Kami-satsujin, Feniksy i Lwy

Droga Moshi, siostro moja.

Poprzedni list zakończyłem, gdy schodziliśmy z barbarzyńskich terenów kierunku zamku Isawa, gdzie zostały nasze konie i skąd pochodzili nasi tragarze. Olbrzymią, świetlistą Boską włócznię Kami-satsujin postanowiliśmy zawinąć w koce, aby nie wpadła w oko jakimś nieznajomym. Nie znaliśmy jej magicznych mocy dlatego też nosiliśmy ją na zmianę – co dzień inny samuraj z naszej drużyny. Był też poważny problem, czy tragarze po wejściu na ziemię Feniksów nie rozgadają wszystkim o cudownej świetlistej broni. Zależało nam na tajemnicy, a z ludzką chciwością i zawiścią zawsze należy się liczyć. Jednak po wspólnej naradzie postanowiliśmy nie zabijać tragarzy.

Po około tygodniu marszu, gdy po raz kolejny mnie przyszło nieść przez cały dzień włócznię Kami-satsujin, wieczorem doszło do dziwnego zdarzenia – usłyszałem szepty, jak gdyby włócznia pragnęła krwi, pragnęła smoczego serca i była bardzo głodna. Mówiła do mnie! Nikt oprócz mnie tego nie słyszał. Na dodatek włócznia jakby drżała w moich rękach. Pan Mirumoto Suzo powiedział nam, że prawdopodobnie mamy do czynienia z potężnym Nemurenai. Każdy Nemurenai może mieć własne cele, pragnienia, moce i każdy jest inny.  Nasz shugenja Soshi Izumo twierdził, że trzeba Kami-satsujin dać pokarm i namówił mnie do uderzenia nią w skałę, co zrobiłem. Dobiegł mnie dziwny dźwięk i faktycznie włócznia jakby się uspokoiła. Nagle jednak zobaczyłem jak Soshi Izumo zbladł i szybko okazało się, że duch skały został zabity, a shugenja otrzymał ostrzeżenie od umierającego ducha. Jakże potężną i niebezpieczną zarazem bronią dysponowaliśmy! Od tej pory za radą Soshi staraliśmy się sycić Kami-satsujin gniewnymi duchami ognia, głównie z ognisk, ale potem bardzo trudno je było rozpalić ponownie. Co jakiś czas uderzaliśmy też skały czy wodę – z uwagi na obawy Skorpiona, aby duchy jednego żywiołu całkiem nie pogniewały się na niego. Tym samym okiełznaliśmy pragnienia żarłocznego Zabójcy Bogów.

O trzy dni drogi od zamku Isawa miało miejsce zaskakujące spotkanie. Siedząc wieczorem w lesie przy ognisku usłyszeliśmy ludzkie hałasy. Wkrótce okazało się, że jedna z drużyn Gromów, drużyna Sosny wyszła na naszą polanę! Ucieszyłem się szczególnie z widoku znanego mi Hida Agetoki. Oczywiście zaprosiliśmy ich do naszego ogniska, ale szybko okazało się, że coś jest nie tak. Było ich tylko czworo, nie licząc tragarzy. Brakowało Skorpiona Soshi Yoshiko i Żurawia Daidoji Bennosuke. Cała czwórka była podenerwowana, a szczególnie Lwica Matsu Hiruko, ta sama którą swego czasu pokonałem podczas walk zbiorowych i która wyprzedziła mnie w konkurencji biegowej. Widziałem po twarzach i zachowaniu moich towarzyszy, że spodziewają się kłopotów. Ja sam jednak naprawdę cieszyłem się z tego spotkania. Traktowałem wszystkie drużyny Gromów prawie jak braci. Byli dla mnie sojusznikami w naszej słusznej sprawie i nie chciałem żadnych zatargów, nawet z gniewną i nieprzewidywalną Panią Matsu. Być może Fortuny mają plany co do każdej drużyny i na koniec każda odegra jakąś rolę.

