Misa Proroka

5/02/5000 pływająca wyspa, planeta Madoc

Wyjście do Świątyni Avestii zostało odwołane. Zbyt dużo Avestian zostało. Zwiadu dokonał dla nas Nako Tamanori poprzez swoich ludzi. Miejscowa świątyni dostała polecenie zatrzymania nas w celu przesłuchania. Rzekomo jesteśmy jedynymi ocalałymi ze Świętej Terry, mamy kontakty z Vau i dziwnymi Obcymi w stożkowatym statku. Polecenie nadeszło spoza planety, z nieznanego źródła. Nako postara dowiedzieć się więcej.

Równolegle Avestianie dostali niejako list gończy za ojcem Thurzo. Biskup Cristo Moza z Artemidy okrzyknął go uciekinierem i zdrajcą, posługującym się także nieprawnie Pieczęcią Inkwizytora. Było to dokładnie zgodne z wizją, jaką mieliśmy w Labiryncie. Ojciec Thurzo twierdzi, że jedyne czym zgrzeszył przeciw Świątyni, to zbytnia pobłażliwość, niezbyt ceniona w jego Zakonie. Pieczęć otrzymał legalnie i znikąd nie uciekł. Ja oczywiście mu wierzę i sądzę, że inni również.

Ponieważ przełożony miejscowej świątyni, ksiądz Norbert Tartos, jest aktualnie nieobecny, te dwa niezależne wątki zostały podjęte przez jego zastępcę, diakona Hinto Deronti. Postanowił on działać niezwłocznie, z wiadomym skutkiem. Niestety skomplikowało to naszą sytuację. Może ona jednak ulec dalszej komplikacji, jeśli nasz mocodawca, biskup Yasuhito Endo, został oskarżony o herezję. Wizja w Labiryncie sugerowała idących jego śladem Avestian pod dowództwem wspomnianego biskupa Mozy. Dlatego poznanie prawdziwej przyczyny nagłego zainteresowania Avestian naszymi osobami jest istotne.

Tymczasem jednak Nako Tamanori odszukał dla nas aktualne miejsce pobytu barona Alfreda von Kruphofen i mogliśmy opuścić wrzące po masakrze Avestian miasto. Pływająca wyspa barona okazała się skupiskiem połączonych ze sobą starych statków, ciągniętych przez olbrzymiego morskiego lewiatana! Sam baron zaś to starszy, czerstwy, spalony słońcem mężczyzna, z herbem wytatuowanym bezpośrednio na nagiej piersi, otoczony grupą milczących rybaków, których jest Konsulem. W jakiś nieokreślony sposób przywodził na myśl Maraboutów z Pentateuch – skromnie ubrany, spokojny, ale emanujący godnością i budzący zaufanie.

Być może dlatego z miejsca wyłożyliśmy mu cel naszej misji i niemal wszystko czego się dotąd dowiedzieliśmy, a potem poprosiliśmy o pomoc. O Misie Proroka baron nie słyszał, ale o wykopaliskach arcybiskupa Tronta – tak. Miejsce nazywa się Bor-Takana, ale obecnie nic już tam ciekawego nie ma, bo zsyłająca niegdyś wizje rzeźba Urów pękła podczas próby wydobycia jej przez Gildię Pozyskiwaczy. 450 lat temu arcybiskup doznał tam wizji, w której z oczu cesarza Władymira tryskało jasne światło. Niestety, niewłaściwie odczytał tę wizję, czego sobie później nie mógł wybaczyć i zmarł niedługo po cesarzu. Gdyby miał Misę, z pewnością śmierć cesarza zostałaby wyjaśniona. W tamtym czasie na Madoc grasowali piraci i baron doszukał się wzmianki, że istotnie mały statek jakiegoś Li Halana został zestrzelony i spadł do morza na południowej półkuli. Jednak odszukanie go po 450 latach byłoby praktycznie niemożliwe, gdyby nie Oro’ymowie.

