Pamiętniki/notatki czarodzieja, część 5

Pamiętniki/notatki czarodzieja, część 5

21.12.2522

Wieczór. Idziemy do kopalni. Docieramy już nocą. Widać kilkanaście (może trochę więcej) budynków małej osady. Jesteśmy głodni i zmęczeni więc udajemy się do karczmy. W środku całkiem sporo gości jak na małą osadę. Miejscowy żołnierz ze strażnicy na przełęczy prosi nas (jako Strażników z miasteczka) o pilną wizytę w Strażnicy. Zaskoczony, że tak pilnie przybyliśmy. Jesteśmy zaintrygowani, ale na razie bardzo głodni. Na jednej z dziewczyn do towarzystwa dostrzegam naszyjnik z niebieskich kamieni substancji 72 (potocznie hialuryt- fosforescencyjna odmiana kwarcu). Bardzo wyjątkowe, święcą w ciemności, rzadkie. Nie tak cenne jak złoto, ale i tak dziwią na szyi osoby pospolitej i raczej ubogiej. Dowiaduję się – naszyjnik kupiła w miejscowym sklepie jubilerskim, inne osoby też mają podobne ozdoby. Sprawa do dalszego drążenia, bo gdzieś w okolicy musi być dużo tej substancji. Kopalnia? Robin i Wiktor w tym czasie rozmawiali z jakimś Kislevitą. Z tego co zrozumiałem od nich są przekonani, ze jego Panem jest wampir, który jest gdzieś w tej okolicy (ukryty?). Ale niby to dobry wampir, który dobrze płaci za dobrowolnie oddaną krew niektórym miejscowym dziewczynom. Dla mnie jednak „dobry wampir”, jest takim określeniem jak dobry wilk albo dobry demon. Nie istnieją. Gutrum wypytuje o kopalnie, górników itp. Zaskakujące – Jotunna nie ma tutaj, nikt go nie widział i to od dawna. Clema zresztą też nie. Kopalnia jest mała, 3 sztygarów i kilkudziesięciu górników. Po rozmowach – nie widać żadnych przekrętów, mutantów, zniewolonych krasnoludów, złota, czy spaczenia. Osadnicza zwyczajność.
Po solidnym posiłku wyruszamy nocą do Strażnicy. Lars nas prowadzi. Po pół godzinie jesteśmy. Wita nas sierżant Schmeltzer. Narzeka na braki kadrowe (jest ich tylko 12) – nie patrolują właściwie okolicy, bo nie mają do tego ludzi. Pokazuje nam bezgłowe zwłoki – jak sądzi to zarządca kopalni niejaki Witke, pracownika Jutunn. Ofiara została znaleziona nad brzeg jeziora ale ewidentnie została tam zaciągnięta (brak krwi w miejscu znalezienia). Sierżant uważa, że zabił go wodnik. Wyprowadzamy go z błędu. Po naszych oględzinach – ofiara ma ślady zetknięcia się z niebieską substancją 72. Ciekawe, czyżby zginął w kopalni? Domyślamy się, że to on pewnie (a nie Jotunn) wysłał gołębi list – miał spotkać się z jednookim (Wicht) w kopalni, ale najwyraźniej owego spotkania nie przeżył. Teoria pasuje też pod innym kątem – przypuszczamy, że już wcześniej jednooki, pozbawił głowy Yorika, zwalając na wodnika.
Wracamy. Idziemy spać do karczmy. Wartujemy.

Uwagi:
– Możliwy konflikt wśród nas co do postępowania wobec wampira.
– Skoro Witke jest bez głowy, gdzie jest jego ochroniarz Kietil i gdzie jest krasnolud Jotunn skoro nie ma go tu, ani w miasteczku?

