Mgła się podnosi

Masakry w Quincy i Milton. Policja bezradna.

Nadal nie ma przełomu w śledztwie w sprawie strasznego wielokrotnego morderstwa w dwóch domach w Quincy i Milton. W obydwu przypadkach sprawca lub sprawcy wymordowali całe rodziny ostrym narzędziem, najprawdopodobniej dużym nożem. Rany wskazują na dużą sprawność w posługiwaniu się narzędziem zbrodni. Nikt z sąsiadów nie widział podejrzanych osobników kręcących się w okolicy, z domów nie zginęło nic wartościowego, zamordowani nie mieli wrogów. Wydaje się, że zbrodniarz dokonał masakry bez żadnego powodu.

Policja wydaje się bezradna. Jedynym tropem są ślady butów odciśnięte we krwi ofiar. Są to dwa różne ślady, co wskazywałoby na dwóch różnych morderców, ale równie dobrze pojedynczy przestępca mógł zmienić buty, aby zmylić policję. Wiadomo, że w sprawę prócz lokalnego szeryfa i bostońskiej policji (detektyw Ed Kovalsky) zaangażowani są także niezależni detektywi, znani z sensacji „pociągu śmierci”. Niestety, wydaje się, że oni także nie mają żadnego punktu zaczepienia. Czyżby te porażające morderstwa miały zatem pozostać niewyjaśnione?

Pożar w Cambridge. Spłonęła dwójka ludzi.

Pożar, który wybuchł wczorajszej nocy w jednorodzinnym domu przy Summer Street 8 w dzielnicy Cambridge kompletnie zniszczył dom i uśmiercił dwójkę śpiących w nim ludzi. Nie wiadomo kim byli tragicznie zmarli, sąsiedzi widywali wielu ludzi wchodzących i wychodzących z domu, którzy nie wyglądali jak jedna rodzina. Wcześniej na policję zadzwonił nieznany świadek, twierdząc, że w tym właśnie domu przy Summer St 8 słychać jakieś krzyki. Policja jednak nie interweniowała od razu, nie wiadomo więc, czy istotnie miała tam miejsce jakaś awantura, która później – nomen-omen – wygasła, rozgorzał natomiast pożar. W każdym razie dwójka ofiar została znaleziona w łóżkach, co wskazuje na to, że umarli we śnie.

—————————————————————————————

Drogi Lawrence,

Jeśli jeszcze nie wierzysz, że w Bostonie dzieją się dziwne rzeczy, przejrzyj proszę dzisiejszą gazetę. Ja natomiast podzielę się z Tobą tym, czego w gazetach nie znajdziesz, w nadziei, że gdyby przytrafiło mi się coś złego, pospieszysz mi z pomocą, jak przystało starszemu i zawsze opiekuńczemu braciszkowi. W jeślibyś nie zdążył, to może zechcesz mnie pomścić.

Ocieramy się tu o śmierć każdego dnia. Na razie nie naszą, ale mam przeczucie, że to się może zmienić w każdej chwili. Z tego co udało się nam ustalić, walczą tu ze sobą trzy kulty, cokolwiek byś nie myślał o możliwości istnienia takich kultów w naszej nowoczesnej, XX-wiecznej Ameryce. Śladami skradzionego medalionu profesora Robinsona dotarliśmy do pewnego domu w Cambrdige przy Summer Street 8, gdzie mieści się, a właściwie mieściła, kryjówka jednego z nich. Kult ten czci jakiegoś demona Ziemi, którego nazywają Kthonianinem. Demon ten daje im prawdziwą moc, możliwość wywoływania miejscowych trzęsień ziemi (przypomnij sobie Posterunek numer 2) i inne jeszcze możliwości. Szukają w Bostonie jakiejś skradzionej relikwii, a może części ich upiornego boga, nazywanej „Świętym Gerothe”. Relikwię tę ukradli im jacyś „złodzieje”. Wydaje się, że my także owych złodziei widywaliśmy, wspomnij na przykład postać podsłuchującą nas w „Saturday’s Club”, na 7-mym piętrze hotelu. Kim są owi złodzieje i po co im relikwia czcicieli demona Ziemi, na razie nie wiem. Trzecim kultem jest wspominany już kult demona Wody, Wielkiego Cthulhu, czy Dagona, jak twierdzi pan Cordwell. Wielki wieloryb, widywany przez rybaków, jest jakimś jego sługą, nazywanym przez kult Ziemi „Shogothem”, no i ryboludy także. Wydaje się, że kult Morza także pożąda skradzionej relikwii, w przeciwnym razie po co ryboludy zakradałyby się kanałami do centrum miasta?

