Makabryczna śmierć Artura Glovera

Niniejszym składam w ręce Waszej Ekscelencji pierwszy raport z mojego nowego zadania w Londynie.

Wedle danej mi wskazówki prowadziłem obserwację domu Basila Killjoya na Manchester Square 25, prowadząc dokładne zapisy i czekając na okazję, by udowodnić mą przydatność. Okazja taka nadarzyła się dnia 9 września, kwadrans przed piątą, gdy przed domem pojawili się trzej bardzo podejrzani dżentelmeni, do których niedługo dołączył czwarty. Używszy wszystkich dostępnych mi środków, ustaliłem kim byli i o czym rozmawiali.

Bez wątpienia mamy do czynienia z nowymi Rozpruwaczami, niedawno przybyłymi do Londynu. Jeden z nich jest z pochodzenia Węgrem, nazywa się Szandor Kovacs, jest lekarzem, zawsze nosi przy sobie lekarską torbę, ale ma także silne zdolności paranormalne. Drugi to James Woodrow, przesympatyczny bawidamek w typie kolonialnym, specjalista od artefaktów i legend, bywały w świecie. Trzeci to Szkot, rudzielec Fergus Macallan, niestety wyjątek wśród innych Macallanów, którzy przenieśli się na zawsze sześć stóp pod ziemię zeszłej wiosny. Fergus tropi zabójców swej rodziny, choć zachowuje pozory człowieka interesu, zajętego jedynie sprzedażą rodzinnej marki whisky. Ostatni to były żołnierz armii brytyjskiej, sierżant Edgar Hamilton, jednooki brutal z fragmentami skóry demona, który niestety nie okazał się wystarczająco silny, by zdjąć skórę z samego Hamiltona.

Stary Killjoy wezwał do siebie tą czwórkę, by zbadała okoliczności ataku na Milicent Greville i śmierci jej opiekuna od Rozpruwaczy, znanego Waszej Ekscelencji przelotnie Artura Glovera. Wydaje się, że nieporadna moralność naszych przeciwników każe im czcić pamięć swych żywicieli i ochraniać ich potomstwo, mimo braku wymiernych korzyści. W tym wypadku chodziło o pamięć i potomstwo Sir George Greville’a, ojca owej Milicent.W najbliższej przyszłości przedstawię Ekscelencji plan wykorzystania tej słabości, moim skromnym zdaniem, całkiem szczwany. Teraz pozwolę sobie jedynie przypomnieć pokrótce szczegóły sprawy.

25 sierpnia wieczorem powóz wiozący Milicent Greville i Artura Glovera do teatru „Pavillon” w Whitechapel, a prowadzony przez naszego człowieka, skręcił nagle z High Street i zatrzymał się w jednej z wąskich i ciemnych uliczek. Woźnica zeskoczył z kozła i zbiegł, a na opuszczony powóz napadł upiór Billy’ego „Bonebreakera” Boyda, który dokumentnie porachował kości Gloverowi, czego ten oczywiście nie przeżył. Niestety stary, dobry Billy nie zdążył dobrać się do schowanej w powozie milutkiej Milicent, bo prowadząca go moc Czanej May osłabła i upiór uleciał w światy astralne. Panienka jedynie omdlała i tak znalazła ją policja.

Oczywiście ani Killjoy, ani jego czterej przyjaciele nie wiedzieli nic z tych rzeczy. Dla nich największym problemem była Mrs Penelopa Hart, siostra zmarłego szczęśliwie Sir Georga, opiekunka Milicent. Urocza ta pani tym się różni od śp brata, że nie darzy zaufaniem różnych podejrzanych indywiduów w rodzaju agentów Rozpruwaczy, czego całe to ich Stowarzyszenie nie może znieść. Dzięki niej żadna pewna wiadomość nie dotarła do Killjoya i jego młodzi uczniowie musieli o wszystko zatroszczyć się sami.

