Podróż do biblioteki, czyli banda Białego Wilka i Gaki.

Historia tutaj opowiedziana miała miejsce w ostatnich dniach lata na ziemiach klanu Lwa, a dokładnie na granicy ziem rodziny Ikoma. W górskiej drewnianej małej świątyni spotkało się zrządzeniem fortun pięciu jakże odmiennych samurajów. Każdy z nich z innego klanu, ale łączył ich wspólny cel – zostali wyznaczeni przez swoich Daimyo do roli strażników biblioteki rodziny Ikoma, najsłynniejszej z cesarskich skarbnic wiedzy. Znajdujące się tam kroniki są skarbem całego cesarstwa, dlatego zgodnie z dawnym cesarskim dekretem strzegą ich drużyny samurajów pochodzących z siedmiu wielkich klanów. Owa piątka właśnie podążała samotnie cesarskim traktem do serca ziem Ikoma, gdy zapadająca noc zmusiła ich do szukania miejsca na nocleg.

Pierwszym z przybyłych do świątyni był Pan Akodo Kosaburo – drobnej budowy samuraj klanu Lwa o pięknym głosie, dumnej i stanowczej postawie oraz licznych innych zaletach jak np. sporej wiedzy historycznej, którą jeszcze bardziej chciał pogłębiać w skarbnicach wiedzy Ikoma. Drugim był przedstawiciel klanu Skorpiona – Bayushi Shigeru. Jego twarzy nikt nie widział z uwagi na wielokolorową maskę (składająca się z 2 odmiennych połówek), którą wzorem skorpionów cały czas nosił i nawet w niej jadł. Jego niechlujny i dość odrażający dla innych samurajów wygląd znacząco odbiegał od Pana Akodo, a przez dziury w kimonie widać było nagie ciało. Od razu każdy mógł zauważyć, że i w usposobieniu bardzo się od innych samurajów różnił, przez swą niesamurajską bezpośredniość w wypowiedziach i zachowaniu oraz znajomość umiejętności niegodnych samuraja. Kolejny przybyły Pan Kakita Tigurashi z klanu Żurawia różnił się od skorpiona jak Pani Słońce od Pana Księżyc. Zafarbowane białe włosy upięte zgodnie z najnowszą cesarską modą, perfekcyjny i bogaty strój błękitno-srebrny, ukłon i maniery idealnie zgodne z etykietą. Widać było, iż jeszcze niedawno bywał na Cesarskim dworze. Z twarzy i zachowania jawił się jako samuraj z jednej strony bardzo przyjemny w kontakcie, z drugiej szybki w katanie. Czwartym samurajem był dziwny i tajemniczy mnich, czyli Togashi Benryu z klanu Smoka. Łysa czaszka, duże błękitne i nieodgadnione oczy. Małomówny i trzymający się z boku lustrował jednak pilnie innych, jakby ich oceniając. Samemu jednak nie dawał okazji, aby go lepiej poznać. Mówił tylko różne rzeczy o szukaniu oświecenia. Piąty samuraj był o głowę wyższy od pozostałych, ze dwa razy szerszy i dwa razy cięższy – Pan Yasuki Hedi miał dwa obi – jedno normalne, a drugie na skos przez ramię. Chował w nich różne rzeczy. Szybko też okazało się, ze jest shugenja lubiącym wypić, dobrze zjeść i strasznie chrapiącym w nocy. Nadmienić również należy, że Pan Kakita i pan Bayushi przybyli konno, podczas gdy pozostali trzej samuraje pieszo, posiadając cały swój dobytek w plecakach podróżnych.

Nim piątka samurajów miała okazję się bliżej poznać w zapadającym zmierzchu do świątyni przybyło również dwoje młodych samurajów z klanu Lwa: czujny Pan Ikoma Romen i piękna Pani Matsu Yuriko. Znać było, iż są dość nerwowi, a resztę samurajów darzyli nieufnością. Mało też o sobie powiedzieli, jedynie to, że są w podróży.

