Człowiek w skórzanej masce

Ze smutkiem spieszę donieść Waszej Ekscelencji, że pan Barrowman po raz kolejny zawiódł Organizację i pozwolił się okpić czwórce Rozpruwaczy, mimo moich ostrzeżeń, których mu na polecenie Waszej Ekscelencji udzielałem.

Sprawa jak zwykle rozpoczęła się w mieszkaniu Basila Killjoya, gdzie trójka ze znanych Waszej Ekscelencji Rozpruwaczy, tj. James Woodrow, Sandor Kovacs i Edgar Hamilton poznała Miss Yves, urocze medium, niestety zaangażowane po stronie naszych przeciwników, oraz jej sługę i towarzysza, Czarnego imieniem Sembene. Tym razem loża miała wspomóc Scotland Yard, a konkretnie inspektora Coolidge, w rozwikłaniu zagadki śmierci rektora Shelby kościoła St Mary Matfelon, czyli oryginalnej White Chapel.

Jak Ekscelencja zapewne świetnie wie, śmierć rektora, a także kilka następnych zgonów, była efektem ubocznym poszukiwań grobu Richarda Brandona przez „Gregory Younga”, wychowanka nieodżałowanego Jonathana Mawsona. Dla porządku więc jedynie przypomnę, że Mawson wychowywał Gregory’ego w więzieniu New Gate, gdzie pracował, od małego, aż do ukończenia przez niego 17 roku życia. Wpajał w chłopaka przekonanie, że jest on skazany na śmierć, a kiedy odchodził na emeryturę, dopisał wychowanka do listy skazanych na powieszenie. Przed szubienicą ocalił jednak Gregory’ego Barrowman, gdyż, jak Ekscelencja wie, ten wyjątkowy młodzieniec wzbudził jego zainteresowanie pomysłem rzucenia przekleństwa na całą Anglię.

Kiedy bowiem miano ściąć Karola I Stuarta, mający wykonać wyrok kat, Richard Brandon, wzbraniał się przed królobójstwem, w obawie przed klątwą, która mogłaby spaść na niego i na całą Anglię. By zatem odwrócić klątwę od kata i kraju, użyto specjalnego krzyża, na który spadło przekleństwo. Ten krzyż został następnie pochowany wraz z Brandonem, po jego naturalnej śmierci. Kata pochowano w White Chapel, ale szczegóły zaginęły w pomroce dziejów. Młody Gregory dowiedział się o tym z więziennych opowieści i podań. Czyż nie byłoby to chichotem historii, gdyby grób Brandona, zwanego za życia także „Young Gregory”, odnaleźć i wyzwolić pochowaną w nim klątwę rękami „Gregory’ego Younga”?

Należy tu przypomnieć, że młody Gregory, wskutek bardzo nietypowego dzieciństwa, miał dość nietypowe upodobania. Chadzał w filcowej masce skazańca, jakie noszą więźniowie, miał też wielką słabość do łańcuchów, których używanie w charakterze tak broni, jak i zbroi, doprowadził do mistrzostwa. Dlatego właśnie śmierć przez uduszenie łańcuchem, którą zmarł ś.p. rektor Shelby, w połączeniu z plotkami o duchu „mnicha”, pobrzękującym łańcuchami, zyskała w oczach inspektora Coolidge’a znamiona „zagadkowej”.

Czwórka Rozpruwaczy, jako że Sembene dołączył do uszczuplonej loży Killjoya, rozpoczęła od obejrzenia ciała rektora Shelby w domu pogrzebowym. Przyczynę śmierci znali (uduszenie łańcuchami), ale na podstawie połamanych palców, pozrywanych paznokci i zdartych cienkich pasków skóry doszli do wniosku, że ofiara była przed śmiercią torturowana i to fachowo. Wniosek ten był jak najbardziej słuszny. Młody Gregory próbował dowiedzieć się dokładnej lokalizacji grobu od Shelby’ego, zanim go zabił.

