Siódmy rok wojny

Poprzedni wpis skończyłem niemal wpół słowa. Tyle pytań cisnęło nam się na usta, gdy Akko oznajmił nam, że chwila, którą spędziliśmy w głowie Gargulca, trwała całe siedem lat! Jednak nie dane nam było jeszcze ich zadać i usłyszeć odpowiedzi. Akko ostrzegł nas, że wtedy, siedem lat temu, naszym śladem do komnaty z Gargulcem poszedł baron Vanadij Decados wraz z dziewiątką swoich żołnierzy. I już nie wrócił. Czyli prawdopodobnie także został wessany z czasoprzestrzenny tunel, który przeniósł nas o siedem lat. Co znaczyło że lada moment cała dziesiątka pojawi się z powrotem.

I rzeczywiście, po kilku minutach od strony Gargulca zobaczyliśmy migotliwe światełka latarek i usłyszeliśmy odległe na razie głosy. Na szczęście nie zignorowaliśmy ostrzeżeń Akko i przygotowaliśmy zasadzkę na barona i jego ludzi. Przepuściliśmy trzyosobową czujkę i zaatakowaliśmy znienacka główne siły, biorąc je w kleszcze. Z ciemnych wylotów bocznych korytarzy rzuciliśmy trzy granaty ogłuszające i jeden odłamkowy. Efekt był piorunujący. Wszyscy żołnierze barona i on sam legli na ziemi, ogłuszeni i poranieni, z wyjątkiem sierżanta. Ten, pozorując ogłuszenie, odpalił świecę dymną, a kiedy dym ukrył go przed naszymi oczyma, przerzucił sobie nieprzytomnego barona przez ramię i ostrzeliwując się z karabinu maszynowego, próbował przebić się do wyjścia. Zapewne sądził, że na zewnątrz oczekują na niego dwa statki jego pana. Nie wiedział biedak, że przez siedem lat wiele się zmieniło.

Sierżant miał jakiś wymyślny hełm z noktowizorem, dzięki któremu widział w dymie, ale strzelając z ciężkiej broni jedną ręką nie mógł trafić nikogo z naszych. Tymczasem Tybald i Bernie, mimo przesłaniającego im widok dymu, strzelali bardzo celnie. Otrzymawszy ze dwa postrzały sierżant porzucił nieprzytomnego barona i desperacko natarł na blokującego wejście Tybalda, zamierzając za wszelką cenę się przebić. Ale Tybald wprawnym ciosem strażackiego topora posłał go na ziemię i wszelki opór ustał. W międzyczasie Takashi i ja rozbroiliśmy ogłuszonych żołnierzy, których następnie wszyscy skrępowaliśmy i wsadziliśmy w jedną z bocznych wnęk.

Teraz mieliśmy trochę spokoju, by nareszcie dowiedzieć się, co się działo na świecie, podczas gdy my podróżowaliśmy w czasie. Akko odpowiadał chętnie, mówił płynnie w Urth i sprawiał wrażenie Ukara już nawet nie cywilizowanego, ale wręcz Ukara-filozofa. Dowiedzieliśmy się, że mój ojciec, Vadah Gawelle, obarczył go odpowiedzialnością za fiasko operacji odbicia Jessebelle i Orana, a nawet za nasze niespodziewane zniknięcie i za karę kazał mu czekać w podziemnych labiryntach, aż wrócimy. Jedynie dzięki pomocy swego brata, Rakki, oraz Ezry i Cyryla, biedny Akko miał co jeść i nie umarł z głodu. Byłem oburzony, ale bynajmniej nie zaskoczony bezwzględnością i okrucieństwem mego ojca. Im więcej o nim wiedziałem, tym bardziej żałowałem, że go odnalazłem.