Po spożyciu wspólnego posiłku każdy samuraj w odmienny sposób spędzał wieczór – Pan Bayushi próbował niegodnie i grubiańsko uwodzić Panią Matsu (m.in. przez posuwiste ruchy ręki na mieczu), pan Akodo dumał nad świątynnym posążkiem i jego Kami, a potem mało zajmująco opowiadał historyczne opowieści. Pan Kakita postanowił namalować to niecodzienne spotkanie i uwiecznić wszystkich. Gdy skończył pokazał zgromadzonym swe dzieło i powiesił obraz niedaleko posążka w darze dla świątyni i jego Kami. Pan Togashi obserwował, Pan Yosuki ciągle jadł, a młode Lwy odpoczywały.

Nim całkiem zapadła noc jeszcze jedna postać pojawiła się w świątyni – pewien mnich o imieniu Shibo. Dziwna to była postać o nieokreślonym wieku i pochodzeniu. Jak się szybko okazało żartowniś, pijus i hazardzista. Mówił zagadkami, znał fakty których znać nie powinien, pił sake z kim tylko mógł i nie chciał przestać się opierać o posążek świątynny. Do odstąpienia nie przekonały go napomnienia Pana Akodo, a dopiero przegrany zakład podczas gry w kości z Panem Bayushi. Samurajowie odnieśli wrażenie, ze nie jest tym za kogo się podaje (może nawet jest jakimś Kami?), szczęśliwie jednak poszedł szybko spać.

Rankiem mnicha Shibo już nie było, a piątka samurajów po szybkim posiłku udała się w dalszą drogę, pozostawiając młode Lwy samym sobie (co im odpowiadało). Tym razem samurajowie wyruszyli już razem, jako że jasnym się stało że mają ten sam cel podróży, co więcej że jedną drużyną strażników wkrótce się staną, połączeni ze sobą przez 7 lat służby.

Droga przez górski las wkrótce doprowadziła samurajów do strumienia, który najwyraźniej pod wpływem ostatnich deszczy przeistoczył się w wartką rzekę. Wąski mostek był częściowo zanurzony w wodzie, a z naprzeciwka szli trzej nieznani roninowie. Shugenja Yosuki i Pan Akodo wysforowali się szybko do przodu, aby wejść jako pierwsi na mostek. Z drugiej strony podobnie szybko wszedł potężny ronin. Żadna ze stron nie chciała ustąpić miejsca i szybko doszło do konfliktu siłowego, na skutek czego wielki Pan Yasuki wrzucił ronina do rzeki, razem z barierką. Nagle okazało się, że to nie zwykła zwada, a planowana zasadzka bandytów, która nie poszła po ich myśli. Z lasu za plecami reszty samurajów pokazało się 2 łuczników, ronin z kataną i kolejny z yari. Samurajowie sięgnęli więc po broń.

Potyczka była krwawa. Pan Akodo zabił jednego ronina, ale sam otrzymał poważną ranę. Panowie Bayushi i Togashi z łuków poważnie zranili obu bandytów-łuczników, którzy potem umknęli w las. Pan Yosuki swymi czarami powstrzymywał w wodzie potężnego ronina, który spłynął z nurtem rzeki (na koniec ugodzony został jeszcze strzałą od Pana Bayushi). Pan Kakita zabił ronina z Yari i poważnie zranił drugiego z kataną. Bandyci uciekli. Na koniec shugenja Yasuki pokazał swe wielkie umiejętności i uleczył Pana Akodo, a następnie wzniósł się w powietrze na ognistych i magicznych skrzydłach, aby się rozejrzeć. Czym wywołał zdumienie i podziw reszty samurajów.

Od jednego z rannych bandytów dowiedziano się, że są z bandy Wilka i większość bandy obozuje niedaleko w górach. Postanowiono jednak nie gonić bandytów po nieznanych dla siebie górach i lasach, a jedynie przekazać tutejszym władzom szczegóły zajścia, aby sami się sprawą zajęli. Misja samurajów i dotarcie na czas były zdecydowanie ważniejsze niż lokalni bandyci. Wkrótce do piątki samurajów dołączyły też dwa młode Lwy i przed wieczorem razem dotarli do dużej gospody położonej przy rwącej rzece na ziemiach Ikoma.

