Ostatnie dni lata

Nadeszły ostatnie dni lata. Twarz boskiej Amaterasu skryła się za chmurami, a Ryujin, Fortuna deszczu, zalał ziemię potokami swych łez. W małej, przydrożnej świątynce nieznanego kami, schroniło się przed nocą pięciu samurajów z pięciu Wielkich Klanów.

Kakita Tigurashi, o włosach pobielonych nie wiekiem, lecz farbą, szczerych oczach i łagodnym uśmiechu, oddany sztuce szermierczej swej Rodziny, przybył pierwszy. Wkrótce dołączył do niego Bayushi Shigeru, wścibski i zmierzwiony, na pozór pozbawiony samurajskich cnót, ale któż przeniknie maskę Skorpiona? Yasuki Hadoku-no-dodeki, wielki jak góra, opasany dwoma obi, obładowany zwojami z zaklęciami i skrzyniami z jedzeniem, przybył jako trzeci, a po nim Akodo Kosaburo, dla kontrastu niewielki, schludny i cichy. Po wejściu oddał najpierw cześć nieznanemu kami, którego wszyscy byli gośćmi. Wreszcie przybył ostatni, Togashi Benryu, wytatuowany mnich o błękitnych oczach barbarzyńcy, bez monów, ale z daisho za pasem i ustami pełnymi zagadek.

Tych pięciu samurajów spotkało się nie przypadkiem. Wszyscy zmierzali w to samo miejsce, do Wielkiej Biblioteki Cesarskiej na ziemiach Rodziny Ikoma, aby przez siedem lat, z woli swych daimyo, być jej strażnikami. Zanim ciemność okryła ziemię, przybyło jednak dwoje innych, których los przypadkiem tylko rzucił w te strony. Ikoma Romen i Matsu Yuriko schronili się na tę noc w świątynce przed pościgiem, ale o tym wiedzieli tylko oni sami. Obawa i wstyd kazały im mieć się na baczności przed wszystkimi, ale tę noc dane im jeszcze było przespać spokojnie.

Pan Yasuki, który prosił, by nazywać go jego skrócony imieniem Hedo, odtańczył dla uciechy pozostałych imponujący taniec pełnego brzucha, a potem opowiedział krótką, acz pouczającą historię swego wielkiego przodka, którego nazywano „Góra, która upada”, dla jego niezwykłej techniki pokonywania przeciwników samą tylko masą ciała. Zachęcony pokazem pan Kakita postanowił uwiecznić spotkanie na płótnie, a pan Akodo opowiedzieć wymyśloną historię nieznanego kami, któremu postawiono świątynkę, ale żaden z nich nie zdołał wzruszyć widowni. Pan Bayushi próbował zainteresować swą osobą panią Matsu w nieco nieprzystojny sposób, ta jednak zignorowała go, podobnie jak jej towarzysz, pan Ikoma.

Już po zmroku, do samurajskiego towarzystwa dołączył wędrowny mnich, a może kami, lub nawet Fortuna, który przedstawił się jako Shibo. Próbował być może coś przekazać samurajom, wygłaszając niezrozumiałe sentencje i czyniąc zagadkowe uwagi, ale w końcu udało mu się jedynie skłonić do wypicia nieco podłej shochu panów Bayushi i Yasuki, po czym zagrać z nimi w kości. Pan Bayushi wygrał, a pan Yasuki przegrał, zaciągając nieznanej wielkości dług u tajemniczego mnicha, obiecał mu bowiem oddać pierwszą rzecz, jaką znajdzie w domu po powrocie.

O świcie piątka przyszłych strażników Wielkiej Biblioteki Cesarskiej nie zastała już w świątynce tajemniczego Shibo, wyruszyli więc razem dalej, zostawiając Ikoma Romena i Matsu Yuriko samym sobie. Deszcz przestał padać, ale kami wody pląsały radośnie w wezbranych strumieniach i rzeczkach, kiedy więc droga zaprowadziła samurajów na mostek nad górskim potokiem, był on niemal cały zanurzony w wodzie. Z przeciwnej zaś strony zmierzała na ten sam mostek trójka roninów, prowadzona przez wielkiego prostaka z die-tsuchi przerzuconym niedbale przez ramię. Było jasne, że na mostku dojdzie do konfrontacji.