Podczas rozmowy Sholdan, cały czas jako kawaler Hernande Mucho Grande Membro Hazat, zauważył na stole w kajucie gospodarza wykazy broni. Zapytanie o nie wprost baron najpierw nieco się zmieszał, potem poprosił o dyskrecje, a w końcu wyjaśnił o co chodzi. Zamieszkujący oceany Madoc Oro’ymowie są bardzo wzburzeni. Powodem jest zuchwała kradzież ich skrzeku przez butnego hrabiego Ansar As-Rahim Al-Malika, miłośnika płazów i kolekcjonera. Oro’ymowie planują atak na archipelag wysp hrabiego w celu odzyskania jaj. Broń zorganizowana przez barona jest właśnie dla nich, ale musi to pozostać tajemnicą, bo zemsta potężnego hrabiego byłaby straszliwa.

Wojenne przygotowania Oro’ymów pozornie są dla nas okolicznością niekorzystną. Obcy nie mają czasu ani woli, by zajmować się poszukiwaniami jakichś zatopionych statków. Z drugiej jednak strony, jeśli udałoby się nam wyręczyć Oro’ymów i odbić, bądź wykraść zagrabiony przez hrabiego Al-Malika skrzek, ich wdzięczność byłaby wielka.

Wypytaliśmy więc dokładnie o hrabiego Ansar Ar-Rahim Al-Malika. Jest on Dziekanem Gildii Sędziów, ma 120 lat, z których część przehibernował i porusza się na łatającym fotelu. Jest bogaty i potężny: ma własny archipelag około 50 wysp, z pałacem na centralnej wyspie Korendal, podwodne laboratoria wokół wysp archipelagu i liczne fabryki na Ligheim. Jest znanym zwolennikiem III Republiki i z tego powodu miewał w przeszłości zatargi z Kosciołem i innymi domami szlacheckimi. Krążą plotki, że jest psionikiem. Jako się rzekło jest miłośnikiem płazów, kolekcjonerem i fascynuje go technika II Republiki. W swym pałacu trzyma kilka golemów, w tym potężnego super-ochroniarza. Macza też palce w jakichś zakazanych badaniach. Szpiedzy Oro’ymów podsłuchali jak w podwodnym laboratorium mówiono o „Projekcie Mario”: „1 zastrzyk kosztuje tyle co statek kosmiczny, ale jest nadzieja na obniżenie kosztów i możliwość podawania w napoju”.

Przeczucie mówi mi, że hrabia Ansar Al-Malik to „Dziekan” z wizji w Labiryncie. Ma golema, nie rusza się z krzesła, prowadzi jakieś podejrzane badania i bywa u niego także czerwonoskóra Obunka, „Major” z wizji. Baron von Kruphofen zna jej nazwisko: Esta Loni. Czyż nie jest zrządzeniem Wszechstwórcy, że pycha popchnęła hrabiego do grabieży jaj Oro’ymów właśnie wtedy, gdy nam rozpaczliwie potrzeba ich pomocy? A zatem odzyskanie tych jaj jest częścią naszej Misji.

Ustaliliśmy plan akcji. Użyjemy podstępu. Sholdan przedzierzgnie się w hrabiego Zajcewa Decados, a my w jego świtę. „Hrabia Zajcew” dyskretnie wyeksponuje symbol „Triskel”, sugerując, że jest członkiem organizacji. Jeśli hrabia istotnie jest „Dziekanem” z wizji, może to nam pomóc awansować w jego osobistej hierarchii, choć może też wywołać kłopotliwe pytania, na które nie znamy odpowiedzi. Jest to zatem ryzykowny ruch, ale skrytość „Salamander” działa na naszą korzyść. Wykorzystamy też golema Maxa, który też występował w wizji w Labiryncie do wzbudzenia zainteresowania hrabiego Al-Malika. Jeśli ma on podobnego, jak to sugerowała wizja, łatwo znajdzie wspólny język z „Zajcewem”. Mam tylko nadzieję, że wizja nie ukazywała czasu po fiasku naszej misji i ów „Max” z wizji nie był naszym Maxem, który padnie łupem hrabiego.

