Akcja u Czerskiego

Witam Państwa w kolejnym odcinku naszego programu „Tajemnice naszego wieku”. Dziś chciałbym przybliżyć Państwu pewne wydarzenia, które wstrząsnęły Warszawą we wrześniu roku 1937. Wstrząsnęły, choć gdyby ówczesna Warszawa znała całą prawdę, ukrytą za serią pozornie niepowiązanych ze sobą wydarzeń, wstrząs byłby z pewnością dużo silniejszy. Jednak fakt, iż w sprawę zamieszane były polskie służby wywiadowcze i wymuszona tym faktem tajemnica sprawiły, iż cała ta historia znikła dość szybko ze szpalt ówczesnych gazet. Wojna, w chaosie której zniknęły dokumenty i świadkowie tamtych wydarzeń utrudniła późniejszą rekonstrukcję, przez co dziś „tajemnica Czerskiego” jest niemal zupełnie nieznana szerszemu ogółowi. Na szczęście dzięki pracy naszych badaczy udało się zebrać wystarczająco danych, by z dużym prawdopodobieństwem i dokładnością zrekonstruować przebieg tamtych wydarzeń. Cofnijmy się zatem w tamte czasy i spróbujmy odsłonić rąbka tajemnicy.

Jest noc z siedemnastego na osiemnastego września, niedziela, krótko po północy. Ciszę przerywa potężny wybuch. To wyleciała w powietrze rezydencja niejakiego Wiktora Czerskiego, znanego w Warszawie podróżnika i kolekcjonera, a także dziedzica wielkiej fortuny. Czerski był postacią ciekawą i nietuzinkową, tak za sprawą swych licznych podróży, jak i powiązań z najwyższymi urzędnikami państwa, a nawet obcymi agenturami. Jego rezydencja była w połowie także domem aukcyjnym, w którym wystawiano na sprzedaż liczne pamiątki z dawnych wypraw gospodarza i być może z tego powodu była to prawdziwa forteca, chroniona najnowocześniejszymi, jak na tamte czasy, systemami elektronicznymi i strzeżona przez zawodowych ochroniarzy. Być może, ale możliwe też, że Czerski obawiał się nie tylko o swoje cenne pamiątki, ale także i o bezpieczeństwo swojej osoby, która dla pewnych ludzi mogła być cenniejsza niż wszystkie wystawiane na aukcjach przedmioty. I jak wskazują pewne źródła, miał ku temu powody. W ruinach bowiem jego rezydencji znaleziono ciała ochroniarzy i towarzyszek Czerskiego, ale nie jego samego. Czerski został uprowadzony. Dlaczego jednak ktoś chciałby porywać kolekcjonera? Dla okupu? Zemsty? A może Czerski był w posiadaniu jakichś ważnych informacji? Kto dokonał zamachu bombowego i napadu, by go uprowadzić? I dokąd go uprowadzono?

Zanim jednak spróbujemy odpowiedzieć na te pytania cofnijmy się o tydzień. Jest niedzielny wieczór, jedenastego września 1937 roku. Major Stanisław Marzec, pseudonim „Gawron”, oficer III Referatu Wydziału Wywiadowczego sławnej „Dwójki”, czyli Oddziału II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, zleca dwóm młodym oficerom wykonanie ściśle tajnej akcji o kryptonimie „Bruk”. Oficerowie: Leopold Kowalski, pseudonim „Lolek” lub „Lelski”, oraz Bronisław Kruczkowski, pseudonim „Słowik”, otrzymują zadanie włamania się do rezydencji Wiktora Czerskiego i wykradzenia stamtąd pewnego notatnika, który ma zawierać dane kontaktowe wielu polskich agentów terenowych, pracujących na terenie III Rzeszy i Związku Radzieckiego. Cała akcja ma być przeprowadzona możliwie dyskretnie, tak aby wyglądała na napad ściśle rabunkowy. Oficerowie nie mają też zbyt wiele czasu, gdyż tajemniczy notatnik ma zostać sprzedany na aukcji w sobotę siedemnastego września wywiadowi niemieckiego lub radzieckiemu. Major zaznacza też, że akcja jest ściśle tajna i wykonawcy mają się kontaktować jedynie z nim, nie korzystając w żadnym razie ze wsparcia Centrali Wywiadu. Powodem są kontakty Czerskiego z najwyższymi urzędnikami Państwa Polskiego, a jedynym dowodem jego zdrady jest właśnie ów tajemniczy notes.

