Dziecko w sercu wizji

Sonda archeologiczna XFA2947 – Raport z dnia: 18.02.5214 – Załączam dziewiąty, kolejny fragment pamiętników.

==== Załącznik nr 9 ====

9.05.5006, Układ Vedi, Statek kosmiczny Sokół – lub:  9.05.4999, Dementia, okolice Gargulca

Piszę poniższe z pokładu naszego statku kosmicznego poruszającego się w zimnej pustce kosmosu, zupełnie nie wiedząc kiedy sen mego umysłu zmieni się w rzeczywistość, albo rzeczywistość przekształci się w kolejną wizję. Czy statek na którym jestem istnieje, czy też wciąż ciałem leżę gdzieś koło Gargulca? A może umarłem i obecnie szukam Wszechstwórcy wśród Pustki? Przypuszczam, iż powoli tracę rozum. Sam nie wiem jakim jeszcze wyzwaniom podda mnie Wszechstwórca, a może prawdziwie zyskałem jakieś zdolności prorocze lub też moje ciało potrafi przesuwać się w czasie? Przebywając na Pantateuch nieraz czytałem wspomnienia moich zakonnych braci, teurgów poszukujących oświecenia, o zagubieniu się w zakamarkach własnego umysłu. W mych myślach wciąż mam obraz owego Gargulca i wciąż przypominam sobie nasze wejście do niego i moment szczytu moich wątpliwości – czy to czego doświadczam jest rozbudowaną i bardzo szczegółową wizją przyszłości, czy też rzeczywistością, a my w zadziwiający sposób przeskoczyliśmy w czasie siedem lat do przodu? Obecna próba jest więc najtrudniejsza z tych jakimi poddał mnie Wszechstwórca. Bardzo przydałaby mi się obecność innego kapłana i możliwość spowiedzi. Myślę, iż wtedy odnalazłbym spokój. Labirynty mojego umysłu zdają mi się nieskończenie skomplikowane, a ewentualne odpowiedzi są nie do zaakceptowania. Z każdą godzinną osuwam się w szaleństwo, tracę zapał i ogarnia mnie apatia. Próbując się ratować postanowiłem choć trochę uporządkować moje myśli – spisuję więc niedawne wydarzenia bez względu czy były prawdziwie czy nie. Piszę jednak poniżej z perspektywy czasu, więc tym razem nie zamieszczę dokładnych szczegółów. Z grzesznym wstydem przyznaję, iż brak mi już do tego potrzebnego zapału i dobrej pamięci – mam wrażenie, że od wydarzeń nie upłynęły 2 dni, ale przynajmniej 2 tygodnie. Zresztą ta cała przyszłość za siedem lat wydaje mi się mocno zagmatwana i niezrozumiała, a czy wizje wymagają dokładnych szczegółów?

7.05.5006 (?), Planeta Dementia, Wykopaliska – w sercu wizji

Starszy o siedem lat Akko i nawet lepiej potrafiący mówić w Urth, pokrótce powiedział nam co wie o sytuacji na Świecie przez ostatnie 7 lat. Trwała wojna. Cesarz Alexius został w międzyczasie otruty i obecnie Li Halanowie i Kościół walczyli w znanych Światach przeciwko Al-Malikom i Lidze o cesarską spuściznę. Inne rody i siły przyglądały się czekając na wykrwawienie się walczących i własną okazję. Co do sytuacji na Dementi – panienki Jessebelle przez 7 lat nikt nie odnalazł i jej los pozostawał tajemnicą. W układzie Vedi dwa odłamy Hazatów walczyły ze sobą. Pierwszy, obecnie wygrywający, pod dowództwem księcia Victoriana, sprzymierzony z Protektoratem, a drugi prowadzony przez księcia Orana, który odkrył Hazatom prawdę o swym pochodzeniu i sprowadził przekonaną część rodu na Vedi. Sprzymierzeńcami Orana zostali Voldokanie oraz w późniejszym czasie Władca Przestworzy-Pająk Psionik. Ten ostatni zjednoczył Ukarów i częściowo zniszczył Wysoką Przystań. Odbił księcia Corvinusa Voldokan, ale nasz inżynier Barroso – zmarł w więzieniu. Nasz statek Sokół był jedną ze zdobyczy Władcy Przestworzy, choć obecnie dowodzili nim nasz Cyryl i Ezra, jako główny inżynier. Co do samego Akko – kiedy 7 lat wcześniej zgubił nas i nie zdołał odzyskać Jessebelle, popadł u Władcy w niełaskę. Szczęśliwie z Byzantium przybył na Dementię w sprawie Gargulca znany nam Spowiednik Cesarza, biskup i teurg – jego Eminencja Obun Bran Botan vo Karm. Przez ostatnie lata badał on Gargulca i przygarnął Akko pod swoje biskupie szaty. To właśnie o nim Akko wypowiadał się jak o Panu i Mistrzu, który przepowiedział nasze przybycie i to właśnie jego powiadomił, gdy przybyliśmy (używając do tego dziwnego urządzenia Vau). Bran Botan bardzo chciał się z nami spotkać i leciał już do nas na pokładzie swego statku kosmicznego.