Niestety Pani Matsu Hiruko w gniewnych słowach, prawie że obraziła moich towarzyszy –  Żurawia Dajdoji Ikari i Skorpiona Soshi Izumo. Okazało się, że Klan Lwa poniósł klęskę w swej misji odbicia wybranki Cesarza od lodowych demonów i barbarzyńców. Dwie armie Lwa wyruszyły w góry, ale jedna z nich nie została przepuszczona na przełęczach należących do Skorpionów. W tym czasie druga armia starła się z górskimi barbarzyńcami i poniosła klęskę. Zginęło wielu samurajów Lwa. Matsu Hiruko twierdziła, że nie doszło by do tego, gdyby nie czyn Skorpionów, bo plan taktyczny Lwów zakładał uderzenie z dwóch stron na barbarzyńców. Na dodatek ze słów Matsu wynikało, że oprócz klęski i początku wojny ze Skorpionami, klan Lwa miał problem, bo Żurawie ustawiły się na ich granicach, co wyglądało na próbę ataku na nie osłonięte Lwie tyły. Najwyraźniej Cesarstwo kierowało się w stronę wojny pomiędzy klanami!

Okazało się również, że drużyna Sosny wyruszyła na poszukiwanie Zabójcy Bogów! Wcześniej byli w zamku Ikoma na ziemiach Lwa, gdzie dowiedzieli się o Legendzie i ruszyli do zamku Isawa. Szybko jednak wyszło, iż Boska broń Kami-satsujin jest już w naszych rękach, co dodatkowo bardzo zdenerwowało niektórych  z nich, bo ich misja przestała mieć sens. Zazdrość i chciwość zagościły w ich duszach zamiast kodeksu Bushido. Doszło do kilku niepotrzebnych zdań. Jedynym z nich, który próbował łagodzić sytuację był Shiba Hokusai. Gdyby nie jego, jak również i moje słowa, pewnie nasze drużyny rzuciły by się na siebie. Skończyło się na honorowym pojedynku do pierwszej krwi Pana Hida Agetoki z panem Soshi. Agetoki wygrał dzięki znanej mi technice bushi Kraba z drugiej rangi – sprytnie przyjął na wygięte ciało szybszy cios Skorpiona i nie otrzymał rany. Jego zwycięska riposta była formalnością i Pan Soshi otrzymał niewielkie zadrapanie.

Matsu poprosiliśmy o odejście od naszego ogniska co w końcu uczyniła. Widać było, że najchętniej zaatakowała by drogich mi samurajów: Żurawia Dajdoi Ikari i Skorpiona Soshi Izuno. My dowiedzieliśmy się od Shiba Hokusai, że w ich drużynie na skutek wieści o wojnie sporo wcześniej doszło do pojedynku Matsu Hiruko ze Skorpionem Soshi Yoshiko. Żuraw Daidoji Bennosuke stanął jako yojimbo i przegrał, a Yoshiko został w tym momencie zmuszony do popełnienia seppuku. Naprawdę źle się działo w Cesarstwie skoro nawet wśród drużyny Gromów doszło do takiego przelania krwi i niepotrzebnej śmierci.

Dowiedzieliśmy się również, iż w sytuacji gdy Sosny nie mają po co szukać Boskiej Broni pójdą do górskich twierdz Smoków w poszukiwaniu dodatkowej wiedzy o Lodowej Krainie. Mieli swojego Smoka Pana Mirumoto Funakoshi. Ostrzegliśmy ich o Maho-tsukai Temeshiko, którą mogli spotkać po drodze. Nie mając w pobliżu gniewnej Matsu końcowo rozstaliśmy się w przyjaźni i każda z drużyn poszła swoją drogą.

Gdy przybyliśmy do zamku Isawa wszyscy zwracali na nas uwagę. Najwyraźniej nasza wyprawa stała się głośna. Oddaliśmy tragarzy dowódcy straży, aby przetrzymał ich w zamknięciu przez tydzień – aby nic nie rozpowiadali o wyprawie i boskiej broni. Wkrótce jednak okazało się, że cały plan utrzymania tajemnicy jest nic nie wart.

