Planeta Vau, lesisty kontynent…

25/12/4999 statek kosmiczny „Muśnięcie”, układ Pentateuch, niedaleko Wrót

Statki Kajdaniarzy prawdopodobnie zgubione. Podczas trzydniowej podróży próbowali raz nawiązać kontakt. Lunar uniknął kłopotliwych pytań psując mikrofon. Po otwarciu Wrót pozostaliśmy w układzie Pentateuch. Nasz pilot ukrył statek na obwodzie Wrót. Z bliska robią jeszcze większe wrażenie. Kajdaniarze wrócili po nas po godzinie. Próbowali nawiązać kontakt, więc nie domyślają się, że przejęliśmy statek. Czekamy na otwarcie Wrót na Delfy. Polecimy przez układy Hawkwoodów. Lunar uważa, że to lepsza trasa niż Byzantium Secundus.

Ojciec Thurzo przechodzi kryzys. Nie może zaakceptować faktu wskrzeszenia w nowym, sztucznym ciele. Niestety poszukiwania odpowiedzi prowadzą go w kierunku herezji. Zastanawia się na przykład nad możliwością zasiedlenia dusza golema Maxa. Próbuję przywołać go do porządku. Na razie bez powodzenia, ale nie zaprzestanę wysiłków.

Ja sam czuję się już lepiej. Legenda o Lazarusie ze Świętej Terry pozwoliła mi oswoić się z sytuacją. Brat Igor wydaje się szczery w swoim credo. A ponad wszystko mamy misję do wykonania. Nie wolno poddać się zwątpieniu.

Inni nie objawiają nadmiaru melancholii, ale odreagowują stres w inny sposób. Lunar namiętnie ćpa, a Zak chleje. Na razie jednak nie doprowadziło to do zagrożenia misji.

26/12/4999 statek kosmiczny „Muśnięcie”, układ Ravenna, niedaleko Wrót

Po skoku znaleźliśmy się w środku starcia. Vuldrokowie napadli na frachtowiec eskortowany przez szturmowiec. Ten ostatni był już w ostatnim stadium abordażu i nie mogliśmy pomóc. Frachtowiec był ścigany przez 4 myśliwce. Używając maskowania Lunar podprowadził „Muśnięcie” na zasięg skuteczny. Pierwszą salwą zdjęliśmy dwa myśliwce. Pozostałe dwa zestrzeliliśmy po krótkiej wymianie ognia. Frachtowiec podziękował i odleciał bezpiecznie. Byliśmy ścigany przez piracki statek-matkę, ale przewaga szybkości pozwoliła nam uciec bez trudu.

13/01/5000 statek kosmiczny „Muśnięcie”, układ Apshai, w drodze do planety Apshai

Podróż na Apshai była dłuższa niż się spodziewaliśmy. Kilka skoków Lunar wykonał do układów, których nie planowaliśmy odwiedzać. Dziś przeszliśmy przez Wrota z Midian na Apshai. Stacja Vau wysłała krótki przekaz. Mamy otwarty korytarz do portu kosmicznego Torguero na kontynencie Kynuth. Zbaczanie z kursu, bądź próby lądowania na planecie poza wyznaczonym portem zostaną ukarane zestrzeleniem. Lunar odstawił narkotyki. Ojciec Thurzo odzyskał Wiarę i przestał rozważać heretyckie teorie.

Wiadomości podsłuchane podczas podróży: na wielu planetach panuje chaos. Częste lincze na urzędnikach i sympatykach Cesarstwa. Skrytobójcze ataki na dostojników Kościoła. Trzy większe starcia flot: na Suthec Hazaci wyparci przez flotę Kościoła, na Byzantium Secundus siły cesarskie wyparły siły kościelne i na Criticorum obie walczące floty: Li Halanów i Hawkwoodów zostały przepędzone przez Al-Malików.

18/01/5000 miasto Torguero na kontynencie Kynuth, planeta Apshai

Da Souza był na Apshai. Przyleciał 12 a odleciał 9 dni temu. Przewoźnik, który udzielił tych informacji Lunarowi coś jednak ukrywał.

Sholdan, czy raczej Albert Sprangler, bo pod takim nazwiskiem występuje tu nasz towarzysz, ma w Torguero dawny kontakt handlowy. Jest to lokalny Pozyskiwacz nazwiskiem Ted Kwiatkowski. Jutro mamy się z nim spotkać w jego sklepie „3 szpony”. Na razie jego żona dała nam nocleg w należącym do nich hoteliku. Dla odmiany: „4 szpony”.

