Operacja „Lód”

Witam Państwa w kolejnym odcinku „Tajemnic Naszego Wieku”. Dziś będziemy kontynuować naszą podróż w przeszłość śladami agentów II Oddziału Sztabu Głównego WP, rozpoczętą pół roku temu, kiedy to odsłanialiśmy kulisy tajemniczego ataku bombowego na rezydencję znanego warszawskiego antykwariusza i podróżnika, Wiktora Czerskiego. Otrzymaliśmy wiele listów od tych z Państwa, którzy oglądali wszystkie odcinki, próbując złożyć w całość kawałki układanki i którzy przysłali nam liczne hipotezy na temat przyczyny tych wszystkich tajemniczych przypadków, których wyjaśnianiem zajmowaliśmy się, śledząc akcje II Oddziału SG. Niestety żadna z tych hipotez nie zgadza się z wersją, którą my dysponujemy, a która, jak wierzymy, jest tą prawdziwą. Z tym większą jednak przyjemnością zapraszam wszystkich Państwa do obejrzenia dzisiejszego odcinka, gdyż – zapewniam – będzie on dla wszystkich wielkim zaskoczeniem i prawdziwą sensacją.

Jest 31.12.1938 roku, Warszawa. Całe miasto przygotowuje się do pożegnania starego roku 1938 i powitania nowego, 1939, mającego przynieść spełnienie niejednego marzenia i zrealizowanie niejednego celu. Jednak czwórka znanych nam już agentów II SG zmuszona jest przerwać przygotowania do Sylwestra, aby wziąć udział w naradzie u swego dowódcy, majora Seweryna Ziółkowskiego. Powodem takiego pośpiechu jest konieczność ubiegnięcia Niemców, będących najprawdopodobniej o krok od odkrycia wielkiej tajemnicy, o którą wspomniana czwórka ocierała się już wielokrotnie i jest w związku z tym najlepiej przygotowana do finałowej akcji.

Owa wielka tajemnica związana jest w jakiś sposób z tajemniczymi, zielonymi mgiełkami. Przypomnijmy, że takie mgiełki zawierały gliniane wazy z symbolem Papa Legby, znalezione u Czerskiego, coś podobnego widział agent Słowik, gdy ten sam Czerski oddawał ducha w pociągu relacji Warszawa-Białystok. No i w końcu migotliwe, zielonkawe coś zamknięte było w, zdobytych w egipskim grobowcu faraona Neftu, kryształowym jaju. To właśnie to ostatnie znalezisko zostało gruntownie przebadane przez specjalistów na usługach polskiego kontrwywiadu i stwierdzono ponad wszelką wątpliwość, że mgiełkę stanowią mikroskopijne, tytanowe owady, czyli jak byśmy dziś powiedzieli – nano-boty.

Już sama technologia, zdecydowanie wykraczająca ponad poziom dostępny ludziom lat 30-tych XX wieku, była dla wtajemniczonych szokiem. A cóż dopiero fakt, że znaleziono ją w prastarym grobowcu, datowanym na 2500 lat p.n.e! Do tego pismo na ścianach grobowca, będące mieszaniną egipskich hieroglifów i obrazkowego pisma Majów, sugerujące, że te dwie antyczne cywilizacje miały jakieś wspólne korzenie. Przy tym wiele wskazywało na fakt, że podobne nano-boty składały się na zieloną mgiełkę zamkniętą w glinianych wazach z Haiti, z symbolem Papa Legby, a więc nie tylko cywilizacje egipska i Majów byłyby niejako spokrewnione. No i w końcu parapsychiczne zdolności, demonstrowane przez „opętanych” zieloną mgiełką ludzi, wskazujące na świadomość mocy ludzkiego umysłu, nieznanych zupełnie współczesnym.

