Jaszczurcze gniazdo

30/01/5000 statek kosmiczny „Muśnięcie”, system Madoc, w drodze do planety

Lunar dokonał rzeczy niesłychanej: namówił Vau, by otwarli nam Wrota z Apshai bezpośrednio na Madoc. Dzięki temu oszczędziliśmy kilka skoków i sporo czasu. Jedynym minusem było, że z otwartych Wrót nie wyszedł na Madoc żaden inny statek. Aby więc zminimalizować prawdopodobieństwo wykrycia nasz pilot przeszedł przez Wrota w dryfie, na wyłączonych silnikach i minimalnym zasilaniu.

Manewr się udał, pilnująca Wrót fregata Przewoźników nie zauważyła nas. Sama stacja okazała się mieć podobny system maskowania jak „Muśnięcie”, więc odnalezienie jej było trudne i czasochłonne. W końcu jednak Sholdan zauważył jakąś anomalię w odczytach z czujników, Lunar zbliżył się do podejrzanego miejsca i w okularach czujników optycznych zobaczyliśmy tajną bazę „Triskel”.

Baza była wkopana w wielką asteroidę, średnicy około 4 km. Na jej powierzchni rozmieszczono cztery silniki, osłaniane przez tarcze energetyczne i pilnowane przez baterie laserowe. Podeszliśmy od strony przeciwnej do Wrót, więc nie widzieliśmy zestawów anten, służących obserwacji Wrót, ale ich istnienia dowiedzieliśmy się później. Przy jednym z silników Zak zauważył wejście serwisowe, prowadzące w głąb asteroidy.

Nasz Pozyskiwacz ujawnił następnie swe talenty i obezwładnił system alarmowy pilnujący wejścia, po czym otworzył same drzwi. Wewnątrz zamieniliśmy skafandry na zbroje. Nie skorzystaliśmy z szybkiej kolejki i poszybowaliśmy w tunelu w kierunku ukrytej w trzewiach asteroidy bazy, nie było bowiem grawitacji. Jej pojawienie się zasygnalizowało nam, że zbliżamy się do zamieszkanej części kompleksu.

Zak dokonał rozpoznania terenu i wykrył posterunek, obsadzony przez 3 strażników i 2 inżynierów. Wszyscy byli zajęci hazardem. Bez trudu wyeliminowaliśmy zagrożenie. Jednego z inżynierów przepytaliśmy przed ostateczną eliminacją. Zabitym zabraliśmy plakietki identyfikacyjne, by oszukać droidy strażnicze. Rozważaliśmy sabotaż systemów zasilania bazy, oraz bezpośredni atak na jej dowódcę, barona Abdula Eh Fahad Al-Malik, ale ostatecznie wobec dużej przewagi wroga, zdecydowaliśmy się jedynie na odbicie Valerii Li Halan.

Z poziomu technicznego nr 10 na więzienny nr 1 przeszliśmy schodami. Po drodze zostaliśmy przeskanowani przez droida patrolującego klatkę schodową, ale dzięki plakietkom uniknęliśmy kłopotów. Na poziomie więziennym była stróżówka podobna do tej na poziomie technicznym, obsadzona przez 3 strażników. Zak po cichu otwarł zamek i atakiem z zaskoczenia zlikwidowaliśmy opozycję bez wszczynania alarmu. Valeria Li Halan była oszołomiona narkotykami, trzeba więc było ją nieść. Otwarcie zbrojowni nie powiodło się, więc nie mieliśmy możliwości dozbrojenia się np. w granaty.

Kiedy wycofywaliśmy się w kierunku klatki schodowej w bazie rozdzwoniły się dzwonki alarmowe. Zbiegliśmy po schodach najszybciej jak się dało, po drodze rozstrzeliwując patrolowego droida. Tym razem skorzystaliśmy z szybkiej kolei, a Zak porozsyłał pozostałe wagoniki w różnych kierunkach, by zmylić pościg, oraz zablokował nasz tor, by ewentualni ścigający musieli poruszać się pieszo. Dzięki temu bez trudu udało nam się dostać na pokład „Muśnięcia”.

Jednak zaraz po starcie weszliśmy pod ostrzał fregaty Kajdaniarzy, która wynurzyła się zza asteroidy, z ukrytego po jej drugiej stronie doku. Fregata ta była nam już znana. To na jej pokładzie przyleciał na Pentateuch oddział specjalny Ukarów, którzy wybili Maraboutów z oazy, a potem nas. Najprawdopodobniej to na jej pokładzie przybyła też na Apshai czerwonoskóra Obunka, oraz Kajdaniarze, którzy zaatakowali i przejęli „Wiatr Marzeń”. I to ona przywiozła tu z Apshai pojmaną Valerię.