Pan Yasuki pewnie wkroczył pierwszy, a za nim pan Akodo, oni więc spotkali się na środku z trójką roninów. Usłyszawszy, że tamci nie zechcą dobrowolnie ustąpić miejsca lepszym od siebie, Yasuki-san chwycił wielkiego ronina z młotem za kimono i wrzucił go do rzeki. Zaskoczony i wzburzony nędznik wynurzywszy się z kipieli wyciągnął miecz, dając swym kompanom sygnał do ataku. Na to rozległy się w krzakach za plecami samurajów szelesty i wychynęło z nich kilka uzbrojonych postaci, gotowych do ataku. Tym samym stało się jasne, że była to zasadzka, a roninowie byli w rzeczywistości bandytami, napadającymi na podróżnych.

Pan Yasuki przyzwał moce Ziemi, aby spętać członki przywódcy bandytów i tamten z wysiłkiem stawiał krok za krokiem, by włączyć się do walki. Pan Akodo wysunąwszy się naprzód, by osłaniać shugenja, został ranny, ale odpowiedział precyzyjnym cięciem, rozpłatując przeciwnikowi brzuch. Panowie Togashi i Bayushi zastrzelili dwóch napastników z łukami, a pan Kakita ściął kolejnego atakującego mieczem. Widząc, że Fortuny odwróciły się od nich, bandyci rzucili się do ucieczki, dając dowód, że w duchu nigdy nie byli samurajami. Dwóch z nich zostało przy tym zabitych, a wielki dowódca, rzuciwszy się z prądem rzeczki, został postrzelony przez pana Bayushi zanim zniknął w spienionej kipieli wśród kamienistych przełomów.

Yasuki-san mocą kami wody uzdrowił rannego pana Akodo, który przesłuchał następnie rannego bandytę. Nędznik wyznał, że wraz z pozostałymi byli członkami bandy „Wilka”, określił też z grubsza lokalizację obozu, po czym skonał. Przesłuchanie zostało zakłócone przez innego jeszcze bandytę, który z wysokości pobliskiej skały usiłował zastrzelić rannego towarzysza. Na to pan Yasuki raz jeszcze zadziwił pozostałych i wezwawszy kami ognia, na ognistych skrzydłach wzniósł się na skałę, ale nie zastał tam już śladów łucznika.

Gdy samurajowie robili to wszystko, powrócił deszcz, a wraz z nim nadeszli pan Ikoma Romen i pani Matsu Yuriko, spotkani zeszłej nocy w świątynce nieznanego kami. Jako, że najwyraźniej zmierzali w tym samym kierunku co strażnicy Biblioteki, postanowili wyruszyć w dalszą drogę razem.

Pani Amaterasu, która nie wychyliła już tego dnia swej boskiej twarzy zza zasłony chmur, kładła się właśnie spać, a na niebiosa wyglądał już pan Onnotangu, kiedy na końcu drogi ukazała się wędrowcom Gospoda Przy Wodospadzie. Kamienny most spinał oba brzegi rzeki, za którą błyszczały mokre dachy i jarzyły się ciepło nocne lampy. Oberżysta imieniem Teishu przywitał dostojnych gości i pokazał im pokoje. Uwagi samurajów nie uszło widoczne zmęczenie i przygnębienie tak gospodarza, jak i jego dwóch córek, Tasako i Teiko, usługujących gościom. Pan Akodo wypytał o to oberżystę i dowiedział się, że rodzina cierpi po stracie najmłodszej córki, Tayuki, która zmarła niespodziewanie zeszłej nocy, krzycząc przed śmiercią długo i boleśnie, jakby w wielkim przerażeniu.

