Próby wiary

Zostawianie śladów, jakikolwiek śladów, przy moim stylu życia to największa głupota jaką mogę zrobić, ale trudno. Nie wiem jak dalej potoczą się moje losy i losy moich towarzyszy, a nie mogę dłużej tego w sobie tłamsić. W co ja się wpakowałem???

Zacznę od początku. Jestem Sholdan. Przed tygodniem mieszkałem na Artemidzie, planecie pod władaniem Li Halanów. Od około roku pracuję dla Barona Giuseppe Marconi Li Halan. Znany jestem również jako Albert Sprangler, z gildii sędziów – zarządca ziemski, Brat Euzebiusz Kromka z Zakonu Ortodoksji, Kawaler Hernando Mucho Grande Miembro Hazat (w imieniu jest sugestia dla oświeconych dam), inżynier Albert Einhoden (nazwisko wskazuje na przeciwieństwo do przechwałek w imieniu hazackim), z gildii Inżynierów. Mam również kompletne zestawy dokumentów dla kilku przedstawicieli sił policyjnych na różnych światach.

Niektórzy moją profesję powiązaliby z pozyskiwaczami, ale moje zainteresowania są dużo bardziej wąskie. Nie szukam artefaktów, cennych antyków, zbiorów ksiąg czy technologii, jaką można spieniężyć. Mnie interesują same pieniądze. Chwała wszechstwórcy za dary jakimi mnie obdarzył, a które sprawiają, że ludzie tak chętnie mi je dają. Przez te dary trafiłem zresztą na służbę u Barona.

Piszę to, bo nie zależy mi już na anonimowości. Jeżeli przeżyję, zawsze ten zapis będę mógł zniszczyć, a jeżeli nie będzie mi to dane, Ci, którzy przyjdą po mnie nie będą rozpoczynać swej wędrówki po omacku, jak my byliśmy zmuszeni.

Sprawa, która mnie i moich towarzyszy zebrała razem i skierowała ku gwiazdom początek miała rzekomo na wyspie Marconi, w Zamku Barona, skąd człowiek podający się za rycerza poszukującego na służbie u Cesarza skradł diadem, będący relikwią spoczywającą w skarbcu Barona. Diadem, jak się później dowiedzieliśmy miał szczególne właściwości.

Na miejsce dotarliśmy po niecałym tygodniu od tego zdarzenia. Zarządca nakazał nam podpisać zobowiązanie w ramach, którego nikt z nas nie mógł zdradzić nikomu przekazanych nam informacji pod groźbą śmierci. Wraz ze mną na miejsce dotarł bardzo doświadczony pilot, chwalący się udanymi lądowaniami na bez mała wszystkich znanych światach. Z większego mechanicznego ptaka wysiedli razem, wysoki, żylasty, burkliwy weteran wojen z symbiontami – z luku bagażowego, wraz z nim wyjechała jego zbroja płytowa i stojak na miecz. Zbroja nie miała emblematów, a nosiła silne ślady zużycia. Towarzyszył mu zakapior. Na pierwszy rzut oka, swój swego pozna, tyle, że jego towarzysz, raczej sprzedałby swoją ciotkę by zarobić trochę grosza. Co rzucało się w oczy to ciekawy chronometr i pistolet. Dla mnie swoistym gwoździem do trumny było przybycie ostatniego z moich towarzyszy. Albinos, wysoki na prawie dwa metry, bez brwi i włosów, w azbestowym kombinezonie zakonu Avestii…

Rok przed wstąpieniem na służbę u Barona, na Świętej Terze, występując jako brat Euzebiusz poznałem młoda mniszkę, pracującą w kancelarii biskupa Teodora. Dowiedziałem się od niej, że parafie pod nadzorem biskupa zbierają środki na budowę nowego kościoła w miejscu, gdzie posługi bardzo brakowało i owieczki powoli schodziły na złą drogę bez opieki swojego pasterza. Tyle, że z tego konta pieniądze przeznaczane były na budowę nowej rezydencji jego Ekscelencji. Występując jako człowiek kościoła nie mogłem przejść koło takiej niegodziwości obojętnie, więc wyciągnąłem od niej numer konta w banku Sędziów, a gdy ona wyła z rozkoszy na biurku tego starego capa za sprawą mojej gromnicy skradłem jego pieczęć. Następnego dnia, młody braciszek wypłacił, na podstawie pełnomocnictwa podpisanego przez biskupa i opatrzonego jego pieczęcią 4000 feniksów i wyszedł, by jak planowałem, na Świętą Terrę więcej nie wrócić. Pieniądze rozeszły się w dwa dni w kasynach stolicy Artemidy i jej burdelach.

