Z miłości do Wszechstwórcy

Sonda archeologiczna XFA2947 – Raport z dnia: 25.02.5214 – Odnotowano nagły wzrost neutrinów, kwarków i antycząsteczek o 923%. Wykryto 19 wewnętrznych usterek  technicznych. Spadek mocy o 42%. Całkowita utrata funkcjonalności na poziomie 19%. Zbieżność zdarzeń z anomaliami, które dotknęły zniszczonej sondy XFA2941 na poziomie 86%. Włączono tryb gotowości awaryjnej i tryb skanowania w poszukiwaniu innej sondy zastępczej. Załączam dziesiąty, kolejny fragment pamiętników.

==== Załącznik nr 10 ====

9.05.5006, Układ Vedi, Orbita drugiej planety od słońca, Statek kosmiczny Sokół

Wraz z upływającym czasem mój umysł przestał rozwiązywać kolejne labirynty i wpłynął do bezpiecznego portu, w którym świat wokół mnie to jednak rzeczywistość. Pomogły mi też modlitwy, medytacja i spokojne rozmowy z towarzyszami w oczekiwaniu na Bran Botana. Wszyscy zgodziliśmy się, iż to najpierw z nim powinniśmy się spotkać zanim polecimy na Decadoską fregatę w poszukiwaniu Jessebelle. Nie wiedzieliśmy jakie niespodzianki przywiezie ze sobą Bran Botan (nie ufaliśmy mu) i woleliśmy na czas tego spotkania nie mieć jeszcze przy sobie panienki. Postanowiliśmy oczywiście nie zdradzać informacji o lokalizacji Jessebelle oraz o posiadaniu uwięzionego barona Decados. W końcu Berni i Julianus wykryli na czujnikach statek zbliżający się do nas – był nawet mniejszy od naszego (klasa: badawczy), więc pierwsze podejrzenie, że Bran Botan może sprowadzić na nas jakąś flotę okazało się na szczęście niesłuszne. Zaprosiliśmy eminencję na nasz pokład i Julianus połączył oba statki śluzą.

Biskup wyjawił, iż przyleciał sam (co samo w sobie było zaskakujące – nigdy jeszcze nie widziałem, aby jakikolwiek biskup podróżował samotnie). Podczas powitania zobaczyliśmy obuna starszego niż zapamiętaliśmy, a przede wszystkim jakby mniej dostojnego niż zapamiętany Cesarski Spowiednik. Widać było, iż ostatnie wydarzenia w Znanych Światach nie były dla niego łaskawe. Najważniejsze jednak, iż wydawał się wobec nas szczery. Przyznał, iż szuka Jessebelle, aby ją ocalić i zawieść do domu i to jest teraz jego najważniejsze zadanie – liczył, iż od nas lub od barona Decados, który zniknął siedem lat wcześniej razem z nami, dowie się gdzie ona jest. Opowiedział nam swoją historię przez ostatnie siedem lat. Po opuszczeniu Delf i przybyciu na Byzantium miał dostęp do tajnych raportów Cesarskiego Oka i różnych dokumentów Cesarskich. Były tam też informacje o ruchach Hazackich okrętów, oraz kolejne listy księżnej Ledy w sprawie swej córki Jessebelle, z którą urwała się komunikacja, a której Hazaci z Vera Cruz ponoć nigdy nie wiedzieli i nie mogli więc oddać. Zaraz potem gdy Cesarz podpisał stosowny cesarski nakaz dla Hazatów zwrotu Jessebelle, został otruty, w Znanych Światach zapanował chaos, a sam Bran Botan stał się niemile widziany na Byzantium. Sprawa Jessebelle, Hazatów i Vedi wydała mu się na tyle tajemnicza i ciekawa, że postanowił na własną rękę zagłębiać ją dalej. Wydostał z Byzantium kopię klucza gwiezdnego na Vedi, swym statkiem kosmicznym Emisariusz odwiedził księżnę Ledę, a potem też Vera Cruz. Jessebelle Hawkwood nie znalazł. Ponownie wrócił na Delfy zastając księżną na łożu śmierci – bardzo podupadła na zdrowiu po utracie jakichkolwiek wieści o dwojgu swych dzieci. Poprzysiągł jej wtedy, iż odnajdzie Jessebelle i przywiezie na Delfy. Niestety księżna zmarła (Niech Wszechstwórca ją prowadzi!). Bran Botan na pokładzie swego małego statku Emisariusz, zaopatrzonego w cesarskie systemy maskujące, przedostał się do układu Vedi, omijając Protektorat i od kilku lat stara się czegoś dowiedzieć.

