Pamiętniki/notatki czarodzieja, część 3

Pamiętniki/notatki czarodzieja, część 3
20.12.2522

Pod koniec nocy coś nas budzi. Zaskoczenie. Kapral Lars wchodzi do naszej izby. Ponownie prosi nas o pomoc. Nieznany ktoś napisał do niego list, iż jeśli chce się dowiedzieć czegoś więcej o Wodniku i go złapać – musi udać się sam o północy do magazynu na nadbrzeżu miasteczka. Lars oczywiście wietrzy podstęp i chciałby abyśmy to my wsparli go w tym nocnym spotkaniu. Zgadzamy się – ktokolwiek tam się pojawi – coś się wyjaśni. Po tym jak zostaliśmy bez zapasów prowiantu ponowna wizyta w mieście i tak byłaby konieczna. Śniadanie z tego co nam zostało. Najpierw jednak chcemy odwiedzić jeszcze wiedźmę Zigę, bo mieszka niedaleko. Plotki – to ona urodziła Wodnika. Może coś wiedzieć. Wskazówki miejscowych jak mamy iść. Lars idzie z nami.
Śnieg, las, góry. Nagle zza pagórka wynurza się goblin na wielkim wilku. Czujny Wiktor zabija go strzałem z kuszy. Jednak parę chwil później widzimy tam 12 takich samych goblinów na wilkach. Chcą na nas szarżować z góry. Przywołuję powiewy eteru i zamieniam je w potężny ryk smoka. Wilki przez chwilę panikują, daje to czas moim towarzyszom na przygotowanie do walki. Szarża wilków i goblinów, Wiktor trafia z kuszy przywódcę goblinów prosto w twarz, Gutrum wspaniale zastawia się tarczą i wywija toporem, krew tryska, Lars stacza się w dół szczepiony z wilkiem i goblinem, Robin celnie ciska kamieniami z kuszy, a ja po raz pierwszy raz w walce używam czaru srebrzyste strzały Arha raz po raz trafiając gobliny lub wilki. W pierwszych chwilach walki to Gutrum, Lars i Wiktor przyjęli na siebie impet uderzenia, ale potem wszystko się miesza w chaosie i wielki wilk staje naprzeciwko mnie. Zdmuchuję czarem goblina na nim i próbuję parować moim kijem wilcze zęby. Nigdy nie byłem tak bliski śmierci. Bogowie nam jednak sprzyjają – wygrywamy a niedobitki wrogów idą w rozsypkę i uciekają. Zabijamy jeszcze kilku. Przeżyły może ze 4 gobliny i to ranne – uciekają na wilkach. Skąd się tu wzięły w środku zimy? Ślad prowadzi w kierunku lasu.
W końcu ziemianka wiedźmy. Cuchnie. Stare skóry, gnijące rośliny, zmutowane małe zwierzęta, tanie błyskotki i ozdóbki. W kotle ohydna zupa, z nogą snotlinga. Stara, pokurczona, brudna kobieta. Robin rozmawia, bo potrafiłby zjednać sobie nawet posąg. Pyta o Wodnika. Musimy zapłacić jednym z moich komponentów (dzwoneczek) i złotą koroną W końcu dowiadujemy się, że wiele lat temu mały, prawie martwy mutant został wyrzucony z zamkowej wieży, prawd. przez Panią Baronową i wiedźma go przygarnęła w odruchu litości. Gdy ozdrowiał i urósł, zaczął jednak przejawiać skłonności do sadyzmu i mordu, poczynając od łapania wiewiórek i ucinania im głów swymi szczypcami. Rozstali się. Co do baronowej – różne plotki, że to zła kobieta była. Wiedźma nic więcej nie wie, poza informacją o pobliskim leśnym duchu, który ponoć potrafi odpowiedzieć na każde pytanie za opłatą. Ciekawe. Gutrum chce ją zabić, podpalając jej ziemiankę (zniósł masę drzewa) ale odwodzimy go od tego – brak mocnych dowodów na złe czary czy mutacje, poza tym pomaga i leczy okoliczną ludność, no i jeszcze ten duszek.