22.12.2522

Brak snów. Idziemy do sklepu jubilerskiego. Przyciskamy i zastraszamy właściciela. Pęka. Zdradza nam, że hialuryt (substancja 72) znajduje w opuszczonej jaskini – kilka godzin od osady. Tłumaczy nam jak dojść. Zastanawiamy się czy tam zginął zarządca Witke. Dyskusja czy idziemy teraz do kopalni czy do jaskini. Kopalnia wygrywa, bo jest bliżej i Gutrum by oszalał gdybyśmy ją teraz odpuścili. Rozmowa z aktualnym zarządcą – krasnoludem Orinem. Niezbyt nam przychylny. Mówimy, że chcemy jako Strażnicy miejscy rozejrzeć się po kopalni. Nic nie wie o niezrzeszonym sztygarze (sprawa z gołębiego listu). Nie ma aktualnie żadnych wolnych sztygarów, jako przewodnika dostajemy górnika – krasnoluda Zel Zweldeger. Schodzimy. Już w środku okazuje się, że nasz przewodnik nie wie gdzie jest 13 chodnik. Chcieliśmy nasze zamiary utrzymać w tajemnicy, ale musimy się wrócić do Orina. Po awanturze uzyskujemy informacje i wracamy we właściwie miejsce w kopalni. Wchodzimy do 13 tunelu – w teorii starego, niebezpiecznego i nieużywanego. Okazuje się, że tunel początkowo jest w bardzo złym stanie, ale potem – w doskonałym. Jednak nagle za nami ma miejsce grzmot i tunel zawala się! Pełno pyłu. Ktoś specjalnie to zrobił abyśmy już nigdy nie wyszli… Orin? Idziemy przed siebie, bo nic innego nam nie pozostało. Zauważamy, że ktoś jest przed nami. Czaimy się. Głosy jednak znikają. Dochodzimy do bocznej dziury w tunelu, dalej zresztą tunel się ślepo kończy. Przez dziurę widać w oddali jakiś grobowiec. Spodziewamy się zasadzki. Gutrum i Lars przechodzą przez dziurę pierwsi, potem ja. Świst bełtów, mieczy i toporów. Jak się potem okazało zaatakowali nas: jednooki Wicht, Hansjorg (z paskudną kuszą samopowtarzalną), krasnoludowie: Sigurd i sztygar Rollo. Krew się lała, w powietrzu latały bełty i moje czary. W trakcie walki przez dziurę przeszli też Wiktor i Robin. Wielu z nas odniosło rany (Lars ledwo co stał), ale zwyciężyliśmy. Osobiście zabiłem jednookiego eterycznymi strzałami. Pojmaliśmy jednego krasnoluda – Sigurda. Wyjawił nam, iż jego banda była rabusiami grobów i przebiła się tutaj do starożytnego krasnoludzkiego cmentarzyska. Byli już tutaj wcześniej, ale przegoniła ich straszna zjawa – krasnoludzki strażnik grobowców. Oni to wcześniej przetrzymywali w swej kryjówce-jaskini (hialuryt!) Witke i Kietila, potem zabili Witke i podrzucili bez głowy przy brzegu jeziora. Dodatkowo uciekając przed zjawą wystawili jej Kietila (co ten przypłacił życiem). A więc strażnika miejskiego-zdrajcę spotkał w końcu sprawiedliwy los. Teraz byli zaopatrzeni w runiczne sztylety i mieli nadzieję pozbyć się zjawy. Sztylety przejęliśmy i ruszyliśmy wśród grobowców w głąb, mając nadzieję, iż unikniemy zjawy, a cmentarz jest pod krasnoludzkim miastem (tym usuniętym z map i ksiąg) i da się przez nie wyjść. Wkrótce dotarliśmy do okazałego grobowca, ograbionego przez bandę jednookiego – oddałem do niego wszystkie zrabowane przez bandę przedmioty (które odzyskaliśmy), poza tym co zabrał Gutrum. Dzięki niebywałym zdolnością Robina w otwieraniu zamków wyszliśmy piętro wyżej i na kolejne, a wtedy pojawiła się przerażająca, bezkształtna Zjawa. Gdy Gutrum, Wiktor i Sigurd idący z przodu zaczęli uciekać z powrotem w dół z okrzykami przerażenia również uciekłem z nimi (jak i reszta z nas) nie chcąc sam stanąć przeciwko straszliwemu nieznanemu. Gniewna zjawa jednak sobie znanym sposobem obudziła zmarłych i zaczęli wychodzić ze swych grobowców, aby nas pojmać! Wszędzie wokół nas słyszeliśmy straszliwe odgłosy i widzieliśmy szkielety. Nie mieliśmy nic do stracenia i pędem ruszyliśmy ponownie w górę, ku powierzchni, spodziewanemu miastu i ocaleniu. Starliśmy się ze zjawą ponownie, tym razem już tylko Wiktor i Lars uciekli w popłochu. Zel Zweldeger zginął za sprawą zjawy i szkieletów. Robin w chaosie walki i ucieczki gdzieś się zapodział, ale potem do nas dobiegł. Dotarliśmy w końcu do wielkiej bramy cmentarnej gdzie Gutrum starł się z kilkunastoma szkieletami, a ja próbowałem czarami uderzać w odległą zjawę. Sigurd wykorzystał szansę i tchórzliwie uciekł przez bramę ku widocznym korytarzom podziemnego miasta. Próbowałem wykorzystać magiczną monetę chciwości i faktycznie zjawa pojawiła się koło mnie i mi ją zabrała, ale przypłaciłem to potężnym niematerialnym ciosem, po którym ledwo co stałem na nogach. W końcu jednak uderzyłem w nią kolejnym falami eteru i rozwiała się (pozostawiając monetę), a wraz z nią rozsypały się setki szkieletów! Byliśmy ocaleni! Po dłuższej chwili dotarli do nas poranieni ale żywi Lars i Wiktor (chyba tylko Bogowie wiedzą jakim cudem przeżyli atak szkieletów). Cmentarna brama nie chciała swą mocą przepuścić nikogo oprócz krasnoluda Gutruma, mnie jednak udało się przejść dzięki odporności na magię, a resztę towarzyszy ogłuszyliśmy i przeniósł ich Wiktor. Byliśmy więc w krasnoludzkim mieście Kazad Grungazar, do którego oczywiście chcieliśmy kiedyś trafić, ale jednak w całkowicie odmiennych okolicznościach…

About Marek Meres

www.spinq.pl
Warhammer, WH: Purpurowe złoto ,

Comments are closed.