Od oględzin ciała Rozpruwacze przeszli potem do wizji lokalnej na plebani St Mary Matfelon. Dowiedzieli się o pożarze, który dwa lata temu strawił niemal cały kościół i o postępującej nadzwyczaj powoli odbudowie. Nawiasem mówiąc, odbudowa ta była finansowana częściowo przez Barrowmana, który w zamian wymógł na rektorze wynajęcie podstawionych przez niego murarzy, którzy mieli umożliwić spenetrowanie lochów pod kościołem, gdzie miał znajdować się grób Richarda Brandona. I tu znowu pragnę wskazać błąd, popełniony przez Barrowmana: w sztambuchu zmarłego tragicznie rektora Shelby Rozpruwacze znaleźli wzmiankę o znaczącej pożyczce, udzielonej kościołowi przez tajemniczego „pana M” z Rosemary Lane 17B. To pozwoliło im później dojść po nitce do kłębka i powiązać całą sprawę z Cabalem. Gdyby pan Barrowman był ostrożniejszy, nie doszłoby do tego.

Od służącej rektora dowiedzieli się jednak Rozpruwacze także tego, że wielebny w każdy piątek spotykał się z rabinem Benjaminem z pobliskiej gminy żydowskiej. Obaj duchowni mieli wspólne pasje: brandy i historia Anglii za czasów Stuartów. Ta ostatnia poniewierała się na podłodze pokoju rektora, ponieważ w gniewie Gregory przewrócił regał z książkami. Rozpruwacze domniemywali, że tajemniczy morderca szukał jakiejś książki, a nie mogąc jej znaleźć na regale, próbował torturami wymóc informację na ś.p. rektorze. Domniemanie nieodległe od prawdy, choć oczywiście Gregory nie umiał czytać i regał wywrócił z czystej furii.

W tym momencie do pilnującego plebanii policjanta, a od niego do myszkujących po niej Rozpruwaczy dotarła informacja od inspektora Coolidge’a, że znaleziono ciało kolejnej ofiary tajemniczego „ducha mnicha”. Fakt, że ofiarą był rabin Benjamin, potwierdziło przypuszczenia Rozpruwaczy, że XVII-wieczna historia Anglii jest spójnikiem łączącym te dwa morderstwa (brandy odrzucono).

Wizyta w gminie żydowskiej pozwoliła Rozpruwaczom dokonać oględzin ciała rabina. Tu tortury zakończyły się na połamanych palcach, a śmierć nastąpiła również poprzez uduszenie łańcuchem. Ale ujęty żywym współczuciem i troską tego śliskiego węża, pana Woodrow, syn zabitego wyznał, że dostojny rabin zginął w miejscu wielce nieprzystojnym. A mianowicie u prostytutki, niejakiej Leticii Clark, która przyjmowała rabina regularnie w każdy poniedziałek na piętrze pubu „Broken Bottle”.

Rozpruwacze niezwłocznie się tam udali. Nie udało im się porozmawiać z Leticią, która w tym czasie pływała już w szambie za pubem, ale od jednej z pozostałych dziewczyn dowiedzieli się, że tajemniczy „duch mnicha”, pobrzękujący łańcuchami, nosił na twarzy filcową maskę więzienną. Znaleźli też ślady butów, prowadzące z pokoju w którym zginął rabin, przez okno na podwórko za pubem, gdzie znajdowało się szambo, w którym George utopił Leticię, ale dogłębne zbadanie sprawy nie przyszło im na myśl.

Wywiązując się sumiennie z powierzonego mi zadania, o wszystkim powyższym donosiłem na bieżąco Barrowmanowi i ośmielę się twierdzić, że tylko dzięki mej czujności mógł on podjąć niezwłocznie działania zmierzające do zneutralizowania wrogich agentów. Zamysł był dobry: Barrowman przechwycił autentyczne zaproszenie od inspektora Coolidge’a do Starego Yardu na 8 wieczorem, przerobił czas na 10 wieczorem, dając sobie czas na przygotowanie zasadzki, po czym wysłał poprawione zaproszenie do Rozpruwaczy. Jak przebiegło wykonanie tego planu nie omieszkam poinformować Waszą Ekscelencję już za chwilę.