Baron von Kruphofen użyje swych powiązań w Gildii Przewoźników, by wysłać do pałacu fałszywy komunikat o wejściu naszego statku na orbitę z zamiarem złożenia wizyty hrabiemu. W ten sposób nie będzie on podejrzewał, że mamy cokolwiek wspólnego z Oro’ymami i samym baronem. Jeśli hrabia istotnie jest „Dziekanem”, to mam nadzieję, że nie zaprząta sobie głowy drobiazgami i ani nasze „Muśnięcie”, ani my sami, nie spędzaliśmy mu nigdy snu z powiek. Nie skojarzy więc, kogo gości w swym pałacu. Istnieje też ryzyko, że będzie tam ktoś, kto nas zna, na przykład ten Kajdaniarz, który pozabijał nas na Pentateuch, ale mamy nadzieję, że jest to zbyt drobna płotka, by cieszyć się zaufaniem „Dziekana”. Co do możliwości, że hrabia zna dokładnie przebieg akcji na Pentateuch i późniejszego tajemniczego zniknięcia „Muśnięcia” przy Wrotach, to zdaniem Lunara fiasko operacji trafia zwykle na biurko szefa z dużym opóźnieniem, a najlepiej wcale. Podsumowując: jest szansa, że maskarada z „hrabią Zajcewem, miłośnikiem golemów” się uda.

Jaja są zapewne w osobistych komnatach hrabiego, oddalonych o kilkaset metrów od części gościnnej pałacu, ale służba wchodzi tam by karmić płazy, więc znajdzie się sposób na przeniknięcie do środka. Jeśli nie uda się przeniknąć tam skrycie, to zaczekamy na atak Oro’ymów i w czasie zamieszania zaatakujemy od środka pałacu, przebijemy się do komnat hrabiego i zabierzemy skrzek, po czym uciekniemy.

Baron zapewni nam niezbędną logistykę. Sholdan zamówił u niego wisior z symbolem „Triskel”. Przebrania ma na „Muśnięciu”, po który i tak musimy lecieć, bo nie przybędziemy do hrabiego „z orbity” w mechanicznym ptaku. Baron zapewni przebrania dla reszty z nas, zwłaszcza ojca Thurzo, którego Sholdan obiecał też odpowiednio ucharakteryzować, żeby nie rzucał się w oczy i przypominał rosłego ochroniarza. Ustaliliśmy też imiona, pod którymi będziemy występować jako decadoscy słudzy: Casteletto dla ojca Thurzo, Wołk dla Lunara, Han dla Zaka i Prokop dla mnie. Na wypadek zbrojnej konfrontacji baron uzbroi nas w okazy ze swego osobistego arsenału – broń plazmową i tarcze energetyczne. Na taką okazję poprosiłem też o truciznę do nałożenia na ukarską katanę, zdobytą jeszcze w zamku Markoni.

Ustaliliśmy, że Igor, Kurt i Valeria Li Halan zostaną pod opieką barona na jego pływającej wyspie. Valeria chciała nam towarzyszyć, a jej znajomość etykiety mogłaby się okazać przydatną, ale jeśli doszłoby do walki, byłaby tylko zawadą. Ponadto prócz nas jest ona jedną z nielicznych osób, które wiedzą o „Triskel” i o Misie Proroka, a przy tym ma wysoką pozycję społeczną. Jeśli przyjdzie nam zginąć na wyspie Korendal, w niej cała nadzieja na odnalezienie artefaktu i obnażenie przed Znanymi Światami potworności „Salamandry”. Dlatego lecimy sami.

8/02/5000 statek kosmiczny „Muśnięcie”, system Madoc, w drodze do Wrót

Wszechstwórca najwyraźniej upodobał nas sobie, a „Triskel” jest mu wstrętną nad miarę, bo cała akcja poszła nader gładko. Do tego było nam dane poznać diaboliczny plan skłócenia Kościoła z Ligą i schemat działania supertajnej broni w arsenale organizacji, owego „projektu Mario”. Ale po kolei.

Na lądowisku powitał „hrabiego Zajcewa” majordomus hrabiego Ansara Al-Malik, kawaler Talus Oman Vidales. Z żalem oznajmił, że hrabia jest bardzo zajęty w jednym z podwodnych laboratoriów i osobiste spotkanie będzie możliwe dopiero następnego dnia rano. Zauważył też symbol „Triskel” na piersi Sholdana, co napełniło go widoczną bojaźnią. Kiedy zaś ujrzał golema Maxa, podekscytował się widocznie i zapewnił, że hrabia z pewnością zechce ponegocjować jego odkupienie, za – powiedzmy – jakiś statek kosmiczny, ma bowiem identyczny egzemplarz i na pewno chciałby mieć dwa. Ulżyło mi, bo to oznaczało, że golem z wizji nie był Maxem, a nasza misja ciągle się toczy.