Pozbawieni wsparcia oficerowie „Lelski” i „Słowik”, rozpoczynają, na polecenie majora „Gawrona”, od wyciągnięcia z więzienia dwóch fachowców od włamań: niejakiego Leonidasa Ratajskiego, znanego w warszawskim połświatku kasiarza o pseudonimie „Krochmal”, oraz jego podopiecznego Stanisława Ćwoka, znanego w półświatku jako „Ucho”, za sprawą braku połowy lewego ucha. Kryminaliści mają zapewnić bezpośrednie wsparcie, a także pomóc podczas zbierania informacji i przygotowania akcji. Młodym oficerom brakuje jednak doświadczenia i zaraz na wstępie popełniają pierwszy błąd: nie dopełniają formalności podczas przekazywania więźniów. Wskutek tego zaraz następnego dnia w gazetach ukazują się portrety zbiegłych z więzienia kryminalistów, z notką, że ucieczkę zorganizowali nieznani sprawcy, posługujący się dokumentami oficerów wywiadu.

Nie był to jednak jedyny błąd. W celu umożliwienia „Krochmalowi” i „Uchu” swobodnego działania w półświatku, „Lelski” i „Słowik” wypuszczają ich samotnie na miasto. Szczęśliwie dla nich, kasiarz i kizior nie rozpływają się bez śladu w zaułkach warszawskiej Pragi, ale „Ucho” wpada w ręce ludzi „Małego Benka”, jednego z szefów warszawskiego półświatka, który ma z nim niewyrównane porachunki. Zawiadomieni na czas przez „Krochmala”, „Lelski” i „Słowik” odbijają kompana po krwawej strzelaninie w rzeźni, sam Benek wychodzi jednak ze starcia zwycięsko, mimo licznych drobnych postrzałów.

Niezależnie jednak od niezbyt udanego początku współpracy agentów wywiadu z kryminalistami, przygotowania do akcji „Bruk” trwają. Trwa obserwacja rezydencji / domu aukcyjnego z okna mieszkania numer 6 przy ulicy Wesołej 13, zbierane są informacje na temat samego Czerskiego, jego kolekcji i kontaktów, oraz zabezpieczeń jego rezydencji i rozpatrywane są możliwe plany włamania. „Krochmal” nawiązuje kontakt z niejakim „Spiętym”, najlepszym fachowcem od alarmów, który ma dla niego przygotować specjalny klucz, umożliwiający obejście chroniącego kolekcję Czerskiego systemu szwajcarskiej firmy Ziegler, najlepszego ówczesnego systemu alarmowego na świecie. „Ucho” organizuje fałszywe dokumenty, mające umożliwić agentom inwigilację rezydencji pod postacią architektów, lub jako kamerdynera, w razie gdyby obecnemu kamerdynerowi Czerskiego przydarzył się „wypadek”. Powstają także plany przeniknięcia do środka w przebraniu ekipy hydraulików wezwanych do złej jakości wody, która miałaby popłynąć z kranów po doprowadzeniu do rur mieszaniny chemikaliów.

