, Królestwa Głodnych Duchów. Przerażający ten widok wywołał strach w sercu Panów  Togashi, Kakita i Bayushi, ręce im zadrżały i nie były już tak pewne jak chwilę wcześniej. Tylko Shugenja Yasuki oparł się pewnie trwodze i zaczął inkantować czar.  Demoniczny jeździec Jednorożca na swej drodze do jamy miał jednak właśnie Shugenja i wyglądało, że po nim najpierw przejedzie lub go zaatakuje, nim ten dokończy czar . Kakita Tigurashi, który z początku nie chciał atakować Goryo, w tym momencie nie miał już wyjścia. Zastąpił więc drogę upiorowi i wyprowadził straszliwe cięcie swą kataną.  Gdyby był to żywy człowiek z pewnością spadłby z konia rozcięty na pół, jednak z widmowego pancerza posypały się tylko iskry, a Goryo nic się nie stało. Przez atakującego samuraja Żurawia przeszło za to lodowate, nienaturalne zimno, pochodzące od jego katany i ręki oraz kolejne, gdy upiór go potrącił. Dzięki temu demon zmienił jednak kierunek i minimalnie ominął Shugenja Yasuki. Pan Togashi widząc nieskuteczność strzał i cięć mieczem, rzucił się do chaty Yoriki, aby zabrać z niej lampion, chcąc zaatakować upiora ogniem. W tym czasie Pan Yasuki dokończył swój czar – nagle z ziemi pod demonicznym koniem oraz jeźdźcem wystrzeliły dziesiątki zielonych, jadeitowych igieł i poszybowały w górę, aby go przebić. Przeleciały jednak przez obie upiorne postacie nie robiąc im wyraźniej krzywdy, a opadając na ziemię zgasły i rozmyły się w nicość. Nie draśnięty nawet przez żadnego z samurajów duch dojechał do jamy, zeskoczył z widmowego konia i jednym sprawnym pchnięciem yari między kratami pozbawił więźnia Sesubę życia. Pan Kakita tuż po swoim ataku zaczął wołać do niego, nazywając go Czcigodnym Duchem, potwierdzając, że jego zemsta jest sprawiedliwa oraz słuszna i prosząc go o wskazówki, jak samuraje mogą mu pomóc w jej dopełnieniu i spokojnym odejściu do Yomi, królestwa Czcigodnych Przodków. Usprawiedliwił też swój atak chęcią obrony shugenja. W pierwszej chwili po zabiciu więźnia, duch chciał zaatakować właśnie Kakitę, ale czy to na skutek jego słów, czy też widząc jego oczekującą i pokorną postawę, poniechał go. Przechodząc obok, wyszeptał mu tylko prosto w twarz, ponownie omiatając go przerażającym chłodem: „Daisho” i bezgłośnie wskoczył na swego upiornego wierzchowca. Tą scenę zobaczył Pan Ikoma Ishida, który  wypadł w końcu z chaty Yoriki z obnażonym mieczem, ale nie wiedział co ma czynić.  W tym czasie Pan Togashi miał już w ręku lampion i postanowił zaatakować nim Goryo z boku. Samuraj Żurawia próbował mu przeszkodzić, ale nie zdążył i ogień zetknął się z demonicznym wierzchowcem. Nie uczynił mu jednak żadnej krzywdy i natychmiast zgasł, a upiorny jeździec jakby tego nie dostrzegając oddalił się w ciemność mgły, tam skąd przybył.

Tak oto samurajowie nie zniszczyli mściwego ducha Goryo, dowiedzieli się jednak że tylko zemsta go prowadziła i kiedy ją zakończy, jedynie co pozostanie aby zaznał spokój, to zwrot mu jego skradzionego daisho. Do obu tych spraw kluczem był wioskowy rybak i rzezimieszek, niejaki Gozei, który uciekł w kierunku siedliska bandytów Białego Wilka. Wcześniej zabrał on i prawdopodobnie sprzedał bandzie daisho zabitego samuraja Jednorożca. Należało więc odzyskać daisho i złożyć je w grobie Jednorożca.