Gospodę prowadził karczmarz Teishu, wraz z dorosłymi córkami. Na miejscu zastano: 2 mnichów, 2 rzemieślników, samuraja Ikoma, 2 roninów i Yojimbo gospody. Po zakwaterowaniu samuraje udali się do łaźni, gdzie wszyscy zobaczyli piękny tatuaż wilka na plecach Pana Togashi. W głównej sali pan Bayushi oddał się hańbiącej grze w kości z dwoma mnichami, pan Akodo rozmowie z karczmarzem, Pan Yosuki medytacji, a pan Kakita z ciekawością przyglądał się dłużej każdemu nieznajomemu i obchodził czujnie gospodę , bo miał wrażenie że jakieś niebezpieczeństwo unosi się na wietrze.
Za sprawą Pana Akodo szybko na jaw wyszedł fakt, że najmłodsza córka karczmarza umarła minionej nocy we śnie, wcześniej krzycząc jakieś koszmary. Ta nagła i niespodziewana śmierć była oczywiście wielkim szokiem i smutkiem dla jej rodziny. Samuraje zaczęli podejrzewać działanie jakiegoś ducha, może głodnego ducha gaki. Pan Kakita twierdził, że gaki może być widoczne, ale tylko w świetle Pana Księżyca, co jednak obecnie nie było możliwie z uwagi na duże zachmurzenie. Chciał on rozmówić się w temacie okoliczności tej śmierci z najstarszą z córek – a ta będąc w wielkiej rozpaczy w końcu uległa perswazji przystojnego samuraja i zgodziła się na spotkanie, ale dopiero o północy. Najciekawszym wieczornym rozmówcą w gospodzie okazał się Pan Ikoma Ishida, który miał dobrą orientację co się dzieje na ziemiach Ikoma, powiedział samurajom iż takich drużyn jak oni do chronienia bibliotek Ikoma jest siedem, a służba jest spokojna. Powiedział im też o zbliżającym się lokalnym święcie puszczania latawców, na które to święto wybiera się delegacja klanu Żurawia (co potwierdził pan Kakita). O śmierci dziewczyny nic nie wiedział.

Gdy zapadła noc do uszu wszystkich w głównej sali dotarł straszny krzyk. Uczeń rzemieślnika krzyczał przez sen w swym pokoju coś o latawcach i rzucał się na posłaniu. Rzemieślnik nie potrafił go dobudzić. Samurajowie pobiegli do niego, ale niczego ciekawego nie zobaczyli. Otwarcie okna nic nie zmieniło, bo chmury zatrzymywały wszelkie światło. Pan Kakita w końcu przypalił świeczką rękę śpiącego, co w połączeniu z szarpaniem pozwoliło go dobudzić. Niestety oprócz chaotycznych koszmarów nie potrafił przypomnieć sobie nic użytecznego.

Nie dane było samurajom porozmyślać nad sprawą, bo oto kolejny krzyk rozległ się w gospodzie. Tym razem krzyczał młody zakochany Lew – czyli Pan Ikoma Romen. Dzielił pokój z Panią Matsu, ktora próbowała go dobudzić. Wyglądało jakby coś wysycało z niego siły życiowe podczas sennego koszmaru. Tym razem pojawił się na miejscu shugenja Yosuki i coś próbował zdziałać w sprawie odnalezienia ducha i pokonania go, ale bezskutecznie. Pan Akodo za to coś dziwnego i strasznego zobaczył przez moment – jakby widmowy strzec wyciągnięty z grobu pochylający się nad leżącym Ikoma. Ciął maszkarę kataną, ale przeszył tylko powietrze, a duch zniknął.

Pan Kakita usłyszał za plecami, szlochanie starszej córki karczmarza, która potem wybiegła z gospody w ciemną noc, jakby czując się winna. Ruszył więc za nią. Gdy ją dogonił przy brzegu rwącej rzeki, nagle z tyłu, od strony gospody usłyszał odgłos wysuwanych mieczy. Z ciemności zdecydowanie ruszyło na niego 2 roninów, a jeden mówił do drugiego: „nie może się dowiedzieć”. Doszło do szybkiej walki w której Kakita jednego z roninów zabił, a drugiego ranił i zaczął przesłuchiwać. Zaskakująco okazało się, że był z bandy Wilka. Jednak nim zdążył się czegoś więcej konkretnego dowiedzieć, strzała ugodziła rannego w głowę zabijając go. Druga strzała wypuszczona przez nieznanego doskonałego łucznika zza rzeki celowała już w Kakitę, ale ten zdołał zasłonić się ciałem zabitego i został tylko poważnie ranny. Podniósł alarm.