Agenci obecni na odprawie wysnuwają hipotezy o kosmicznym pochodzeniu tytanowych robaczków, wizycie obcej cywilizacji i jej wpływie na kształtowanie się cywilizacji ziemskich, ale major Ziółkowski ucina te spekulacje. Istotne jest zadanie, którego agenci mają się podjąć. Otóż naziści z Achnenerbe, tropem których podążali polscy wywiadowcy i którym, jak dotąd, skutecznie krzyżowali szyki, zdołali jednak osiągnąć jakiś sukces. Ten sukces to, zdaniem majora, te same zielone, tytanowe robaczki, które jednakże mają być jedynie środkiem do osiągnięcia jakiegoś wielkiego, supertajnego celu. Polski wywiad przechwycił wiadomość wysłaną do niemieckiej stacji na Antarktydzie, brzmiącą na pozór lakonicznie: „Klucz odnaleziony, w drodze. Przygotować obiekt.” Jednocześnie w rejs na Antarktydę wyruszył statek „Schwabenland”, na pokładzie którego znajduje się grono naukowców z Achnenerbe. Oficjalnie organizacja zamierza badać korzenie rasy aryjskiej, ale polski wywiad nie dał się zwieść. Niemcy coś znaleźli w lodach Antarktydy, a zielone tytanowe robaczki stanowią „klucz” do tego czegoś.

Agenci otrzymują zatem zadanie uprzedzenia nazistów, przeniknięcia do bazy, odkrycia czym jest tajemnicze znalezisko i użycia „klucza”, który po analizie został spakowany do szczelnego pojemnika z dołączonym ładunkiem wybuchowym,  na wypadek, gdyby trzeba było go zniszczyć. Patrząc z dzisiejszej perspektywy, należałoby raczej powiedzieć „rozproszyć”, bo trudno założyć, że wybuch małego skądinąd ładunku zdoła zniszczyć tytanowe insekty mikroskopijnej wielkości.

Tak czy inaczej, czwórka agentów odsypia zatem sylwestrowe szaleństwo w samolocie do Londynu, skąd wyruszają do Reykjaviku, dalej na Grenlandię, do Nowego Jorku i w końcu przez Nowy Orlean i Caracas do Buenos Aires. Tu spotykają angielskiego agenta o swojskim nazwisku, Harry Kowalski, który zapewnia potrzebne wyposażenie i doświadczenie w polarnych ekspedycjach. Po krótkim odpoczynku, w powiększonym składzie wylatują ku Antarktydzie.

Lądowanie na spadochronie na lodowym płaskowyżu, wśród wystających spod lodu nunataków, nienajlepiej kończy się dla agenta Słowika, który ląduje prosto w lodowej szczelinie. Na szczęście udaje  mu się wyjąć flarę i ściągnąć uwagę towarzyszy, którzy wyciągają go na górę. Następnie, już bez przeszkód agenci docierają do obozu norweskiej ekspedycji polarnej, leżącej niecałe siedem kilometrów od bazy niemieckiej. Tu, do dwóch Norwegów, stanowiących w danej chwili całą załogę, dowiadują się, że w bazie nazistów cumuje U-boot, którego załoga patroluje okolicę i nie dopuszcza nikogo w pobliże. Tak więc skryte podejście będzie na pewno niełatwym zadaniem. Polscy agenci postanawiają mimo wszystko spróbować, jednak dopiero następnego dnia, po całonocnym odpoczynku. Na wszelki wypadek wystawiają jednak warty.

I tej ostrożności, a także czujności agenta Ucho, zawdzięczamy zapewne taki, a nie inny przebieg operacji, a jak się za chwilę przekonamy, być może także przebieg wojny i przyszłość świata! Około godziny jedenastej czuwający w budynku gospodarczym Ucho wypatruje na śniegu ledwo widoczne białe sylwetki, przemykające od jednego nunataka do drugiego. To niemieccy marynarze z U-boota podchodzą skrycie do norweskiej bazy. I nie podchodzą na pewno w przyjacielskich zamiarach. Nie wiemy czy Niemcy wiedzieli o Polakach, nocujących w gościnie u Norwegów, czy też nie, ale z pewnością zamierzali zlikwidować ich obóz.