Pan Akodo przekazał to wszystko pozostałym strażnikom Biblioteki podczas o-furo, a ich oczyszczone w ciepłej kąpieli umysły jęły snuć przeróżne domysły. Pan Yasuki wysunął podejrzenie, że sprawcą przerażenia, które wycieńczyło młodą Tayuki, mógł być gaki, „głodny duch”, który żywi się snami ludzi i może nawet zabić swą ofiarę. Pan Kakita postanowił dowiedzieć się więcej od jednej z sióstr zmarłej, pan Togashi usiłował znaleźć jakieś ślady wskazujące na obecność gaki, a sam pan Yasuki wsłuchał się w głosy kami, zamieszkujących okolicę, co bacznie obserwował pan Akodo, zaintrygowany mocami shugenja. I tylko pan Bayushi zignorował tajemnicze wydarzenia i oddał się grze w kości z dwójką heiminów, siedzących dotąd skromnie w kącie gospody.

Niestety Fortuny nie pozwoliły samurajom dowiedzieć się niczego istotnego, nawet kami ziemi nie chciały niczego rzec. Ponadto pan Yasuki osłabł po próbie kontaktu tak dalece, że musiał pogrążyć się w medytacji, by odzyskać nieco duchowych sił. Pozostali udali się tedy do gościnnej sali, by porozmawiać z innymi podróżnymi. Prócz wspomnianych już heiminów, którzy okazali się być wytwórcami latawców, było tam jeszcze dwóch nieznanych roninów, yojimbo oberżysty imieniem Kentaro, dwójka mnichów oraz samuraj z Rodziny Ikoma, który przedstawił się imieniem Ishida. Pan Ikoma Ishida opowiedział samurajom nieco o Wielkiej Bibliotece, wspomniał też, że natknął się podczas swych wędrówek na tajemniczego mnicha Shibo, który poprzedniego wieczoru zabawiał samurajów swymi zagadkami i grą w kości w świątynce. Wieczór upłynął tedy na rozmowach, ale nim wszyscy zdążyli udać się spać, ciszę nocy rozdarł straszny krzyk.

Gdy samurajowie, prócz pana Yasuki, wciąż pogrążonego w medytacji, wpadli do małego pokoju na poddaszu, ujrzeli w świetle małej lampki taką oto scenę: młody heimin, uczeń w sztuce wytwarzania latawców, krzyczał przerażonym głosem, rzucając się w niespokojnym śnie, z którego nie potrafił się jednak obudzić, a stary mistrz pochylał się nad nim bezradnie, nie wiedząc co począć. Pomni słów pana Yasuki samurajowie szukali wzrokiem gaki, niczego nie mogli jednak zauważyć. Pan Kakita, pamiętając rodzinną historię wuja, którego także nawiedzał gaki, przypomniał sobie, że postać ducha widać w świetle księżyca, ale na nieszczęście pan Onnotangu postanowił w tę noc ukryć swą srebrzystą twarz za gęstymi chmurami.

Pan Akodo pobiegł tedy po pana Yasuki, w jego umiejętnościach pokładając całą nadzieję, a panowie Kakita i Togashi próbowali na wszelkie sposoby obudzić młodego heimina. Udało im się to akurat wtedy, kiedy do pokoju wpadł, posapując, pan Yasuki, zły że przerwano mu medytację. Rychło okazało się, że i on jest bezradny wobec niewidzialnego przeciwnika. Młody rzemieślnik ocknął się jednak i choć osłabiony, odpowiadał jak umiał najlepiej na pytania samurajów. Otóż po zapadnięciu w sen przyśnił mu się koszmar, dotyczący zbliżającego się święta latawców, na którym, jak co roku, ma odbyć się wielki konkurs puszczania latawców. W koszmarze przygotowany przez rodzinę śniącego latawiec został podziurawiony przez konkurencyjną rodzinę, a potem opisany szkaradnymi wyzwiskami pod adresem daimyo Ikoma, co sprowadziłoby na cały ród hańbę i zagładę. Wizja była tak przerażająca, że nieszczęśnik omal nie umarł ze strachu. Usłyszawszy opowieść samurajowie zgodnie uznali, że koszmar został zesłany przez gaki, żywiącego się strachem, a pan Yasuki dodał, że ten rodzaj sennego wampira nazywa się gaki-no-teru.