Bran Botan prowadził też badania nad Gargulcem. Udało mu się uzyskać 3 zielone ekrany, jednak maszyna wciąż informowała o braku korelacji, więc Bran Botan nie odważył się nacisnąć przycisku Annunaki. Nie potrafił precyzyjnie określić co stanie po uzyskaniu 100% zgodności. Sam tak bardzo zbliżył się do ideału również dzięki temu, iż posiadał relikwie Ven Lohji. Gdy ją pokazał, okazało się, iż była bliźniaczo podobna do mojej relikwii Świętego Paulusa – kropla krwi zatopiona w soku drzew z Dementi. Istnienie obu relikwii to nie mógł być przypadek. Gdy patrzyłem na jego relikwię dotarło do mnie, iż znam rozwiązanie zagadki – jakie trzy osoby powinny uruchomić urządzenie Annunaki. Były to: Ven Lohji, Święty Paulus oraz syn Jessebelle – osoba z moich wizji. Oczywiście Świętych już z nami nie było, ale na tą okoliczność i potrzebę stworzono obie relikwie.

Co do spraw Kościoła – Bran Botan wiedział jedynie, iż Święty Paulus za pomocą maszyny Annunaki przeniósł się o ponad 1300 lat do przodu, czyli do okolic roku 4200 – Ven Lohji już wtedy z nim nie było. Nie wiadomo czy był wtedy w posiadaniu urządzenia Annunaki do zagłady planet, ani co go skłoniło do poprowadzenia buntu Ukarów. Ogólnie Bran Botan przyznał, iż z powodu swego wyznania – Ven Lohji, dostojnicy Kościelni wiele przed nim ukrywali i podobnie jak my, nie zna prawdziwej historii Vedi. Nie potrafi więc odpowiedzieć na wszystkie nasze pytania.

W czasie całej rozmowy za zgodą Bran Botana, trzy razy próbowałem mocą swej teurgii Rozedrzeć Zasłonę nad jego duchem w celu weryfikacji jego prawdomówności, wiary i grzechów – jednak trzy razy nie powiodło mi się. Wciąż do końca mu nie ufałem. Teraz gdy o tym myślę, wiem iż Wszechstwórca po prostu nie chciał, abym w tym momencie uzyskał taką wiedzę. Końcowo wszyscy byliśmy pod wrażeniem szczerości Bran Botana i zgodziliśmy się, iż może on zostać naszym sprzymierzeńcem oraz należy podzielić się z nim wiedzą o miejscu pobytu Jessebelle, co więcej nawet zabrać go ze sobą. Przedtem jednak zapytaliśmy go wprost o sprawę cybernetycznego czarnego pająka od którego zginął Ukar Klinga jeszcze na Delfach oraz o to czy jest Szkarłatem – przywódcą Szarłatnego Słońca, organizacji nie-ludzi chcących separacji od ludzi i własnego Świata (której szefem na Delfach był Klinga). W obu wypadkach Bran Botan zaprzeczył – nie stał za pająkiem i nie był Szkarłatem. Co więcej powiedział nam, iż dochodzenie księżnej Ledy na Delfach jednoznacznie wykazało, iż pająka nasłał miejscowy przywódca Gildii Inżynierów.