Gdy mgła powoli się rozpraszała, nagle Pan Ikoma rzucił się między chaty, jakby czymś bardzo zaniepokojony. Spodziewając się ataku bandytów Pan Kakita pobiegł za nim, a za nimi reszta samurajów. W oddali z jednej z chat wyskoczył jakiś cień, ale szybko rozmył się we mgle. Szybko okazało się, że to chata należąca do nieżyjącego już Sesuba. Ktoś czegoś w niej szukał, ale panujące ciemności nie pozwoliły na dostrzeżenie jakiś szczegółów. Shugenja przyzwał więc swe moce i z jego ramion wystrzeliły ogniste skrzydła. Od nich Pan Togashi ponownie zapalił lampion. Znaleziono ukryty w podłodze schowek, a w nim przybory piśmiennicze. Czyżby Sesuba umiał pisać, wykorzystywał je i komuś składał jakieś raporty? Nie było pewne, co jeszcze zginęło ze schowka. Udało się jednakże odnaleźć ślady złodzieja prowadzące od chaty. W miękkiej ziemi i błocie odcisnęły się dziwne podeszwy, jakby stopy tylko w skarpetach. Pan Togashi ruszył tym tropem, ale wkrótce go zgubił. Trop zmieszał się ze śladami heiminów, którzy pod wpływem różnych nocnych hałasów wyszli właśnie ze swych domów.

Kakita Tigurashi postanowił wykorzystać nadarzającą się okazję, przemówił więc do zebranych i podenerwowanych ludzi. Wyjaśnił, że duch samuraja pragnął tylko sprawiedliwiej zemsty na swych mordercach, a oto nadarza się okazja, aby ciało przestępcy Sesuba przysłużyło się wiosce, bo można je oddać stworowi rzeki – Kappie, w zamian za utracony dawno posążek Daikoku, leżący obecnie w głębinach rzeki. Muszą to uczynić ludzie z wioski, by to na nich spłynęły przywrócone łaski Fortuny Bogactwa Daikoku.

Pan Togashi zaproponował swoją osobę jako łącznika między heiminami z wioski, a Kappa z rzeki.  Pod przywództwem Hanzo kilkanaście osób zabrało ciało Sesuba i ruszyło nocą na most. Samuraj Smoka nawoływał Kappę tak długo, aż ten przybył. Zgodził się on na wymianę. Jednak gdy ciało wylądowało w rzece, strasznie się zdenerwował. Twierdził, ze dano mu zatrute mięso i umowa jest nieważna. Pomimo różnych prób ze strony Pana Togashi, nic nie udało się uzyskać. Wszyscy wrócili więc do wioski, a nietknięte ciało spłynęło w dół rzeki. Samuraj Smoka podejrzewał, że za sprawą zabójczego ciosu mściwego ducha ciało mogło zostać jakoś zatrute i Kappa mówił prawdę.

W tym czasie Pan Yasuki, Pan Ikoma oraz Pan Bayushi poszli już spać. Pan Kakita stał na warcie, paląc swoją długą fajeczkę, ale oprócz posapywań Pana Akodo z chaty namiestnika, nic więcej nie przykuło jego uwagi. Gdy zaczęło świtać, heimini wraz z Samurajem Smoka wrócili do wioski opowiadając o fiasku swej wyprawy. O niespodziewanym napadzie bandytów już jednak raczej nie mogło być mowy, wioska była już obudzona, dwójka samurajów poszła więc również spać.