Niestety, od początku sprzyjało im szczęście. Detektyw Coolidge ze Scotland Yardu, prowadzący śledztwo, podzielił się wszystkimi zdobytymi informacjami z panami Woodrowem i Kovacsem, udających rodzinę zabitego Glovera. Mimo, że nie były to informacje bardzo istotne, pozwoliły Rozpruwaczom ustalić, że dorożkarz był naszym człowiekiem, sprytnie podsuniętym firmie dorożkarskiej w konkretnym celu. Przy okazji warto zauważyć, że detektyw Coolidge pogardza swoim przełożonym, uważając go za pijaka i durnia, co polecam wykorzystać w ten, lub inny sposób. Panowie Macallan i Hamilton w tym czasie raczyli się whisky w pobliskim pubie, gdzie poznali głównie opinie szeregowych policjantów o Coolidge’u.

Następnie cała czwórka udała się do Whitechapel, gdzie znowu udało im się wpaść na właściwy trop. Indagując młodego ulicznika, Mr Woodrow dowiedział się o Elsie Boyd, dziwce, która znała całą historię „Bonebreaker’a” i Czarnej May. Od niej dowiedzieli się Rozpruwacze, że May była kiedyś dziewczyną Billy’ego, że dostała od kogoś pieniądze na ucieczkę z Whitechapel, że kochanek zabił ją w gniewie, a potem sam się utopił, w końcu, że duchy May i Billy’ego widywano po ich śmierci i że ginęły dziewczyny, które chciały uciec z dzielnicy. Elsa wypaplała też, że wszystko ustało po odprawieniu egzorcyzmów, ale niedawno widziała znowu upiora „Bonebreaker’a” na własne oczy.

Tu Rozpruwacze nieco się zaplątali, próbując rozwikłać zagadkę przerwanego ataku na Milicent. Uważali zdaje się, że wszystko poszło zgodnie z naszym planem i że Billy posiał w ciele niewinnej dziewicy Ziarno Zła! Niestety, nic takiego nie zaszło, choć nasz główny cel – wyeliminowanie Glovera – udało się osiągnąć. Jednak Rozpruwacze uważali, że wpadli na ślad wielkiego spisku Cabalu, podejrzewali nawet Mrs Hart o udział w nim! Może gdyby Barrowman był ostrożniejszy, to podejrzenie zaowocowałoby jakąś niewczesną akcją, na przykład napadem na posiadłość państwa Hart, co z pewnością skończyłoby się dla Rozpruwaczy bardzo przykro. Niestety, Barrowman postanowił sam zakończyć sprawę, o czym za chwilę.

Wcześniej jednak, jeszcze tej samej nocy, obserwowana przeze mnie czwórka spotkała się osobiście z upiorem „Bonebreaker’a”. Postanowili w drodze powrotnej powęszyć z okolicach miejsca pierwszego napadu. Tak się złożyło, że mściwy duch naszej May polował tam akurat na kolejną ofiarę. Wezwany z zaświatów Billy już dopadał wpółoszalałą ze strachu ofiarę, kiedy na jego drodze stanęli czterej dżentelmeni. Wywiązała się walka, wydobyto z lasek szpady, a z kieszeni Derringery i niestety upiór uległ liczebnej przewadze, raniąc jedynie lekko pana Macallana. Miało to także ten niedobry skutek, że Rozpruwacze przekonali się osobiście, z czym mają do czynienia i postanowili zupełnie słusznie pozbyć się doczesnych resztek Billy’ego, co w konsekwencji doprowadziło do ujawnienia się Barrowmana. Ale o tym za chwilę.

Przedpołudnie następnego dnia czterej Rozpruwacze spędzili na odwiedzinach cmentarzy na Whitechapel i rozmowach z grabarzami. Mimo, że jak Ekscelencji wiadomo, wszyscy oni rzekomo pracują dla Barrowmana, jeden z nich za sześciopensową łapówkę zdradził swego pryncypała i nie tylko uświadomił naszego przeciwnika, że ciało „Bonebreaker’a” zostało już wykopane i zabrane w niewiadome miejsce, ale także że zrobiono to na polecenie Barrowmana. A skoro nazwisko to już padło, jedynie kwestią czasu jest zinfiltrowanie naszej organizacji w Londynie przez agentów Rozpruwaczy. Dlatego ośmielam się zasugerować przeniesienie pana Barrowmana w jakieś mniej eksponowane miejsce, a do Whitechapel wyznaczenie kogoś bardziej dyskretnego i stanowczego dla nielojalnych podwładnych.