Wiedźma prowadzi nas do pobliskiej jaskini. Krąg kamieni z symbolami – nie znam, w środku popiół. Odczuwam niepokój, ale też wielką ciekawość. Wiedźma rozpala ogień, coś szepcze sobie pod nosem, sięga pod ubranie i wrzuca do ognia żywą wiewiórkę. Momentalnie ogień strzela pod sufit jaskini i pojawia się w nim wielka, czarna postać z rogami i skrzydłami! Demon! Przeklęta wiedźma! Chyba tylko ja i Gutrum oparliśmy się grozie demona i byliśmy w stanie normalnie reagować. Demon mówi o naszych talizmanach, kusi wiedzą o Wodniku, chce ofiar, chce abyśmy mu coś dali w zamian to powie nam więcej. Zna nawet nasz wiersz, ale zamienia w nim drugi wers i mówi: „Kiedy powróci ta co z wieży” (zamiast naszego: „ta co wierzy”) – bardzo interesujące – daleko bardziej pasuje do całości historii. W międzyczasie zauważam, że kamienny krąg ma szczelinę i demon zaraz się z niego uwolni! Próbuję docisnąć kamień, ale bestia zauważa to i odrzuca mnie ogniem. Czekam co jeszcze chlapnie demon, ale szykuję się do walki, przywołując pancerz eteru. Oczywiście to zauważył i jeszcze bardziej go to rozgniewało. Rozrzuca kamienny krąg i wydostaje się! Gutrum łapie Robina i mami nim Demona, że mu go odda. Pewnie podobnie jak ja chce dowiedzieć się więcej zanim rzucimy się na siebie, a Robin i Wiktor są wciąż sparaliżowani strachem i kompletnie nieprzydatni (na dodatek cuchną fekaliami). Demon wyskakuje do nas, ale nagle z tyłu rozlega się zaśpiew i czarna postać zostaje odrzucona w tył i z głośnym wyciem maleje i ulatuje w głąb jaskini. Wiedźma jak go przywołała, tak go teraz odesłała. Jestem zły. Zgadzam się z Gutrumem, że wiedźmę trzeba zabić. Za przywoływanie demona może być tylko jeden wyrok. Wiktor ma jednak rację, że od wyroków powinien być sąd. Proponuję więc powiadomić o wszystkim Świątynię Sigmara w miasteczku. Przy okazji zobaczymy jak kapłan Sigmara się zachowa. Reszta towarzyszy zgadza się, a wiedźma odchodzi. Wracamy do Leśnej Osady.
Jest już myśliwy Arn. Co do Wodnika niezbyt pomocny (tak jak myślałem) – jedynie: Wodnik już wiele lat temu zabił dodatkowo jego brata, a jemu udało się uciec. Dwie inne ciekawostki – Nie wolno chodzić do Ukrytej Doliny po drugiej stronie jeziora – nikt tam nie chodzi. Druga – Mutanci ukrywają się prawdopodobnie przy Srebrnym Stawie (oba obiekty mamy na swej mapie). Wracamy do Langbrucke.