Samurajowie obudzili się koło południa. W najlepszym nastroju był Pan Akodo. Wydawał się dziwnie rozpromieniony i radosny, ale też jakby trochę nieobecny oraz zamyślony. Sprawa stała się jaśniejsza, gdy okazało się, że całą noc spędził z piękną Panią Kamiko, która prawdopodobnie zaprezentowała mu wiele z umiejętności jakie nabyła jako znakomita gejsza Domu Trzech Karpi. Samurajów obudziła jednak głośna kłótnia miedzy Hanzo, a drugą jego piękną córką – Tsunako. Mocno ich to zaskoczyło, że Tsunako wróciła do wioski. Postanowili oczywiście natychmiast wykorzystać sytuację, oddalili Hanzo i zaczęli młodą dziewczynę mocno przepytywać o to gdzie była i co robiła, przy okazji cały czas dopytując o bandę Okami – Białego Wilka. Dziewczyna pod naciskiem mocno kręciła i wiła się w zeznaniach. Samuraje dostrzegli, że pewnym jest, że jakoś z bandą współpracuje. Wykorzystał to Pan Bayushi, który ją zastraszył m.in. tym że oddadzą ją Kappie w zamian za posążek Daikoku i tym co Kappa potem z nią zrobi sam na sam. W końcu dziewczyna przyznała, że widziała Białego Wilka, że to jakiś ronin, który umie rozmawiać z duchami. Była też w gospodzie gdzie widziała heimina Gozei. Cały czas jednak zdawało się, że dziewczyna coś jeszcze ukrywa i jej słowa nie były do końca przekonywujące. Za radą Pana Kakity postanowiono dziewczynę zabrać ze sobą w dalszą drogę, najpierw ją jednak związano i zakneblowano.

Początkowo chciano udać się bezpośrednio do spodziewanej siedziby bandy Okami – w lasy nad wodospadem, o którym mówił wcześniej Kappa. Chciano też wykorzystać możliwość, że mściwy duch Jednorożca będzie szukał ostatniego swego mordercy czyli heimina Gozei. Nocny atak ducha mógł wprowadzić zamieszanie w szeregi bandy, dać przewagę i zaskoczenie samurajom. Po dłużej dyskusji nie było jednak jasne czy bandyci dalej tam są, ilu ich tam przebywa i czy garstka samurajów podoła zadaniu . Pan Ikoma proponował wsparcie miejscowych samurajów z najbliższej strażnicy. Należało jednak wysłać do nich wcześniej gołębia z wiadomością i zaczekać na nich ładnych kilka godzin. Należy tu nadmienić, że samurajowie Akodo, Kakita, Yasuki, Bayushi oraz Togashi za kilka dni mieli stawić się w Wielkiej Bibliotece Cesarskiej na ziemiach rodziny Ikoma i nie mogli pozwolić sobie na kolejny dzień bezczynności i czekania na ew. posiłki ze strażnicy. Poza tym wezwanie posiłków miało sens tylko wtedy, kiedy byłoby pewne, gdzie dokładnie jest banda.

Postanowiono więc zabrać ze sobą gołębia, udać się najpierw do znajomej Gospody (która była po drodze do wodospadu), zorientować się w sytuacji (jeśli się da pochwycić Gozei) i ew. wykonać zwiad do spodziewanej siedziby bandy przy wodospadzie. Dopiero mając niezbite informacje chciano wypuścić gołębia po pomoc i czekać.

Szybko okazało się, ze planu w tej formie nie da się zrealizować. Gołąb, który jeszcze wczoraj był w klatce i miał być pilnowany przez heimina Arashi, zniknął, a klatka była otwarta. Nikt niczego nie widział i nie wiedział. Arashi ponownie okazał się zupełnie nieporadny i nieudolny, ponownie też okazało się, że ktoś w wiosce samurajom mocno przeszkadza. Samurajowie chcieli złapać sprawcę po okoliczności, kto w tej biednej wiosce spożywał niedawno świeże mięso. Jednak po znalezieniu dowodów spożycia szczura porzucili dalsze śledztwo. Przypomniano sobie jednak o sprawie zatrutego (według Kappa) ciała heimina Sesuba. Pan Bayushi sobie znanymi metodami sprawdził ostatni posiłek zabitego w jego miseczce i stwierdził w nim truciznę. Przepytany dokładnie Arashi naprowadził samurajów na ślad, że jedynymi osobami, które mogły zatruć jedzenie byli dwaj mnisi, którzy jeszcze wczoraj wieczorem byli w wiosce (w chacie Sesuba!) i przed zmierzchem ją opuścili. Ci sami którzy wcześniej byli w Gospodzie i grali z Panem Bayushi w kości.