Wracając jednak do głównego wątku raportu, zdobyta informacja umocniła w Rozpruwaczach przekonanie, że przywołany z zaświatów Billy jest częścią jakiegoś większego planu, którego osią jest Barrowman. Obecność May zupełnie przy tym zignorowali, a może nawet nie byli jej świadomi, uważając, że to Barrowman kieruje poczynaniami upiora.

Tymczasem Killjoy wszedł w niewiadomy sposób w posiadanie informacji, że Miss Millicent Greville spędzi tego popołudnia kilka godzin w Holland Park i niezwłocznie przesłał ją telegrafem do swoich ludzi w terenie. Mr Woodrow przeniknął do parku i zdołał zamienić kilka zdań z panną Greville, podając się ponownie za kuzyna śp Artura Glovera. Dowiedział się, że panna Millicent nie odniosła żadnych obrażeń, czuła jedynie niemal fizyczną nienawiść tuż przed atakiem. Dziewczyna wyznała też, że do teatru jechała niezupełnie po to by obejrzeć przedstawienie, ale by spotkać się z jednym z aktorów, Philipem Lawsonem. Ów Lawson był kiedyś bardzo popularny i odnosił spore sukcesy, ale później stał się opiumistą i stoczył się na samo dno. Szlachetna Millicent liczyła, że zdoła go wyrwać ze szponów nałogu i przywrócić teatrowi. Naiwność doprawdy zabawna, aż żal, że „Bonebreaker” przerwał ten ciąg romantycznych spotkań.

Dowiedziawszy się o istnieniu Lawsona, obserwowana przeze mnie czwórka dżentelmanów niezwłocznie udała się dorożką do teatru „Pavillon”, aby się z nim spotkać osobiście. Dzięki moim rzadkim zdolnościom wiem, że nadal sądzili, iż zabicie Glovera było tylko drobnym elementem większej układanki, w której centrum była Millicent. Uderzenie nienawiści, które panna Greville wiernie zrelacjonowała panu Woodrow, zinterpretowali jako zazdrość innej damy o względy Lawsona, mieli więc nadzieję odnaleźć ową zazdrosną damę i dotrzeć przez nią do Barrowmana, którego nadal uważali za głównego dyrygenta w tej iście piekielnej symfonii. Ten jednak, uwiadomiony o celu podróży Rozpruwaczy przez wiernego dorożkarza, postanowił działać i usunąć zagrożenie własnymi siłami.

Czterej Rozpruwacze dotarli do teatru, nie zastali Lawsona, ale zostali zaproszeni przez dyrektora na próbę sztuki „Przynieście mi głowę Króla”. Oprowadzani przez tegoż dyrektora dotarli w końcu na scenę, na której czekał kat z wielkim toporem, przygotowany do próby sceny egzekucji. W tym momencie Barrowman, ukryty dotąd w loży, powstał i w prawdziwie teatralny sposób dał sygnał do rozpoczęcia rzezi. Jednak jego plan „zakończenia sprawy jednym cięciem” okazał się żałośnie nierealny! Wynajęte rzezimieszki, poprzebierane w sceniczne kostiumy i uzbrojone w broń białą, nie okazali się godnymi przeciwnikami dla Rozpruwaczy. Zanim dyrektor wyszedł ze zdumienia, że aktorzy nie trzymają się scenariusza i nie są w ogóle jego aktorami, pomienieni leżeli już na zbryzganej ich krwią scenie, bądź to martwi, bądź przynajmniej ranni. Sam Barrowman tylko dzięki wyjątkowemu szczęściu uniknął postrzału i rany, bądź nawet śmierci. Żałosna próba powstrzymania Rozpruwaczy dowiodła dowodnie, że dalsze jego panoszenie się w Whitechapel grozi zdemaskowaniem całej naszej organizacji! Nawet przybyła policja została poinformowana o podejrzeniach na jego temat i zainteresowała się jego kancelarią notarialną, co potwierdzić może jego wspólnik Rogers.

Tymczasem zwycięska czwórka Rozpruwaczy odnalazła tymczasem Lawsona, dogorywającego w wynajętej smrodlawej norze. Ku swemu niewątpliwemu zawodowi, nie dowiedzieli się od aktora o żadnej opętanej zazdrością damie, która mogłaby posunąć się do czarów, byle usunąć rywalkę, zupełnie zresztą platonicznie zakochaną w zgasłej gwieździe teatralnej sceny. Utknęli więc w martwym punkcie, ale niespodziane w sukurs przyszedł im sam „Bonebreaker”, a właściwie należałoby rzec – Czarna May.

