Gdy Żuraw zawodzi dwa razy i fałszywa wyrocznia

Droga Moshi, siostro moja.

Nie wiem, czy to już nie ostatni mój list do Ciebie i ostatnie słowa. Przede mną największe wyzwanie i największe niebezpieczeństwo – próba zabicia Lodowego Boga i odbicia wybranki Cesarza. Dodatkowo nie wiem, co zrobią na końcu moi towarzysze z drużyny Czarnych Modrzewi, czy czasem nie staną na mej drodze posłuszeństwa wobec Cesarza, Cesarstwa i Daimyo. Po namieszaniu w ich głowach przez starego Kenku – Wyrocznię z Shinomen Mori , zachowują się dziwne i bredzą różne niewiarygodne rzeczy– może się zdarzyć, że będę zmuszony do walki z nimi. Wiedz jednak, ze jeśli wejdę do Krainy Przodków to z podniesioną głową, a Ty i cała moja rodzina będziecie ze mnie dumni. Poniżej napiszę Ci jak doszło do tej sytuacji.

Po wizycie w wiosce Lwów i pokonaniu Matsu, z powrotem wylądowaliśmy na tratwie i Wielkiej Rzece Północnej – Kita Kawa Ooinari. Po kilku dniach wpłynęliśmy na rzekę Kawa no Kin – rzekę złota, po której przez ponad tydzień  płynęliśmy na południe do Kyuden Ikoma. Na szczęście ze strony Lwów nie spotkały nas już więcej żadne niespodzianki.

Do potężnego zamku Ikoma dotarliśmy popołudniu. Zamek położony był u stóp Gór Środka Świata, gdzie na końcu swej drogi spodziewaliśmy się odnaleźć Lodową Krainę i wybrankę Cesarza. Chcieliśmy jednak najpierw udać się do Wyroczni w Shinomen Mori,  w poszukiwaniu wiedzy i dokładnych wskazówek.

Na zamku zostaliśmy przyjęci na audiencji przez Daimyo rodziny Ikoma – Ikoma Tomoyuki. W odróżnieniu od wielu Lwów starszy daimyo wydał mi się rozsądny, mądry i opanowany. Wysłuchał pokrótce naszej historii i przekazał nam bieżącą sytuację polityczno-militarną. Dowiedzieliśmy się, że Klan Smoka zszedł z gór i ustawił swe wojska pomiędzy Lwami i Żurawiami, co trochę uspokajało sytuację. Z drugiej strony Regent obwieścił, iż aby ratować Cesarstwo chylące się ku wojnie, za miesiąc jego syn zostanie Cesarzem, a obecny Cesarz, (wciąż dochodzący do zdrowia) abdykuje. Dla nas była to bardzo ważna informacja, bo jeśli Cesarz abdykuje, nasza misja traci sens. Mieliśmy więc coraz mniej czasu, szczególnie, że wyprawa do Shinomen Mori miała trwać 2 tygodnie i pewnie drugie tyle, aby wrócić w Góry Środka Świata.

Ikoma Tomoyuki złożył nam propozycję. Twierdził, że skoro mamy Zabójcę Bogów powinniśmy przyśpieszyć naszą misję i wyruszyć od razu w Góry Środka Świata. Mówił, iż klan Lwa ma przesłanki sądzić, iż mała grupa samurajów będzie w stanie dotrzeć do Lodowych Demonów i wykonać zadanie. Oferował nam do pomocy grupę Bushi Lwa. Był jednak problem, bo Daimyo nie wiedział dokładnie w którym miejscu wśród olbrzymich Gór należy szukać Wybranki.

Po głębokim zastanowieniu i medytacjach odmówiliśmy Daimyo, twierdząc iż musimy iść własną drogą. Postanowiliśmy kontynuować drogę śladami Cesarza i wybrać Shinomen Mori oraz Wyrocznię. Potrzebowaliśmy też dokładnych wskazówek. Nie wiedzieliśmy sensu w wyprawie, której szanse powodzenie były nikłe. Czasem lepiej wybrać drogę dłuższą, ale bardziej przemyślaną. Zresztą znasz motto Krabów: „Wiedza, przygotowanie, działanie”. Jeszcze tego samego dnia, późnym wieczorem wsiedliśmy na tratwę i czym prędzej popłynęliśmy dalej. Daimyo  w swej szczodrości dał nam przewodnika, zapasy i nowych ludzi do wioseł.

