Takashi Tanaka – Gracz Funky

Takashi Tanaka – Zakon Eskatoniczny, nowicjusz, lat 27 (ur.4972, miejsce nieznane)

Nie wiem gdzie się urodziłem. Czas wczesnego dzieciństwa pamiętam słabo. Pamiętam smutną, piękną matkę i wieczne przeprowadzki. Pamiętam jak mówiła, że jestem wyjątkowy, że jestem szlachcicem – Takashi Fernando Maldini Li Halan, a mój ojciec to hrabia. Ojca nie pamiętam. Pamiętam jak inne dzieci mówiły na mnie: bękart Pana. Potem była choroba i śmierć matki i oni – mnisi. Zabierali mnie w różne miejsca, aż w końcu była fascynująca podróż statkiem kosmicznym i wielki, dziwny klasztor, na jałowej planecie. Zamiast nieba kopuły chroniące mieszkańców przed pustką. De Moley. Planeta Bractwa Wojennego.

Modlitwy, medytacje i ćwiczenia fizyczne. Potem nauka walki, łaciny i teologii.  W wieku 8 lat dowiedziałem się, że mój ojciec nie żyje, a ja nazywam się od teraz Takashi Tanaka, a poprzednie życie mam zapomnieć. Życie w klasztorze płynęło swoim rytmem.  Jednak w wieku 13 lat wyraźnie widać było, że nie będę dobrym mnichem Bractwa Wojennego. Wada płuc uniemożliwiała mi uzyskanie odpowiedniej tężyzny fizycznej i siły, a moja wieczna ciekawość, niecierpliwość i spryt doprowadzały do grzesznych emocji moich nauczycieli. W wielu 14 lat wyszło, iż mam talenty teurgiczne, a na dodatek zacząłem mieć wizje zsyłane przez Wszechstwórcę, iż nie należę do tego miejsca, a moje życie powinno być poszukiwaniem.

Zwierzchnicy podjęli w końcu decyzję iż nie przystąpię do prób Bractwa, a zostanę przeniesiony do najmniej licznego i tajemniczego Zakonu Eskatoników na Pantateuch. Stało się to gdy miałem 16 lat. Podróż, inna planeta, inny klasztor – modlitwy i nauka,  ale jakże odmienna. Inne, nowe życie. W wielu 24 lat zostałem wyświęcony na Nowicjusza Zakonu. Zacząłem być też wypuszczany na misje i pielgrzymki poza klasztor, co miało mnie przygotować na przyszłe podróże, szerzenie wiary i poszukiwania oświecenia.

Jedna z takich wypraw skończyła się tragicznie – podróżowałem samotnie, gdy zaskoczyła mnie gwałtowna burza piaskowa. Dobiegłem do grupy skał , gdy zobaczyłem, że olbrzymia trąba piaskowa zbliża się do mnie. Wtem obok mojej grupy skał opadł z trudnością jakiś rodzaj mechanicznego ptaka, z którego wyskoczył człowiek z liną.  Był postawny, pięknie ubrany i miał symbol złocistego lwa na piersi a zdobiony rapier przy boku – pewnikiem szlachcic Hawkwood. Gdy mnie zobaczył, dobiegł do mnie i zaczął nas obwiązywać swą liną do skały. Wtedy dopadło nas tornado. Był przy mnie, a potem już go nie było i tylko szarpnięcie liny utrzymywało mnie przy skałach niczym ptaka na uwięzi. Plułem piachem i ledwo łapałem oddech ale przeżyłem i to dzięki nieznajomemu bohaterowi i dzięki woli Wszechstwórcy. Gdy tornado przeszło po nim i jego mechanicznym ptaku nie został ślad. Próbowałem szukać, pytać, ale bez rezultatu. Wiele miesięcy później miałem wizje lodowego kontynentu gdzie urodził się ów szlachcic. W bibliotekach znalazłem stosowny opis północnego kontynentu – Fryzji z planety Delfy, co więcej narysowana twarz księżnej Ledy Hawkwood była bardzo podobna do mojego bezimiennego bohatera. Wiedziałem już gdzie muszę wyruszyć na swą pierwszą wyprawę i poszukiwania. Wiedziałem też jakiej konkretnie rodzinie chciałbym pomagać i ofiarować swą wdzięczność. Byłem gotów do odejścia i poszukiwania własnej drogi ku oświeceniu.

Przeor Gregory – illuminatus mojego klasztoru, wręczył mi na odchodnym zaskakujący podarek – pistolet laserowy. Powiedział iż jako jedyny z jego nowicjuszy potrafię naprawdę walczyć i w końcu na chwałę Wszechstwórcy pozbędzie się pamiątkowego ciężaru ze swej skrzyni. Dał mi też gotówkę na pierwszą podróż. Wspaniały człowiek.

Niestety podróżując do stolicy planety – Heliopolis zostałem podstępnie okradziony i końcowo musiałem wziąć w stolicy pożyczkę na kosmiczną podróż w Banku Nowe Otwarcie należącego do Gildii Sędziów. Wtedy Wszchstwórca poddał mnie kolejnej próbie – po wyjściu z banku kilku Kajdaniarzy zaczęło mnie śledzić najwyraźniej w niecnych zamiarach. Mieli duży kołowy pojazd mechaniczny, którym bez problemu mnie doganiali. Próbowałem więc zgubić ich i kluczyć w wąskich uliczkach miasta,  aby dojść do Katedry po pomoc, ale wtedy ponownie natknąłem się na miejsce skąd wyruszyliśmy – gdzie obecnie stał ich pusty pojazd. Użyłem swej mocy teurgicznej i zamieniłem kawałek pojazdu w kamień, aby nie ruszył i więcej mnie nie dręczyli, a sam poszedłem dalej. Jakież było moje zdziwienie, gdy w oddali pojazd ruszył za mną i nagle po chwili zobaczyłem oraz usłyszałem wielką eksplozję tej maszyny! W katedrze udzielono mi pomocy i dowiedziałem się, iż zginęło 4 kajdaniarzy. W celu uniknięcia problemów umożliwiono mi szybie opuszczenie planety i podróż na Delfy. Ja jednak wiem, iż Kajdaniarze mi nie odpuszczą. Moje szkolenie w walce może okazać się szybciej potrzebne niż przypuszczam.

Na Fryzji jestem już kilka miesięcy, staram się jak mogę pracując, szukając odpowiedzi, służąc Hawkwoodom i Wszechstwórcy. Do tej pory nie znalazłem informacji o moim tajemniczym bohaterze.  Musze też oddać Sędziom dług finansowy. Ostatnio poznałem młodego Panicza Natana– syna księżnej Ledy Hawkwood. Może to jemu jakoś spłacę dług życia, który mam wobec jego wspaniałej rodziny?

About Funky

www.spinqfotografia.pl www.tomaszwachla.pl
GS Dzień Szkarłatnego Słońca

Comments are closed.