Ostrzał był niecelny, nasza odpowiedź także. Wymiana ognia nie trwała jednak długo, bo Sholdan wycisnął z silników maksimum mocy, a Lunar wykorzystał ją do błyskawicznej ucieczki. Do pogoni przyłączyła się druga fregata, ta pilnująca wcześniej Wrót, ale obie zniknęły szybko z czujników i zostaliśmy sami. Lunar obszernym łukiem ominął niebezpieczny rejon i obrał kurs na planetę Madoc.

31/01/5000 statek kosmiczny „Muśnięcie”, system Madoc, w drodze do planety

Brat Igor detoksykował Valerię Li Halan i już po kilku godzinach mogliśmy z nią porozmawiać. Potwierdziła nasze przypuszczenia co do przebiegu jej „porwania” przez da Souzę i „kradzieży” diademu. Wyjaśniła sprawę tajemniczego brata barona, a jej wuja. Eraldo Markoni Li Halan za młodu wstąpił na służbę cesarską i został w końcu agentem Cesarskiego Oka, w opinii barona Giuseppe przynosząc wstyd reszcie rodziny. Nasz baron musiał więc poczuć ulgę, gdy wyrodny brat zginął z rąk Inkwizycji. Wcześniej jednak zdołał przekazać Kevinowi da Souza informację o Diademie biskupa Dominika.

Sam da Souza nie był, jak mi się wydawało, uciekinierem z tajnej bazy „Triskel”. Po prostu dzięki inteligencji i spostrzegawczości połączył podejrzane morderstwa, wywołane sztucznie zamieszki i tajemnicze wypadki w całość i domyślił się, że stoi za tym jakaś siła, dążąca do wywołania wojny między Kościołem, a Cesarstwem. A że był przy tym głęboko wierzący (!), skierował swą uwagę ku legendarnej relikwii, Misie Proroka Zebulona. Wierzył, a może Wszechstwórca mu to objawił, że może odnaleźć artefakt i dzięki jego mocy zobaczyć ukrytego wroga. Planował także połączenie mocy Misy Proroka z tajemniczym urządzeniem, nazywanym „Projektorem Myśli”, by ukazać prawdę innym ludziom. Urządzenie owe potrafi bowiem ponoć wyświetlić myśli danej osoby w postaci obrazów, jak na magicznej lampie. Da Souza zamierzał w tej sprawie nawiązać kontakt z Dziekanem Gildii Przewoźników, Zale’m Gailbreath’em z Ligheim.

Rozpoczął jednak od odwiedzenia wyspy Markoni, gdzie wyjaśnił swe podejrzenia i poprosił o wypożyczenie Diademu. Baron odmówił, ale Valeria uwierzyła rycerzowi i wyjęła artefakt ze skarbca, po czym razem uciekli. Drugim zastosowaniem Diademu było zsyłanie wizji na temat innych relikwii. Korzystanie z niego było jednak bolesne i pozostawiało trwałe deformacje. Da Souza ponosił jednak ofiary w imię Misji. Nic dziwnego, że Illuminatus Dominik i Marabouci z Pentateuch byli pod wielkim wrażeniem jego pobożności i siły woli. Kajam się zatem wobec Wszechstwórcy, że składałem to na karb nieczystych czarów, lub nieludzkiej natury tego prawego i szlachetnego człowieka.

„Triskel” zaalarmowana działaniami rycerza sfabrykowała dowody świadczące o porwaniu przez niego statku i zabiciu kilku osób i ruszyła jego śladem z listem gończym w garści. Być może wuj Valerii także został zamordowany przez „Triskel”, a nie Inkwizycję, bo „Dziekan” z wizji w Labiryncie wyraźnie nakazywał czerwonoskórej „Major” zabicie „rycerza, który uciekł z wyspy”. A skoro nie był nim da Souza, to mógł być Eraldo Markoni Li Halan, który niejako „uciekł” z wyspy Markoni. Próba zabójstwa Cesarza z pewnością też była dziełem „Triskel”.

Właśnie – próba zabójstwa, a nie zabójstwo. Mimo silnego zatrucia Cesarz przeżył, choć by zatrucie nie postępowało i nie doprowadziło do śmierci, zahibernowano władcę. Dla bezpieczeństwa przeniesiono hibernator na pokład pancernika „Blask Cesarstwa”. Brat Igor potwierdził, że w takim razie przeniesienie duszy Cesarza w przygotowane do tego celu ciało jest możliwe. Samo ciało także istnieje, bowiem biskup nie był pewien jak liczna będzie nasza wyprawa i przygotował więcej „naczyń duszy”. Jednak ciała są na Artemidzie, a my na razie jesteśmy na Madoc. Dopuszczenie nas do Cesarza także wydaje się mało prawdopodobne.