Po rzece poruszaliśmy się w nocy w i dzień, próbując skrócić czas podróży. Po minięciu gór nie zdecydowaliśmy się nawet na odwiedziny zamku Soshi, gdzie planowaliśmy wcześniej wstąpić, aby uzyskać jakieś informacje o Wyroczni. Spotykani po drodze Skorpioni byli uprzejmi, a nawet kilku Shugenja poprosiło duchy rzeki o pomoc i jeden dzień mknęliśmy po rzece niczym wicher. Na koniec na rzece doszło do ciekawego spotkania. Za moją namową skręciliśmy w stronę rybaków – barbarzyńców u podnóża gór Środka Świata. Pan Soshi kupił u nich trochę ryb za niebywałą kwotę jednego koku, ale my podpytywaliśmy o lodowego Boga – Fubuki-no-kami i jego sługi. Rybacy słyszeli różne historie i wysłuchaliśmy kilku ciekawych Legend. Między innymi takiej iż Kami Lodu mieszka w swym Lodowym pałacu i przechodzi cykl podczas którego ze swego Ludu wybiera wybrankę i odradza się ponownie w dziecku, które razem spłodzą. Dotarło do nas, iż możemy mieć nie tylko problem z Fubuki-no-kami, ale również z dzieckiem Wybranki Cesarza, w którym może odrodzić się Kami.

Po prawie tygodniu podróży rzeką zeszliśmy trwale na ląd w jednej z wiosek Skorpionów. Oczekujący nas Samurajowie Skorpiona powiedzieli nam, iż wojska klanu Kraba zaatakowały ich wioski od południa i znów sytuacja Cesarstwa uległa zmianie. Nie patrzyli też na mnie przyjaźnie. Zdziwiłem się bardzo, iż nasz klan zdecydował się na taki ruch. Ale być może była w tym mądrość taktyczna i były to tylko działania pozorowane, aby wystraszyć Skorpiony i przywrócić spokój. Nie mogliśmy przecież odstąpić od ochrony Rokuganu przed Krainami Cienia. A może mogliśmy? Nie wiem tego, ale wierzę w mądrość naszego Daimyo.

Skorpioni przekazali nam informację oraz szkatułkę. Informacja dotyczyła wyroczni, którą miał być w rzeczywistości stary Kenku – człowiek Kruk, a w szkatułce były różne błyskotki, które Kenku ponoć bardzo kochali. Miało nam to pomóc nam w uzyskaniu informacji.

Od Skorpionów otrzymaliśmy konie i po dwóch dniach dotarliśmy na skraj puszczy. W ostatniej karczmie uzyskaliśmy trochę dodatkowych informacji o Wyroczni-Kenku. Należało ją samemu odnaleźć za pomocą Fortun, o ile sama Wyrocznia tego zechce. Karczmarz powiedział nam także, iż 3 tygodnie wcześniej inne Gromy weszły do Puszczy – drużyna Cedru i tą samą drogą na pewno nie wróciły. Drużyna Cedru kojarzyła nam się z mądrą shugenja Isawa Oniko, która podczas konkursu walk zbiorowych wzleciała w górę na skrzydłach ognia, a po zakończeniu turnieju opowiadała nam o sprawach zaświatów i innych tajemnicach. Zapytałem też o ludzi Cesarza z przed roku i dowiedziałem się, że faktycznie weszli do Puszczy. Prawidłowo więc podążaliśmy wciąż śladami Cesarza.

Tuż przed opuszczeniem karczmy spotkaliśmy grupkę pięciu mnichów pod przywództwem starego mnicha Kumaro. Jak się okazało oni też szukali Wyroczni, poszukując swego własnego Oświecenia. Było jednak w nich coś dziwnego i trochę niepokojącego. Gdy próbowali poprosić nas o ochronę podczas wędrówki przez dziką puszczę, odmówiliśmy tłumacząc, iż każdy musi odnaleźć swoją własną drogę do mitycznej Wyroczni i nasze drogi nie mogą być takie same. Nie mogliśmy ryzykować naszej wielkiej misji ochroną kilku mnichów, którzy zresztą wydawali się sami dobrze sobie radzić.