Tymczasem jednak wrodzy agenci, mając sporo czasu do wzmiankowanej 10 wieczór, postanowili sprawdzić adres tajemniczego „pana M”, hojnego darczyńcy ze sztambucha ś.p. rektora Shelby. Jak się Ekscelencja domyśla, trafili nie gdzie indziej, a do kancelarii notarialnej pana Barrowmana. Tym samym przekonali się dowodnie, że cała sprawa jest dziełem Cabalu. Co prawda nie zdecydowali się na żadne bezpośrednie działania, ale czarnoskóry Sembene, ufając że jako nowa twarz w Londynie nie zostanie rozpoznany, wszedł do kancelarii i umówił spotkanie pomiędzy panem Barrowmanem, a swoim rzekomym panem. Na szczęście dzięki mej czujności Organizacja zna już czarną twarz pana Sembene i podstęp ten spalił na panewce.

Teraz nadchodzi moment, w którym muszę opisać nieudolnie urządzoną zasadzkę na Rozpruwaczy w Starym Yardzie. Człowiek przy wejściu, udający portiera, przedstawił się jako „Bennet”, zamiast „Benoit”, jak było napisane na plakietce, przypiętej do munduru zabitego strażnika. Na szczęście Rozpruwacze okazali się takimi samymi ignorantami w sprawach językowych, bo inaczej cała sprawa skończyłaby się już w tym momencie. A tak weszli w głąb starego i całkowicie o tej porze opuszczonego budynku, krata zamknęła się za nimi, zgasły światła i z ciemności wypadli na nich nafaszerowani „Mr Hyde’m” napastnicy.

Specyfik ten jest niestety bardzo niestabilny. Z pięciu atakujących jedynie dwóch zdołało zmutować zanim Rozpruwacze rozprawili się z nimi. W końcówce do walki włączył się także inspektor Coolidge, który został niefachowo ogłuszony i odzyskał przytomność zbudzony hukiem wystrzałów i krzykami walczących. Przemiana, której przyczyną był „Mr Hyde”, nie uszła oczywiście jego uwadze, co utrudni Cabalowi odzyskanie wpływów w Scotland Yardzie.

Inspektor zaznajomił Rozpruwaczy ze sprawą Jonathana Mawsona i jego „wychowanka”, na którą natrafił w archiwach Yardu. Mawson został jak wiadomo uduszony łańcuchem przez młodego Gregory’ego i podobieństwo tego morderstwa do dwóch dokonanych na duchownych różnych wyznań naprowadziło inspektora na trop. Rozpruwacze nie wiedzieli jeszcze co prawda, gdzie szukać obłąkanego mordercy, ale skoro jego postać i imię zostały przywołane, było tylko kwestią czasu, aż wpadli na jego trop.

Doszło do tego następnej nocy. Jak Ekscelencja wie, Gregory nie dowiedział się od żadnej ze swych ofiar dokładnego miejsca pochówku Richarda Brandona. Zdesperowany postanowił zasięgnąć informacji u osoby najlepiej poinformowanej, która znała całą sprawę, można rzec, z pierwszej ręki. Osobą tą był nieżyjący już od ponad dwóch stuleci Ralph Davenant, znany niegdyś dobroczyńca i miłośnik Whitechapel. W założonej przezeń szkole przechowywano do dziś pamiątki po szacownym fundatorze, a duch samego Davenanta nawiedzał nocami szkolną bibliotekę. Gregory nie zamierzał jednak wdawać się w konwersacje w otoczeniu książek, zamiast tego wybrał znaną sobie i ulubioną metodę – przemoc.

Włamał się do szkolnej sali pamięci i porwał stamtąd sztuczną rękę Davenanta, którą tamten nosił po utracie odmrożonej prawicy. Ze swą zdobyczą udał się do obozujących na cmentarzu miejskim Cyganów, szukając pomocy ich Wiedzącej. Przygotowanie do rytuału nieco trwało, co dało Rozpruwaczom czas na działanie.