Zastanawiając się nad prawdziwą naturą mnichów Samurajowie opuścili w końcu wioskę bez gołębia, ciągnąc za sobą na powrozie piękną i kłamliwą Tsunako. Jako jedyny samuraj w wiosce pozostał Pan Akodo. Był tak mocno zauroczony śliczną i młodą Kamiko, że postanowił spędzić z nią jeszcze trochę czasu. Spotkało się to ze zrozumieniem reszty Samurajów. Fortuna Benten każdego może omotać swymi mocami, a jak mawiał Shinsei: „Każda chwila jest lekcją, naucz się ich słuchać”. Wszyscy byli pewni, że pewnością jakąś lekcję pan Akodo z tego wyniesie.

Droga do gospody nie była daleka i późnym popołudniem Samurajowie dotarli na miejsce.  Przeprawili się po kładce, którą zbudowali heimini. Prace nad nowym mostem w tym miejscu trwały w najlepsze. Jednak pierwsze co przykuło wzrok, to obecność w gospodzie ponad 20 bushi klanu Lwa, rodziny Ikoma. Od razu widać było że przybyli do gospody z jakimś ważnym zadaniem. Idealnie i jednolicie ubrani, czyści i karni. Pan Bayushi Shigeru od razu pociągnął Tsunako w kierunku stajni, spodziewając się kłopotów i chcąc sprawdzić co z jego koniem oraz Panią Matsu Yuriko. Reszta samurajów weszła do środka gospody. Nie zauważyli żadnej obsługi, ani innych gości. Nie zaniepokoiło ich to jednak, bo nieraz byli świadkami, że duży oddział samurajów wypędza heiminów z gospody, aby zrobić miejsce dla siebie. Szybko zostali wezwani przed oblicze dowódcy, którego inni bushi Ikoma zwali kapitanem. Roztaczał on autorytet siły i władzy. Na początku zaznaczył, że jego oddział przybył z dalekiego południa na powitanie delegacji klanu Żurawia, która wkrótce ma do gospody zawitać, podążając w stronę centrum ziem Ikoma na święto latawców. Muszą więc gospodę zabezpieczyć i zadbać o bezpieczeństwo delegacji Żurawia. Zażądał on od przybyłych samurajów dokładnego sprawozdania na temat niedawnych wydarzeń z tej gospody i śmierci jakie tu miały miejsce. Do zreferowania zgłosił się Pan Kakita Tigurashi. W duchu samuraj Żurawia był co prawda bardzo zdziwiony, iż kapitan nawet nie raczył się przedstawić oraz był bardzo oschły w swych wypowiedziach względem przybyłych, ale rozpoznawał osobę o wyższej od siebie pozycji i przyzwyczajony był z Cesarskiego Dworu do różnych zachowań godniejszych od siebie. Pan Kakita starał się więc jak mógł sprostać żądaniom Kapitana i wszystko zgodnie z prawdą opowiedział. Po kilku dodatkowych pytaniach, również do innych samurajów, audiencja była skończona. Okazało się, że Pan Ikoma Ishida nie zna tego dowódcy i do końca nie darzy go pełnym zaufaniem, zatajając przed nim sprawę gołębia. Na zakończenie Kapitan pochwalił przybyłych samurajów za sukcesy, nic więcej jednak od nich nie chciał.