Stolica ludzkiego kontynentu Kynuth, miasto i port kosmiczny Torguero, jest siedliskiem rozpusty i wykazuje oznaki daleko idącego rozprzężenia. Na ulicach pełno jest prostytutek, na murach widnieją napisy nawołujące do nieposłuszeństwa, bądź po prostu obraźliwe. Inwektywy kierowane są przeważnie pod adresem zarządzających układem Vau, bądź władającego miastem związku ludzi Gildii, nazywających siebie „Odnowicielami”. Dowiedziałem się, że „Odnowiciele” (lub też „Odnogi”, jak ich nazywają potencjalni buntownicy) chcą zbliżenia z Vau. Niestety wpływy Kościoła są niewielkie, a lekceważący stosunek do hierarchii powszechny.

Ostatnio w mieście miały miejsce ataki na przedstawicieli Kościoła i szlachty. W wybuchu Bazyliki 2 tygodnie temu zginął biskup Dultus, głowa miejscowego Kościoła. Jego następcą jest ksiądz Kodo Sakuma. Miały też miejsce pojedynki między szlachtą, wydaje się, że na tle religijnym. Kawaler Antonio Tancini Li Halan zabił w pojedynku cesarskiego ambasadora, Malcolma Haj Abdi.. Nowym ambasadorem jest niejaki Fred Kasushita, który zaszył się w ambasadzie i nie pokazuje się w mieście. Tydzień temu doszło też do jakiegoś większego starcia między Kajdaniarzami, a szlachtą. Zginął w niej jakiś przedstawiciel cesarza i paru Kajdaniarzy. Niestety nie udało się dowiedzieć szczegółów.

Powyższych nowin dowiedzieliśmy się w barze od miejscowego najemnika. Ten sam człowiek opowiedział nam chętnie o samym Apshai. Poza kontynentem Kynuth, zasiedlonym przez ludzi, istnieje jeszcze Ganesh, zamieszkany przez rasę owadów-ogrodników i kilka nienazwanych, a jedynie ponumerowanych niezamieszkanych kontynentów. Van zabraniają ludziom opuszczania Kynuth, a nieposłuszeństwo karają śmiercią. „Odnowiciele” rządzą jedynie miastem Torguero. Na prowincji jest mozaika wpływów: szlachta i gildie wykroiły sobie własne dominia, w dużej mierze niezależne od władzy cesarskiej i duchowej.

Ojciec Thurzo doszedł już całkowicie do siebie: na ulicy napiętnował pijanego Amalteanina, handlującego afrodyzjakami! Zaiste upadek moralny w tym mieście jest wielki, skoro nawet ludzie Kościoła otwarcie okazują słabość prostaczkom i nie są za to surowo karani. Ojciec Thurzo dał dobry przykład, ale obawiam się, że to za mało. O wiele za mało.

19/01/5000 miasto Torguero na kontynencie Kynuth, planeta Apshai

W nocy miał miejsce kolejny atak na ludzi Kościoła. Zginęło 5 ludzi. Świadek widział grupę kilkunastu zamaskowanych napastników, z doskonale widocznymi symbolami sił cesarskich. Sądzę, że to prowokacja. Wszystkie ofiary były popalone ogniem z miotacza, należącego do jednej z nich. Jedno z ciał, ubrane jedynie we włosiennicę, było pozbawione głowy. Kiedy strażnicy miejscy ładowali ciała do pojazdu kołowego, spod spalonej tkaniny wysunął się medalion z symbolem Świątyni Avestii. Bezgłowy Avestianin!

Nie zwlekając ojciec Thurzo i ja wystąpiliśmy o możliwość dostępu do ciała. Dowodzący patrolem sierżant Mahoney skłaniał się ku spełnieniu naszej prośby i szedł już w kierunku pojazdu, kiedy stało się coś dziwnego. Nagle na jego twarzy pojawił się dziwny, nieobecny wyraz. Mechanicznie sięgnął po pistolet i strzelił do ojca Thurzo. Obezwładniłem sierżanta, ale wtedy jeden z jego ludzi także zmienił się wyraźnie na twarzy i także sięgnął po broń. Zorientowałem się, że tak sierżant, jak i ów drugi człowiek padli ofiarą uroku i zacząłem rozglądać się za czarownikiem. Ojciec Thurzo jednak odpowiedział ogniem na atak drugiego zauroczonego. Puściłem sierżanta i rzuciłem się gasić podpalonego. Sytuacja zrobiła się dramatyczna, bo pozostali strażnicy dobyli broni, sądząc, że ich atakujemy. Na szczęście obezwładniony sierżant, uwolniony od uroku, doszedł do siebie i rozkazał wstrzymać ogień.

