Postacie we mgle

Tajemnicza bestia zabija kolejnego górnika!

Dziś rano w tunelach budowanej nowej stacji metra Haymarket zginął kolejny górnik – Steven Kevinson. Jego kolega Fred Morth twierdzi, że niczego nie widział, bo było za ciemno, a Steve pracował za wagonikiem. Usłyszał tylko straszliwy krzyk mordowanego, a potem ohydne mlaskanie. Wyczuł także wyraźnie obezwładniający odór zgnilizny, jakby gnijące mięso. Policja zabezpieczyła cały teren, a budowane tunele zostały tymczasowo zamknięte. Niestety prowadzący sprawę kapitan Ethan Donaldson nie chce zdradzić żadnych szczegółów śledztwa. Dowiedzieliśmy się za to, że zainteresowanie powtarzającymi się tajemniczymi morderstwami wykazali bohaterowie opisywanej szeroko przez wszystkie gazety sprawy „pociągu śmierci”. Na miejscu tragedii widziano eks-policjanta Josepha Harpera i doktora Jeremy Jonesa, a doktor Franklin Fisher zbadał nawet ciało zamordowanego. Według niego ślady na przedramionach i klatce piersiowej ofiary świadczą, że napastnik był mniej więcej ludzkiego wzrostu, a ślady zębów nie przypominają zębów drapieżnika, ale ludzkie! Czyżby zatem kolejny szaleniec, zagryzający górników? Doktor Fisher potwierdza też słowa Mortha o zapachu zgnilizny, który towarzyszył ofierze jeszcze po wyniesieniu z tuneli, choć rozkład ciała nie mógł się rozpocząć tak wcześnie.

Zakonnica podąża za biskupem w zaświaty

Wczoraj odbył się pogrzeb siostry Mary Clark, zakonnicy ze zgromadzenia przy kościele Świętego Krzyża, która oddała ducha podczas modlitwy, niedługo po tym, jak dotarła do niej wieść o brutalnym morderstwie biskupa Bostonu i jego asystenta, którym w Nowym Jorku poderżnięto gardła i obrabowano. Podobno siostra Clark miewała ostatnio niepokojące sny, podobnie jak zamordowany biskup, choć dokładna ich treść pozostaje nieznana. Sprawą zajmuje się ponoć specjalnie przysłany z Rzymu kościelny śledczy, ojciec Eduardo Romero, jeden z bohaterów sensacji „pociągu śmierci”. Odwiedził on Kościół Świętego Krzyża dziś rano, w towarzystwie dwóch innych bohaterów tej sensacji – Samuela Cordwella i Chestera Hacketta.

Detektyw znika bez śladu

Jeden z najlepszych bostońskich detektywów, Robert Evans, który prowadził dyskretnie śledztwo w sprawie nawiedzających ostatnio Boston dziwnych wypadków, zniknął nagle trzy dni temu. Swoich klientów poinformował listownie o pilnej potrzebie wyjazdu do Europy w sposób niezwykle lakoniczny. Zaniepokojeni klienci wynajęli kolejną grupę detektywów do zbadania owego zniknięcia i innych wypadków. Dowiedzieliśmy się, że tymi detektywami są ci sami gentlemani, którzy unieszkodliwili szaleńca w „pociągu śmierci” z Detroit do Nowego Jorku. Co do detektywa Evansa, wizja lokalna w jego biurze, gdzie zaginiony także mieszkał, potwierdziła wcześniejsze podejrzenia. Pozostawione rzeczy osobiste, otwarty i pusty sejf, oraz liczne ślady przeszukiwania świadczą, że Evans został uprowadzony, lub nawet zabity, a list wysłano, próbując uśpić czujność jego klientów. W biurze jeden z detektywów, doktor Jones, znalazł ślady notatki odciśnięte na brulionie. Ich treść to: „Psy – ??? / Kolejna dziewczyna – Ed Kowalsky / Muzeum Peabody – bez znaczenia?”. Wiadomo, że bohaterowie „pociągu śmierci” zamierzają sprawdzić tę treść. Na razie udało im się ustalić, że „Ed Kowalsky” to najprawdopodobniej porucznik policji z posterunku 3, z którym zamierzają spotkać się w sprawie „kolejnych dziewczyn” jutro rano.