Majordomus pozwolił nam na pełną swobodę w granicach części gościnnej pałacu, ale zabronił wychodzić poza nią, rzekomo dla naszego bezpieczeństwa. Ale chcąc zdobyć uznanie, jak sądził, wysoko postawionego członka Organizacji, zaproponował „hrabiemu Zajcewowi” obejrzenie „Tego akwarium”. Chodziło o akwarium, które podsunęło założycielom „Triskel” pomysł na nieformalną nazwę, czyli „Salamandra”. „Zajcew” oczywiście łaskawie się zgodził i okazał należyty entuzjazm, ale prezentacja miała się odbyć później.

W drodze z lądowiska do pałacu, którą przebyliśmy stojąc na ruchomej taśmie, zauważyliśmy skrwawione, bezgłowe ciało z tatuażem Świątyni Avestii, w otoczeniu grupki podekscytowanych gwardzistów. Obok leżały w równym rządku ciała trzech martwym gwardzistów, zapewne ofiary zabitego agenta Kościoła. Widok kolejnego „bezgłowego Avestianina” nie uszedł uwadze ojca Thurzo, który uparł się, by przyjrzeć mu się dokładnie, bo jak pamiętamy przepowiednie siostry Keviny Mondello mówiły: „bezgłowy Avestianin wiele wyjaśni”. Jak zwykle ojciec miał rację.

Samo ciało nie kryło chyba tym razem żadnej tajemnicy, ale skradając się by je obejrzeć, Zak i ojciec Thurzo byli świadkami bardzo ciekawej rozmowy między majordomusem Talusem i jakimś dowódcą ochrony. Po pierwsze, ochrona pałacu została osłabiona by wzmocnić wybrzeże wobec spodziewanego ataku Oro’ymów. Po drugie, badania hrabiego są w centrum uwagi tajnych służb wywiadowczych Kościoła – czwórka agentów przeniknęła na wyspę i zlikwidowała 14 gwardzistów, zanim została wykryta i wybita. Zdaniem dowódcy ochrony, agenci nie zdołali jednak przeniknąć do chronionych laboratoriów i nie wiedzą nic o tajnych badaniach. I tu rozmowa zeszła na temat owych badań.

„Projekt Mario” wszedł w nową fazę. Udało się znacząco zredukować koszty produkcji i udoskonalić formułę. Możliwe jest teraz podawanie w napoju i tworzenie bardziej skomplikowanych programów dla nano-botów. Nano-boty mogą także przenikać przez ślinę lub krew do ciał wtórnych ofiar i zabijać je. Już niedługo wielki dzień. „Mario” zostanie użyty bojowo podczas szczytu Kościół-Liga na Ligheim. Major Esta Loni będzie na miejscu i poda środek kościelnym delegatom, w tym samemu Syneculli. Ci zabiją delegatów Ligi, wśród których będą wszyscy ważniejsi przeciwni zmianie Dziekani, po czym sami umrą. „Triskel” przejmie władzę w Lidze, uzyska kontrolę nad świetnie przygotowaną flotą i „odpowie na atak Kościoła”. Wkrótce Kościół i Cesarstwo zostaną zniszczone, a Rody albo się dostosują, albo podzielą ich los.

Nie ochłonęliśmy jeszcze z szoku, jaki wywołały słowa spiskowców, przekazane nam przez ojca Thurzo i Zaka, kiedy kawaler Talus przyszedł spełnić swą obietnicę i pokazać nam dumę hrabiego-kolekcjonera płazów. Poszliśmy za nim i dwoma gwardzistami do prywatnych apartamentów „Dziekana”. Wejścia pilnowało kolejnych trzech strażników. Jednak gdy zamknęły się za nami już czwarte z kolei drzwi i znaleźliśmy się w wielkiej komnacie z ogromnym akwarium, pełnym najróżniejszych jaszczurek i żab, Sholdan uznał, że sytuacja dojrzała do rozstrzygnięcia.

Na znak „hrabiego Zajcewa” dobyłem katany i natarłem na jednego z gwardzistów. Lunar wypalił z plazmy do drugiego, a ojciec Thurzo zaatakował pałką energetyczną zaskoczonego Talusa. Niestety okazało się, że Sholdan i Zak nie mają żadnej broni palnej. Pozyskiwacz rzucił się więc z nożem na jednego ze strażników, ale chybił i grzmotnął w ścianę.