Ledwo młody heimin skończył opowieść, krzyk przerażenia rozległ się z drugiego końca gospody. Tym razem krzyczał pan Ikoma Romen, wygrażając komuś, że „jej nie odda”, prosząc „tylko nie ona” i podobne słowa, wskazujące, że koszmar dotyczył jego ukochanej Matsu Yuriko-san. Tym razem jednak pan Akodo chwycił lampę i zbliżywszy ją do rzucającego się na futonach pana Ikoma, dostrzegł w jej czerwonawym świetle kontury sennego wampira! Gaki wyglądał jak trup starca, z długimi paznokciami i włosami i z ogniem gorejącym w pustych oczodołach. Widok był przerażający, ale pan Akodo nie okazał strachu, tylko dobywszy katany ciął zdecydowanie w szyję widma. Miecz nie napotkał jednak żadnego oporu, przeciąwszy z sykiem powietrze, potwierdzając słowa pana Yasuki, że gaki pokonać można jedynie jadeitem, lub górskim kryształem.

Koszmar rozwiał się, a pan Ikoma obudził się, ale gaki zaatakował teraz pana Bayushi, choć ten wcale nie spał! Zimne widmowe pazury zacisnęły się na szyi samuraja i wszyscy zobaczyli, jak pojawiają się na niej sine pręgi! Powstał zamęt, jedni ratowali pana Bayushi, inni wypatrywali gaki, zwabieni krzykami zbiegli się inni goście i córki gospodarza. Widząc to, pan Akodo zapytał jedną z nich, czy jest gdzieś w okolicy górski kryształ, ale otrzymał zupełnie niespodziewaną odpowiedź. Dziewczyna zbladła, spojrzała gdzieś w przestrzeń i wyszeptała: „on wcale nie był pusty, kryształ nie był pusty! Jesteśmy zgubieni, wszystko stracone…”, po czym odwróciła się nagle i jęła uciekać. Pan Kakita rzucił się jej śladem, zaś pan Akodo chwycił pewnie drugą z córek oberżysty i jął wypytywać.

Tu wypada opowiedzieć najpierw, co działo się z panem Kakita, którego śladem podążył po chwili pan Togashi. Ledwo wybiegł z gospody drogę zastąpiło mu dwóch roninów, rzekomych gości gospody, z dobytymi mieczami. Jednej z nich wycedził „za dużo wiesz”, po czym obaj jednocześnie zaatakowali. Pan Kakita jednak, zwinnie uchyliwszy się przed obydwoma ostrzami, ściął najpierw jednego z napastników, a następnie ciężko ranił drugiego. Zamierzał go przesłuchać, ale nagle w powietrzu świsnęła strzała, która mimo panujących ciemności bezbłędnie trafiła w gardło rannego. Żuraw zdołał jedynie uchwycić padające ciało i schować się za nim w sam czas, by uniknąć kolejnej strzały, tym razem przeznaczonej dla niego. Na to dobiegł pan Togashi, który dostrzegł łucznika, czającego się na małym wzgórku, za mostem, po drugiej stronie rzeki. Kiedy pobiegł w tamtą stronę, łucznik zniknął, a z krzaków wysunął się na moment wielki, biały wilk! A więc ów Okami, „wilk”, nie był tylko pseudonimem nieznanego przywódcy bandytów, lecz jego wcieleniem, być może wcieleniem prawdziwym!

Tymczasem panowie Akodo i Yasuki zdołali wydobyć z załamanej Teiko strzępy opowieści, z których złożyli całość. Wyglądało na to, że oberżysta i jego córki, w porozumieniu z bandą Okami, rabowali i mordowali podróżnych, którzy zatrzymywali się w ich oberży, ale ostatni z nich miał przy sobie dziwny flakon z górskiego kryształu. Kiedy już pozbyli się ciała, ktoś otwarł flakon, który wydał się pusty. W rzeczywistości jednak więził głodnego gaki-no-teru, który uwolniony z więzienia począł nawiedzać i zabijać najpierw gospodarzy, a teraz także gości Gospody Przy Wodospadzie. Pusty flakon złoczyńcy wrzucili do rzeki, która, wezbrana wskutek padających nieprzerwanie deszczy, huczała teraz złowieszczo, jakby zapowiadając nadchodzące wydarzenia.