Obserwacja rezydencji ujawnia, oprócz harmonogramu wart i procedur kontroli dostępu, że Czerskim interesuje się żywo wywiad niemiecki, oraz… polski. Wizytę czwórki Niemców można łatwo wpasować w historię o tajemniczym notatniku, zawierającym dane polskich agentów terenowych, ale dlaczego ogrodnik Czerskiego dostarcza informacje, które docierają do samego dowódcy Kontrywiadu, pułkownika Gniewomira Karskiego, pseudonim „Rybak”? Wszystko wskazuje, że albo na terenie rezydencji prowadzona jest inna akcja, równoległa do akcji „Bruk”, albo sam „Rybak” jest powiązany z Czerskim. W tym drugim przypadku to właśnie on może być źródłem informacji, zawartych w notatniku. Tylko dlaczego w przekazywanie informacji między Czerskim i „Rybakiem” zaangażowanych jest kilku pośredników? Karteczka wyrzucona przez ogrodnika przechwycona jest przez śmieciarza, który przekazuje ją dalej rikszarzowi, a ten z kolei taksówkarzowi, który dostarcza ją „Rybakowi” w restauracji hotelu „Polonia”. „Lelski” i „Słowik” kontaktują się w tej sprawie z majorem „Gawronem”, ten jednak wydaje się raczej spłoszony, niż podekscytowany wagą przekazanej mu informacji. Czy zatem to major „Gawron” prowadzi podwójną grę?

Tymczasem jednak zachodzą ważne wydarzenia, które komplikują jeszcze bardziej i tak już mocno skomplikowany przebieg akcji „Bruk”. Po pierwsze znika „Krochmal”. Wychodzi porozmawiać ze „Spiętym”, specjalistą od alarmów i nie pojawia się o omówionej porze. „Ucho” uruchamia swoje znajomości w półświatku, by samemu nawiązać kontakt ze „Spiętym” i odszukać trop „Krochmala”. Ale jego stosunki z szefem podziemia, „Małym Benkiem”, ograniczają jego pole manewru. Sprawa się opóźnia.

Po drugie „Lelski” wykrywa w sąsiednim mieszkaniu na Wesołej 13 komórkę Wywiadu Radzieckiego. Jest to część supertajnej sekcji NKWD zajmującej się sprawami parapsychicznymi i okultystycznymi. Dowodzi nią porucznik Nadieżda Woronowa, mając do pomocy dwóch agentów. „Lelski”, ubezpieczany przez „Ucho”, inwigiluje mieszkanie, znajdując lunety, broń maszynową i dużą ilość materiałów wybuchowych, jednak podczas pospiesznej ucieczki pozostawia ślady, powodując tym samym dekonspirację własnej komórki. Rosjanie postanawiają zlikwidować polskich agentów, ale ci wymykają się pościgowi. Zdesperowani agenci NKWD opuszczają „spalony” lokal, pozostawiając jednak ładunek wybuchowy, którego zdetonowanie podczas kolejnej próby inwigilacji przez „Lelskiego” wyrywa w ścianie kamienicy wielką dziurę. Polscy agenci także opuszczają „spalony”, dosłownie i w przenośni, lokal i przenoszą kwaterę do mieszkania „Lelskiego”.

W międzyczasie „Słowik”, udający bogatego przemysłowca z Poznania, zdobywa u dostawcy sejfów Franciszka Fiszla informacje o rodzaju sejfu zamontowanego w rezydencji / domu aukcyjnym Czerskiego. „Ucho” organizuje spotkanie z niejakim „Chwiejnym Kaziem”, byłym pracownikiem firmy budowlanej „Janicki i Synowie”, która przebudowywała dawną rezydencję Kołakowskich na rezydencję / dom aukcyjny Czerskiego po zmianie właściciela. „Chwiejny Kazio” za sto złotych i butelkę wódki rozrysowuje dokładny plan domu.

Wobec niejasnej postawy majora „Gawrona”, wykrycia komórki wywiadu radzieckiego i zniknięcia „Krochmala”, „Lelski” i „Słowik” postanawiają złamać ustne rozkazy przełożonego i nawiązać kontakt z samym pułkownikiem „Rybakiem”. Dowódca Kontrwywiadu okazuje się nic nie wiedzieć o żadnej akcji „Bruk”, choć potwierdza żywe zainteresowanie Wywiadu osobą Wiktora Czerskiego. Wydaje oficerom rozkaz kontynuowania akcji „Bruk”, z jedną modyfikacją: po wykradzeniu notesu pierwszy kontakt ma zostać nawiązany z nim samym, a spotkanie z „Gawronem” będzie pułapką na „kreta”. Zapewnia także wsparcie logistyczne dla akcji, ograniczone jednak, aby nie spłoszyć „Gawrona”.