Kamień spadł mi z serca dopiero w chwili, gdy zakwaterowano nas w apartamentach na piętrze, a Avestianin, przedstawiający się jako Brat Turzo, stwierdził, że przybył to by dołączyć do organizowanej przez Barona wyprawy, a nie wykonać wyrok. Pilot – Lunar Gunn, rozwalił się na kanapie. Pozyskiwacz – Zack Solo, próbował przekonać Avestianina – Brata Turzo o wyższości magicznego chronometru nad mechanicznym zegarkiem. Lazarus – weteran, na żołnierską modłę zaczął się posilać, w końcu darmowemu posiłkowi się nie odmawia. Nawet tuż przed dorodną kolacją. Dane nam również było poznać konkurencję. Chwilę później do wspólnej sali apartamentu w jakim nas zakwaterowano weszła grupa osób również proszona do wzięcia udziału w próbach Barona. Nie będę się rozwodził. Nie spełnili oczekiwań barona i biskupa, co w kolejnych paragrafach zostanie opisane szerzej dlatego docelowo to nie oni mieli wpływ na dalsze wydarzenia.

Major Domus zaprosił nas do sali, gdzie każdy z nas otrzymał dokument o którym wspomniałem wcześniej – złam tajemnicę to zginiesz. Następnie przedstawił nam rzekomy powód kolejnej wyprawy. Czemu piszę kolejnej wyjaśnione będzie poniżej. Do Barona przed kilkoma dniami przybył statkiem człowiek podający się za rycerza po poszukującego. Przedstawił się jako Kevin Louis de Souza. Baron podjął go godnie. Ten natomiast w odpowiedzi, porwał jego córkę, zmusił ją do otwarcia skarbca (nie jest to jasno określone, ale dano nam do zrozumienia, że Baron nie zakłada, że córcia tatusia tak łatwo dała się uwieść), skąd skradł diadem pozwalający noszącemu wykryć czy jego rozmówca mówi prawdę. Ceną są stygmaty jakie pozostawia na ciele noszącego. Jedna wyprawa, pod wodzą syna Barona ruszyła w pościg dzień po odlocie statku rycerza. Baron nie ma drugiego statku, ale ze względu na fakt, że skradziony diadem to ważna kościelna relikwia, którą nosił przed około tysiącem lat jeden z bardziej znaczących biskupów Św. Terry, z pomocą przybywa Biskup zakonu Amaltean Yasuhito Endo. W podzięce za opiekę zmarły niedawno Hrabia Zaicew Decados podarował mu swój statek Muśniecie. Ten statek ma zostać wykorzystany w kolejnej wyprawie. Druga – nasza – wyprawa leci na wszelki wypadek.

No tak. Jeżeli wam wydaje się, że to naciągana historia to nie jesteście w tym odczuciu osamotnieni.

Następnie Major Domus ogłosił, że za parę godzin zostaniemy zaproszeni na ucztę, a w dniu jutrzejszym zostaniemy poddani pierwszej próbie. Miała to być próba odwagi i siły woli. Li Halanowie wykazali się w tej kwestii nader Decadoską przemyślnością.

Pozostawieni sami sobie, z umysłami pełnymi podejrzeń przez niedopowiedzenia wróciliśmy do swoich kwater. Chwała za przyjazny winoroślom klimat wyspy, dzięki któremu podany Eiswein ukoił moje nerwy. Z beztroski i lekkich flirtów wyrwał nas hałas silnika lądującego statku kosmicznego. Co szczególnie zburzyło mój spokój ducha to fakt, że do zamku zmierzała grupa pośredników w towarzystwie sędziego. Czy już w ciągu roku zdążyłem się narazić komuś na tyle, by wystawił za mną kontrakt i to na tak znaczną sumę, by przedstawiciel sędziów musiał poświadczać swoją osobą wypłacalność takiego człowieka? I drugi raz w ciągu tego samego dnia szczęście uśmiechnęło się do mnie. Przybyli w poszukiwaniu de Souzy, który na Liegheim skradł statek kosmiczny, którym przybył do Barona. List gończy za tym człowiekiem wystawiono na kwotę 10 tysięcy feniksów. Tyle, że durnie złamały zasady etykiety. Nie zapowiedziały się. Nie poprosili możliwość skorzystania z lądowiska Barona. Po prostu przyszli tam i chcieli kupić od Barona informacje płacąc drobnymi podarkami. Baron podarki przyjął, przekazał, że słyszał o tym człowieku, ale nie wie kim on jest i gdzie obecnie przebywa, także mimo szczerych chęci, nie może im pomóc. Zaprosił ich również na ucztę, która w ciągu godziny miała się rozpocząć. Czasem dziwi mnie ile jeszcze od tego człowieka mógłbym się nauczyć.

Na uczcie, która nastąpiła chwilę później stawiła się cała lokalna śmietanka by podnieść prestiż tego wieczoru. Przyznam szczerze, że byłem nieco zaskoczony, gdy zobaczyłem rumianego kanonika ortodoksji, szefową portu i głównego łowczego barona. Brakowało tylko głównego świniopasa i mielibyśmy prawdziwe wiejskie wesele, ale przynajmniej towarzystwo ślicznej blondyneczki, która jutro miała stawać ze mną w szranki dodawało mi otuchy.

About Tomasz Wachla

www.spinqfotografia.pl www.tomaszwachla.pl
Gasnące Słońca, W pogoni ,

Comments are closed.