Trójka samurajów, bowiem pan Bayushi zdołał wyzwolić się z mocy gaki, wraz ze skruszoną Teiko, ruszyła do rzeki, spotykając na brzegu panów Kakita i Togashi, którym udało się pochwycić drugą siostrę, Tasako. Po drodze spotkali pana Ikoma Ishida, który ujawnił się jako namiestnik daimyo Rodziny Ikoma, Ataka-sama. Sprawdzał on doniesienia o napadach na podróżnych i tajemniczych zaginięciach, obserwował więc i gospodę, a teraz zyskał wyjaśnienie i pewność. Kiedy ujrzał oberżystę uciekającego przed sprawiedliwością, ruszył w pościg, ale ostatecznie łajdak zdołał zniknąć w lesie i na razie ujść kary.

Tymczasem dotarłszy nad wzburzoną już mocno rzekę, Yasuki-san wsłuchał się w kami wody i uczynił nieco lekkomyślną obietnicę. W zamian za oddanie kryształowego flakonu, obiecał duchom życie obydwu córek oberżysty, oraz samą gospodę, jako ofiarę. Huk wzburzonego nurtu i szum deszczu zagłuszył nieco słowa shugenja, tak, że pozostali samurajowie nie usłyszeli jaką obietnicę złożył, a może jedynie udali, że nie słyszeli. Tymczasem na jego zew odpowiedziały nie bezcielesne kami, ale żyjące w rzece kappa, małe, krwiożercze potworki, niechybnie upasione ciałami ofiar oberżysty i jego córek. Te ostatnie wydawały się jednak poniewczasie zdruzgotane ogromem zbrodni, w jakiej brały udział. Tasako szeptała prośby do duchów wody, żeby przyjęły ją do siebie za wszystkie ofiary, które im składała, wyrywając się przy tym z rąk pana Togashi. Teiko zaś obracała pełne łez oczy na otaczających ją samurajów, pytając, czy można sprzeciwiać się rodzinie, wszak życie człowieka bez rodziny, czy to samuraja, czy heimina, jest bez wartości.

Być może słysząc słowa shugenja, a może oceniwszy w duchu winy Tasako, pan Bayushi zwolnił uścisk i dziewczyna rzuciła się z brzegu wprost między krążące w spienionym nurcie kappa.  Zakotłowało się, po czym tak dziewczyna, jak i potworki zniknęły pod powierzchnią, a wzburzony nurt rozmył w jednej chwile pozostałe po nich na powierzchni kręgi. Tymczasem krzyki od strony gospody oznajmiły, że gaki dopadł kolejną ofiarę. Panowie Togashi, Kakita i Bayushi pobiegli więc w tamtą stronę, by sprawdzić kogo.

Po chwili z nurtu wynurzył się przy brzegu kudłaty łeb z wyłupiastymi oczyma, a za nim zielona łapa, ściskająca kryształowy flakon. Pan Yasuki jął ostrożnie spuszczać się w dół po stromym brzegu, zostawiając pana Akodo, wciąż trzymającego pewnie drugą córkę oberżysty. Kiedy zaś wyszedł ponownie na stromy brzeg, posapując z wysiłku po wyczerpującej wspinaczce, zobaczył, że Lew jest sam i wypatruje czegoś na drugim brzegu, dzierżąc w rękach obnażoną katanę. Widząc shugenja Kraba, wykrzyknął coś o dziwnym cieniu, który go zaniepokoił i który zamierzał sprawdzić. Najwyraźniej Teiko wykorzystała chwilę wolności i albo wzorem siostry rzuciła się w toń, albo wzorem ojca zbiegła. Nie było jednak czasu ani na dochodzenie co się z nią stało, ani na sprawdzanie tajemniczego czegoś po drugiej stronie rzeki, bowiem od strony gospody przybiegł pan Bayushi, donosząc, że gaki napadł ponownie na pana Ikoma. Ruszyli tedy jak najprędzej, dzierżąc kryształowy flakon, jedyną broń w walce z niewidzialnym przeciwnikiem.