Po spotkaniu „Rybak” jest śledzony przez nieznanego mężczyznę. „Lelski”, „Słowik” i „Ucho” postanawiają przejąć „ogon” dowódcy. Okazuję się nim być niemiecki wywiadowca niższego szczebla, nazwiskiem Kinsky, który po dość brutalnym przesłuchaniu gangsterskimi metodami przez „Ucho” wyjawia , że pracuje dla sturmbahnfuhrera Hansa Getze, szefa komórki SS „Ahnenerbe”, zajmującej się badaniem spuścizny duchowej Niemiec. Getze zostaje zidentyfikowany jako jeden z czwórki Niemców, zauważonych podczas obserwacji domu Czerskiego. Jaką jednak wartość ma dla spuścizny duchowej Niemiec osoba ekscentrycznego kolekcjonera?

Zdaniem Kinsky’ego przczyną zainteresowania SS jest tajemnicza książka, którą Czerski zamierza sprzedać temu, kto więcej zapłaci, a którą zainteresowani są także Rosjanie. A więc ta część opowieści majora „Gawrona” zgadza się, przynajmniej częściowo. Kryptonim akcji SS, której celem jest przejęcie tajemniczej książki, czy może notatnika, brzmi „Port-au-Prince”, a więc nazwa stolicy Haiti. Jak się później okaże, Niemcy zignorowali w tym przypadku zasady i nadali akcji kryptonim jak najbardziej związany z jej celem.

Mimo braku „Krochmala”, „Lelski”, „Słowik” i „Ucho” kontynuują akcję „Bruk”. Na spotkaniu ze „Spiętym” kupują klucz blokujący alarm Zieglera. Organizują sprzęt niezbędny do dokonania włamania. Korzystając z przeaukcyjnego pokazu oferty Czerskiego, robią rozeznanie miejsca przyszłej akcji, przebrani za kolekcjonera („Lelski”) z kierowcą („Słowik”) i ochroniarzem („Ucho”). Problemem pozostaje jedynie sejf, najnowszy model niemieckiej firmy Jaeger. Wobec braku fachowej pomocy kasiarza powstaje plan, by zmusić do współpracy samego Czerskiego. Jako plan awaryjny przygotowany zaś zostaje palnik acetylenowy i sześć ciężkich butli z gazem.

Nadchodzi noc z czwartku na piątek szesnastego września 1937, godzina 23:15. Dwójka agentów i niedawny kryminalista parkują Fiata 508 na ulicy Wiązowej, niedaleko rezydencji Czerskiego. Zdejmują wierzchnie ubrania, pozostając w czarnych strojach. Twarze zakrywają kominiarki. Wyposażeni w linę z hakiem, chloroform i oczywiście broń przekradają się do ogrodzenia. Noc jest ciemna, sprzyjająca tego typu akcjom. Cała trójka forsuje ogrodzenie i podejmuje próbę wejścia po linie na balkon w ogrodzie. Niestety podczas zarzucania kotwiczki spada jedna z donic, stojących na balkonie. Zaalarmowani hałasem przybiegają strażnicy z psami, ale napastnicy zdołali wycofać się za ogrodzenie i pozostają niewykryci. Strażnicy uznają, że donicę strącił kot, lub wiatr i odchodzą. Agenci podejmują ponowną próbę, tym razem udaną. Przenikają na pierwsze piętro rezydencji, skutecznie blokują alarm i dostają się do prywatnych apartamentów Czerskiego. Tu jednak czeka ich zaskoczenie. Wszystkie pokoje są puste. Nie ma gospodarza, ani jego dwójki tajemniczych pań do towarzystwa, których egzotyczna uroda i jednocześnie nienaturalna sztywność i absolutne milczenie są tematem plotek na warszawskich salonach. Nawet pokój ochroniarza Czerskiego, potężnego Chińczyka imieniem Chen, jest pusty, choć zapalonych jest wiele świec, a z patefonu dobiegają dźwięki delikatnej muzyki. Być może wszyscy udali się na nocny bal w którejś z popularnych kawiarni, jak „Adria”, czy „Ziemiańska”, których Czerski jest częstym gościem. Jest mała szansa, że są na dole, ale sprawdzenie reszty rezydencji zajmie z pewnością wiele czasu.