Wczorajszej nocy włamaliśmy się nocą do wspomnianego domu. Miałem nadzieję odnaleźć tam Herberta, który był widziany wraz z dwójką kultystów, występujących pod imionami Diany i Zaka, znajomymi Mr Harpera z przeszłości. Niestety, nie było go tam, jedynie inna dwójka śpiących kultystów, których musieliśmy ogłuszyć, ich rytualne szaty i bardzo ciekawy list. To z niego dowiedziałem się kim są, czego tu szukają i jakimi metodami się posługują. Porywają ludzi, dziewice na ofiarę do jakiegoś „wielkiego rytuału”, oraz podejrzanych o posiadanie informacji na temat skradzionej relikwii i współpracę z pozostałymi frakcjami. Zamordowali księdza z centrum (zdaje się, że chodzi o zaginionego z Old North Chapel), oraz jakiegoś policjanta. Zamordowani niczego ciekawego nie wyznali, choć poddano ich jakiejś torturze za pomocą magicznego rytuału „wchłaniania ziemi”. W liście jest też mowa o „tajnym agencie podwodniaków”, oraz „oddanym sprzymierzeńcu złodziei”, którzy zostali schwytani i umieszczeni w „Posiadłości”. Podejrzewam, że owym „agentem podwodniaków” może być Herbert. Prócz nich zamierzają porwać jeszcze jakąś kobietę i jej znajomego, władającego mową „podwodniaków”. Wydaje się nam, że chodzi tu o panienkę Paige Bradway i Mr Cordwella. Tych zamierzają poddać przesłuchaniu przez wezwanego podczas Wielkiego Rytuału awatara bóstwa, owego Wielkiego Kthonianina.

Wielki rytuał ma się odbyć jutrzejszej nocy. Dzięki znalezionej notatce wiemy, gdzie i kiedy kultyści będą się zbierać (22:30 przy bramie Boston Public Library), że nie będą mieli ze sobą broni, znamy też słowa rytuału, który ma przywołać demona Ziemi. Będzie wśród nich jakiś wielki kapłan, o imieniu Hon-ran, być może ów Azjata, który uciekł z Posterunku nr 2 po magicznie wywołanym trzęsieniu ziemi, choć wedle słów Mr Cordwella ryboludy zabrały go na morskie dno, niechybnie celem przesłuchania przez „Shogotha”. Szczęśliwy przypadek sprawił także, że kryjówka kultystów spłonęła jeszcze tej samej nocy, wraz z dwójką ogłuszonych, więc nie wiedzą oni, że złożyliśmy im wizytę.

—————————————————————————

Ratusz rozważa godzinę policyjną

Takie plotki pojawiały się w gazetach już od paru dni, ale po ostatniej nocy może naprawdę dojść do wprowadzenia godziny policyjnej w całym Bostonie. Jeszcze nie ochłonęliśmy po masakrach w Quincy i Milton, a już doszło do kolejnych brutalnych i niewyjaśnionych morderstw.

Po pierwsze, grupa studentów Harvardu, zainspirowana gazetowymi sensacjami o tajemniczych postaciach we mgle, ludziach-rybach, potworach w metrze i tym podobnych, postanowiła samodzielnie sprawdzić te pogłoski. Niestety dla trójki z nich skończyło się to tragicznie. Zostali napadnięci i zamordowani w centrum miasta. Policja przesłuchuje ocalałą dwójkę, ostatni nie został na razie odnaleziony, więc wciąż jest nadzieja, że żyje. Nawiasem mówiąc, jest to syn pewnego uczonego, który został ponoć wynajęty przez Ratusz do wyjaśnienia fali morderstw i zniknięć. Czyżby ojciec użył syna i jego przyjaciół we własnym śledztwie, z wiadomym i tragicznym skutkiem?

Także ostatniej nocy miała miejsce brutalna walka pomiędzy jakimiś grupami przestępczymi, której pokłosiem jest pięć trupów. Trójka z nich do Azjaci, dwóch pozostałych to biali. W walce użyto prawdopodobnie dynamitu, uszkodzona jest ulica. Z niepotwierdzonych na razie źródeł wiemy, że świadek zajścia, znany policji drobny kryminalista, osadzony w areszcie, został jeszcze tej samej nocy zamordowany! Czyżby gangsterzy mieli „wejścia” w policji?!

Wreszcie dziś rano znaleziono archidiakona Kościoła Anglikańskiego, wielebnego Davida Gregga, w jego mieszkaniu, bestialsko okaleczonego i zamordowanego. Morderca odciął wielebnemu genitalia, wyłupił oczy, wyciął na ciele liczne mistyczne znaki, a potem przebił mu serce nożem do masła. Nie wiadomo jak wszedł i wyszedł, najprawdopodobniej miał ze sobą klucz, bo drzwi były zamknięte, kiedy gosposia wielebnego przyszła rano, by posprzątać i zastała zmasakrowane zwłoki. Nie ma żadnych świadków morderstwa, nikt nie widział także żadnych podejrzanych osobników, jeśli nie liczyć dzwonnika, który widział na dachu domu wielebnego „anioła”, czy też nagą kobietę, zapewne popiwszy uprzednio solidnie wina mszalnego. Podobnie jak w przypadku morderstw w Quincy i Milton nie ma żadnego motywu brutalnego morderstwa, z wyjątkiem może jakiegoś sekciarstwa. Czyżby jakieś szaleństwo nawiedziło nasz Boston?

About Marek Meres

www.spinq.pl
ZC Boston, Zew Cthulhu

Comments are closed.