Kiedy wpadli do gospody, ujrzeli pana Ikoma Romena rzucającego się na futonach i krzyczącego w wielkim przerażeniu. Togashi-san zaczął rąbać ścianę, mając nadzieję wpuścić do pokoju choć jeden promień księżyca, a pozostali pospieszyli mu z pomocą. W końcu pan Onnotangu zlitował się nad nimi i wyjrzał łaskawie zza chmur, wydobywając z ciemności upiorną postać widmowego starucha, schylonego nad wyprężonym ciałem dręczonego koszmarem samuraja i spijającego z jego ust strach. Yasuki-san podbiegł z flakonem, a magiczna moc kryształu poczęła wciągać gaki do środka. Kiedy już cały został wessany do kryształowej butli, shugenja zakorkował flakon i tak koszmar został pokonany.

Pozostała jednak jeszcze sprawa obietnicy, danej przez pana Yasuki kami rzeki. Shugenja kazał wszystkim gościom zebrać swoje rzeczy i opuścić gospodę, którą zamierzał poświęcić w ofierze, ale zamiar ten spotkał się z ostrym protestem pana Ikoma Ishido, reprezentującym daimyo Rodziny Ikoma, a więc władnym stanowić i egzekwować prawo. Pan Yasuki obstawał przy swoim, pan Ikoma nie zgadzał się, a pozostali na wszelki wypadek postanowili się spakować. Zanim jednak zdołali zebrać swe rzeczy, usłyszeli wielki huk i łoskot od strony rzeki. Wybiegli, by zobaczyć co się stało i ujrzeli, że solidny most, po którym jeszcze tego wieczora dostali się do gospody, nie istnieje – wzburzona rzeka zerwała go i resztki zabrała ze sobą ku dalekiemu Morzu Amaterasu.

Jednak na brzegu, przeprawiwszy się w ostatniej chwili, stała trójka samurajów z Rodziny Matsu. Najstarszy z nich, ani chybi ojciec dwóch młodszych, przemówił z gniewem i wyrzutem do Matsu Yuriko. Jeśli ktoś się tego wcześniej nie domyślił, teraz dowiedział się, że wyrodna córka złamała samurajskie śluby i uciekła z ukochanym Ikoma Romenem, ściągając hańbę na całą Rodzinę i zasługuje na najwyższą karę, podobnie jak zdrajca, który ją zwiódł.

Matsu Yuriko gotowa była stanąć do walki z ojcem lub bratem, ale sprzeciwił się temu pan Bayushi, domagając się spłaty długu, który powstał, gdy Skorpion został ranny w walce z gaki, gdy ten napadł na pana Ikoma Romena. Bayushi-san stwierdził, że dopóki jego rany zadane przez głodnego ducha nie zasklepią się, pani Yuriko powinna się nim opiekować i nie może stawać do pojedynku, który łatwo może się skończyć jej śmiercią.

Starszy z synów pana Matsu Hira, Agaro, słysząc to zawrzał gniewem i wyzwał Skorpiona na pojedynek, nie zważając na jego rany. Pan Akodo Kosaburo zaoferował się stawać zamiast pana Bayushi, aby pojedynek był uczciwy, ale po wymianie gniewnych słów młody Matsu począł domagać się krwi Skorpiona, dopatrując się obrazy. Spór zakończył ostatecznie pan Ikoma Ishida, jako namiestnik daimyo, gdyż w jego oczach pojedynek taki byłby morderstwem, ze względu na stan Bayushi-sana. Pan Matsu Hira przywiódł chrobrego syna do porządku i noc nie oglądała już więcej rozlewu krwi.

About Marek Meres

www.spinq.pl
L5K Rok Kruczych Skrzydeł, Legenda Pięciu Kręgów

Comments are closed.