Dziwne – poświata wieży jakby mocniejsza. Czyżby właściwy czas się zbliżał? Porządna kolacja w zajeździe. Ale za moją radą rozpowiadamy, że jesteśmy zmęczeni podróżą i zaraz idziemy spać – podstęp dla potencjalnych szpiegów. Umowa z Larsem – my idziemy już o 22:00, on dopiero przed północą wyjdzie z domu. Chcemy przygotować pułapkę, na „pułapkujących”. Za moją namową organizujemy z zajazdu oliwię i robimy butelki zapalające. Mogą się przydać w ew. starciu z Wodnikiem. Pod osłoną nocy wychodzimy z zajadu tylnym wyjściem. Nadbrzeże. Wysyłamy na przeszpiegi do umówionego magazynu Robina, sami obserwując. Nagle Robin wybiega z magazynu. Z przerażeniem szepcze o Wodniku, który wyszedł z jakiejś klapy w podłodze i go zauważył. Nie chcemy atakować – Wodnik już o nas wie, jest tuż przy jeziorze, łatwo ucieknie gdy zechce. Gdy się naradzamy, nagle Robin dostrzega jakiegoś szpiega na dachu i rusza za nim w pościg. Próbujemy gonić ich, ale z powodu mrozu jest zbyt ślisko i szybko dajemy za wygraną. Gutrum dzieli się z nami informacjami o podziemnych, starych tunelach przecinających wyspę, na której jest miasteczko. Pozyskał jakieś krasnoludzkie mapy, od swego kapłana. Uważa, że tunelami porusza się Wodnik i dzięki tunelom uda się ustalić kto go wysyła. Postanawiamy ostrzec Larsa. Wspólnie odnajdujemy Robina – szpieg uciekł do siedziby spółki Jotunn i Clem. Czemu mnie to nie dziwi? Znów mówimy o podziemnych tunelach, okazuje się, że studnia na centralnym placu miasteczka prawd. łączy się z nimi. Postanawiamy wytropić leże Wodnika i zejść przez studnie w dół. Mamy linę i schodzimy. Przywołuję powiewy eteru i rozświetlam swój kij, kamień z procy dla Robina i element hełmu dla Wiktora. Podziemne naturalne tunele, ale też wykute korytarze. Błądzimy i szukamy. Momentami po pas w zimnej wodzie. W końcu natrafiamy na podziemne jeziorko (średnica z 70 metrów) z małą wysepką pośrodku. Na wysepce kilkadziesiąt ludzkich głów. Wodnicze trofea. Wiktor ponownie przypomina swój sen, że trzeba zniszczyć źródło mocy Wodnika, aby go osłabić. Już podejrzewamy co nim jest – głowy. Chcę za pomocą fluktuacji eteru zmienić metalowy przedmiot w łódkę, ale nie ma żadnego wystarczająco dużego. Wiktor i Gutrum ruszają przez wodę w kierunku wysepki choć nie umieją pływać. Lars zostaje ze mną i Robinem – na niego prawdopodobnie teraz ma zlecenie Wodnik, a chcemy aby powrócił do żony i małego dziecka. Gdy są w połowie drogi krasnolud ma już wody po szyję – Wodnik atakuje ich. Rozbryzgi wody, fale, walka. Koncentruje się i ciskam mu raz za razem w głowę skondensowaną energię eteru. Teraz już wiem, że gdzie indziej jest zbyt opancerzony. Wiktor oddziela się i gna ku wyspie. Lars wskakuje do jeziora, ja za nim (oczywiście po tym jak wzmacniam się magią ochronną). Robin rzuca naszymi butelkami z oliwą w wyspę i głowy zaczynają płonąć. Wodnik znika pod wodą, ale wkrótce wynurza się tuż za Wiktorem. Ponownie skupiam na jego głowie magiczne żądło energii eteru. Tym razem czuję jak energia narastała wykładniczo i skumulowała się w potężnym wyładowaniu – przepalam głowę bestii na wylot – Wodnik pada martwy. Sam jestem zdumiony siła swego czaru. Wiktor dokańcza palenie głów. Informuje nas, że nie było krasnoludzkich.