Okazało się bowiem, że w szkole Davenanta mieszkał i uczył się niejaki Timmy, syn kanalarza z Romford, którego Rozpruwacze pozyskali dla swojej organizacji podczas zeszłorocznej operacji, w wyniku której padół ten opuściła nieodwołalnie nieodżałowanej pamięci wampirzyca, mademoiselle Francoise Lambert. Otóż Timmy, zwolniony z zajęć wobec śledztwa policji, przybyłej na miejsce włamania, odszukał swych przyjaciół z Romford i radośnie wypaplał im najświeższe sensacyjne informacje, nie podejrzewając nawet, że naprowadza ich na ślad, którego usilnie poszukiwali.

Rozpruwacze zrozumieli w lot, dlaczego skradziona została sztuczna dłoń Davenanta. Nie wiedzieli oczywiście, dokąd ją zabrano, ale postanowili niezwłocznie sami rozmówić się z duchem szanownego dobroczyńcy. Jako się rzekło, lubił on nocami przesiadywać w bibliotece, o czym doskonale wiedział Timmy i nie omieszkał się tą wiedzą podzielić. Rozpruwacze poznali z ust ducha Davenanta całą historię Karola I Stuarta, królewskiego kata, Richarda Brandona, klątwy za królobójstwo i jak postanowiono jej zapobiec. Dowiedzieli się też, że oryginalna White Chapel została przeniesiona, więc starych grobów próżno szukać w podziemiach obecnego kościoła. Kiedy zaś cygański rytuał wreszcie się rozpoczął i duch rozpłynął się w powietrzu, jego miejsce zajęła na moment wykrzywiona wysiłkiem twarz starej Cyganki i więzienna maska stojącego za nią Gregory’ego.

Czwórka Rozpruwaczy niezwłocznie popędziła na cmentarz, gdzie obozowali Cyganie. Nie udało im się co prawda zakraść bezszelestnie do wozu, w którym odprawiał się rytuał, ale w walce, która wybuchła, znowu okazali się górą. Gregory zdążył co prawda dowiedzieć się, gdzie znajduje się oryginalny grób Brandona i umknąć przez kanały, ale stara wiedźma nie zdołała się oprzeć przedziwnej mocy czarnoskórego Sembene i wypaplała wszystko także napastnikom.

Ci oczywiście pognali w ślad za Gregorym, choć obrali inną drogę, dotarli więc na miejsce, gdy grób Brandona został już otwarty. Rozgorzała kolejna i ostatnia już w tej opowieści walka, w której niestety zwierzęcy spryt i zręczność Gregory’ego musiała ulec przewadze liczebnej napastników. Wychowanek Jonathana Mawsona, raz już skazany na śmierć, doczekał się w końcu wykonania wyroku, choć w nieco inny sposób, niż przewidują przepisy penitencjarne. Krzyż owinięty puklem królewskich włosów zabrali Rozpruwacze do swej kwatery i tak groźba uwolnienia klątwy została zażegnana.

Pan Barrowman mógł w tej sytuacji jedynie zdobyć się na lekceważący gest – wysłał na adres Basila Killjoya liścik z podziękowaniem za uwolnienie go od kłopotów z Young Gregory’m, który wymknął się spod kontroli. Nie jest to do końca nieprawdą, rzeczywiście organizacja wycofała poparcie dla maniaka, gdy zaczął kręcić i odmówił oddania Krzyża po jego znalezieniu. Tuszę jednak, że Ekscelencja podziela moje zdanie na ten temat: przygotowania całej operacji poszły na marne, unikalny maniakalny morderca spoczął w ziemi, stosunki ze Scotland Yardem uległy dalszemu pogorszeniu, a Rozpruwacze uzyskali w nim istotną przewagę. Po raz kolejny pan Barrowman udowodnił swą nieudolność i ośmielę się zaproponować jak najszybsze jego przeniesienie na jakieś mniej eksponowane stanowisko.

Z głębokim ukłonem,

Z

About Marek Meres

www.spinq.pl
Rozpruwacze ,

Comments are closed.