Gwardziści wykazali doskonały refleks i podjęli walkę natychmiast, ale kawaler Talus nie pojmował przez dobrą chwilę, co się dzieje. Kiedy wreszcie dotarło do niego, że dostojny gość i jego świta zaatakowali go w samym środku hrabiowskiego pałacu, sięgnął po skrzekotkę. Obaj strażnicy słaniali się już wtedy na nogach, zmożeni trucizną z jakiejś miejscowej ryby, którą dał mi baron von Kruphofem i którą wypełniłem rowki ukarskiej katany. Ale chcąc pochwycić Talusa pośliznąłem się paskudnie i zamiast uwięzić majordomusa w żelaznym uścisku, wykręciłem mu tylko rękę. W dodatku nie tę, którą sięgał po skrzekotkę, by wezwać na pomoc całą resztę gwardii pałacowej. Katastrofa była o krok.

Na szczęście Lunar, widząc co się dzieje, wyciągnął granat plazmowy, podarunek od barona i zawiesił rękę nad wielkim akwarium. Tysiące małych stworzeń, sprowadzonych z najdalszych zakątków Znanych Światów nie zdało sobie oczywiście sprawy z zagłady, jaka nad nimi zawisła, ale Talus tak. „Przyszliśmy tylko po jaja Oro’ymów. Podnieś ręce do góry i poddaj się kawalerze, a obiecuję, że nie wrzucę tego granatu plazmowego do ulubionego akwarium hrabiego” – padło z ust Lunara i Talus sflaczał jak przebity balon. Zrezygnowany podniósł ręce do góry i na powrót stał się pomocny, tyle, że już z pełną świadomością komu pomaga.

Skrzek Oro’ymów wywieźliśmy z prywatnej części pałacu na stoliczku z przekąskami i napojami, który pchał usłużny golem, ów bliźniak naszego Maxa. Zak pomyszkował jeszcze po innych komnatach i natknął się na inną jeszcze „kolekcję” hrabiego Ansara Al-Malik – wypreparowanych ludzi, Ukarów, Obunów i różne inne rozumne istoty, upamiętniające ważne dla gospodarza wydarzenia – ot, jakąś ekscytującą walkę gladiatorów, nieudaną próbę zabójstwa i podobne.

Wyszliśmy z apartamentów hrabiego innym wejściem, więc pilnujący drzwi strażnicy nie zauważyli braku osobistej gwardii Talusa. Dotarłszy do naszych komnat przepakowaliśmy jaja do naszych podróżnych kufrów, które następnie oba bliźniacze golemy – „nasz” Max i jego miejscowy bliźniak – zaniosły na pokład „Muśnięcia”. Kawaler Talus towarzyszył nam cały czas, tym razem dbając, by jakimś nieostrożnym gestem nie narazić własnego życia. Gwardziści hrabiego zerkali na nas ciekawie, ale dzięki bardzo przekonującemu zachowaniu Sholdana vel „Zajcewa”, który niedbale rzucił potulnie drepczącemu u jego boku majordomusowi zaproszenie na krótką wycieczkę naszym statkiem, nie zareagowali nawet, kiedy zamknęliśmy luk i wystartowaliśmy.

Pobyt na gościnnej pływającej wyspie barona von Kruphofen skróciliśmy do minimum. Wdzięczni Oro’ymowie, kierując się wskazówkami Valerii, odnaleźli tajną skrytkę we wraku „Taberana” w ciągu jednego dnia. Legendarna Misa Proroka po 450 latach została odnaleziona! Nie śmiałem dotykać artefaktu, którego dotykały ręce Proroka Zebulona, nie czuję się na to dość godny. Ale brat Igor wydał się nam wszystkim odpowiednim kandydatem do poddania się próbie. I Wszechstwórca zesłał mu wizję! Wiemy już, że rozkaz zatrzymania nas na Madoc wydał wysoki rangą Avestianin, jeden z przesłuchujących nas na pokładzie „Świętej Terry”, ale była to jego samodzielna inicjatywa. Jest więc nadzieja, że droga do ucha Jego Świątobliwości Syneculli, arcybiskupa Sigmunda Drual, jest dla nas nadal otwarta. A będziemy musieli się doń zwrócić bezpośrednio, by nie dopuścić do spotkania z Ligą na Ligheim, zanim „Salamandra” nie zostanie pozbawiona głowy.