Ale pozostawiony w podziemiach Akko niespodziewanie odnalazł tu oświecenie. Do Serca Przestworzy przybył bowiem nie kto inny, jak znany nam już Bran Botan vo Karm, były spowiednik cesarza Alexiusa. Przybył zobaczyć Gargulca, o którym najwyraźniej wiedział, albo dowiedział się w międzyczasie, ale znalazłszy Akko uczynił go swoim pomocnikiem, a w ciągu siedmiu lat uczynił go cywilizowanym. Nauki Bran Botana otwarły Akko oczy na prawdziwe motywy działania Vadah Gawelle, a sam Obun zdobył głęboki szacunek Ukara, który nie nazywał go inaczej, jak Mistrzem. To właśnie Mistrz przewidział nasz powrót i to właśnie jego Akko poinformował, a nie Władcę Przestworzy. Bran Botan najwyraźniej wiedział wiele o Dementii, Gargulcu i jego możliwościach, spędził zresztą wiele czasu na eksperymentach z przytwierdzoną do niego konsolą ze znakiem Ven Lohji i według Akko udało mu się nawet uzyskać zgodność na wszystkich trzech czujnikach, ale nie odważył się uruchomić urządzenia Annunaki, bowiem konsola twierdziła, że brak jest jakiejś „korelacji”. Bran Botan odkrył także ukryte pomieszczenie wewnątrz Gargulca, podobno zupełnie puste, ale Obun sądził, że w nim właśnie znajduje się tajemnicza broń Annunaki. Tyle, że ona także podróżuje w czasie i pojawi się na swoim miejscu dopiero, gdy nadejdzie właściwy czas. Później my sami także odnaleźliśmy to pomieszczenie i rzeczywiście było ono puste, zostawiliśmy nawet na środku feniksa, by sprawdzić, czy wyruszy w podróż w czasie, ale nic się nie stało. Widać magia, czy raczej technologia Annunaki daleko przekraczała nasze możliwości pojmowania i pozostało nam wierzyć, że Bran Botan ma rację. Nie mogliśmy się też doczekać spotkania z nim, choć mieliśmy na razie inne priorytety.

Wiele się bowiem zmieniło, tak na Vedi, jak i w Znanych Światach. Decadosi, nie mogąc doczekać się swego barona, odlecieli do nieodległej bazy zaprzyjaźnionych Voldokan, tych od narkotyków. Akko twierdził, że byli to odszczepieńcy, sprzymierzeni z Decadosami, podczas gdy książę Corvinus był z głównej frakcji rodu i choć także szukał przymierza z Decadosami, nie wiedział o owym narkotykowym interesie. Ta wiadomość podniosła nieco moje mniemanie o nim, choć nadal zachowałem sporą wobec niego rezerwę. W bazie Voldokan Decadosi przechowywali Orana dos Santos, którego przekazał im Hevron Custos, oraz kroniki rodu Custosów, zawierające prawdopodobnie tajemnice Aruana i przyczyny wojny, którą wydał mu Kościół. Nie było tam jednak Jessebelle. Przez siedem lat nikt nie potrafił jej odnaleźć, choć szukał jej Vadah Gawelle, Oran dos Santos i jego kuzyn Victorian.

Tymczasem niedługo po odlocie Decadosów do ich opuszczonej bazy na jądrze planety przybył na czele wielu Ukarów na vaxach sam Vadah Gawelle. Usłyszawszy, co się stało, wpadł w szał, zostawił Akko za karę w opuszczonych korytarzach, a sam z pozostałymi wojownikami uderzył na bazę odszczepieńców Voldokan, zdobył ją i oba statki Decadosów, wymordował wszystkich. Odbił przy tym Orana dos Santos, oraz kroniki Custosów, które zresztą zaraz polecił spalić. Potem poleciał do Wysokiej Przystani. Tu znowu, przejmując psionicznie kontrolę nad umysłem Komandora, zaatakował z zaskoczenia i ze wsparciem lokalnej policji, której wydał stosowne rozkazy ustami zniewolonego Komandora. Bawiący w mieście ludzie Protektoratu zostali wybici, a po nich przyszła kolej na piratów i innych, stanowiących zagrożenie. Ostała się jedynie Wieża Mechaników, w której Arach zamknął się i ogłosił, że wysadzi całe miasto w powietrze za pomocą głowicy nuklearnej, jeśli ktokolwiek spróbuje forsować wejście do jego domu. Przypadkiem dzięki temu ocalony został także komisarz Yrkow, który akurat przebywał u Aracha z wizytą, bo podobno był z nim w dobrej komitywie. Z więzienia Protektoratu uwolniony został Corvinus Voldokan, ale niestety Yrkow zdążył zamęczyć na śmierć Jose Barroso. Żałowałem inżyniera i przyznawałem rację Berniemu, że gdybyśmy zabili Yrkowa, jak chcieli on i Tybald, nie doszłoby do jego śmierci, ale równocześnie zdawałem sobie sprawę, że postąpiliśmy wtedy słusznie – nie wolno prewencyjnie mordować jeńców za grzechy jeszcze nie popełnione. Za to teraz, o ile Wszechstwórca odda komisarza w nasze ręce, będzie słusznym i sprawiedliwym zakończenie jego nędznego żywota.