Ojciec Thurzo, zrozumiawszy co się stało, wypatrzył, czy może raczej wyczuł czarownika, czającego się o dobre 70 metrów od miejsca akcji. Ruszyliśmy tam okrężną drogą. Ojciec Thurzo padł jednak także ofiarą uroku i musiałem unikać jego ataku. Rzuciłem się do biegu i wtedy najwyraźniej czarownikowi puściły nerwy. Zniknął w labiryncie uliczek, a na naszej drodze pojawiło się trzech miejscowych opryszków z pistoletami i mieczami. Przebiłem jednego, ojciec Thurzo postrzelił drugiego, a trzeci zdołał uciec. Niestety czarownik także uciekł, a pojmany opryszek, znany zresztą sierżantowi Mahoneyowi, nie wiedział nic konkretnego na jego temat.

Sholdan i Lunar opuścili nas haniebnie podczas starań o dostęp do Bezgłowego Avestianina, obawiając się kłopotów z lokalną władzą. Lunar wrócił na odgłos strzałów, ale Sholdan uparł się załatwić sprawę po swojemu. Być może ma rację, medalion wyglądał zwyczajnie, a sierżant nie zgodził się nam go dać, mimo przekonującej mowy ojca Thurzo. Zobaczymy zatem, czy znajomości Sholdana zdołają otworzyć nam drzwi kostnicy.

19/01/5000 po południu, miasto Torguero na kontynencie Kynuth, planeta Apshai

Sprawa bezgłowego Avestianina rozwiązana. Kontakt Sholdana, ów Ted Kwiatkowski, okazał się jednak mniej skuteczny niż obecna głowa Kościoła w uzyskaniu wstępu do kostnicy. Zabitym był Inkwizytor, diakon Marcus, prowadzący śledztwo w sprawie wysadzenia w powietrze Bazyliki i śmierci biskupa Dultusa. Przy ciele znaleźliśmy spalony notatnik, zawierający protokół przesłuchania podejrzanego. Udało się odcyfrować większość ostatniej strony.

Przesłuchiwany przyjmował rozkazy od tajnego stowarzyszenia używającego nazwy „Triskel”, znanym także jak „Salamandra”. Na rozkazy tej organizacji dokonał wielokrotnych morderstw na dostojnikach kościelnych, pozorując działalność agentów cesarza. Wyznał także, że przebywał w tajnej bazie „Triskel”, dawnej placówce badawczej II Republiki. Pracowało tam około 100 psioników, badając zaklęcia działające na Wrota. Niepełne zapiski pozwalają się domyślić, że jedno z tych zaklęć stało się przyczyną zagłady Świętej Terry. Baza „Triskel” znajduje się za Wrotami w układzie Madoc, lub może Midian (dokładny cytat: „przy Wrotach na Midian Madoc lecieć w przeciwną stronę”). Diakon Marcus zapisał w protokole „baza do natychmiastowej likwidacji”. Jak widać nie zdążył wprowadzić swych zamierzeń w czyn.

„Triskel” to nazwa i symbol pochodzący ze Świętej Terry, z prehistorycznych czasów, dotyczący jakieś mitycznej kultury celtyskiej, lub podobnie. Według brata Alvo z biblioteki przy Kościele Św. Horacego oznaczał „zmianę, tańczącą energię, był także kojarzony z potrójnym, równorzędnym fundamentem Znanych Światów (Kościół, Szlachta i Gildie skupione wokół Cesarza)”. Wiemy, że w organizacji służą na pewno Kajdaniarze, ale być może jej macki sięgają także innych Gildii. Wskazuje na to przypadek napaści na „Wiatr Marzeń”.

Statek da Souzy przyleciał do Torguero 13, a opuścił port 10 dni temu. Przewoźnik w porcie poinformował o tym Lunara. Ale ukrył fakt, że „Wiatr Marzeń” został uprowadzony przez Kajdaniarzy, wraz z ranną w napaści Valerią Li Halan. Dowiedzieliśmy się tego dopiero od Teda Kwiatkowskiego, kontaktu Sholdana. Ted podał nam też wiele szczegółów tej haniebnej sprawy.