Gdy samurajowie wyszli z gospody w stronę stajni i Pana Bayushi, Shugenja Yasuki Hedo przekazał mi bardzo zaskakującą wiadomość. Podczas audiencji zauważył on daisho klanu jednorożca u jednego z bushi Ikoma! Ten fakt rzucił wielkie podejrzenia na cały oddział Ikoma. Miedzy samurajami doszło do szybkiej i dyskretnej dyskusji. Czy mógł być to zaskakujący i dziwny zbieg okoliczności, czy też cały oddział Ikoma był w istocie przebraną bandą Okami, Białego Wilka? Ale skąd by wzięli takie kimona, tak duże ilości doskonałej broni i byli tak świetnie przygotowani oraz w tak wielkiej sile? Niewątpliwie ich celem mogła być delegacja Żurawia, jednak nawet to było zaskoczeniem, bo gdy leśna, zwykła banda łupi podróżnych w okolicy, to trudno się po niej spodziewać jakiś politycznych i znacznie większych zamiarów. Z drugiej strony nie można było jednak wykluczyć, że z jakiegoś powodu ten akurat prawdziwy samuraj Ikoma posiadał takie daisho jednorożców i banda nie ma tu nic do rzeczy. Postanowiono więc dowiedzieć się czegoś więcej, aby mieć pewność. Sednem sprawy przestało być życie piątki samurajów, a stało się być może zapobiegnięcie atakowi z zaskoczenia fałszywych bushi Ikoma na delegację Żurawia i wynikające z tego konsekwencje, być może nawet wojna między klanem Żurawia i klanem Lwa.

W tym czasie Skorpion – Pan Bayushi Shigeru zaprowadził związaną Tsunako do stajni, gdzie odnalazł dwa konie – swój oraz Pana Kakita. Nie było jednak śladu po dwójce młodych samurajach Lwów, Ikoma Romen i Matsu Yuriko, którzy koni i dobytku mieli pilnować. Gdy Skorpion sprawdził swój dobytek okazało się, że nic nie zginęło, ale z całą pewnością był on przez kogoś przeszukiwany.

Gdy samurajowie spotkali się w stajni, okazało się że również pozostawiony przy koniu dobytek Pana Kakity został przeszukany. Była to kolejna niepokojąca sprawa. Piątka samurajów postanowiła razem poszukać śladów młodej pary Lwów lub też heiminów, którzy by wiedzieli co wydarzyło się wcześniej w gospodzie. Spodziewano się znaleźć zabite ciała młodej pary, co ostatecznie potwierdziłoby, iż cały oddział Ikoma jest fałszywy.  Większość samurajów nie wierzyła, aby Pan Ikoma Romen i Pani Matsu Yuriko mogli uciec i pozostawić konie, które obiecali pilnować. Pokój w gospodzie młodych samurajów Ikoma i Matsu był zupełnie pusty, a heimini budujący most nic nowego do sprawy nie wnieśli. Nic nie wiedzieli o gościach gospody, a młodych Lwów nie widzieli. Innych heiminów w gospodzie czy okolicy nie znaleziono. Shugenja nie chciał pytać ducha rzeki o ciała – obawiając się ponownego kontaktu z nim, z racji nie załatwionych między nimi spraw. Z drugiej strony działanie bezpośrednie, czyli przepytywanie samuraja Ikoma o jego daisho jednorożców, zdawało się być  obarczone olbrzymim ryzykiem, że jeśli jednak jest to bandyta w przebraniu, zorientuje się, iż przebranie właśnie zostało odkryte i ponad 20 doskonale przygotowanych napastników zaatakuje piątkę samurajów, a potem zrealizuje swój nikczemny plan wobec Żurawii.

Samurajowie wrócili więc do stajni, aby ponownie przepytać Tsunako. Wcześniej w wiosce twierdziła ona, ze poprzedniego dnia była w gospodzie i widziała w niej heimina Gozei, mogła więc widzieć coś więcej. Kolejne pytania nie przyniosły żadnych nowych informacji, ale do stajni przyszła czwórka bushi Ikoma. Poprosili oni piątkę samurajów o pilne stawienie się przed obliczem swojego kapitana. Po wyjściu ze stajni nagle jeden z nich został trafiony prosto w głowę strzałą i padł martwy. Strzała nadleciała od strony pobliskiego lasu i krzaków, ale bushi Ikoma szybko wyciągnęli katany i zaatakowali piątkę samurajów, tak jakby to oni byli napastnikami w tej sytuacji. Starcie było gwałtowne, a dodatkowo z krzaków wyskoczyła z gniewnym okrzykiem Pani Matsu Yuriko, porzuciła łuk i natarła na bushi Ikoma. Trzej Ikoma nie mieli szans i wkrótce leżeli martwi. Matsu w szybkich słowach potwierdziła, że Ikoma są fałszywi, a ich kapitan to w istocie sam Biały Wilk. Odgłosy walki zaalarmowały jednak pozostałych kilkunastu fałszywych Ikoma, słychać było padające z wnętrza gospody rozkazy.