Na szczęście Ucho czuwa i budzi pozostałych. Sam, wraz z Lelskim atakują Niemców podkradających się od przodu, podczas gdy Słowik i Krochmal otwierają ogień do czających się z tyłu. Dwóch nazistów ginie od pierwszych strzałów, pozostali przypadają do ziemi, czy raczej lodu i rozpoczyna się wymiana ognia. Polacy są w lepszej sytuacji, korzystając z osłony budynków, ale niestety Niemcy są, jak się okazuje, na taki rozwój wypadków przygotowani. Podciągają mały ręczny moździerz i już drugim granatem rozbijają na kawałki główny budynek. Obydwaj Norwegowie i Harry Kowalski giną od odłamków, Lelski, Krochmal i Słowik są ranni.

Ale Polacy, choć ranni, nie poddają się. Ucho i Słowik likwidują obsługę moździerza, Lelski powstrzymuje atak od czoła. Z wolna szala bitwy przechyla się znowu na stronę Polaków. W końcu zdziesiątkowani Niemcy podają tyły, ale Polacy starają się wybić wszystkich, by ocaleli nie donieśli o sytuacji do bazy. Ostatecznie jednemu udaje się jednak uciec, mimo pościgu Lelskiego, ale na lodzie wokół rozbitej norweskiej bazy zostaje siedem trupów, nie licząc oczywiście Norwegów i Brytyjczyka Kowalskiego.

Ucho opatruje rannych, objawiając niespodziewanie ogromny talent medyczny i wzmocniona znów grupa postanawia kontratakować. W pobliże niemieckiej bazy docierają na zdobycznych skuterach śnieżnych, które atakujący naziści porzucili. Na miejscu okazuje się, że uciekający komandos musiał wpaść wzorem Słowika do szczeliny w lodzie, albo też rozbić się w ciemnościach o zdradziecki nunatak, w każdym razie nie dotarł do bazy. Zamiast zasadzki, czy chociaż obrony, agenci II SG zastają absolutny spokój. Niemcy wyładowują z U-boota jakieś paczki, ale wobec nadciągającej burzy śnieżnej przerywają pracę i kryją się we wnętrzu łodzi podwodnej i dwóch śnieżnych igloo, pełniących rolę wartowni nad dużą szczeliną w lodzie.

Korzystając z zamieci agenci podkradają się kolejno do obu wartowni i likwidują obsady, biorąc dwóch Niemców żywcem. Ci chętnie wyznają, że faktycznie znaleziony został tajemniczy obiekt, który leży w głębi lodowej szczeliny, ale żadnych szczegółów nie znają. W uznaniu szczerości zostają ogłuszeni i prowizorycznie związani, a Polacy kolejno schodzą w głąb wspomnianej szczeliny, ku skrywanej skrzętnie przez Niemców tajemnicy.

Tu jednakże świst szalejącego na zewnątrz wiatru jest cichy i zaskoczenie trzech wartowników nie udaje się. Co prawda wszyscy giną, ale jednemu udaje się uruchomić prowizoryczny alarm. Polacy nie mają wiele czasu, postanawiają więc podzielić siły. W lodowej szczelinie zostaje jedynie Krochmal, a pozostali odpierają atak marynarzy z U-boota. Jednak dzięki przewadze wysokości i przezorności Lelskiego, który wcześniej zdjął linę z dźwigu do wyciągania na lodowy klif towarów, atak Niemców skazany jest na niepowodzenie. Obrzuceni granatami i ostrzelani ze zdobycznych Schmeisserów naziści odstępują i ruszają brzegiem morza, by wspiąć się na klif dalej, poza zasięgiem polskiej obrony. Polacy nie czekają na nich, schodzą z powrotem do szczeliny, by stanąć oko w oko z tajemniczym znaleziskiem.

Obiekt jest niemal cały ukryty w lodzie, odsłonięte są jedynie metalowe drzwi dziwnego, jak na tamte czasy, kształtu, bez zamka i szczeliny. Jedynie w środku widoczne jest jakby sitko. Mając w pamięci meldunek nadany z kwatery Achnenerbe o „kluczu” i taki sam „klucz” przy sobie, agenci nie mają wątpliwości, że te dziurki przeznaczone są dla tytanowych nano-botów. Jednak czy wypuszczone mechaniczne insekty są w rzeczywistości pasażerami latającego spodka, czy rodzajem posłańców, a może jedynie elementem mechanizmu otwierającego drzwi?