Napaść została przeprowadzona siłami około 30 Kajdaniarzy pod dowództwem znanej nam czerwonoskórej Obunki w stopniu Majora. Przylecieli oni na trzech statkach dwa dni po „Wietrze Marzeń”. Da Souza wynajął do ochrony swego statku 24 ludzi: Przewoźników, wolnych najemników z Torguero i kilku ludzi cesarza. Jedynie ci ostatni walczyli do końca, u boku załogi statku. Wszyscy zginęli. Przewoźnicy i wynajęci najemnicy (za pośrednictwem Kajdaniarzy zapewne) nie kiwnęli palcem. Zdrada ta stała się zresztą przyczyną rozruchów i ataków na pozostałych w mieście Kajdaniarzy, co z kolei wywołało falę tajemniczych morderstw najbardziej aktywnych przedstawicieli szlachty. Najbardziej znaną ofiarą był baron Alojzo Navada Justynian, Rycerz Poszukujący.

Fakt, że ludzie Gildii splamili się haniebną zdradą na oczach całego miasta świadczy co najmniej o zajmowaniu przez członków „Triskel” wysokich stanowisk w Gildiach (Kajdaniarzy, Przewoźników i Sędziów na pewno). A możliwe, że „trzecia siła” to cała Liga. Podstępnie, używając zakazanej magii i nie licząc się z ofiarami wywołali wojnę między Kościołem i Cesarstwem, licząc na przejęcie całkowitej kontroli nad Znanymi Światami po wykrwawieniu się rywali. Posługiwanie się symbolem potrójnego fundamentu jest w tej sytuacji szczególnie perfidne.

„Wiatr Marzeń” został uprowadzony wraz z Valerią Li Halan, a ludzie da Souzy broniący jej przed napastnikami zginęli. Ale sam da Souza i trzech jego najbliższych towarzyszy odleciało gdzieś mechanicznym ptakiem zaledwie kilka godzin przed atakiem. Ted Kwiatkowski nie wiedział więcej, ale wskazał nam najlepsze źródło informacji, jakie znał.

Źródłem tym są tzw. „szpiedzy z Apshai”. Powołani niegdyś do szpiegowania Vau zmienili się w prywatną agencję detektywistyczną wskutek trudności z wykonywaniem należycie swego podstawowego zadania. Organizacja zachowuje pozory tajności i by kupić od nich informację należy przejść „wstępną selekcję”. Selekcjonerem w naszym przypadku okazało się wstrętne, grube babsko, imieniem Berta, rezydujące na stałe w „Słodkiej jadłodajni”. Na szczęście Sholdan użył swego osobistego uroku, wspartego słodkimi podarunkami, by zmiękczyć bercine serce i uzyskać namiar na jednego z agentów.

Za 500 feniksów agent ten zdradził nam znane mu szczegóły sprawy. Da Souza kupił koordynaty na największy na kontynencie numer 4 kompleks budynków nieznanego pochodzenia. Budynki te czasem nazywa się „klasztorami”. Rycerz odleciał mechanicznym ptakiem kilka godzin przed atakiem na „Wiatr Marzeń”. Jego śladem poleciały dwa mechaniczne ptaki Kajdaniarzy, z których jeden nie wrócił wcale, a drugi mocno postrzelany i dymiący. Na pokładzie byli tylko Kajdaniarze. Są trzy wytłumaczenia: albo da Souza odparł Kajdaniarzy, ale wskutek uszkodzeń, awarii lub innych czynników został uwięziony na „czwórce”, albo Kajdaniarze zestrzelili ptaka rycerza, a pasażerowie zginęli, albo wreszcie Kajdaniarze zostali przechwyceni przez Vau i tylko jednemu udało się uciec. W tym ostatnim przypadku da Souza także mógł zginąć, albo udało mu się dostać na kontynent 4 i tam ugrzązł.

W cenie informacji dostaliśmy te same koordynaty, które uzyskał da Souza. Zamierzamy polecieć jego śladem na „4”. Jeśli żyje, dowiemy się zapewne wszystkiego. Jeśli nie, spróbujemy przynajmniej odkryć po co tu przybył. Jeśli wizja jego towarzysza, owego Eskatonika, którego widzieliśmy w Labiryncie, jest prawdziwa, powinniśmy znaleźć „pod ziemią rannego człowieka, który żył dawno temu i wciąż nie umarł”. On wie, gdzie „ona” jest.

Ostatnia sprawa na dziś. Ojciec Thurzo odkrył moją prawdziwą tożsamość. Nie ma więc sensu taić jej przed innymi. Pozostanę jednak Lazarusem do końca Misji. Jedynie do ostatecznego starcia stanę z otwartą przyłbicą. Będę godnie reprezentował Bractwo. Nie zawiodę.

About Marek Meres

www.spinq.pl
Gasnące Słońca, W pogoni ,

Comments are closed.