Na zwycięstwie w Wysokiej Przystani sukcesy Vadah Gawelle się skończyły. W wojnie pomiędzy wspieranym przez niego Oranem dos Santos, sprzymierzonymi z nim Voldokanami, a Victorianem wspieranym przez Protektorat, ci ostatni byli górą. Chociaż Oran wrócił do Znanych Światów, potwierdził swoją książęcą krew i fakt, że jest pierworodnym, czym przyciągnął do siebie część Hazatów i wrócił na Vedi na czele floty, nie potrafił sprostać swemu przybranemu bratu Victorianowi. Na Vedi trwała zatem częściowo bratobójcza wojna pomiędzy Hazatami, choć więcej krwi przelewali w niej żołnierzez Protektoratu, Voldokanie i Ukarzy, niż sami Hazaci. Wysoka Przystań została odbita i była teraz w rękach Protektoratu, ale na razie nie sięgnął on po dawną bazę Voldokan-odszczepieńców i to właśnie w tej bazie stacjonował obecnie nasz „Sokół”, którego kapitanem był Cyryl, a inżynierem pokładowym Ezra, syn kupca Avrama, uratowany z areny. „Sokół” brał udział w kilku bitwach po stronie Orana i oficjalnie Cyryl był jego oficerem, ale Akko zapewniał, że kiedy dowie się, że wróciliśmy natychmiast porzuci hazackiego księcia i odda nam statek.

Oczywiście dziwiło nas, że na Vedi trwa w najlepsze wojna między dwoma odłamami Hazatów, a żaden inny ród, a tym bardziej cesarz nie włącza się w konflikt i nie próbuje go zakończyć. Akko przekazał nam jednak straszną wieść – cesarz Alexius został otruty, nie wiadomo dokładnie przez kogo, a Cesarstwo runęło w gruzy. Obecnie w Znanych Światach Li Halanowie wspierani przez Kościół zmagają się z Al-Malikami wspieranymi przez Ligę, a pozostałe domy przyglądają się temu, czekając na wyłonienie się zwycięzcy. Vedi zdaje się nie interesować nikogo, poza Hazatami oczywiście.

Kiedy dowiedzieliśmy się od Akko tego wszystkiego, wysłaliśmy go do dawnej bazy Voldokan, a obecnie miejsca stacjonowania naszego „Sokoła”, aby sprowadził nasz statek. Sami w oczekiwaniu na jego powrót rozmówiliśmy się z baronem Vanadijem Decados. Zdając sobie dokładnie sprawę, w jakim znalazł się położeniu, postanowił sprzedać nam informację o miejscu ukrycia Jessebelle w zamian za zachowanie go przy życiu i obietnicę zwrócenia wolności, gdy już odzyskamy moją siostrę. Słusznie domyślaliśmy się, że Custos przehandlował najcenniejszych jeńców Decadosom, ale błędnie założyliśmy, że zostali oni przewiezieni do ich bazy. Orana, jak już wiedzieliśmy z opowieści Akko, baron Vanadij umieścił u swych sojuszników, Voldokan, ale Jessebelle polecił Custosowi wywieźć w pewne tajemne miejsce, znane tylko jemu samemu. W ten sposób zamierzał uzależnić od siebie Orana. Ale kiedy my uruchomiliśmy artefakt Urów i ruszyliśmy w podróż w czasie, baron Vanadij i jego żołnierze zostali wciągnięci za nami, a tajemnica miejsca ukrycia Jess została zabrana w tę podróż wraz z nimi. Baron powiedział także, że kiedy Custos przedstawił mu pojmaną Jessebelle, była ona już w ciąży z Oranem. Znaczyło to, że teraz jej dziecko, a zatem mój siostrzeniec, lub siostrzenica ma już siedem lat! Kiedy to mówił, dotarło do mnie także, że moja siostra jest teraz starsza ode mnie, a ja zostałem najmłodszym dzieckiem mych rodziców!