Zostaliśmy poproszeni na audiencję do Isawa Tsuneichi – daymio rodziny Isawa i Klanu Feniksa. W pięknym zamkowym ogrodzie opowiedzieliśmy pokrótce o naszej wyprawie i zdobyczy. Przy okazji Zabójca Bogów samowolnie wyrwał się z naszych rąk i ugodził mały staw, co spowodowało zmętnienie wody i wielce zdziwiło obecnych. Idealna równowaga żywiołów w ogrodzie została zachwiana. Dajmio oznajmił nam, iż w obliczu ostatnich wydarzeń w Cesarstwie i możliwości wojny koniecznym jest, aby dać ludziom nadzieję poprzez nagłośnienie naszego sukcesu. Poprosił nas, abyśmy opowiedzieli historię naszej wyprawy i zdobycia boskiej Broni w czasie specjalnej uroczystości, którą klan Feniksa przygotuje na naszą cześć. Opowiedział nam też, że nawet na jego dworze dochodzi już do różnych incydentów, również krwawych z udziałem Lwów, Skorpionów i Żurawi. Na koniec rozmawialiśmy o dalszych naszych planach i chęci odwiedzenia pradawnej Wyroczni, ukrytej w mrokach Shinomen Mori, wielkiej puszczy. Dajmio poradził nam dotarcie do rzeki Kita Kawa Ooinari i podróż łodzią do Kyuden Ikoma, a dalej na drugą stronę Gór Środka Świata.

Po audiencji długo przygotowywaliśmy się do wieczornej uroczystości. Omawialiśmy co opowiemy i w jaki sposób. Podzieliliśmy się też fragmentami historii, aby każdy z nas uczestniczył w relacji. Nie chcieliśmy opowiadać o współpracy z istotami kappa, a za to bardzo chcieliśmy pokazać jak bardzo brakuje nam nieżyjącej Pani Shiba z klanu Feniksa i pozostawionego w stolicy rannego pana Akodo z klanu Lwa. Chcieliśmy pokazać przykładną współpracę pomiędzy klanami i siłę Gromów. Wszystko dla dobra Cesarstwa i pokoju.

W podniosłej uroczystości brało udział wielu chwalebnych samurajów, również ambasadorów z innych klanów i różnych doradców. Wszystkie oczy zwrócone były na nas, a my nie zawiedliśmy. Procentowało doświadczenie wyniesione ze stolicy. Nasze zachowanie było idealne, a słowa właściwe. Kiedy opowiadaliśmy naszą historię widzieliśmy po twarzach zgromadzonych wielkie emocje. Na koniec zaprezentowaliśmy świetlistą Kami-satsujin czemu towarzyszyły okrzyki zachwytu. Widać było, że plan Dajmio w stosunku do ludzi, którzy nas widzieli powiódł się znakomicie – w istocie wielu samurajów z różnych klanów nam dziękowało i wypowiadało słowa dodające wszystkim otuchy. Szczególnie zapadł mi w pamięć pan Ikoma Tameichi ambasador Klanu Lwa. Poprosiliśmy go nawet o list z którym moglibyśmy podróżować przez ziemię klanu Lwa. Jako, że mieliśmy w drużynie Skorpiona i Żurawia spodziewaliśmy się kłopotów na ziemiach Lwa i taki list dodawał nam argumentów na podróż. Tameichi dał nam list do swojego kuzyna, Ikoma Tomoyuki, daymio Rodziny Ikoma w Kyuden Ikoma, dokąd mieliśmy zamiar podróżować.

Dodatkowo poprosiłem o powiadomienie listowne naszego towarzysza z drużyny Czarnych Modrzewi Akodo Takashi, który ciężko ranny został w stolicy, a teraz prawdopodobnie wyruszył do swego domu na ziemiach Lwa. W liście prosiliśmy go o stawienie się w Zamku Ikoma i dołączenie do naszej drużyny, o ile zdrowie mu na to pozwala.

Po głównej uroczystości każdy z nas miał okazję rozmawiać z ambasadorem swojego klanu na zamku Isawa. Pan Hida Nugemashi przekazał mi w tajemnicy różne uwagi i instrukcje. Rankiem wszyscy braliśmy udział w uroczystości seppuku Soshi Matsuhide, ambasadora Skorpionów, którego yojimbo przegrał honorowy pojedynek z Lwem, Ikoma Tameichi. Nasz shugenja Soshi Izumo asystował przy tym i jego wprawny cios zakończył życie ambasadora.