Pod wpływem sytuacji nie było czasu do namysłu, samurajowie rozdzielili się. Pan Togashi Benryu oraz Pan Ikoma Ishida wybrali ucieczkę dłuższą drogą, poprzez wąską kładkę przez rzekę. Sądzili że po przejściu zrzucą kładkę i dzięki temu unikną bezpośredniego starcia z resztą bandy Okami. Reszta samurajów czyli Kakita, Yasuki, Bayushi i Matsu chcieli bardziej konfrontacyjnego podejścia i pobiegli w stronę stajni. Znalezienie się za rzeką i likwidacja kładki nie dawały gwarancji ostrzeżenia delegacji Żurawia przed zasadzką. Stajnia zdawał się dawać jakąś minimalną osłonę, aby nie być otoczonym ze wszystkich stron przez napastników. Dodatkowo Pan Bayushi, który pobiegł pierwszy uczynił to z takim przekonaniem, że Pan Kakita sądził, iż Skorpion przy koniu ma jakieś dodatkowe atuty przydatne w tej sytuacji i bez namysłu ruszył za nim, a kolejni samurajowie za nimi dwoma. Potem dopiero okazało się, dobytek nie miał tu nic do rzeczy, a Bayushi dostrzegł atut i pewną możliwość w pozostawionej w stajni pięknej Tsunako i postanowił zaryzykować.

Nim banda dopadła wejścia do stajni krzyknął on, że samurajowie mają uwięzioną Tsunako i jeśli banda zaatakuje Skorpion ją zabije. Smurajowie wiedzieli, że banda ją świetnie zna, jest ona bardzo piękna i jej pozycja w bandzie musi być mocna. Ryzyko opłaciło się. Tsunako okazała się panią serca Białego Wilka i ten wstrzymał chwilowo swych ludzi. Zaczęły się pertraktacje. Okami przyznał się nawet do swoich zamiarów zaatakowania delegacji Żurawia. W tym czasie Kakita swym mieczem zaczął wycinać tylną ścianę stajni dostrzegając za nią kładkę i rzekę. Pan Ishida i Pan Togashi zdążyli się już schować w krzakach na drugim brzegu. Nie usunęli jednak kładki, bo nikt ich po niej nie gonił. Dwaj fałszywi samuraje Ikoma pilnowali tylko swojej części brzegu, jakby na warcie wypatrując obu zbiegów. Jeden z nich miał łuk w rękach, a drugi katanę. Wszyscy pracujący heimini uciekli widząc co się dzieje.

W tym czasie pani Matsu opowiedziała w stajni, iż jej życie straciło sens po tym jak fałszywi Ikoma-bandyci zabili jej ukochanego Romena. Ostatnim co chciała uczynić to walka z bandytami, aż do śmierci, przy okazji jednak chciała pomóc reszcie samurajów. Gdy zobaczyła, że banda zaraz zaatakuje stajnie, a jednocześnie Kakita kończy wycinać otwór pozwalający na odwrót, niespodziewanie rzuciła się na kilkunastu bandytów z gniewnym okrzykiem Matsu. Reszta samurajów wykorzystała jej poświęcenie, zamieszanie i hałas – Żuraw Kakita wybił otwór w ścianie, pierwszy rzucił się w kierunku dwóch wartowników i kładki, a pozostali dwaj za nim. Pan Yasuki jako że nie walczył, zabrał ze sobą Tsunako na powrozie.