Kwadrans później lecieliśmy już w stronę fregaty Decadosów „Romanov”. Cyryl, do którego mieliśmy zaufanie, przeszedł na statek Bran Botana jako jego nowy pilot, a sam Obun pozostał na naszym statku, aby razem z nami wejść na fregatę. Uwolniliśmy z więzów Barona Decados, który wkrótce potem już grał w karty z Tybaldem (oczywiście obaj grzesząc grali na pieniądze. Czasami mam wrażenie, że Tybald nadaje się na owieczkę Pana, a czasami że tylko na sługusa Demonów). Berni wrócił do swych prac nad przeróbkami naszych tarcz energetycznych, aby nie były podatne na tłumik energetyczny, którym (zgodnie z naszą wizją) dysponował książę Victorian Hazat. Ja skorzystałem z okazji i wyspowiadałem się u Bran Botana, co jeszcze bardziej pogłębiło mój spokój duchowy. Już nawet całkowicie pogodziłem się z prawdą, iż wszystko to co się dzieje wokół mnie to rzeczywistość, której muszę stawić czoła, a Wszechstwórca oczekuje ode mnie właściwych czynów.

9.05.5006, Układ Vedi, Orbita księżyca drugiej planety od słońca, Statek kosmiczny Sokół i fregata Romanov

Po doleceniu na orbitę księżyca drugiej planety Vedi Julianus nawiązał połączenie z Fregatą. Za pośrednictwem barona, upewniliśmy się, iż dalej na fragacie przebywają tylko trzy osoby oraz golem Anastazja, z którym rozmawialiśmy. Jednak dalsze wieści wywołały wielki ból Nathana i nas wszystkich – Jessebelle nie żyła od siedmiu lat! Wedle słów golema zmarła przy porodzie i obecnie na statku był jej syn – Tiangong. Wieści wielce nas zasmuciły i dalsze minuty dolotu do fregaty i cumowania, upłynęły nam w ciszy i modlitwie.

Fregata okazała się prawie dwukrotnie większa od naszego statku i jakby uśpiona. Żadne działo nie obróciło się w naszą stronę i tylko pojedyncze lampki kontrolne wskazywały, iż nie jest zimną kupą kosmicznego złomu. Ten widok uspokoił nas co do prawdomówności Barona i golema ze statku – nie wyglądało, iż ktoś chce nas ostrzelać lub nawet szykuje się do walki. Tybald wziął barona pod rękę, aby go pilnować i nie pozwolić na jakiś wrogi akt wobec nas, czy choćby wydanie rozkazu golemowi, co do którego wiedzieliśmy, iż jest modelem bojowym i trochę obawialiśmy się go w walce. Na Sokole pozostawiliśmy Ezrę (co do którego nie mieliśmy pełnego zaufania) oraz Akko (z prośbą aby Ezry pilnował) a reszta z nas przeszła na fregatę Romanov (oprócz mnie: Nathan, Tybald, Bernie, Julianus, Bran Botan i baron Decados).

Na pokładzie powitał nas uzbrojony kobiecy golem Anastazja, bliźniaczo podobny do poznanych przez nas wcześniej w układzie Vedi: Eve i Miriam. Jednak nasza uwaga nie skupiła się na golemie, ale na dwóch chłopcach, w wieku około 7 lat, którzy stali po bokach golema i te ich oczy! Każdy z nich miał oczy jak obun – zupełnie czarne, pozbawione źrenic! Cała reszta chłopców zgadzała się z moimi wizjami, poza tymi oczami… No i było ich dwóch, a spodziewaliśmy się jednego. Co zaskakujące – Golem przedstawił nam tylko jednego chłopca jako Tiangong, a drugiego zdawał się wcale nie zauważać, traktując go jako przejaw wyobraźni Tiangonga. Oprócz nich poznaliśmy też inżyniera pokładowego, z wielkimi goglami na oczach, o nazwisku Svatov, który miał już objawy staczania się w otchłań szaleństwa (pewnie od siedmioletniego zamknięcia) oraz dowiedzieliśmy się, iż inny członek załogi – pomocnik inżyniera Nikola – został zahibernowany, z uwagi na topniejące zapasy żywności. Szybko wyszło też na jaw, iż kamery również nie widzą drugiego chłopca i ktoś z moi towarzyszy rzucił złowieszcze słowo: „cień”… Mocą swej teurgii rozdarłem zasłonę nad duchem drugiego z chłopców o imieniu Shenzou i zobaczyłem, iż to nie człowiek, ale coś zupełnie nieokreślonego, grzesznego, obdarzonego mocą psi. Grzeszny cień psionika, ale zupełnie widzialny, mówiący i na dodatek będący dzieckiem? Nikt w Znanych Światach o czymś takim nie słyszał. Nawet Bran Botan był zupełnie wstrząśnięty tą sytuacją. Na boku zapytałem go czy są możliwe egzorcyzmy, ale powiedział, iż  w tej sytuacji to prawie niemożliwe do zrealizowania z uwagi na potęgę tego cienia. Jak potężnym psionikiem w tej sytuacji był natomiast prawdziwy chłopiec – Tiangong? Oczywiście żałowałem jego sytuacji – wychowywany przez siedem lat tylko przez golema i inżyniera, za dom mając statek kosmiczny. Aż trudno było pojąć jak straszne było jego dzieciństwo, jak spaczony mógł się stać i jakie wydarzenia miały tu miejsce.