Jest godzina 1:20. Do świtu zostało niecałe 4 godziny. Plan wykorzystania Czerskiego do otwarcia sejfu spala na panewce. Pozostaje plan „B” – rozprucia sejfu palnikiem. Agent „Słowik” odnajduje sam sejf za jedną z półek w bibliotece, po czym cała trójka dwukrotnie kursuje do pozostawionego w bocznej uliczce samochodu, przynosząc palnik i sześć butli. Rozpoczyna się niemal czterogodzinna praca, przerywana na czas obchodów strażników. W czasie przerw agent „Lelski” skutecznie rozprawia się z obydwoma klasycznymi zamkami, dzięki czemu palnika trzeba użyć jedynie przeciw zamkowi szyfrowemu. W końcu sejf się otwiera. W środku jest tajemniczy brulion w czarnej oprawie, zapisany dziwnym językiem, dwie małe, zabytkowe wazy zamknięte woskowymi pieczęciami z dziwnymi symbolami, oraz sporo kosztowności. Agenci zabierają wszystko, aby uprawdopodobnić napad rabunkowy i nie zwlekając opuszczają rezydencję Czerskiego o godzinie 6:10.

My jednak zatrzymajmy się jeszcze na chwilę i przysłuchajmy delikatnym odgłosom bębnów, dochodzącym z piwnicy pod rezydencją. Pracujący palnikiem agenci także je słyszeli, ale mając na względzie cel misji, zignorowali. Tymczasem Wiktor Czerski, jego dwie dziwne towarzyszki i chiński ochroniarz wcale nie byli tej nocy w kawiarni, ale w piwnicy rezydencji, gdzie odprawiali tajemnicze obrzędy rodem z dalekiego Haiti. Gdyby agenci wiedzieli więcej na temat okultyzmu, być może skojarzyli by symbole w notatniku Czerskiego i na woskowych pieczęciach z kultem Papa Legba, strażnika przjścia między światem żywych i umarłych w panteonie religii voodoo. Być może wtedy bardziej zrozumiałe byłoby zainteresowanie osobą Czerskiego ze strony komórek NKWD i SS zajmujących się, ogólnie mówiąc, sprawami nadprzyrodzonymi. Zarówno bowiem Hitler, jak i Stalin pokładali spore nadzieje w okultyźmie i parapsychologii, widząc w nich narzędzie kontroli nad ludzkimi umysłami.

Tymczasem jednak „Lelski” „Słowik” i „Ucho”, nieświadomi prawdziwej wartości swego łupu, w porannej szarości wracają do Fiata i nie zauważeni przez nikogo wracają do tymczasowej kwatery w mieszkaniu „Lelskiego”, gdzie, na wszelki wypadek, robią fotokopie notatnika Czerskiego. Następnie nawiązują kontakt z „Rybakiem” i ustalają szczegóły spotkania, a także pułapki na „Gawrona”. Wszystko odbywa się jeszcze tego samego dnia w hotelu „Polonia”, gdzie agenci wynajmują pokój, przekazują znaleziska dowódcy, a w końcu wraz z nim przechwytują majora „Gawrona”, który przyznaje się do współpracy z wywiadem niemieckim. Twierdzi, że do kolaboracji został zmuszony pod groźbą śmierci żony, porwanej przez SS i przetrzymywanej w niewiadomym miejscu. Skruszony oficer bez oporów zgadza się pomóc w likwidacji niemieckiej komórki sturmbahnfuhrera Getze. Potwierdza zainteresowanie Niemców notatnikiem Czerskiego, ale nie zna ani jego treści, ani żadnych szczegółów akcji prowadzonej przez SS.