Tymczasem  z bazy przyleciał mechanicznym ptakiem Cyryl. Bardzo się ucieszył na nasz widok i przepraszał, że nie mógł przylecieć „Sokołem”, który wymaga drobnych napraw. Wobec tego postanowiliśmy zostawić w podziemiach wziętych do niewoli żołnierzy Decadosów, nadal powiązanych, aby zajęli się nimi Ukarzy Rakki. Najpierw jednak napoiliśmy ich, jak na cywilizowanych ludzi przystało. Sami zaś postanowiliśmy jeszcze trochę poszperać w podziemiach. Odnaleźliśmy ukrytą komnatę, o której mówił Akko, ale istotnie nic w niej nie było, nie stanowiła też żadnej „windy czasowej”, bo porzucony w niej cesarski feniks nigdzie się nie wybierał, mimo zamykania i otwierania drzwi. Przeszukanie labiryntu korytarzy doprowadziło za to do odkrycia dość głębokiej studni, którą brat Takashi postanowił dogłębnie zbadać.

Kazał się opuścić w wiadrze aż do lustra wody, jakieś dwadzieścia metrów w głąb. Wtedy usłyszeliśmy plusk i wiadro zrobiło się raptem zupełnie lekkie. Wciągnęliśmy je pospiesznie do góry, oczywiście puste i już gotowałem się do wyprawy ratunkowej, gdy z głębin studni doszło nas wołanie Takashiego. Wyciągnięty mnich opowiedział nam o kolejnym widzeniu, którego doznał w głębinach. Objawił mu się mianowicie ów tajemniczy Hawkwood, który uratował go w czasie burzy piaskowej na Pantateuch, a potem pokazał mu się podczas przechodzenia przez wrota na Vedi, cały we krwi. Teraz, jakby zanurzony pod wodą wyciągał do brata Takashi rękę, prosząc o ratunek i śmierć. Wyglądał młodziej, jakby czas cofał się wraz z przybliżaniem się jakieś decydującej chwili. Wyłowiony Takashi upierał się, że tajemniczy Hawkwood musi być synem Jessebelle i Orana, przepowiedzianym i oczekiwanym przez mego ojca, Vadaha Gawelle i że sam prosił o śmierć, przewidując jakąś straszną rolę, którą przyjdzie mu wypełnić w przyszłości.

Nie komentowałem na razie objawień brata Takashi, tym bardziej, że straciliśmy na przeszukiwaniu korytarzy całe trzy godziny, a Jessebelle i Bran Botan czekali. Wsiedliśmy więc do Mechanicznego Ptaka, którego Julianus wspaniałomyślnie pozwolił prowadzić Cyrylowi i polecieliśmy do dawnej bazy Voldokan. Lądowisko mieściło się podziemnej grocie, do której wlatywało się od dołu, spod wyspy. W grocie było dość ciemno, więc nie widzieliśmy zbyt dobrze otoczenia, dopóki nie wysiedliśmy z ptaka i idąc w kierunku witającego nas niemrawo Ezry usłyszeliśmy znajomy głos księcia Victoriana.

Wyszedł ze śluzy naszego własnego „Sokoła”, z ciemnych galeryjek otaczających lądowisko wysunęli się przyczajeni tam dotąd żołnierze Hazatów z bronią gotową do strzału, a Ezra zrobił nieszczęśliwą minę typu „wybaczcie, ale nie miałem wyboru”. Cyryl wyglądał na zupełnie oszołomionego rozwojem sytuacji, niektórzy z nas sięgnęli po broń, jeden Tybald błyskawicznie zareagował i unieruchomił w żelaznym uścisku wątłe ciało barona Vanadija Decados, przystawiając mu pistolet do skroni. Wydawało się, że jest remis, jeśli Victorian zaczaił się tu, by przejąć swego decadoskiego kuzyna i jego cenną informację o miejscu ukrycia Jessebelle i jej dziecka, nie mógł nas zastrzelić, nie ryzykując życia cennego więźnia. Ale prawda okazała się inna. Książę wyciągnął pistolet i sam wypalił prosto w pierś zakładnika. Vanadij jęknął, wyprężył się i zwisł w uścisku Tybalda. To nie był remis.