Akko powiedział nam też coś bardziej realnego – gdy siedem lat temu weszliśmy do tunelu, statki Decadosów w końcu wylądowały. Dziesięciu żołnierzy Decadosów pod dowództwem Barona Vanadij Decados weszło do tunelu za nami, ale podobnie jak my – już nigdy z niego nie wyszli i ślad po nich zaginął. Istniało więc realne niebezpieczeństwo, iż przenieśli się w czasie razem z nami i za niedługo zjawią się tym samym korytarzem co my. Z perspektywy czasu ta część wizji wydaje mi się najmniej logiczna – bo skoro razem z nami Decadosi przenieśliby się w czasie to musielibyśmy po prostu spotkać ich wcześniej w korytarzu, a nie minąć jakby byli duchami, które najpierw muszą dojść do Gargulca, aby zacząć nas ścigać już potem jako materialne istoty.

Wizje jednak rządzą się swymi dziwnymi prawami i wkrótce przygotowywaliśmy zasadzkę na Decadosów, których słychać było z oddali. Trzech z nas zaczaiło się w tylnej odnodze głównego korytarza, a trzech w przedniej. Gdy Decadosi znaleźli się pomiędzy nami obrzuciliśmy ich z dwóch stron granatami obezwładniającymi, które świetnie się spisały. Tylko sierżant-kajdaniarz nawiązał nierówną walkę, ale po dodatkowej kilkunastosekundowej wymianie ognia zwyciężyliśmy. Wszystkich rannych i ogłuszonych związaliśmy, a barona wzięliśmy na przesłuchanie.

Był równie jak my zdumiony faktem iż przeniósł się w czasie o siedem lat. Przyznał, iż to on ukrył Jessebelle Hawkwood, choć nie chciał nam powiedzieć gdzie – traktując to jak swoją szansę ujścia z życiem. Przyznał się do dobrych kontaktów z Victorianem Hazat i prac badawczych przy Gargulcu, jednak nic przydatnego o nim nam nie wyjawił. Opowiedział nam, iż ukrył Jessebelle przede wszystkim przed Hazatami, bo chciał mieć własny atut w ręku, jako iż Jessebelle była brzemienna z Oranem dos Santos! A więc była istotna szansa, iż ich syn, bratanek Nathana, miał obecnie już siedem lat! To o tym dziecku Psionik-Władca Przestworzy prorokował nam kiedyś, iż miał się stać przyszłym cesarzem.

W międzyczasie wysłaliśmy Akko po naszego Sokoła, który ukryty był w tajnej bazie niedaleko resztek Wysokiej Przystani. Sami postanowiliśmy sprawdzić informacje Akko, iż Gargulec ma jakąś tajemną komnatę, odkrytą przez Bran Botana. Było nawet przypuszczenie, iż to w tej komnacie w którymś momencie czasu ukryta była potężna broń Annunaki, której wszyscy pragnęli. Komnatę znaleźliśmy, ale była pusta. Moi towarzysze mieli nawet teorię, iż może gdyby właściwie ustawić dane w Gargulcu i nacisnąć przycisk – wtedy można by się przenieść do właściwego czasu, a wewnątrz komnaty była by owa broń.