Pierwszego dnia przedzieraliśmy się ścieżką przez dziką gęstą puszczę, nie widząc mnichów, ani nikogo innego. Zauważyliśmy za to wilki, tygrysy i inne stwory. Czuło się iż to miejsce jest bardzo stare i pełno w nim duchów oraz tajemnic. Następnego dnia Fortuny poprowadziły nas do Osady Smolarzy, położonej pośrodku dużej polany. Tam odkryliśmy, iż w jednej z chałup leży trawiona ranami i chorobą nasza znajoma z drużyny Cedru – Isawa Oniko. Smolarze odnaleźli ją samotną, poranioną i wycieńczoną w lesie. Opiekowali się nią tak dobrze jak umieli, za co im podziękowaliśmy. Pan Soshi swoimi czarami postawił ją pod względem fizycznym na nogi, ale widać było, że jej umysł częściowo przesłania mgła. Dowiedzieliśmy się jednak bardzo ciekawych rzeczy.

Drużyna Cedru dotarła do środka Puszczy i odnalazła polanę życia, pośrodku której kiedyś rosło drzewo życia. Drzewo było kiedyś potężnym Kami Puszczy, ale zostało zabite dawno temu przez naszego Zabójcę Bogów – Kami-satsujin.  Obecnie w jego szczątkach była świątynia wieszcza Reihaido Yogen-sha – czyli dziupla w której miał mieszkać stary i wszystkowiedzący Kenku, nasza wyrocznia. Isawa Oniko twierdziła, że powinniśmy pójść na polanę, tylko aby zabrać popiół, który ochroni nas przed mrozem Krain Lodu i absolutnie nie powinniśmy rozmawiać z Wyrocznią. Kiedy drużyna Cedru zadawała Wyroczni pytania dowiedziała się rzeczy strasznych, wiedzy która wypacza umysł i ducha samuraja. Popadli od tego w obłęd i pozabijali się nawzajem. Dzięki łasce Fortun ocalała tylko Isawa Oniko. Widać jednak było, że Wyrocznia również na niej odcisnęła swe straszne piętno, bo nawet nie potrafiła i nie chciała sobie przypomnieć żadnych więcej konkretów. Nie chciała też z nami iść w głąb puszczy, aby wskazać nam Wyrocznię.

Wziąłem sobie bardzo do serca ostrzeżenie Pani Isawa, którą bardzo szanowałem. Postanowiłem nie zadawać żadnych pytań Wyroczni, liczył się tylko magiczny popiół i nasza misja. Moi towarzysze widzieli jednak tą sprawę inaczej i pomimo ostrzeżeń chcieli spotkania, pytań i zgłębiania zakazanych tajemnic. Udało mi się namówić ich, aby tylko dwóch z nich pytało, a dwóch z nas niczego nie słyszało. Wszystko dla bezpieczeństwa naszej misji. Pan Dojdoji zgodził się razem ze mną nie zbliżać się do wyroczni. Soshi i Mirumoto byli bardzo głodni tajemnej i zakazanej wiedzy.

Zapłaciliśmy smolarzom, aby bezpiecznie odprowadzili Panią Isawa poza puszczę, do karczmy Skorpionów, a sami ruszyliśmy dalej w kierunku polany życia i Wyroczni. Podczas następnych trzech dni podróży spotkaliśmy dziwnego starego człowieka, który prosił nas o pomoc, ale jednocześnie coś ukrywał i końcowo zagadkowo uciekł w głąb puszczy. Z pewnością była to próba jakiejś zasadzki. Dwa razy zostaliśmy zaatakowani w nocy przez olbrzymie pająki, z którymi musieliśmy walczyć. Pająki próbowały oplatać nas swoimi sieciami i pluły jadem. Szczęśliwie pan Soshi ustawiał na noc ognisty krąg obrony przed złem, który pająki podpalał i stawały się łatwiejszym celem, były też wtedy bardziej podatne na ucieczkę. Odpieraliśmy też ataki wilków.

W końcu popołudniem dotarliśmy do polany i Reihaido Yogen-sha. Spora polana składała się tylko z popiołu i nic innego na niej nie rosło. Na jej środku był kikut olbrzymiego drzewa, przed którym stało 3 Kenku – ludzi Kruków, o wzroście człowieka i czarnych skrzydłach. Od razu zebraliśmy zapasy popiołu i udaliśmy się na rozmowy z Kenku. Krikczikczik, Kwirkrik, Czikkwirkrik okazali się strażnikami wyroczni i rzeczywiście byli bardzo przekupni. Każdy otrzymał po kilka błyskotek z naszej skrzynki, chcieli też naszej błyszczącej broni, więc każdy z nas dał im swe tanto. Po tej zapłacie byli już dla nas bardzo mili.