Zagadka czarnych oczu chłopców szybko znalazła swe zaskakujące rozwiązanie, gdy zobaczyliśmy zahibernowane zwłoki Jessebelle – ona też miała czarne, obuńskie oczy! Zdumienie Nathana było olbrzymie. Zapytał Bran Botana czy to jego córka i ku zdziwieniu wszystkich Obun przyznał się do bycia ojcem Jessebelle i dziadkiem chłopca. Wyjaśnił nam, iż w Znanych Światach takie mieszańce, to najgłębiej skrywana tajemnica, a sama Jess musiała od dziecka nosić specjalne soczewki, aby ukrywać swoje pół obuńskie pochodzenie. Nie jestem co prawda medykiem, ale nawet do mnie docierało jak mało prawdopodobna jest sytuacja, iż obun i człowiek mogą mieć ze sobą dziecko. Przecież to dwa odmienne gatunki, na dodatek z odmiennym, gwiezdnym pochodzeniem. Chyba tylko z chęci Wszechstwórcy taki mieszaniec może przyjść na świat. Zresztą gdyby zjawisko było powszechne, nikt nie byłby w stanie dochować podobnej tajemnicy. Z drugiej strony ta sytuacja utwierdziła mnie w przekonaniu co do wyjątkowej roli Jessebelle, a teraz jej syna. Ojciec Nathana – Władca Przestworzy musiał znać tajemnicę Jessebelle i niewątpliwie chciał ją wykorzystać do uruchomienia Gargulca. Nie była nawet jego córką, a od Nathana dowiedziałem się, iż zniknął z Delf mniej więcej w czasie jej narodzin. Czy zatem wiedział wtedy iż jego żona ma romans z Obunem? Na dodatek Bran Botan przyznał w końcu, iż Ven Lohji oraz Święty Paulus Wędrowiec mieli ze sobą dziecko, również mieszańca. I w tym momencie wszystko się końcowo wyjaśniało. Nagle nawet moi towarzysze, którzy nie wierzyli wcześniej moim wizjom, zrozumieli kto był trzecią osobą potrzebną do uruchomienia maszyny Annunaki i dlaczego obecnie chłopak Tiangong jest taki ważny. Mając chłopca i nasze dwie relikwie w każdej chwili mogliśmy uruchomić moce Gargulca i przenieść się w czasie do właściwej chwili. Moi towarzysze byli pewni, iż wtedy znajdziemy w tajemnej komnacie, w głowie Gargulca, mityczną broń Annunaki, czymkolwiek by ona nie była. Ja natomiast sądziłem, iż wtedy poznam cel drogi jaką wyznaczył mi Wszechstwórca i doznam oświecenia. Poza tym miałem nadzieję, iż zabierając chłopca z tego czasu ustrzegę go przed jego krwawą przyszłością jako Cesarza i wojną w Znanych Światach.