Kakita Tigurashi w połowie drogi do kładki starł się z fałszywym Ikoma, który wybiegł mu na spotkanie. Ustawił się przy tym tak w biegu, aby bandyta częściowo zasłonił go przed  łucznikiem, który do niego mierzył. Samuraj Żurawia zadał mu ranę i sam uchylił się przed strzałą. Bandytę dobił Bayushi, który biegł za nim. W tym czasie łucznika zranił strzałą samuraj Togashi, ukryty w krzakach po drugiej stronie rzeki. Widząc nadbiegających samurajów ranny łucznik uciekł. Gdy samurajowie dobiegli do kładki, banda rozprawiła się z panią Matsu i znaczna jej część zaczęła omijać stodołę, aby ich dopaść. Kaikta i Bayusi przebiegli po kładce na drugą stronę rzeki i sięgnęli po swe łuki. Shugenja Yasuki wbiegł na kładkę jako ostatni ciągnąc za sobą dziewczynę, która go mocno opóźniała, z drugiej strony powodowała, że nikt do niego nie strzelał w obawie przed jej zranieniem.  Pogoń była już blisko za nim, a część bandytów miała w rękach łuki. Nagle jednak Krab Yasuki pchnął związaną dziewczynę wprost do rzeki, a sam po kładce przeskoczył na drugi brzeg. Dziewczyna zaczęła tonąć, kładka została zepchnięta do wody, a samuraje i bandyci zaczęli strzelać do siebie z łuków. Nagle zza stodoły bardzo szybko wybiegła wielka postać Okami – Białego Wilka i skoczyła do rzeki na ratunek swej ukochanej, nie interesując się dalej samą walką. W niej zginęło 3 łuczników bandytów, a pan Yasuki zaraz po zejściu z kładki został bardzo poważnie ranny od strzały, która przebiła mu płuco i padł nieprzytomny. Obie strony schowały się – samurajowie w krzakach odciągając Kraba, a bandyci miedzy zabudowaniami. Na zakończenie Skorpion idealnie przymierzył i ciężko zranił płynącego Białego Wilka. Strzała weszła mu w grzbiet aż po lotki. Okami nie potrafił utrzymać już w zębach ukochanej dziewczyny, sam desperacko walcząc o swe życie w wodzie. Tsunako nie miała szans  i widać było jak rzeka ją zabiera. Kakita widząc to wyszeptał, ze tak oto Kappa dostaje to, co przyrzekli dziewczynie, jeśli będzie ich okłamywać dalej. Samurajów zaskoczył jednak Smok Togashi Benryu. Zaczął on biec wzdłuż rzeki, jakby chciał dziewczynę za wszelką cenę ratować. Wkrótce jednak wrócił nic nie uzyskawszy. Los Okami pozostał nieznany.

W tym czasie namiestnik Ikoma Ishida wyruszł już do wsi po pomoc. Pozostała czwórka samurajów zaczęła dyskutować nad sposobem ostrzeżenia delegacji Żurawia, gdyby jeszcze tego wieczoru zechcieli przybyć do gospody, oraz nad odzyskaniem daisho jednorożca (a obecnie Goryo). Jego nowy właściciel-bandyta nie został ranny, ani zabity w potyczce.

Wkrótce jednak stało się jasne, że w gospodzie do napaści na Żurawie nie dojdzie. Wieczór szybko nadciągnął i na przybycie delegacji było już za późno. Dodatkowo banda otrzymała duże straty i zabrakło jej przywódcy. Nie sprzątali nawet swoich zabitych i nie próbowali nawiązywać żadnej walki. Gospoda wydawała się cicha i zamarła jakby w oczekiwaniu.

Wieczorem dotarł do samurajów Pan Ikoma Ishida wraz Panem Akodo Kosaburo, naczelnikiem Hanzo i dwójką Heiminów. Heimini zajęli się transportem nieprzytomnego Kraba do wioski, a reszta wyruszyła w kierunku wodospadu i brodu, aby sprawdzić siedlisko bandy, a następnie sprawdzić gospodę.

