Pociąg śmierci

Sensacja! Tajemnica pociągu śmierci wyjaśniona!

Wiele było ostatnio zamieszania i sprzecznych informacji na temat tragedii, do której doszło w expresie z Detroit do Nowego Jorku, gdzie w nocy z 15 na 16 listopada zginęło pięcioro pasażerów i policjant. Nasi dziennikarze dokładnie zbadali całą sprawę i nareszcie nasi wierni czytelnicy mogą poznać prawdę, w całej jej grozie i okrucieństwie.

Powodem całej tragedii był szanowany profesor Jeff Robinson i jego asystent, doktor Donald Parker, a właściwie tajemniczy amulet, który uczeni przywieźli z ostatniej swej wyprawy badawczej do Europy. W notatniku po zmarłym doktorze Parkerze znaleziono notatkę o śledzącym obu uczonych tajemniczym mężczyźnie w szarym płaszczu i kapeluszu. Mężczyzna ów nie był jednak człowiekiem, ale bestią, wilkołakiem, lub lykantropem, jak się je czasem nazywa. Pożądał amuletu dla jego mocy powstrzymywania niekontrolowanej transformacji z człowieka w bestię i dla jego zdobycia zamierzał posunąć się do wszystkiego.

Kiedy więc pociąg był już w połowie drogi i zapadła miła wilkołakowi ciemność, a księżyc wzeszedł, przybrał on swoją prawdziwą, bestialską postać, przemknął po dachu pociągu i przez otwarte okno wtargnął do przedziału profesora Robinsona i doktora Parkera, rozszarpując obydwu, a ciała wyrzucając. Zdobyty amulet zawiesił sobie na szyi i zamierzał jak gdyby nigdy nic wrócić do swojego przedziału w 2-giej klasie, ale został zauważony przez panią Elizabeth Swong, która na swoje nieszczęście zmierzała właśnie w kierunku wagonu restauracyjnego na kolację. Lykantrop zabił ją i pozbył się ciała w ten sam sposób, jak wcześniej ciał uczonych.

Tymczasem bestialski mord nie uszedł uwagi obsługi expresu. Najpierw konduktor, pan Ronald Paterson, zauważył strużkę krwi, wypływającą spod drzwi przedziału uczonych. Wezwał kierownika pociągu, pana Denisa Morgana, ale kiedy po otwarciu drzwi przedziału okazało się, że jest on pusty i zbryzgany krwią ofiar, obaj panowie stanęli przed zagadką, przerastającą ich intelekt i wyobraźnię.

I tu na scenę wkroczyli pasażerowie, o których wszyscy chyba nowojorczycy czytali już w innych, mniej wiarygodnych gazetach. Wypada ich jednak dla porządku przedstawić. A więc ojciec Eduardo Romero, młody włoski ksiądz, któremu nieobce są manifestacje sił nieczystych, Samuel Cordwell, równie młody, ale już znany w towarzystwie antropolog, który powrócił właśnie z wyprawy do Arktyki, Chester Hackett, dziennikarz „Arkham’s Advertiser”, specjalista od demaskacji fałszywych zjawisk nadnaturalnych, starszy już, ale wciąż krzepki były policjant, Joseph Harper, doktor Jeremy Jones, wykładowca archeologii na Uniwersytecie w Stanford, oraz doktor Franklin C. Fisher, lekarz i okultysta-amator. Poznali się oni już wcześniej w pociągu, bo jak się okazało, wszyscy zmierzali na sympozjum w New York University dotyczącego zjawisk nadnaturalnych w historii, archeologii i kryminalistyce.

Ci oto gentlemani nie poddali się panice i metodycznie przystąpili do zbadania całej sprawy. Znaleźli ślady pazurów wilkołaka na podłodze i oknie, z czego wywnioskowali jak napastnik dostał się do środka, plamę moczu na siedzeniu doktora Parkera, dowodząca wielkiego przerażenia, które przed śmiercią stało się jego udziałem, oraz fragmenty skóry i mięsa, wyszarpane z ciał nieszczęsnych uczonych, co wskazało jak zginęli. Znalazłszy notatnik doktora, dowiedzieli się o śledzącym ich tajemniczym prześladowcy, oraz o amulecie, który stał się obsesją profesora, oraz przyczyną tragedii. Z XVII manuskryptu „Średniowieczne Skarby Europy Środkowo-Wschodniej”, który w chwili śmierci studiował profesor Robinson, dowiedzieli się, jak ów amulet wyglądał, a nieco później, że miał moc powstrzymywania zła przed wydostaniem się na zewnątrz. Domyślili się zatem, że tajemniczy prześladowca śledził uczonych ze względu na amulet i że to on był przyczyną ich śmierci.

Tymczasem expres przybył tymczasem do Pittsburga, gdzie wsiadła policja, pod dowództwem szeryfa Stevena Fergusona, która przystąpiła do badania sprawy własnymi, konwencjonalnymi metodami. Po relatywnie krótkim czasie znaleziono dwójkę domniemanych sprawców. Bracia Donald i George Ramsey spali w swoim przedziale w 2-giej klasie tak głęboko, że nie usłyszeli wezwań policjantów do otwarcia drzwi. Po otwarciu przedziału konduktorskim kluczem znaleziono w nim zakrwawione ubranie i nóż, ślady krwi widniały także na nogawkach obu braci. Błyskawiczny sukces śledztwa ogłoszono wzburzonym pasażerom i policjanci opuścili pociąg, zabierając obydwu domniemanych zbrodniarzy. Został jedynie posterunkowy Harry Pretsby, starszy już wiekiem funkcjonariusz, którego zadaniem było zebranie zeznań od pasażerów i obsługi.