Wkrótce potem pożegnaliśmy Daymio, uzupełniliśmy zapasy, zabraliśmy nasze konie i wyruszyliśmy na południe w stronę rzeki i ziemi Lwów.

Po paru dniach, jeszcze na ziemiach Feniksa, dotarliśmy do małej wioski z karczmą. Doszły tam do nas różne pogłoski o tygrysie widzianym w okolicy, ale zabijającym tylko świnie. Dodatkowo dowiedzieliśmy się, że tygrysa przegnał niedawno pewien młody mnich, ale potem już mnicha nikt nie widział.

W nocy obudziły nas jakieś hałasy w wiosce. Szybko okazało się, że tygrys znów atakuje zwierzęta. Uzbrojeni popędziliśmy jego tropem, ale końcowo uciekł przed nami porzuciwszy swą zdobycz.

Rankiem ruszyliśmy dalej poprzez okoliczne lasy, ale przeczucie mówiło nam, że sprawa tygrysa nie jest zakończona. Wieczorem rozbiliśmy obóz na polanie i podzieliliśmy między siebie warty. W środku nocy obudził nas Dajdoji Ikari, iż ktoś ukradł Kami-satsujin, Zabójcę Bogów! Dajdoji Ikari stał akurat na warcie, ale nie potrafił wyjaśnić jak doszło do kradzieży! Udało nam się znaleźć tropy butów. Pozostawiwszy konie i dobytek czym prędzej ruszyliśmy śladem złodzieja przez ciemny las. Wkrótce odkryliśmy też ślady tygrysich łap. Przestaliśmy mieć pewność z czym dokładnie mam do czynienia. Na dodatek ślad człowieka całkiem zanikł. Zmusiło nas to do rozdzielenia się. Dajdoji i Soshi poszli śladem tygrysa, a ja i Mirumoto poszliśmy w kierunku, gdzie spodziewaliśmy się na powrót znaleźć ślady człowieka. W końcu je znaleźliśmy i po nich doszliśmy na powrót do leśnego traktu, po którym uprzednio podróżowaliśmy. Tam spotkaliśmy Dajdoji i Soshi, którym towarzyszył mały lis.

Z ust Pana Soshi dowiedzieliśmy się, że Lis w rzeczywistości był Kitsune o imieniu Inouye, którą spotkali przypadkiem i która to obiecała moim towarzyszom pomoc w zamian za obietnicę pomocy w jej sprawie. Lisica faktycznie świetnie tropiła złodzieja, więc postanowiliśmy wrócić po konie, aby przyśpieszyć pogoń. Rankiem trop doprowadził nas na polanę, gdzie Kitsune twierdziła, że jest złodziej. Zsiedliśmy z koni, aby przedrzeć się przez gęstwinę i zobaczyliśmy idącego z siekierą brodatego drwala.

Sięgnąłem po no-dachi. Ne chciałem używać katany, aby przypadkiem nie zetknęła się z Zabójcą Bogów, co prawdopodobnie skończyłoby się jej zniszczeniem. Drwal nie zatrzymał się na nasze wezwania i zaczął uciekać. Kiedy moi towarzysze przymierzyli z łuków, ja już biegłem w pogoni. Jednak nagle  z tyłu dobiegły mnie ryki atakującego tygrysa. W tej samej chwili drwal uniósł się w powietrze i zaczął zawracać w moim kierunku. Byłem pewny, że to sprawka naszego shugenja Soshi i żywiołu powietrza. Sam drwal zaczął również sięgać po zwój. Przymierzyłem no-dachi i z całych sił rękojeścią uderzyłem go w głowę. Nie chciałem go zabijać, bo nie wiedziałem gdzie jest Kami-satsujin, wiedział to tylko złodziej. Od ciosu padł na ziemię nieprzytomny, w międzyczasie ugodziła go też w nogę strzała Pana Mirumoto. Na moich oczach zaczął się też szybko zmieniać z drwala w samuraja klanu Feniksa! Jego siekierka zmieniła się w wielką Kami-satsujin! Za moimi plecami samuraje rozprawili się z tygrysem i usłyszałem jego agonalny ryk. Sytuacja była opanowana.