Pierwszy do Wyroczni udał się pan Mirumoto. Ja oddaliłem się wraz z Zabójcą Bogów na znaczną odległość, pan Dajdoji na mniejszą. Mirumoto po wyjściu zdawał się lekko zawiedziony – odpowiedzi na swoje pytania miał uzyskać dopiero rano. Stary Kenku musiał w nocy porozmawiać z duchami. Przyglądałem się panu Mirumoto, ale nie wydawał się jakoś odmieniony. Następny był pan Soshi i podobnie odpowiedzi miał uzyskać rano. Wtedy zaskoczył mnie pan Dajdoji. Żuraw również udał się do Wyroczni, a przecież obiecywał dla bezpieczeństwa naszej misji nie robić tego. Cóż już dawniej przekonałem się co znaczy prawdziwa szczerość Żurawii. Czułem się zawiedziony, ale nie okazywałem tego. Pilnie za to od tych chwil pilnowałem moich towarzyszy i nie pozwalałem, aby zbliżali się do Zabójcy Bogów.

W międzyczasie na polanie pojawili się znani nam mnisi. Zdziwiłem się jak udało im się tak daleko dotrzeć przypominając sobie te wszystkie niebezpieczne stwory po drodze, ale najwyraźniej Fortuny nad nimi czuwały. Po rozmowie z nimi nabraliśmy dodatkowych podejrzeń. Chcieli to ukryć, ale najwyraźniej w głębi ducha cieszyli się, iż jeszcze nie otrzymaliśmy odpowiedzi na swe pytania. Czemu? Niewątpliwie coś ukrywali, a być może nie byli tym za kogo się podawali. Szczęśliwie udało nam się przekonać w tajemnicy Kenku – strażników, aby tego dnia nie dopuścili już mnichów do Wyroczni. Wszyscy potem udali się na spoczynek. Ja jako jedyny przez całą noc nie spałem. W swej ciężkiej zbroi pilnowałem Zabójcy Bogów obawiając się obłędu moich towarzyszy i jakiegoś podstępu mnichów. Szczęśliwie nie doszło do żadnej z tych sytuacji, a noc minęła spokojnie. Zwierzęta i inne stwory zdawały się unikać magicznej polany.

Rankiem moi towarzysze udali się po odpowiedzi, a stary mnich również poszedł rozmawiać z Wyrocznią. Wszyscy wrócili niezadowoleni twierdząc, że niczego ciekawego się nie dowiedzieli. Dalej nic więcej nie wiedzieliśmy o Lodowym Bogu, wybrance i konkretnej górze gdzie można ich znaleźć. Wyrocznia jakby odroczyła konkretne odpowiedzi o kolejny dzień, co było nader dziwne. Na koniec biały i stary Kenku – Wyrocznia, wzniósł się ze swej dziupli i odleciał gdzieś na północ. Podobnie też odlecieli jego czarni strażnicy. Wraz mnichami zostaliśmy na polanie sami, nie wiedząc co o tym myśleć.

Pan Soshi za pomocą czarów wzniósł się do pustej dziupli, a potem Pan Mirumoto. Znaleźli tam białe pióra, które jednak wcale nie były białe, tylko okazały się pomalowane na biało. Zrozumieliśmy, że padliśmy ofiarą jakiejś mistyfikacji, a wyrocznia nie była prawdziwą wyrocznią, tylko zwykłym i chciwym Kenku, który wykorzystał okazję. Dlatego też nie było prawdziwych odpowiedzi. W głębi serca bardzo mi to odpowiadało, bo nie chciałem aby moi towarzysze słuchali prawdziwej Wyroczni, pamiętając o słowach Pani Isawa.

Nalegałem więc abyśmy w tej sytuacji zawrócili w stronę Gór Środka Świata, gdzie czekało nasze zadanie, a czasu było coraz mniej. Jednak shugenja Soshi porozmawiał z duchami i wskazał nam kierunek gdzie możemy szukać prawdziwej Wyroczni. Moi towarzysze bardzo chcieli się tam udać, więc musiałem ustąpić. Razem z mnichami udaliśmy się na północny wschód szukając dwóch gór, wskazanych przez duchy.