Uspokojeni pasażerowie udali się do swoich przedziałów, z wyjątkiem wspomnianych sześciu gentlemanów, którym własne wnioski nie pozwoliły uwierzyć w wersję policji i winę braci Ramsey. Badając szklanki z resztkami coli, którą raczyli się Ramseyowie, doktor Fisher odkrył ślady spiroetydryny, substancji usypiającej stosowanej w weterynarii. Po nawet niewielkiej dawce człowiek, a nawet koń, czy krowa, zasypia jak kamień. Wilkołak uśpił braci Ramsey, a następnie podrzucił do ich przedziału dowody zbrodni, które w zupełności usatysfakcjonowały policję. Oczywiście rozsądny człowiek zastanowiłby się, jaki przestępca zostawiłby sobie zakrwawione ubrani i nóż, mogąc łatwo pozbyć się ich, po prostu wyrzucając z pociągu przez okno. Pan Hackett tymczasem zlustrował w towarzystwie pozostałego w pociągu posterunkowego Pretsby wszystkie przedziały, szukając pasującego do opisu z notatnika doktora Parkera rosłego mężczyzny w szarym płaszczu i kapeluszu.

I poszukiwania te zostały uwieńczone powodzeniem. W jednym z przedziałów w 2-giej klasie, siedział mężczyzna pasujący do opisu, w towarzystwie dwóch drzemiących staruszków i młodej dziewczyny. Dziewczyna ta najwyraźniej chciała udzielić policjantowi i dziennikarzowi jakiejś informacji, ale napotkawszy wzrok rosłego mężczyzny zamilkła. Pan Hackett pospieszył poinformować pozostałych, zostawiając niestety posterunkowego Pretsy, co okazało się dla tego ostatniego fatalne w skutkach. Zaniepokojony wilkołak, on to był bowiem istotnie, postanowił usunąć zagrożenie i zamordował, a potem wyrzucił z pociągu zarówno młodą dziewczynę, jak i policjanta.

Kiedy zatem pozostali detektywi-amatorzy dotarli na miejsce, w przedziale była już tylko trójka pasażerów. Ojciec Romero i eks-szeryf Harper dosiedli się do owej trójki, udając zwykłych pasażerów, a pozostali bezskutecznie próbowali odnaleźć zaginionego policjanta. Kiedy jednak znaleźli na schodach wagonu jego chusteczkę, nabrali pewności, że oto nadszedł czas działania.

W towarzystwie konduktora Patersona panowie Hackett i Cordwell, wspierani w drugiej linii przez dra Jonesa i dra Fishera, weszli do przedziału z bronią palną i zażądali od nieznajomego mężczyzny poddania się przeszukaniu. Ten widząc, że został zdemaskowany, zerwał z szyi amulet, który ukrywał do tej pory pod koszulą i na oczach szóstki śmiałków, konduktora i dwóch leciwych staruszków rozpoczęła się przerażająca przemiana w bestię.

Ubranie rozpadło się na rosnącym nagle ciele lykantropa w drobne szmaty, ciało błyskawicznie porosło futrem, twarz jęła się zmieniać w przerażający wilczy pysk, a paznokcie zmieniły się w długie pazury. Szeryf Harper nie stracił zimnej krwi i wypalił potworowi prosto w kudłaty pysk z pistoletu, ale nie uśmierciło to bestii, ani nie zatrzymało przerażającej transformacji. Chester Hackett skulił się i zakrył twarz dłońmi, broniąc się przed bluźnierczą i uwłaczającą rozumowi prawdą, za to dr Fisher z fascynacją obserwował niesamowite widowisko. Samuel Cordwell począł wykrzykiwać niezrozumiałe wyrazy, mające być ponoć pradawną inkantacją Inuitów dla ochrony przed złem, a dr Jones usiłował znaleźć kawałek wolnego miejsca, by także zorientować się, co się dzieje, choć ryk potwora i huk wystrzałów były zupełnie jednoznaczne.

Ojciec Romero natomiast, który w pierwszej chwili zamarł ze zgrozy, odzyskał tymczasem władzę w członkach i zdolność myślenia i wpadł na pomysł prosty, acz genialny. Chwycił otóż porzucony przez potwora amulet, mający wedle XVII wiecznego manuskryptu moc pieczętowania zła i niezezwalania mu na wydostanie się, po czym z całej siły cisnął go w otwarty pysk bestii.

Wilkołak jakby zadławił się amuletem, choć oczywiście w rzeczywistości zadziałała tu magiczna moc artefaktu, a przemiana zaczęła się cofać. Zaskoczony potwór rzucił się panicznie w kierunku okna przedziału, zamierzając wyskoczyć z pociągu i zniknąć. Zanim jednak wspiął się, wyraźnie już osłabiony do zbawczego otworu, kule z pistoletu szeryfa rozszarpały, pół zwierzęcą teraz, a pół ludzką postać i lykantrop zwalił się bez życia na ziemię.

Ostatnią jego ofiarą okazał się jeden ze współpasażerów – sędziwy pan Lawrence Moresby, którego serce nie wytrzymało widoku potwornej przemiany. W walizce wilkołaka, teraz znów wyglądającego jak rosły mężczyzna, znaleziono jedynie dokumenty na nazwisko William West, oraz rzeczy osobiste. Powiadomiona policja odnalazła w końcu ciała wszystkich ofiar, choć oficjalne raporty mówiły o szaleńcu, a nie o wilkołaku. Jednak dzięki naszym dzielnym i nieugiętym dziennikarzom nasi czytelnicy mogą teraz znać całą i nieupiększoną prawdę o tym niezwykłym, przerażającym i tragicznym morderstwie w nocnym expresie Detroit-New York.

About Marek Meres

www.spinq.pl
ZC Boston, Zew Cthulhu

Comments are closed.