Sytuacja z Baronem Decados i golemem bojowym wciąż była napięta, obawialiśmy się podstępnego ataku z ich strony, więc staraliśmy się bardzo na wszystko uważać. Z drugiej strony nie mogliśmy jawnie zaatakować golema, bo chłopczyk traktował go jak matkę i bardzo się obawialiśmy jak zareaguje na walkę i co są w stanie zrobić on oraz jego cień swymi mocami psi w takiej sytuacji. Wracając z komory hibernacyjnej Bran Botam najwyraźniej użył jakiś mocy teurgicznych i zapytał nagle inżyniera co jest w chłodni. Ten zupełnie się pogubił w swych wypowiedziach i szaleństwie, ale w końcu wszyscy poszliśmy to sprawdzić. Zobaczyliśmy ciało mężczyzny i połówkę drugiego. Dotarło do nas, iż aby przeżyć, wszyscy na pokładzie posunęli się przez ostatnich siedem lat do straszliwego i ohydnego kanibalizmu. Utwierdził nas w tym cień chłopca – Shenzou, który  w ohydny sposób drwił z całej tej sytuacji. Od barona i golema dowiedzieliśmy się również, iż siedem lat temu Havron Custos i jego załoga na pokładzie swego statku kosmicznego przywieźli na fregatę Romanov Jessebelle, jednak baron nie zostawiał świadków i wydał golemowi bojowemu rozkaz zabicia całej załogi Havrona, co golem zrealizował, przy okazji napełniając swoją chłodnię mięsem ludzkim.

Byłem rozszarpywany pomiędzy natychmiastową chęcią wymierzenia sprawiedliwości baronowi i golemowi, czyli próbę zgładzenia ich, a rozsądkiem który mówił mi, iż walka może się źle skończyć, a chłopiec jest daleko ważniejszy niż śmierć wielkiego grzesznika i golema wykonującego jego rozkazy. Rozumiałem też przez jak straszliwe przeżycia musiał przechodzić chłopak. W końcu gwałtowne emocje mnie opuściły i zdołałem się opanować, starając się nie pamiętać w tej chwili o tych zbrodniach i kanibalizmie. Sprawiedliwość znajdzie swój czas i miejsce dla każdego z grzeszników.

W tej właśnie chwili usłyszeliśmy głos z głośników wydawany przez statek – ktoś nadawał do nas z innego statku! Okazało się, iż namierzył nas Protektorat i jego dwa statki zbliżały się do nas. Byliśmy w wielkim niebezpieczeństwie! Chcieli wiedzieć czy baron (ich sojusznik) opanował sytuację na swym statku. Dowodził nimi znany nam grzesznik komisarz Yrkov. Oba statki okazały się mniejsze od fregaty, więc skusiliśmy się na podstęp, aby zwabić je bliżej, chcąc mieć łatwiejszy strzał, bo pozostała nam tylko walka kosmiczna. Nie mogliśmy wpuścić na pokład nie wiadomo ilu żołnierzy, mając być może jeszcze przeciw sobie bojowego golema i małych psioników. Baron zgodnie z naszymi słowami zapewnił Irkova o opanowaniu sytuacji, a Irkov postanowił zbliżyć oba swoje statki i wejść na nasz pokład. Nathan nagle zdecydował się przejść z powrotem na naszego Sokoła (choć mu to odradzałem), aby zwiększyć naszą siłę ognia, ale wtedy poczuliśmy drgnięcie fregaty i szybko okazało się, iż Sokół oddzielił się od nas, z głośników usłyszeliśmy głos Ezry: „Wybaczcie, musiałem, mieli moje dwie siostry”. A więc to szantażowany Ezra wydał nas Protektoratowi i właśnie ukradł nasz stary statek. Akko natomiast zawiódł pokładane w nim nadzieje i nie upilnował sytuacji. Na Cyryla nie mieliśmy co liczyć, bo statek Emisariusz był mały i nie przeznaczony do walki. Moi towarzysze rzucili się więc na stanowiska bojowe, a mnie pozostało obdarzyć ich teurgicznym błogosławieństwem Proroka. Zaczęliśmy strzelać i posyłać rakiety.

Pierwsze salwy były zupełnym zaskoczeniem dla obu statków przeciwników i już na starcie zyskaliśmy sporą przewagę, po za tym nasz statek był lepiej uzbrojony niż oba mniejsze. Bitwa kosmiczna była bezgłośna, słyszałem tylko komendy, posapywania moich towarzyszy, a od czasu do czasu krzyk triumfu gdy udało się trafić wroga. Tylko Tybald cały czas pilnował barona. Golem i Tiangong stali koło mnie i miałem ich cały czas na oku. Skorzystałem z okazji i tłumaczyłem chłopcu sprawy dobra i zła, oraz co stanie się gdy nasi wrogowie dotrą na nasz statek. Gdyby doszło do najgorszego chciałem, aby moce psi chłopców były po naszej stronie, a nie przeciw nam.