Z pomocą barona, który dostarczył odpowiednie narkotyki, udało się wyciągnąć jeszcze więcej informacji z kawalera Talusa, którego zabraliśmy ze sobą. Podał nam 10 nazwisk prominentnych członków „Triskel”, potwierdził, że hrabia Ansar As-Rahim Al-Malik jest głową całej organizacji, a jej ostatecznym celem jest nic innego, jak stworzenie III Republiki. Projekt „Mario” to skrót od „Marionetka”. Małe nano-boty, niewidoczne gołym okiem, docierają do mózgu ofiary i przejmują kontrolę nad nią. Nie jest to moc psioniczna, więc ludzie Kościoła obdarzeni mocą wykrywania czarowników są bezsilni, a efekt jest podobny. Na szczęście nano-boty są dość głupie i mogą wykonywać tylko proste polecenia, których nauczono je wcześniej, ale i tak ta zakazana technologia jest niezwykle niebezpieczna. Brat Igor twierdzi jednak, że gdyby miał okazję zbadać człowieka zainfekowanego takimi mikro-golemami, potrafiłby nauczyć się je wykrywać i niszczyć.

Mimo wszystkich potworności, których dopuściła się „Triskel” w dążeniu do swego celu, organizacja ta jednak nie posunęła się do świadomego wymordowania 7 miliardów ludzi i zniszczenia układu Świętej Terry. Był to po prostu błąd. Spiskowcy planowali „jedynie” obudzenie Demonów z Pustki, by zniszczyły kilka statków, wzbudziły strach i wzajemną nienawiść między Kościołem i Cesarstwem. Wywołania Demonów miały bowiem dokonać Cesarskie statki, przejęte wcześniej przez pracujących dla „Triskel” czarowników. Według Talusa, badania w tajnej bazie dowodzą, że Demony z Pustki zamieszkują Wrota, że są strażnikami pozostawionymi przez Urów. Nie mogę w to jednak uwierzyć. Prorok nie uczyniłby przecież siedliska straszliwych Demonów symbolem Wszechświatowego Kościoła! Wszyscy wiedzą, że Demony czają się w Pustce, za Wrotami, w odległych i nienazwanych światach, gdzie nie ma światła gwiazd. A bluźniercze czary II Republiki, odgrzebane w trzewiach maszyn myślących przez zbrodniczą „Salamandrę” umożliwiły otwarcie Wrót na te właśnie piekielne otchłanie. Ta ignorancja i pycha inżynierów i psioników „Triskel” stała się także przyczyną zagłady Świętej Terry – obudzone Wrota wzdragając się na myśl o ohydzie światów, na które je otwarto, zapragnęły gwałtownie ciepła i światła i wyssały je z nieszczęsnego słońca, powodując kosmiczną katastrofę. Nie jest grzechem być głupcem, ale jak widać głupcy popełniają największe grzechy!

18/02/2015 pancernik „Święta Terra”, orbita Ligheim

Na Ligheim skoczyliśmy w śladzie torowym konwoju Przewoźników, wedle rozkładu udostępnionemu przez nich baronowi von Kruphofen. Wielki podróżnik i historyk nie oparł się pokusie towarzyszenia nam w tej wielkiej dla Znanych Światów chwili. Na orbicie Ligheim wisiała flota kilkunastu statków Kościoła, z pancernikiem „Święta Terra” w centrum. Lunar zrzucił maskowanie i wysłaliśmy na pancernik nagrane zeznania kawalera Talusa. Wielki Mistrz Fabian Hanke przyjął nas natychmiast, ale okazało się, że Syneculla i pozostali dostojnicy udali się już na rozmowy z przedstawicielami Ligi!

Pomiędzy jedną ze stacji orbitalnych, a powierzchnią planety Ligheim istnieje jedyna w Znanych Światach kosmiczna winda. Szyb biegnie kilkanaście kilometrów w górę, a na wysokości 4 km znajduje się podniebna restauracja „Oko Chmur”. To właśnie tam zorganizowano spotkanie „na szczycie”. Cały szyb i oczywiście sama restauracja stała się obszarem zdemilitaryzowanym, więc otwarty atak oznaczałby pogwałcenie warunków i mógłby zakończyć się wojną Kościoła z Ligą, a nasze rewelacje mogłyby w tej sytuacji nie dotrzeć do obu stron. Postanowiono więc, że udamy się wraz z Misą do restauracji w charakterze spóźnionych doradców zgromadzonych na negocjacje dostojników. Oczywiście bez żadnej broni i zbroi. W ostatniej chwili brat Igor wręczył mi jednak strzykawkę ze środkiem usypiającym. Na wypadek, gdyby Syneculla został zarażony nano-botami, uśpienie go pozwoli zyskać czas na znalezienie antidotum.