„Gawron” nawiązuje kontrolowany kontakt z Getze’m i melduje przejęcie notatnika. Major ma być gotowy do wymiany we wskazanym miejscu o godzinie 17:00 tego samego dnia. Do akcji przygotowuje się polski kontrwywiad. Oprócz bezpośrednio zaangażowanych „Lelskiego”, „Słowika” i „Ucho” w skład oddziału uderzeniowego wchodzi sam „Rybak”, agent „Sekator”, znany nam już jako ogrodnik z rezydencji Czerskiego i jeszcze jeden oficer „Dwójki”, o nieustalonym niestety pseudonimie.

Punktualnie o 17:00 „Gawron” dzwoni do Getze’go. Wymiana ma się odbyć za godzinę w leśniczówce Laski pod Warszawą. Dwa samochody ruszają pełnym gazem, ale parkują w lesie o kwadrans drogi przed leśniczówką, skąd agenci rozproszeni podkradają się do miejsca wymiany. Jednak jeden z nich zostaje dostrzeżony przez wartownika ukrytego na myśliwskiej ambonie i rozpoczyna się wymiana ognia. W strzelaninie ginie podwójny agent, major Stanisław „Gawron” Marzec, zabity przez Niemców, a „Sekator” zostaje ciężko ranny, ale z czwórki SS-manów przy życiu pozostaje jedynie jeden. Ginie także sam Getze, co jest okolicznością niepomyślną, jako, że on właśnie miał najpełniejsze informacje. Jednak cała akcja, której nieofcjalny kryptonim „Bruk” został później oficjalnie zatwierdzony, uznana zostaje za spory sukces: przejęto będący przedmiotem zainteresowania obcych wywiadów tajemniczy notatnik Czerskiego, zawierający treści okultystyczne związane z kultem voodoo, dwie związanego tematycznie zapieczętowane wazy, zdemaskowano podwójnego agenta w strukturze warszawskiej centrali „Dwójki” i zlikwidowano komórkę wrogiego wywiadu przy minimalnych stratach własnych.

Czy jednak cała akcja miała związek z wybuchem w rezydencji Czerskiego dzień później, w nocy z siedemnastego na osiemnastego września i zniknięciem jego samego? Tak, choć ani przeprowadzający ją agenci, ani sam dowódca kontrwywiadu, pułkownik Gniewomir „Rybak” Karski nie byli tego świadomi. Obserwacja rezydencji Czerskiego prowadzona była w związku z przypadkami zaginięcia młodych Warszawianek, na podstawie poszlak, prowadzących do Czerskiego i jego „świty”. Okultystyczne obsesje kolekcjonera, które były de facto przyczyną zainteresowania obcych wywiadów, nie były brane pod uwagę. Tymczasem, jak przekonamy się w następnym odcinku, atak na rezydencję i porwanie samego Czerskiego zostały przeprowadzone właśnie przez agentów obcego wywiadu. Którego i dlaczego? Dokąd wywieziono Czerskiego? Co, a może kogo znaleziono w piwnicy rezydencji, będącej jak pamiętamy miejscem odprawiania obrzędów voodoo? Jaka była reakcja polskiego kontrwywiadu? Co działo się dalej i jakie były reperkusje porwania kolekcjonera? Na te wszystkie pytania postaramy się odpowiedzieć w następnym odcinku naszego magazynu „Tajemnice naszego wieku”. Już teraz serdecznie zapraszam Państwa do oglądania nas w przyszłym tygodniu.

Marek Meres

About Marek Meres

www.spinq.pl
SW Polska lata 30 ,

Comments are closed.