Złodziejem okazał się Seppun Sanjuro – uczeń, bratanek i adoptowany syn Seppun Kagetoriego, shugenja i zdrajcy Cesarstwa, który otworzył lodową bramę  w stolicy! Sanjuro był również shugenja i za pomocą swych mocy udawał młodego mnicha, a potem drwala. Tygrys był zwierzęciem powiązanym z nim mocą i służącym mu. Od początku chciał pokrzyżować nasze plany i ukraść nam Zabójcę Bogów. Bardzo wierzył w słuszność uczynku Seppuna Kagetoriego i chciał kontynuować jego misję.  Nie chcieliśmy złodzieja zabijać, więc pozwoliliśmy mu na seppuku. Znaleźliśmy też w jego rzeczach pomięty list od Seppuna Kagetoriego do drużyn Gromów. Zdrajca tłumaczył w nim swe postępowanie ratowaniem Cesarstwa, ale jednocześnie informował, iż drużyny Gromów są  rękach Fortun.

Po wszystkim lisica Kitsune Inouye – wyjawiła, iż jest wieśniaczką, która pragnie być damą, aby poślubić samuraja. Chciała aby Dajdiji i Soshi poświadczyli rodzinie samuraja, iż ona sama jest z samurajskiego stanu, bo tylko wtedy może zrealizować swoje marzenie. Dajdoji odmówił nie chcąc plamić swego honoru podobnym kłamstwem, ale Soshi przyjął te warunki. Obiecał jej swój powrót w te strony za kilka miesięcy i realizację tego.

Parę dni później dotarliśmy do rzeki Kita Kawa Ooinari. W wiosce zostawiliśmy miejscowemu samurajowi nasze konie na przechowanie i dalej rankiem popłynęliśmy tratwą. Popołudniu dotarliśmy do ziem Lwa i pierwszej wioski w której musieliśmy się zatrzymać. Z daleka widzieliśmy komitet powitalny – kilkunastu oczekujących nas samurajów Lwa. Gdy przybijaliśmy do brzegu wyszły ku nam cztery samurajki z rodziny Matsu, w pełnych zbrojach, w tym znana nam Matsu Hiruko z drużyny Sosny! Po ich minach widzieliśmy, że nie ma już miejsca na rozmowy i doskonale wiedzą kim jesteśmy. Dla tych Matsu nie liczył się Cesarz, czy nasza misja – liczyła się tylko ich buta, nieokrzesanie, zemsta i gniew. Nie liczyło się nawet to, że będąc na tratwie byliśmy odziani tylko w lekkie moru i nie mieliśmy szansy na założenie ciężkiej zbroi jak one.  Gdy stanęliśmy na lądzie cztery Matsu ruszyły na nas, szarżując z głośnym bojowym krzykiem!

Widziałem jak Soshi Isumo wyciąga zwój z czarem. Był bardzo łatwym celem dla katany Matsu, więc wybiegłem przed shuhenja, aby go osłonić. Na Dajdoji biegła Matsu Hiruko, a na Mirumoto dwie pozostałe Matsu. Liczyłem, że moi towarzysze sobie poradzą.  Szybkim ruchem wyprowadziłem cios i poważnie raniłem nadbiegającą Matsu. Próbowała oddać cios, ale chybiła mnie brocząc krwią. W tym momencie zza moich pleców usłyszałem słowa czaru i potężny podmuch wiatru przewrócił wszystkie cztery Matsu. Trafienie ich było formalnością. U naszych stóp leżały 3 poważnie ranne i nieprzytomne Matsu i zabita przez Dajdoji Hiruko. Już nigdy nie sprowadzi na nikogo kłopotów, ani też nikogo nie obrazi.

Odstąpiliśmy pozostawiając ranne reszcie Lwów, którzy na szczęście dla nas nie ruszyli się podczas walki, tylko stali z kamiennymi twarzami i zaciśniętymi ustami. Pokazaliśmy dokument Cesarski wioskowemu samurajowi, który sztywno i ze ściśniętym gardłem zaprosił nas w głąb wioski. Tak oto zaczęła się nasza wędrówka przez ziemie Lwów…

Kuni Ogawa

Tomek Funky Kowalski

About Funky

www.spinqfotografia.pl www.tomaszwachla.pl
L5K Pierwsi Bohaterowie, Legenda Pięciu Kręgów ,

Comments are closed.