Przekręcenie małej gałki na metalowym pancerzu, powoduje wyświetlenie na lodowej ścianie naprzeciwko obrazu. Jest to mapa kuli ziemskiej. Od miejsca na Antarktydzie rozchodzą się w kierunku różnych części świata promieniście linie, kończąc się symbolami, z których dwa znane są agentom „dwójki” bardzo dobrze. Na Haiti błyszczy symbol Papa Legby, w Egipcie symbol Neftu, ale inne linie biegną na Syberię, w okolice Tunguski i do południowego Meksyku, kończąc się nieznanymi symbolami. Wszystko jednak wskazuje na to, że linie i symbole oznaczają miejsca ukrycia pojemników z zielonymi mgiełkami, które są w rzeczywistości tytanowymi robaczkami.

Ponieważ czas nagli, Niemcy przepędzeni spod klifu z pewnością szukają innego sposobu dostania się na górę, agenci podejmują szybką decyzję. Otwierają pojemnik z zieloną mgiełką i wstrzymują oddech. Mgiełka wypływa i bez wahania znika w „sitku”. Po kilku sekundach słychać mechaniczne trzaski zza metalowej ściany, syk uchodzącego powietrza, po czym pojawia się szczelina i po chwili drzwi wgłąb tajemniczego obiektu stoją otworem.

Zapewne mają Państwo własne teorie na temat tego, co zobaczyli w tym momencie polscy agenci. Najpierw niewielkie pomieszczenie, w kształcie półksiężyca, rozświetlone łagodnym światłem sączącym się spod sufitu. Na przeciwległej ścianie drzwi, prowadzące dalej, a nad nimi… kto zgadnie? Swastyka! Tak, proszę Państwa, doskonale znana i znienawidzona swastyka, symbol nazistowskiego reżimu, we wnętrzu…. no właśnie, we wnętrzu czego? Pojazdu obcej cywilizacji? Takie hipotezy powtarzały się najczęściej, choć znalazło się też całkiem sporo pozostałości dawno zapomnianych pracywilizacji ziemskich, myśląca maszyna i wiele innych.

Tymczasem nagle z niewidocznych głośników rozbrzmiewa muzyka. „Lot Walkirii” Ryszarda Wagnera, ulubiony utwór Führera. A na tle muzyki rozbrzmiewa nieznany głos. Tytułuje polskich agentów „dzielnym oficerem”, „ozdobą Rzeszy”, „wojownikiem Führera”, więc jasne jest, że został nagrany. Zapewne dawno temu. Czyżby w czasach faraona Neftu, albo jeszcze wcześniej? Wszak tytanowe robaczki znalezione zostały we wnętrzu pradawnego grobowca, albo w glinianych urnach z symbolami prymitywnego haitańskiego kultu… To wszystko nie ma sensu!

A jednak ma. W miarę jak głos cierpliwie wyjaśnia szczegóły swego planu, w głowach chluby polskiego wywiadu przejaśnia się i rozrzucone fragmenty układanki składają się w całość. Głos należy do nieznanego faszysty z przyszłości, fanatycznego wielbiciela Führera i jego teorii, który w jego czasach należy do dalekiej przeszłości. Przeszłości niechlubnej, hitlerowskie Niemcy rozpętały bowiem wojnę i tę wojnę przegrały. Co jednak byłoby, gdyby Niemcy dysponowały cudowną bronią, „wunderwaffe”, której rozpaczliwe poszukiwania pod koniec wojny skończyły się fiaskiem? Czy gdyby w 1939 roku Niemcy dysponowali bronią jądrową, historia nie potoczyłaby się zupełnie inaczej? Z pewnością.