Kiedy bowiem opuszczali leże Lawsona zamajaczyła im w wieczornej mgle ogromna postać Billego i doszło do drugiej już walki czterech na jednego. Ale tym razem we mgle pojawiła się także postać wątłej dziewczyny, która zniknęła, kiedy jeden z Rozpruwaczy próbował się zbliżyć. Była to oczywiście Czarna May, która trzymała na uwięzi dawnego stręczyciela, kochanka i zabójcę i szczuła go na inne dziwki, które próbowały opuścić Whitechapel. Barrowman dlatego właśnie nie mógł zdobyć kontroli nad „Bonebreaker’em”, że ta kontrola była już w innym ręku, o czym nie miał najwyraźniej pojęcia. To prawdziwy cud, jeśli wybaczy mi Ekscelencja to niestosowne określenie, że zdołał nieświadomie wykorzystać nienawiść May do Millicent, aby pozbyć się Glovera. Czarna May pałała bowiem nienawiścią do tej naiwnej damy za to tylko, że udało jej się zwrócić na siebie uwagę Lawsona. To właśnie ten aktorzyna, kiedy jeszcze święcił tryumfy i opływał w dostatki, dał May pieniądze, za które miała nadzieje uciec z Whitechapel i które sprowadziły na nią śmierć z ręki zazdrosnego Billy’ego. Po jej śmierci zaś ufundował jej pochówek na poświęconej ziemi.

Jednak Rozpruwacze nie zdawali sobie sprawy z powyższego, wydawało im się nawet, że May stanowi przeciwwagę dla Billy’ego i jest ich sprzymierzeńcem. Zorientowali się jednak, że May i Billy nadal są ze sobą związani i to wystarczyło, by po nitce doszli do kłębka. Dzięki pomocy grabarza-zdrajcy dowiedzieli się, gdzie pochowano ciało dziewczyny i postanowili ją „uwolnić”.

Wyposażeni tym razem w długą broń wybrali się na cmentarz, stanęli nad grobem i zaczęli przemawiać do złego ducha, jak pasterz do zbłąkanej owieczki. Jeśli duchy mają poczucie humoru, Czarna May musiała umierać powtórnie ze śmiechu! W końcu jednak nie wytrzymała i odparowała swoim „wybawcom” z całą zgromadzoną furią, co otrzeźwiło ich zupełnie. Pojęli nareszcie kto jest prawdziwym „złym”, a kto jedynie nieszczęsną marionetką. Ze zdwojoną energią zabrali się za szpadle, by zgodnie z zasadami sztuki posypać kości solą i spalić. Na to oczywiście May nie mogła pozwolić.

Z ciemności wychynął po raz trzeci już Billy „Bonebreaker” Boyd, a wraz z nim zmaterializowała się jego pani. We dwójkę uderzyli na Rozpruwaczy, którzy porzucili szpadle i dobyli broni. Krew polała się tym razem z obu stron, walka była wyrównana do czasu, aż przeklęty Woodrow nie wyciągnął święconej wody i nie odegnał ducha na czas wystarczający, by Macallan i Hamilton dokopali się do ciała. Reszta była już niestety prosta i w ten oto sposób nowi Rozpruwacze zaliczyli na swoje konto pierwsze w Londynie zwycięstwo. Prostytutki w Whitechapel są już bezpieczne, Millicent Greville również, nie doszło do żadnych napięć z państwem Hart, ani z władzami, no i zdemaskowany został Barrowman.

Ufam, że mimo, iż przynoszę te fatalne wieści, Ekscelencja pamięta, że wykonuję jedynie ściśle Jego polecenia i ograniczam się do obserwacji. Zapewniam, że gdybym to ja był na miejscu Barrowmana, nigdy nie doszłoby do takiej klęski i kompromitacji, tym bardziej w starciu z żółtodziobami!

Zawsze oddany Waszej Ekscelencji,

Z
Marek Meres

About Marek Meres

www.spinq.pl
Rozpruwacze

Comments are closed.