Istniało jeszcze ryzyko, że wiozący nas prom zostanie zatrzymany przez patrole Gildii, ale Wielki Mistrz zaryzykował małą kolizję pancernika ze stacją kosmiczną i w powstałym chaosie udało nam się przemknąć niepostrzeżenie. Nieco zdumieni strażnicy przepuścili nas do windy, którą dotarliśmy na poziom restauracji i po zaprezentowaniu się zdziwionym kelnerom wreszcie znaleźliśmy się w środku.

Na nasz widok siedząca przy stole obrad Esta Loni, znana nam czerwonoskóra obunka i major Kajdaniarzy, zerwała się na równe nogi. Głośno i wyraźnie wykrzyknęła „Triskel”, po czym skoczyła w kierunku panoramicznego okna. W locie rzuciła czymś w szybę, tak, że kiedy uderzyła w nią ciałem, okno rozprysło się i obunka wypadła na zewnątrz. Zanim zniknęła zauważyliśmy, że już w powietrzy wyciągnęła jakieś urządzenie i nacisnęła czerwony guzik.

Na dźwięk głośnego „Triskel” dostojnicy Kościoła także zerwali się ze swoich miejsc i rzucili z gołymi rękami na swych partnerów z Ligi. Pozornie zasuszeni, lub tłustawi staruszkowie nie mieli szans uczynić żadnej krzywdy krzepkim Kajdaniarzom, czy zwinnym Pozyskiwaczom, ale okazało się, że wystarczy odrobina śliny, lub zadrapanie, by powalić największego nawet mocarza. To ukryte we krwi i ślinie nano-boty paraliżowały układ nerwowy ofiar i w kilka sekund doprowadzały do zgonu!

Z pomocą Zaka udało mi się obezwładnić i uśpić otrzymaną od brata Igora szczepionką pieniącego się jak szaleniec Jego Świątobliwość, ale pozostali dostojnicy po wypełnieniu misji oplucia, pogryzienia, bądź podrapania swych celów wiotczeli i umierali. Nano-boty uśmiercały także tych, którzy nie zdołali dosięgnąć swych ofiar, które naglone krzykami Sholdana umykały do wind. Poczuliśmy pod stopami, że podłoga restauracji przechyla się leciutko.

Przez wybitą przez Esta Loni dziurę widzieliśmy, że wielka rura, łącząca planetę ze stacją kosmiczną, została rozerwana jakieś dwa kilometry poniżej i powyżej restauracji i teraz przechylała się wolno, by w końcu runąć na odległą o 4 km powierzchnię. Wezwaliśmy promy z pancernika, ale nie było pewne, czy zdążą dotrzeć, zanim resztki podniebnej restauracji roztrzaskają się o ziemię. Lunar dostrzegł lądowisko szybowców na platformie jakiś kilometr poniżej restauracji.

Dotarliśmy na platformę, niosąc śpiącego Synecullę, kiedy przechył sięgał już 20 stopni. Zepchnęliśmy szybowce i poszybowaliśmy łagodnie w dół. Wielka rura kosmicznej windy przesuwała się koło nas, spadając ku planecie, a z jej górnego końca wysypywały się windy, pełne nieszczęśników, usiłujących nimi uciec. Nic nie mogliśmy na to poradzić, ale ocaliliśmy przynajmniej Jego Świątobliwość.

Ale kiedy już napięcie nieco opadło, z chmur wyskoczył nagle mechaniczny ptak w barwach Kajdaniarzy. Mignęła nam czerwona twarz i czarne warkocze Esta Loni, a zaraz potem zasypał nas grad pocisków z działek pokładowych. Lunar i Zak pięknymi unikami umknęli jednak spod ostrzału, a Sholdan przez skrzekotkę nawoływał pomocy z pancernika. I pomoc nadeszła. Ptak Kajdaniarzy przeleciał i nawrócił, przygotowując się do kolejnego ataku, kiedy promień ciężkiego lasera uderzył jakby znikąd i dosłownie spopielił go na proch.