Po drugiej stronie jeziorka dostrzegamy potężne, grube, wzmacniane metalem drzwi, bez zamka czy klamki z naszej strony. Za nimi spodziewamy się mocodawców Wodnika. Przywołuję alchemiczną wizję – to krasnoludy zrobiły te drzwi i to wcale nie tak dawno temu. Za pomocą sinusoid eteru postarzam je, aż rdzewieją i próchnieją – Gutrum kilkoma uderzeniami topora dokonuje reszty zniszczenia, przechodzimy dalej. Schody w górę. Normalny korytarz. Niespodziewanie – Duża pracownia alchemiczna dobrze wyposażona. Ktoś nad czymś pracował, sprawdzam, analizuję, znajduję resztki różnych substancji, a przede wszystkim resztki materii chaosu – spaczenia. Niepokojące. Badania nad mutacjami? W międzyczasie Gutrum zabija jakiegoś psa wartowniczego. Z góry zbiega dwóch krasnoludów. Gutrum ściera się z nimi – ale miejsca jest tylko na jedną osobę. Wspieram go zmiennymi pulsacjami eteru, aż broń obu przeciwników koroduje i rozpada się w pył. Gutrum łatwo ich pokonuje. Gdy ostatni krasnolud krzyczy przed śmiercią: „Clem czarują!” już ostatecznie wiemy gdzie jesteśmy – siedziba spółki Jotunn i Clem. O ile krasnoluda Jotunna poznałem, to Clem musiał być alchemikiem, a prawdopodobnie czarodziejem jak ja, który jednak oddał się we władanie siłom chaosu. Moje kolegium szczególnie tępi i ściga takich jak on, zdrajców. Niestety zbiegł. Szpiega z dachu też tu nie ma – kimkolwiek był. Znajdujemy jednak 2 ciekawe księgi – Poczet Imperatorów i Invokandie oraz notatki: z rzędami cyfr oraz drugą – ponownie 1 zamienia się z 4. Invokandia zawiera zakazane czary – które chce przejrzeć później, aby dowiedzieć się co tu się działo. Spróbuję przekonać kaprala Larsa, aby na razie nie rekwirował księgi w imię dalszego śledztwa. Poczet Imperatorów zaczyna się od Sigmara, oznaczonego jedynką, a 2 małe karteczki pewnie stanowią tajny kod, który musimy rozwikłać. Tłumaczę moim towarzyszom-analfabetom znaczenie liter i cyfr, aby i oni mogli przez chwilę poczuć, ze biorą w czymś ważnym udział (nie mam jednak złudzeń co do ich przydatności). Czytam im też rozdział o Sigmarze oraz czwarty o imperatorze Maksimusie. Stroją mądre miny i podają nawet jakieś pomysły na rozwiązanie kodu, ale to mniej więcej tak jakby kucharka doradzała co włożyć do armaty. W międzyczasie Lars przeszukał szczegółowo budynek – nikogo więcej nie ma. Jutunn udał się do swej kopalni. Do rana mamy więc mamy czas, a ja zabieram się z kod …

Uwagi:
– Skąd tu zimą tak duże skupisko goblinów, że wypuszcza sobie tak mocny zwiad?
– Niestety wszystko wskazuje na to, ze baronowa z wieży (piękna kobieta z mojego snu?) ma zamiar powrócić z martwych (lub letarg? przemiana?) i do czegoś są potrzebne nasze talizmany. Na pewno w grę wchodzą powiewy eteru, skoro nieistniejąca wieża do tej pory zostawia swój eteryczny ślad, który narasta (a więc czas powrotu się prawd. zbliża)
– Co takiego jest w Ukrytej Dolinie? – pewnie pójdziemy to sprawdzić.
– Czy Srebrny Staw jest jakoś połączony podziemnymi tunelami z krasnoludzką kopalnią i tamtędy prowadzą porwanych krasnoludów?
– Wśród Wodniczych głów nie było krasnoludzkich. Czy jednak jest szansa, że Yorik żyje?
– Nad czym dokładnie pracował czarodziej Clum i gdzie się obecnie udał? Może ktoś go widział?

About Marek Meres

www.spinq.pl
Warhammer, WH: Purpurowe złoto ,

Comments are closed.