Sprawdziliśmy też boczne korytarze, w poszukiwaniu starożytnych wskazówek co do Gargulca i jego tajemnic. Odnaleźliśmy tylko zasypane tunele, skały, gruzowiska oraz pewną głęboką studnię, do której postanowiłem się zapuścić, pod wpływem silnego uczucia, jakby przywołania. Gdy zjechałem na wiadrze w dół, do tafli wody, nagle zobaczyłem w wodzie postać mojego wybawiciela z Pantateuch – nieznajomego Hawkwooda! Był w wieku młodzieńczym i wyraźnie ostrzegał oraz poprosił abym go zabił! Chciałem się dowiedzieć więcej i skoczyłem za nim w ciemną wodę, ale była to kolejna wizja.

Towarzysze w końcu mnie wyciągnęli. Gdy dotarliśmy na powierzchnię jądra Dementi lądował właśnie mechaniczny ptak z Akko i Cyrylem. Sokół nie mógł dotrzeć z uwagi na jakieś niedokończone prace Ezry. Ruszyliśmy więc do niego. Po godzinie lotu znaleźliśmy się w jakieś dużej grocie skalnej, gdzie znajdował się w ukryciu nasz statek kosmiczny. Jednak gdy wyszliśmy z mechanicznego ptaka nagle z różnych zakamarków pojawiło się mnóstwo Hazackich żołnierzy, a z naszego Sokoła wyszedł książę Victorian Hazat. Wszystko to było zasadzką! Kazali nam poddać się i rzucić broń. Tybald złapał barona Decados jak tarczę i zagroził, iż go zabije, jako iż tylko on wiedział gdzie jest Jessebelle. Na Victorianie nie zrobiło to jednak wrażenia, nacisnął przycisk jakiegoś urządzenia, a potem sam wystrzelił i jednym strzałem zabił Decadosa, krzyknął przy tym, iż śmierć barona nie ma znaczenia. Moi towarzysze sięgnęli po broń, a lawina pocisków i promieni ruszyła nam na spotkanie. Do mnie początkowo nie strzelano, więc zdążyłem zauważyć, iż tarcze energetyczne moich towarzyszy wcale nie działały – ku memu przerażeniu każde trafienie powodowało straszliwą fontannę krwi! Zrozumiałem wtedy, iż to po prostu musi być wizja, a nie rzeczywistość. Taka rzeczywistość była zbyt straszliwa, a Wszechstwórca nie opuściłyby nas, gdy wciąż szliśmy ścieżką przeznaczenia. Wkrótce wszyscy moi towarzysze leżeli martwi wokół mnie, a ze statku wyszedł 7 letni chłopak – podobny trochę do Jessebelle. Pomimo dziecięcych rysów twarzy rozpoznałem go! To był Hawkwood z moich wizji i Pantateuch! Wtedy jednak karabiny skierowały się w moją stronę. Umierając czułem jednak szczęście i spełnienie – oto odkryłem największą tajemnicę swego życia! W końcu wiedziałem kim jest mój tajemniczy wybawiciel. To z jego powodu wyruszyłem z Pantateuch i przybyłem na Delfy, to jego widziałem w wielu wizjach, a skoro uratował mnie w roku 4998 dorosły mężczyzna, który urodził się dopiero w roku 5000, musiał stać za tym Wszechstwórca, a moja wiara w tej ostatniej sekundzie świadomości tylko się pogłębiła.

Gdy się ocknąłem w Gargulcu wspomnienia z wizji natychmiast wróciły. Wizja dała nam odpowiedzi na pytania, ale też ostrzeżenia. Wszystko stało się dla mnie jasne – oto Wszechstwórca wiedział co będzie gdy dziecko Jessebelle  i Orana dorośnie– krew, wojna, walka o władzę i mnóstwo zła na świecie.  Pewnie chciał abyśmy do tego nie dopuścili. Jak jednak mógłbym zgładzić siedmioletnie dziecko lub dziecko jeszcze w brzuchu Jessebelle jeśli wciąż leżę przy Gargulcu w roku 4999? W głowie pojawiły mi się tylko dwa plany. Pierwszy polegał na bezimiennym oddaniu go Kościołowi na nauki, podobnie jak mnie to uczyniono wiele lat temu i ufności, że sprawa pozostanie kościelną tajemnicą. Drugi plan polegał na zabraniu dziecka do Gargulca i nadziei, że gdy nacisnę przycisk, przeniosę się rzeczywiście w czasie, na tyle daleko, że rola dziecka nie będzie miała żadnego znaczenia i będzie ono mogło wieść normalne i spokojne życie. Mój dalszy los w obliczu takiej sprawy był bez znaczenia.