W tym czasie duch wpadł w gniew, porzucił Pana Ikoma i zaatakował Pana Bayushi, zaciskając od tyłu swe widmowe dłonie na jego szyi, raniąc go dotkliwie i pozostawiając znaki na ciele. Samurajowie cieli powietrze, ale bezskutecznie. Duch pozostawał nieuchwytny i niewidoczny. Gdy usłyszeli alarm Pana Kakity przecięli ścianę i wypadli w ciemność. Pierwszy nadbiegł Pan Togashi. Tylko on w ciemności, po drugiej stronie rzeki dostrzegł wielką postać białego wilka, do której uciekał obecnie bandyta-łucznik. Tak to objawił się tajemniczy herszt bandy. Jasnym się stało, że obaj zabici roninowie i łucznik z tej samej bandy byli i knuli coś w tej okolicy.

W gospodzie zapanował chaos i nawet kronikarz ma problem gdzie kto był, co robił lub gdzie uciekał. Pewnym jest, iż Pan Akodo i Pan Yosuki dopadli w ciemności do dziewczyny, która najwyraźniej chciała wskoczyć do rzeki i skończyć swe życie z poczucia winy. Od niej dowiedzieli się o haniebnym procederze jakiemu oddawała się jej rodzina w gospodzie. Mieli układy z bandą białego Wilka i razem mordowali potajemnie podróżnych odwiedzających gospodę, grabili ich i wrzucali do rzeki. Oczywiście w jej rodzinie wszystkiemu przewodził jej ojciec – karczmarz. Ostatni z zamordowanych miał jednak dziwną karafkę, która otwarła się gdy wrzucano ciało do rzeki. Z tej karafki najprawdopodobniej wydostał się zły duch Gaki i zabił najmłodszą z sióstr w zemście. Pan Yosuki postanowił wykorzystać dziewczynę – zawarł układ z kami rzeki, iż odda ją mu, oraz zburzy gospodę jeśli kami odda mu karafkę. I tak się stało – dziewczynę popchnął do rzeki (lub jak twierdzą niektórzy – sama wskoczyła z rozpaczy), a we wzburzonych wodach ukazała się karafka którą zabrał.

Pan Ikoma Ishida – okazał się namiestnikiem z nadania daimyo Ikoma Ataka, który w gospodzie wykonywał tajną misję. Prowadził dochodzenie w sprawie zniknięć ludzi w okolicy i podejrzenia morderstw. Kiedy jasnym się stało, że samuraje odkryli prawdę, karczmarz zaczął w panice uciekać w noc, a Ikoma Ishida ruszył za nim w pogoń.

Duch jednak nie próżnował. Ponownie zaatakował młodego Pana Ikoma Romen. Tym razem samurajowie byli jednak przygotowani. Nawet fortuny im sprzyjały – chmury rozstąpiły się i wszyscy zobaczyli widmową, straszną postać wysycającą życie z pana Ikoma. Pan Yosuki podstawił otwartą karafkę pod twarz leżącego Ikoma, a Gaki został powoli wessany do niej. Zamknięcie karafki zakończyło sprawę.

Pan Yoriki na koniec chciał jeszcze spełnić swą obietnicę wobec kami rzeki i zburzyć gospodę. Pozostała czwórka samurajów nie wiedziała jak sprawy dalej się potoczą – zabrali więc swoje rzeczy, ostrzegli wszystkich gości z gospody i wyszli w noc. Nie był to jednak koniec całej historii, bo oto przez las nadjechało 3 samurajów z klanu Lwa i rodziny Matsu. W gorących słowach zarzucili młodej pani Matsu Yuriko haniebną zdradę rodziny i potajemną ucieczkę z Panem Ikoma. Szybko okazało się, że to jej ojciec, a konsekwencją ucieczki młodych zakochanych powinno być seppuku Pani Matsu.

Ciąg dalszy nastąpi.

About Funky

www.spinqfotografia.pl www.tomaszwachla.pl
L5K Cesarska Biblioteka, Legenda Pięciu Kręgów

Comments are closed.