Przy wodospadzie spostrzeżono z daleka tylko dwóch wartowników, których Smok, Żuraw i Skorpion sprawnie i w ciszy zabili ze swych łuków. Nie zauważono nikogo więcej z bandy Okami. Przy samym wodospadzie odkryto ciemny wlot tunelu w ziemi i pozostawiono przy nim Hanzo, aby go strzegł i zabezpieczał tyły. Pozostała piątka samurajów przekroczyła bród rzeki i udała się lasem w kierunku gospody.

Będąc w połowie drogi samurajowie usłyszeli hałas biegnącego od strony wodospadu człowieka. Szybko zorganizowali zasadzkę, zranili i pochwycili jednego z bandytów. Ranny umierając zaczął coś mówić o martwym Gozei, którego Okami zabił, aby oddalić od bandy gniew Goryo, o niepowodzeniu planu Pani Soshi i potencjalnym wpływie tego planu na Cesarstwo. Szeptał o jakiś uśpionych czy zbudzonych, których Pani Soshi wezwała na pomoc. Potem jednak skonał. Z jego słów wynikało, że klan Skorpiona brał sekretny udział w tych wydarzeniach, być może stojąc za poczynaniami bandy. Wyglądało, że wysłał swych szpiegów jako dwójkę mnichów, z którymi tak chętnie grał w kości Pan Bayushi i którzy otruli heimina Sesuba, prawdopodobnie też oni wykradli wioskowego gołębia.  Czwórka samurajów ciężko potem patrzyła na Pana Bayushi Shigeru. Zważywszy jednak na fakt, iż pomagał im i bezpośrednio nie szkodził, nie roztrząsali dalej tej sprawy. Wkrótce dotarli do Gospody, która okazała się opuszczona. Daisho jednorożca wraz z jego nowym właścicielem wymknęło im się z rąk. Z drugiej jednak strony delegacja Żurawia była bezpieczna. Na zakończenie samurajowie ponownie wezwali Kappę. Przeprosili go za sytuację z otrutym heiminem, wrzucili na osłodę kilka nowych ciał do rzeki oraz wspomnieli o podarowanej Tsunako. Ku ich zdziwieniu Kappa nazywał ją Wilczycą i był tego pewny (pewnie wiedział co zjadł).  Bardziej zrozumiałe stały się powody miłości dwójki Okami i ich wzajemne poświęcenie. Ranny Biały Wilk wedle jego słów w końcu z rzeki wyszedł i uszedł w las. Końcowo Bayusi Shigeru wygrał z Kappa pojedynek na zagadki – a posążek Daikoku został zwrócony wiosce.

Na zakończenie tej historii należy dodać, iż następnej nocy duch samuraja Jednorożca nie pojawił się już w wiosce Nakamura. Pogłoski okolicznych heiminów donosiły, że resztki bandy Okamiego zbiegły w góry, ścigane przez samurajów Ikoma. Sam Okami przepadł bez śladu. Niebawem dość liczny orszak gości z klanu Żurawia, w dodatkowej asyście samurajów Ikoma przemaszerował bezpiecznie przez okolicę wsi Nakamura (wcześniej zatrzymując się w zajeździe pod Wodospadem) i dotarł do Kyuden Ikoma bez przykrych niespodzianek. Samuraje Ikoma przenieśli w palankinie rannego pana Yasuki do Kyuden Ikoma, gdzie zapewniono mu najlepszą opiekę, również ze strony shugenja. Oczywiście cały czas strzegli go też jego nowi towarzysze. Już wkrótce miała rozpocząć się ich wspólna służba jako strażników Cesarskiej Biblioteki.

c.d.n

About Funky

www.spinqfotografia.pl www.tomaszwachla.pl
L5K Cesarska Biblioteka, Legenda Pięciu Kręgów

Comments are closed.