Faszystowski fanatyk wykorzystał zatem zdobycze techniki swoich czasów, zbudował wehikuł czasu, we wnętrzu którego ukrył tajemnicę budowy bomby jądrowej. Ale prócz osiągnięcia głównego celu, chciał jeszcze, by historycznie bezowocne poszukiwania, które prowadziła Ahnenerbe, przewrotnie doprowadziły do wielkiego sukcesu całej Rzeszy. Aby mit o nadczłowieku doprowadził nazistów do zwycięstwa. Ukrył więc wehikuł czasu w lodach Antarktydy, gdzie pod koniec lat trzydziestych Ahnenerbe prowadziła poszukiwania, a klucze do otwarcia schowka zamaskował okultystyczną symboliką, która była „modna” wśród faszystów.

Głos kończy wywód, ale drzwi do wewnętrznej celi, zawierającej tajemnice superbroni, otworzą się tylko, jeśli „dzielny oficer” zna najważniejszą dla Rzeszy datę. Czas na odpowiedź: minuta. Agenci muszą zaryzykować: jaka data jest zdaniem wariata z przyszłości najważniejsza dla Rzeszy? Puczu Monachijskiego, mianowania Hitlera kanclerzem, a może data jego urodzin. Wybierają w końcu tę ostatnią. Jak się okazuje słusznie. Może zresztą wszystkie te daty były „do zaakceptowania”? Drzwi do małej celi otwierają się, a wewnątrz, na skromnym postumencie, leży zwykła teczka w skórzanej oprawie. Wewnątrz jakieś rysunki, obliczenia, wzory. Słowem plany bomby jądrowej, choć agenci „Dwójki” nie są w stanie sami tego stwierdzić.

Oprócz teczki jest tu też mechanizm, przypominający zegar. To sterownik napędu czasowego, dzięki któremu można by przenieść wehikuł w przeszłość. A gdyby tak cofnąć się o kilka lat, przekazać tajne plany polskim naukowcom, odwrócić losy wojny? Zapewne historia potoczyłaby się zupełnie inaczej niż to zamierzał nieznany faszysta z przyszłości. Ale możliwe też, że kilka lat wcześniej wehikuł czasu tkwił jeszcze całkowicie pod lodem, czekając na szukających śladów pra-aryjczyków pseudo-naukowców z Ahnenerbe. W takim razie cóż to byłaby za zagadka, gdyby po otwarciu wehikułu znaleziono w nim szczątki spalonej teczki i cztery szkielety w resztkach polarnych kombinezonów? Wszystko to jednak tylko hipotezy.

Nie wiemy jak skończyła się ta historia. Spisana relacja, znaleziona w dawnych archiwach II Oddziału SG, kończy się, gdy agenci, odczekawszy kilka godzin, otwierają drzwi na zewnątrz i widzą wyłaniające się z mgły nieznane sylwetki. Agent Krochmal czuwa w wewnętrznej celi, aby w razie niepowodzenia spalić cenną teczkę, nie dopuszczając do przejęcia jej przez Niemców. Czy sylwetki we mgle były niemieckimi żołnierzami, wybuchła strzelanina, w której Polacy ulegli przewadze wroga, niszcząc jednak wcześniej teczkę? Wojna, jak wiemy, skończyła się dla III Rzeszy fatalnie, więc z pewnością Hitler nie posiadł sekretu konstrukcji bomby atomowej. A może sylwetkami tymi byli na przykład Amerykanie, a znalezione plany przyspieszyły prace nad bronią jądrową? Może gdyby nie to znalezisko z przyszłości, ataki na Hiroshimę i Nagasaki nie byłyby możliwe i wojna na Dalekim Wschodzie trwałaby o rok dłużej? Jakkolwiek nie skończyła się ta nieprawdopodobna historia, mam nadzieję, że prześledzenie jej od początku do niemalże końca było dla Państwa równie pasjonujące, jak dla mnie. W przyszłym tygodniu zmieniamy czas i miejsce, ale gdzie Państwa zabierzemy i co opowiemy to na razie tajemnica. W końcu tytuł programu zobowiązuje! Do zobaczenia więc za tydzień w kolejnym odcinku „Tajemnic Naszego Wieku”.

 Marek Meres

About Marek Meres

www.spinq.pl
Savage Worlds, SW Polska lata 30

Comments are closed.