Valeria ciężko przeżyła wieść o śmierci ukochanego na Apshai, ale wkrótce dzielnie przezwyciężyła słabość. Dowiedzieliśmy się od niej, że arcybiskup Tront na pewno nie zginął na Madoc i był przy śmierci cesarza Władymira, którego był spowiednikiem. Nie ma informacji o pojawieniu się Misy Proroka w jego czasach, z czego wniosek, że Antel Markoni Li Halan nie dostarczył swej przesyłki do adresata. Wynika z tego, że najprawdopodobniej jego statek „Taberan” miał awarię, a może został zestrzelony. Ponieważ jednak wizja da Souzy mówiła o tym, że Misa znajduje się „pod wodą, na jakiejś planecie Znanych Światów”, a Antel zdążał bezpośrednio na Madoc, to najpewniej wrak „Taberana” z zamkniętą w jego wnętrzu Misą spoczywa na dnie któregoś tutejszych oceanów.

Valeria powiedziała nam, że statek jej przodka, Antela, był żółty, z emblematami w kształcie niebieskiej strzały, takie bowiem były barwy gałęzi Markoni rodu Li Halan w tamtym czasie. Wyjawiła nam także, że tradycyjnie na statkach jej rodu tajna skrytka, w której przechowuje się najcenniejsze przedmioty, znajduje się w przedziale reaktora, pod znaną nam dobrze cewką. Nie wiem, czy żółty kolor będzie nadal rozpoznawalny po 450 latach leżenia w morskiej wodzie, ale nie mamy innego wyjścia, jak spróbować go poszukać w oparciu o takie informacje, jakie mamy.

Plan jest zatem taki: lecimy na Madoc, lądujemy pod wodą blisko bieguna południowego w chłodnych wodach, tak by nie narazić się na wykrycie przez zamieszkujących wody planety Oro’ymów. Ci bowiem utrzymują stosunki handlowe z Ligą, „Triskel” może więc zatrudnić ich w charakterze szpiegów. Następnie mechanicznym ptakiem lecimy na wyspę Frenoth, gdzie Sholdan ma kontakt handlowy, od którego rozpoczniemy poszukiwania zatopionego „Taberana”.

4/02/5000 miasto Frenoth na wyspie Frenoth, planeta Madoc

Na Madoc Sholdan przeobraził się w kawalera Hernando Mucho Grande Miembro Hazat, a my w jego świtę. Wyniosła postać kawalera przyciągała przeróżnych naciągaczy. Spośród różnej maści sprzedawców wyróżnił się młody chłopak z symbolem Wszechstwórcy na ubraniu, zachęcający do odwiedzenia Kościoła Hombora Żebraka, gdzie można obejrzeć Wodny Ołtarz.

Sam Wodny Ołtarz był raczej osobliwością, a przykościelna biblioteka rozczarowała nas swym ubóstwem. Nie dowiedzieliśmy się nic o wykopaliskach Urów na południowej półkuli które badał 450 lat temu arcybiskup Tront, cesarski spowiednik. Zwróciliśmy się zatem do kontaktu Sholdana w mieście, Pozyskiwacza Nako Tamanori. Przyjął nas w swej restauracji „Oczy morza” i ugościł po królewsku miejscowymi owocami morza. Co prawda sam nic nie wiedział na interesujący nas temat, ale wskazał nam najlepsze, jego zdaniem, źródło: barona Alfred von Kruphofen. Szlachcic ten jest z zamiłowania historykiem i znawcą planety, ale jego aktualne miejsce pobytu jest trudne do ustalenia, ponieważ nieustannie podróżuje na swej pływającej wyspie. Nako zaoferował nam zdobycie informacji na temat ostatniego znanego miejsca pobytu barona i jego dalszych planów. Mieliśmy na nie poczekać w hotelu prowadzonym przez jego przyjaciela.

Niestety zanim dane nam było opuścić „Oczy morza” przed wejściem ustawiła się tyraliera ośmiu Avestian w bojowych nastrojach. Ich przywódca, diakon Hinto Deronti, z trudem powstrzymywał gniew i palec na spuście miotacza, kiedy żądał od nas złożenia broni. A kiedy ojciec Thurzo wystąpił naprzód i wyjął swoje insygnia władzy – Pieczęć Inkwizytora – miejscowy Avestianin nie wytrzymał i z okrzykiem „fałszywy Inkwizytor” wypalił z miotacza.

Walka była dość wyrównana, wszyscy zostaliśmy nieco poparzeni, a Avestianie fanatycznie walczyli do końca. Dopiero ostatni zdecydował się na odwrót, ale został powalony strzałem z pistoletu ojca Thurzo, zanim zdążyłem go obezwładnić i pojmać w celu przesłuchania. Niewątpliwie sprawdza się wizja z Labiryntu. Pozostaje tylko pytanie dlaczego ojciec Thurzo, a wraz z nim i my, jest poszukiwany przez swych braci zakonnych? Sadzę, że jest to kolejna manipulacja „Triskel”, ale dowiemy się tego dopiero, gdy złożymy wizytę w lokalnej świątyni Avestii. Wobec wyeliminowania ośmioosobowej drużyny szturmowej pozostali przy życiu zakonnicy powinni się okazać wystarczająco nieliczni, by być skłonni do rozmów.

About Marek Meres

www.spinq.pl
Gasnące Słońca, W pogoni ,

Comments are closed.