Wyszarpnąłem swoje dwa pistolety i otwarłem ogień do Victoriana, inni poszli za moim przykładem, ale książę był widać przygotowany na rozwój sytuacji, bo pociski w większości skrzesały jedynie iskry na jego ciężkim pancerzu. Liczyliśmy na nasze tarcze energetyczne, ale Victorian wyjął jakieś pudełeczko, coś tam przełączył i nasze tarcze wyłączyły się. Miał tłumik, niezwykle rzadki i cenny przedmiot, potrafiący zakłócić pracę generatorów tarcz, czyniąc je bezużytecznymi. Ostatnie co pamiętam, to grad kul świszczących wokół nas, ból z wielu ran i zaraz potem ciemność.

Obudziłem się wraz z innymi we wnętrzu Gargulca. Byliśmy wszyscy cali i zdrowi, choć pamiętaliśmy wszystko co się wydarzyło. Wyszliśmy ostrożnie do ciemnej jaskini i podobnie jak poprzednim razem, usłyszeliśmy ciche dźwięki muzyki i zobaczyliśmy słabe światełko dobiegające z bocznej wnęki, w której urządził się Akko. Cofnęliśmy się w czasie, lub też to wszystko to była tylko wizja, jak sądził już wcześniej brat Takashi. Jakkolwiek było, wiedzieliśmy wszystko czego dowiedzieliśmy się w przyszłości i mogliśmy tę przyszłość zmienić!

Nie wdając się w długie tłumaczenia urządziliśmy wraz ze zdumionym Akko pułapkę na barona Vanadija, który tak jak poprzednio przybył naszym śladem. Wynik walki był bardzo podobny, ale tym razem nie traciliśmy czasu ani na rozmowę z Akko, ani na przesłuchiwanie Vanadija, ani na przeszukiwanie korytarzy i studni. Wiedzieliśmy, że Victorian nie zabiłby swego kuzyna, gdyby był on jedynym wiedzącym o miejscu ukrycia Jessebelle. Z drugiej strony sam nie odnalazł jej przez siedem lat, a przybył, ledwo tylko Vanadij wrócił z podróży w czasie. Zatem Vanadij był jednak kluczem do odkrycia miejsca przebywania Jess i jej dziecka. Tyle, że niekoniecznie musiał być żywy, by tę informację przekazać.

Tybald bez ceregieli kazał baronowi rozebrać się i razem z Bernim szybko ustalili, że jego lewe ramię jest sztuczne. Jego demontaż wywołał najpierw udawane okrzyki zgrozy, a potem zupełnie szczere okrzyki zdumienia z ust samego barona. Nie mógł pojąć, skąd wiemy o wszystkim, Jessebelle, wojnie z Oranem, androidach. Po chwili poddał się, tym razem bezwarunkowo, Bernie bowiem rozszyfrował już urządzenia, które Vanadij chował w sztucznej ręce. Jedno z nich było lokalizatorem, dzięki któremu baron mógł zawsze zostać namierzony przez tego, kto wiedział czego szukać. Podobne urządzenie miał zapewne Yrkow, kiedy agenci Protektoratu i policja Wysokiej Przystani odnalazła go w doskonale zamaskowanej kryjówce w slumsach Cuchnącego Zakątka. Drugie urządzenie było połączeniem nadajnika, mogącego wezwać statek kosmiczny i sterownika, umożliwiającego podstawowe sterowanie tym statkiem. To właśnie na tym statku, wyposażonym w doskonałe urządzenia maskujące, Hevron Custos miał ukryć Jessebelle.

Według wyznania barona, zakładamy, że szczerego, na statku była tylko trzyosobowa załoga – dwóch mężczyzn i kobieta-android. To był ten trzeci model, do zadań specjalnych. Pozostałe dwa także zostały przywiezione przez Decadosów i użyte jako szpiedzy, mający donosić o ruchach Protektoratu i Aracha, ostoi i osobliwości Wysokiej Przystani. Julianus miał więc rację, uważając Miriam za szpiega, tyle, że nie Protektoratu, a Decadosów. Cała intryga była dziełem Victoriana, a Vanadij był nie tylko jego kuzynem, ale też i podwładnym. To właśnie książę zlecił poszukiwania broni Annunaki w jądrze Dementii, a okazywany przezeń brak zainteresowania był doskonałą mistyfikacją.