Wszechstwórca był jednak zdecydowanie po naszej stronie! Końcowo oba statki udało się zniszczyć i tylko jedna kapsuła ratunkowa przetrwała walkę. Nathan strzelał zapalczywie do niej, bo sądził iż na pokładzie jest Yrkow, ale nie trafił. Wtedy jednak pojawiło się kolejne zagrożenie – w zasięgu czujników znalazły się następne dwa statki Protektoratu. Jednym z nich okazał się niszczyciel z księciem Victorianem na pokładzie, który natychmiast kazał nam się poddać!

Nie mieliśmy szans z niszczycielem, musieliśmy uciekać. Julianus odpalił silniki, a Berni zwiększał ich moc jak tylko potrafił. Kilkukrotnie próbowano przechwycić nas jakąś wiązką, ale Julianus prowadzony ręką Wszechstwórcy robił zręczne uniki i z każdą chwilą oddalaliśmy się od zagrożenia, aż w końcu niszczyciel pozostał daleko z tyłu. Cyryl na pokładzie Emisariusza gnał za nami. I wtedy zrozumiałem, że  kogoś od dłuższego czasu brakuje w sterowni statku. Nie było Bran Botana i cienia chłopca. Poszedłem ich szukać, bo miałem jakieś złe przeczucia. Gdy szedłem korytarzem Berni poinformował mnie z głośników, iż wystrzelono kapsułę ratunkową! Po dotarciu na miejsce kapsuł nikogo nie zostałem, ale wtedy na dodatek zgasło światło na całym statku – niewątpliwie coś złego się działo. Przybiegł do mnie Julianus z latarką i razem odnaleźliśmy inżyniera Svatov’a, który coś majstrował przy magicznych lampach i urządzeniach statku. Po ciosie Julianusa upadł, a wtedy statek ponownie ożył. Po co inżynier nagle chciał przejąć statek pozostało zagadką, może miało to coś wspólnego z mocami psi obu chłopców.

Wtedy nagle zza rogu wyszedł Bran Botan. Przyznał iż za pomocą kapsuły wystrzelił cień chłopca, pozbywając się go z naszego statku, jak sądził na zawsze. Pomimo, iż cień był demonem, miał umysł dziecka i był łatwowierny. Zgodziłem się z nim, że było to najlepsze wyjście. Nie mieliśmy szans na egzorcyzmy, a grzeszny, ohydny byt mógł nam zaszkodzić na wiele sposobów.

Ponownie spotkaliśmy się wszyscy razem aby się naradzić. Na pokładzie Emisariusza mieliśmy gwiezdny klucz do wrót Vedi i mieliśmy też chłopca – mogliśmy więc polecieć na Delfy, do domu Nathana. Jednak każdy z nas wybrał zupełnie inne rozwiązanie. Jedni z chciwej ciekawości, jak Berni, inni z chęci wielkiej przygody, jak Tybald, a wreszcie ja – z miłości do Wszechstwórcy i poczucia obowiązku. Wszyscy chcieliśmy powrócić na Dementię, do Gargulca. Oczywiście zabierając ze sobą chłopca i Bran Botana. Chcieliśmy dowiedzieć się co stanie się po naciśnięciu przycisku Annunaki, czym jest broń Annunaki i jaki czas na nas czeka. Czy przemieścimy się 1300 lat do przodu jak Paulus Wędrowiec? A może cofniemy się o 800 lat do tyłu, aby poznać go osobiście i jego motywy? Czy nas to zmieni tak jak jego zmieniło z Paulusa w Aruana? Jedno było pewne – Jeśli tylko uda nam się zmylić wszystkich wrogów i dostać do Gargulca poznamy ostateczną prawdę.

About Funky

www.spinqfotografia.pl www.tomaszwachla.pl
Gasnące Słońca, GS Dzień Szkarłatnego Słońca ,

Comments are closed.