Późnym wieczorem dotarliśmy na wielkich drzew na których dostrzec można było okrągłe i duże domki dla ptaków. Zrozumieliśmy, że oto mamy przed sobą osadę Kenku i tutaj musimy szukać prawdziwej wyroczni. Chciałem rzecz odroczyć do rana, bo Kenku najwyraźniej spali, ale cała reszta uparła się, że brak nam na to czasu. My sami nie wspinaliśmy się zbyt dobrze, ale mnisi zaoferowali swe usługi, aby znaleźć wyrocznię. Zaskakująco nader wprawnie wspinali się po wielkich drzewach, jednak w zapadającym mroku zauważyłem bardzo niepokojącą sytuację – jeden z mnichów gdy dotarł do wejścia jednego z gniazd, wyciągnął coś z woreczka i przystawił do ust. Kiedy zszedł zapytałem go co takiego robił i co to była za rzecz. Pokazał mi fajkę i jakieś zielsko. Podejrzewałem, że to jakiś rodzaj trucizny i byłem gotów do walki. Odsunąłem się z ręką na mieczu i zażądałem, aby sam wciągnął dym z tej fajki. Odskoczył i dmuchnął tym w moim kierunku,  na szczęście stałem już za daleko. Fałszywi i podstępni mnisi rzucili się na nas, a my na nich.

W walce używali jakiś strzałek i swoich kijów, w których mieli ukrytą broń. Dopadłem mojego przeciwnika i potężnie uderzyłem kataną. Tryskając krwią padł między paprocie. Ja sam skoncentrowałem się na obronie Boskiej włóczni, która leżała u moich stóp. Bałem się, że fałszywi mnisi zechcą ją ukraść. Oberwałem strzałką zza któregoś drzewa, więc sięgnąłem po łuk. W tym czasie moi towarzysze walczyli w ciemnościach, jednak mnisi byli nader szybcy i gdy poranieni zaczęli przegrywać, uciekli w ciemność. Zraniony przeze mnie mnich również podniósł się z paproci i umknął w las. Zapaliliśmy pochodnie i Pan Soshi uleczył każdego z nas w magiczny sposób. Potem próbowaliśmy  tropić bandytów za śladami krwi, jednak trop wkrótce się urwał. Uciekli.

Podejrzewaliśmy, że fałszywi mnisi mogli być agentami jakiejś siły politycznej, która chciała pozbyć się Wyroczni, być może po to, aby żadne Gromy nie były w stanie dowiedzieć się czegokolwiek od niej i aby nie były w stanie wykonać swej misji. Czyżby stał za tym regent? Czy aż tak zależało mu, aby to jego syn stał się nowym Cesarzem, a wybranka pozostała tam gdzie jest? Śmiałe i niesprawdzone przypuszczenie, więc lepiej już nic więcej nie napiszę o tym.

Jeszcze  tej samej nocy obudziliśmy Osadę Kenku. Musieliśmy wiedzieć co zrobili mnisi i czy zabili Wyrocznię. Wytłumaczyliśmy sytuację i zagrożenie. Kenku sprawdzili gniazda i okazało się, iż zginął fałszywy i pomalowany na biało Kenku. Podniósł się lament w Osadzie. Najwyraźniej nie zdążył umyć się przed nocą, co ocaliło życie prawdziwej Wyroczni. Tajni agenci chybili swojego celu. Wskazaliśmy ich jako winowajców i poprosiliśmy, aby poszukali  ich w swej sprawiedliwej zemście.

Kenku z Osady przyznali się, iż uwięzili starego Kenku – Wyrocznię, dla własnych korzyści i oszustwa. Spotkała ich za to kara od Bogów. Po tym zdarzeniu uwolnili Wyrocznię i moi towarzysze mogli z nim porozmawiać. Prawdziwą Wyrocznią był bardzo stary, biały Kenku z bielmem na oczach. Ja sam oddaliłem się z Zabójcą Bogów czekając co się stanie. Po raz kolejny Żuraw zawiódł mnie.