Tymczasem Akko wrócił już z bazy wraz z Cyrylem, pilotującym naszego „Sokoła” i Ezrą, pełniącym obowiązki mechanika. Tym razem Victorian nie zdążył tam dotrzeć i zorganizować zasadzki, bo Akko wyruszył niezwłocznie po pokonaniu Vanadija i jego eskorty. Ezra zrobił dość głupią minę, kiedy Tybald i Bernie zaczęli mu wypominać zdradę, której miał się dopuścić dopiero w przyszłości, podobnie jak Cyryl, chwalony przez nich za okazaną w przyszłości wierność. Wystartowaliśmy niezwłocznie, zostawiając nadajnik Vanadija w labiryntach Annunaki, wraz z jego powiązanymi żołnierzami. Victorian zajmie się nimi, gdy tu przyleci szukać swego cennego kuzyna.

Podczas lotu Akko pokazał nam urządzenie do komunikacji, które dał mu Mistrz, czyli Bran Botan vo Karm. Było to dzieło tajemniczych Vau, unikalne i niemożliwe nawet do naładowania, kiedy już wyczerpie się zasilająca je bateria. Dlatego Akko zgodził się jedynie na krótki seans z Mistrzem. Bran Botan, a raczej jego miniaturowa holograficzna projekcja, przywitał nas ciepło, ale podobnie jak jego uczeń, obawiał się o czas pracy urządzenia, dlatego wszelkie tłumaczenia zostawił do czasu spotkania, które miało nastąpić na orbicie drugiej planety układu. Ukryty statek Decadosów z Jessebelle na pokładzie orbitował wokół księżyca tej samej planety. Julianus poprowadził „Sokoła” przez pola asteroid, by utrudnić śledzenie nas. Czujemy, że zbliżamy się nareszcie do poznania wszystkich tajemnic Vedi i do rozstrzygnięcia losów, tak naszych, jak tego układu i być może Znanych Światów. Kluczem do wszystkiego zdaje się być Jessebelle, a raczej jej nieznany mi jeszcze siedmioletni syn.

Mówię „syn”, bo brat Takashi oznajmił nam, że kiedy żołnierze Victoriana rozstrzeliwali nas w hangarze bazy Voldokan, zobaczył w drzwiach „Sokoła” małego chłopczyka o czarnych włosach. Jego twarz była niepokojąco podobna do twarzy tajemniczego Hawkwooda, objawiającego się kilkukrotnie Takashiemu, który nie tak dawno temu prosił go w studni, by go zabił, uwalniając w ten sposób od jakiegoś strasznego losu, który był mu pisany. Żaden z nas nie widział w drzwiach „Sokoła” żadnego chłopca, więc zapewne Takashi miał kolejną wizję. Zgodnie z jakąś dziwną ich logiką, Hawkwood cofnął się znowu w latach i teraz był już chyba bliski swemu rzeczywistemu odpowiednikowi, jeśli to rzeczywiście syn Jessebelle. Wizje wizjami, ale nie zamierzam zabijać własnego siostrzeńca, na podstawie nieznanej groźby wypływającej z opowieści Takashiego. To prawda, że podczas naszej kosmicznej epopei okazywanie litości i wspaniałomyślność chyba ani razu nie zostały wynagrodzone, a wręcz zawsze okazywały się złym wyborem, jednak to właśnie uczucia określane ogólnie jako ludzkie odróżniają nas od androidów, czy to mechanicznych, czy biologicznych, jak mój ojciec. Dlatego dopóki nie będę miał jasnego dowodu, że pozostawienie przy życiu siedmioletniego chłopca stanowi wyrok dla Znanych Światów, nie tylko nie przyłożę ręki do jego zamordowania, ale będę go ze wszystkich sił bronił. Z wolą Wszechstwórcy, albo wbrew niej.

About Marek Meres

www.spinq.pl
Gasnące Słońca, GS Dzień Szkarłatnego Słońca

Comments are closed.