Szaleniec zaczyna mówić

Nasi czytelnicy pamiętają zapewne tajemniczą śmierć posterunkowego Danielsa i zaginięcie jego kolegi, posterunkowego Wallsa. Obaj policjanci sprawdzali doniesienia o tajemniczej postaci pojawiającej się w dokach we mgle. Doniesienie złożył niejaki pan Burke, który doznał tak wielkiego szoku, że umieszczono go w szpitalu ogólnym Massachusetts. Jednak porucznik James Young, który prowadzi śledztwo w sprawie śmierci Danielsa i zaginięcia Wallsa nie potrafił niczego z niego wyciągnąć, mimo dwukrotnej wizyty w szpitalu. Dopiero wizyta niezależnych detektywów, znanych zapewne czytelnikom ze sprawy tzw. „Pociągu Śmierci” sprawiła, że szaleniec zaczął mówić. W szczególności podobno Mr Samuel Cordwell miał zbawienny wpływ na pacjenta, zagadując do niego w jakimś nieznanym języku. Pan Burke zaczął opowiadać o tajemniczej postaci, którą określił jako wielką rybę z białym brzuchem i na nogach. Ryba ta miała zapraszać staruszka do swej podmorskiej krainy. Niezależnie od przydatności tych wątpliwej wiarygodności informacji dla śledztwa porucznika Younga, znamienny jest fakt otwarcia się chorego pod wpływem odpowiedniego bodźca. Zainteresuje to z pewnością specjalizujących się w chorobach umysłu lekarzy, tym bardziej, że postęp możliwy był bez pomocy chirurgii, a nawet bez zimnych pryszniców, będących dotąd podstawą każdej terapii.

Strzelanina pod „Omni Parker House”

Wczoraj w godzinach wieczornych patrol policji przechodzący nieopodal ekskluzywnego hotelu „Omni Parker House” został zaalarmowany strzałami z broni palnej. Nie udało się nikogo ująć, ale świadek zeznał, że strzelał samotny mężczyzna, którego goniło dwóch innych, za którymi podążał jeszcze automobil. Z powodu ciemności świadek nie dostrzegł twarzy nieznajomego, ani jego prześladowców, wiadomo tylko, że byli dobrze zbudowani. Wydaje się, że strzały wystraszyły napastników, bo wsiedli oni pospiesznie do automobilu, który natychmiast zawrócił i odjechał. Nasz dziennikarz dowiedział się z zaufanego źródła, że nieznajomym strzelcem mógł być doktor Jeremy Jones, jeden z bohaterów sensacji ostatnich dni znanej jako „Pociągu śmierci” . Doktor Jones zatrzymał się wraz z pozostałymi towarzyszami z pociągu właśnie w hotelu „Omni Parker House” i był widziany wieczorem, jak wrócił z samotnego spaceru zdyszany i mocno poruszony.

Wcześniej podobno ci sami panowie byli podsłuchiwani w „Saturday Club” przez tajemniczego szpiega. Było to o tyle ciekawe, że szpieg ten podsłuchiwał przez okno, wisząc na gzymsie 7 pięter nad ziemią! Zauważony umknął po śliskich dachach do sąsiedniego budynku, wykazując się niepospolitą, żeby nie rzec – nieludzką – zręcznością i odwagą. O czym dyskutowali bohaterowie „Pociągu Śmierci” nie wiadomo, ale najwyraźniej komuś w Bostonie bardzo zależy, by się tego dowiedzieć. Niewykluczone zatem, że ów ktoś próbował uprowadzić doktora Jonesa, który odstraszył napastników strzałami z broni.

Tajemniczy Azjata ujęty w tunelach metra!

Jak podaje nasz informator policja ujęła wczoraj wieczorem w tunelach pod budowaną Haymarket Station tajemniczego Azjatę. Przypomnijmy, że tunele zostały wczoraj rano zamknięte wobec trzeciego już tajemniczego mordu górnika, o którym pisaliśmy we wczorajszym wydaniu południowym. Nie wiadomo czy za owe morderstwa odpowiada ujęty Azjata, nie wiadomo też niczego konkretnego o jego tożsamości. Od momentu zauważenia go w tunelach nie wydał żadnego dźwięku, nie wiadomo nawet, czy potrafi mówić. Wiadomo natomiast, że jego wygląd jest niezwykły. Na piersiach ma jakieś zawiłe i wypukłe tatuaże, a jego oczy są w całości pokryte skórą, jakby powieki zarosły mu oczy! Jest także niezwykle silny – potrzeba było czterech krzepkich policjantów by go obezwładnić.

Wiadomo, że nieznajomym interesują się także bohaterowie sprawy tzw. „Pociągu śmierci”. Cała szóstka, w towarzystwie panny Paige Bradway, złożyła wczoraj wieczorem wizytę policji na posterunku numer 1, gdzie został zamknięty tajemniczy Azjata. Jednak im także nie udało się skłonić więźnia do mówienia.

Niepokojące są także wieści o tajemniczych postaciach, widzianych we mgle wokół posterunku numer 1, gdzie osadzono podejrzanego. Podobno były zakapturzone i poruszały się w grupach kilkuosobowych. Czyżby ujęty Azjata był przywódcą jakiegoś tajemnego kultu, który dokonywał rytualnych mordów na pracujących przy Haymarket Station górnikach? Czy kultyści przybyli odbić swego mistrza z rąk policji? Być może nasi czytelnicy dowiedzą się tego już wkrótce!

About Marek Meres

www.spinq.pl
ZC Boston, Zew Cthulhu

Comments are closed.