Dalej było już łatwo. Podjęły nas promy szturmowe z pancernika, na pokładzie czekał już na nas brat Igor, a także biskup Yasuhito Endo, cały, zdrowy i wcale nie ekskomunikowany. Jego Świątobliwość Syneculla został poddany koniecznym zabiegom, a kiedy nano-boty zostały już usunięte z jego głowy, poprosił o wyjaśnienia, a potem o Misę. Ujrzawszy na własne oczy przewrotność „Triskel” zażądał od Ligi natychmiastowego wydania obecnych na Ligheim przywódców. Potem, dzięki pomocy Dziekana Przewoźników, Zale Gailbreatha, który szczęśliwym zrządzeniem Wszechstwórcy nabawił się biegunki i nie zdążył na rozpoczęcie rozmów, zrealizowano plan ś.p. Kevina da Souzy: Syneculla przelał wizję zesłaną mu przez Wszechstwórcę za pośrednictwem Misy Proroka na wielką magiczną lampę Projektora Myśli. Dzięki temu grzechy „Triskel” zostały obnażone także przed mniej wierzącymi i wieść została poniesiona na inne Światy.

15/07/5001 Klasztor Karnak, de Moley

Po objawieniu zbrodniczych planów „Triskel” rozpoczęło się polowanie na członków organizacji. Schwytano hrabiego Ansara Al-Malik i innych przywódców, oraz wielu pomniejszych członków i zwolenników „Salamandry”. Odnaleziono i zniszczono tajną bazę II Republiki, w której spisywano bluźniercze zaklęcia przyzywające Demony z Pustki. Syneculla zostało nowym Patriarchą, zawarto pokój między Kościołem, a Cesarstwem, ustały też walki między sprzyjającymi obu stronom Rodami szlacheckimi. Cesarz został cudownie uzdrowiony, dzięki wyjątkowemu darowi brata Igora i sztucznemu ciału, przygotowanemu przez biskupa Yasuhito, ale o szczegółach tego cudu wie bardzo niewiele osób. Ważne jest, że Znane Światy wyszły z tej próby poranione, ale mocniejsze niż przedtem.

Jako członkowie Świętej Misji, którzy stali się narzędziem w rękach Wszechstwórcy w jego dziele ratowania zagrożonych Znanych Światów zostaliśmy pobłogosławieni przez Kościół, obdarzeni szlachectwem przez Cesarstwo i zyskaliśmy przywileje w Lidze. Nasze przygody czytano w kościołach na wszystkich Znanych Światach, bywaliśmy zapraszani na przyjęcia do hrabiów i baronów, mogliśmy wybierać w rzadkich i cennych przedmiotach. Mnie jednak nowe, pełne splendoru życie ciążyło coraz bardziej. Kiedy tylko przeminął pierwszy zachwyt, darowałem nowo otrzymane ziemie Bractwu i powróciłem do klasztornego życia, wypełnionego codzienną musztrą i modlitwą. Ale i tu nie mogłem jakoś znaleźć sobie miejsca. Zamyślałem już o wystąpieniu o przepustkę na wyprawę na Pentateuch, do Labiryntu, by pomóc wydostać się z niego baronetowi Luigi Li Halan, kiedy wczoraj do bram klasztoru zapukał nieznany pielgrzym.

Poznałem go, kiedy się przedstawił. Od czasu, kiedy spotkaliśmy go błąkającego się po Labiryncie, przytył nieco, przestał się garbić, a jego oczy nabrały blasku. Ojciec Sukre, który dzięki naszym wskazówkom wyrwał się z nieskończonej, bezcelowej wędrówki, doznał oświecenia. Wszechstwórca nakazał mu odnaleźć swoje sprawdzone narzędzia, pogromców „Triskel” i zebrać ich raz jeszcze, by wyruszyli na nową Świętą Misję. Tym razem jej celem jest odnalezienie sposobu na przywrócenie życia Świętej Terrze! Jestem już spakowany, bezterminowa przepustka czeka tylko na Brata Protokolanta i zaraz po jutrzni wyruszamy z ojcem Sukre na nową misję. Ku chwale Wszechstwórcy!

About Marek Meres

www.spinq.pl
Gasnące Słońca, W pogoni ,

Comments are closed.