Oczywiście podzieliłem się wszystkim informacjami i przemyśleniami z moimi towarzyszami. Wciąż byli oszołomieni wspólną wizją jaką mieliśmy. Racjonalnie jednak podeszli do sprawy, iż skoro wizja pokazywała przyszłość to trzeba to wykorzystać. Ponownie trafiliśmy na Akko, o siedem lat starszego. Wszystko było tak samo jak w wizji. Czy była to zatem kolejna wizja przyszłości czy może tym razem jednak rzeczywistość po siedmiu latach? Ponownie pokonaliśmy Decadosów (ponownie i w tej wizji była ta sama nielogiczność związana ich pojawieniem się). Tym razem wiedzieliśmy, iż nie możemy dopuścić do zasadzki sił Hazatów i staraliśmy się maksymalnie skracać czas. Nie badaliśmy więc korytarzy i nie wyruszyliśmy ponownie do Gargulca. Akko wyruszył od razu po Sokoła. Tybald zorientował się, iż baron Vanadij Decados, musi posiadać jakieś urządzenie w sobie, skoro Victorianowi nie zależało na jego umyśle i ciele. Faktycznie w jego ręce odkryliśmy maszynę myślącą, będącą też jakimś nadajnikiem. Za jego pomocą można było namierzyć barona, ale można też było sterować statkiem będącym na orbicie. Wiedzieliśmy już dlaczego Hazaci tak łatwo nas namierzyli. Berni wyłączył urządzenie, a baron Vanadij porażony, iż wiemy wszystko bez zadawania żadnych pytań, poddał się naszej woli i końcowo wyjawił nam, iż przetrzymuje Jessebelle na fregacie ukrywającej się przy księżycu drugiej planety słońca Vedi. Załogę owej fregaty stanowiła tylko szczątkowa załoga, oddana baronowi. Był jednak na pokładzie również golem – bliźniaczo podobny do poznanych przez nas wcześniej modeli Miriam i Eve, co oczywiście dawało dodatkowe zagrożenie dla nas. Baron przyznał, iż poznane przez nas roboty: Miariam i Eve to były w istocie szpiedzy Decadosów (przyznaję, iż takie podejrzenia miałem już od dawna).

Wkrótce u wylotu podziemnego korytarza pojawił się nasz Sokół z Cyrylem i Ezrą na pokładzie. Wszyscy bardzo się ucieszyliśmy z nowego rozwoju wypadków. Julianus przejął stery i szybko byliśmy już w kosmosie opuszczając Dementię i kierując się w stronę drugiej planety słońca. Wciąż najważniejszym zadaniem było uratowanie Jessebelle i jej syna. Za pomocą dziwnego urządzenia Vau, będącego w posiadaniu Akko nawiązaliśmy ponowny kontakt z Brat Botanem i umówiliśmy się na spotkanie, na orbicie drugiej planety Vedi. Z tym spotkaniem osobiście wiązałem duże nadzieje – Brat Botan wiedział o sytuacji w świecie i o Gargulcu daleko więcej niż ktokolwiek inny z naszego otoczenia. Sądziłem więc, iż w końcu poznamy odpowiedzi na dręczące mnie pytania np. o rolę Gargulca i Kościelne tajemnice. Poza tym bardziej niż kiedykolwiek potrzebowałem spowiednika i brata w wierze. Wizja czy zakrzywiona rzeczywistość przyszłości – szczęśliwie odwoływać się do Wszechstwórcy można tak samo.

About Funky

www.spinqfotografia.pl www.tomaszwachla.pl
Gasnące Słońca, GS Dzień Szkarłatnego Słońca ,

Comments are closed.