W końcu powrócili, aby powiedzieć mi czego się dowiedzieli. Byli wzburzeni i odmienieni, a ja zastanawiałem się w jakiej kolejności najlepiej ich zabijać, gdy przyjdzie do najgorszego. Na szczęście nie rzucili się na siebie nawzajem, ani na mnie. Za to bredzili coś, iż pierwsze, legendarne Gromy (te z przed 170 lat) w rzeczywistości były naczyniami dla starych Bogów Żywiołów m.in. Fubuki-no-kami. To dzięki temu Cesarstwo odparło Fu Lenga. Ponoć pierwszy Hantei w chwili największego zagrożenia zawarł tajny układ ze starymi Bogami, że razem będą rządzić Rokuganem, jeśli mu pomogą. Żywioły pomogły wchodząc w Gromy, wykorzystując swe moce i zrzuciły Fu Lenga w bezdenną przepaść. Wtedy jednak Gromy wykonały tajny rozkaz Hantei i popełniły seppuku, aby Żywioły nie mogły powrócić do Rokuganu i współrządzić z Hantei. Teraz Kami Żywiołów upominają się o swoje, chcą Rokuganu i dlatego też Cesarz jest bezpłodny – to klątwa starych Bogów, za to iż pierwszy Hantei złamał dane słowo. Na dodatek gdy Żywioły się burzą i Cesarstwo upada nadchodzi Fu Leng…

Cała ta historia wydawała mi się mało wiarygodna. Jednak moi towarzysze rozgorączkowani rozważali sytuację, iż Cesartwo istnieje tylko dlatego, iż pierwszy Hantei nie dotrzymał słowa, stracił honor. Zaczęli dyskutować niczym stare baby, co mają w tej sytuacji czynić. Bo może należy pozwolić Starym Bogom na współrządzenie Cesarstwem, aby odczynić klątwę i je ratować przed Fu Lengiem, bo może nie należy zabijać Lodowego Boga, albo jego dziecka, albo nie należy porywać Wybranki, albo postawić na Regenta, albo tylko wziąć dziecko do stolicy… Nie chcę już dalej pisać tych bzdur, bo mój samurajski duch aż skręca się od tych bredni. Nie mogę uwierzyć, iż moi towarzysze, mówią takie rzeczy i mają takie rozterki. Przestałem się nawet dziwić, że Gromy z drużyny Cedru rzuciły się na siebie.

Ty też siostro lepiej tego nie powtarzaj nikomu, bo jak sama rozumiesz wszystko pochodzi od bardzo starego i niewidzącego Kenku. Kto wie co tam sobie ten Stwór nazmyślał w swoim obłędzie, czy też jakich czarów użył, aby omamić samurajów. Rozumiem teraz wielką mądrość Pani Isawa i jej ostrzeżenia. Zresztą nawet jeśli to wszystko prawda – to co to zmienia? Pierwszy Hantei, aby ratować Cesarstwo musiał uciec się do podstępu, jako Kraby świetnie to rozumiemy. Cesarstwo przetrwało, a Gromy się poświęciły co jest przecież obowiązkiem każdego samuraja. Nasze zadanie powierzone nam przez Cesarza wciąż pozostaje takie samo. Odbić wybrankę i przyprowadzić ją do stolicy. Jeśli Lodowy Bóg Fubuki-no-kami stanie nam na drodze spróbujemy go zabić naszą Boską Włócznią. Jeśli wybranka okaże się skażona skazą Cienia, sprawdzę to moją pałeczką jadeitu i zrobię to co każdy Krab zrobić powinien – zabiję ją. Dla mnie sprawa jest prosta. Jeśli moi towarzysze staną mi na drodze – zabiję również ich. Jestem Krabem – wiem co to obowiązek i posłuszeństwo.

Na wszelki jednak wypadek powiadom naszego Daymio, iż istnieje niebezpieczeństwo, iż Fu Leng nadciąga. To zresztą logiczne w obliczu wojny w Cesarstwie. Nawet bez Wyroczni trzeba pojąć, iż Fu Leng jest do tego zdolny i chętnie wykorzysta taką okazję. Nie ma co bawić się w pozorowane podszczypywanie Skorpionów, należy bronić Cesarstwa. Jak tylko wyjdę z Puszczy sam wyślę posłów do naszych sił z ostrzeżeniem. Użyję do tego Skorpionów, ale nie sądzę, aby mieli coś przeciwko wycofaniu naszych sił z ich granic.

Na szczęście stary Kenku powiedział również kilka przydatnych rzeczy, które być może nam pomogą. Moi towarzysze otrzymali nazwę Góry, gdzie należy szukać Fubuki-no-kami. Tam jest  jakaś brama prowadząca do Pałacu Lodu, gdzie jest wybranka. Dowiedzieli się też, iż wyznawcy Kami nie są jednorodni – część z nich sprzyja Cesarstwu i chciałoby przystać do Hantei. Otrzymali też przepowiednię, iż jednego takiego spotkamy na swojej drodze w górach Środka Świata i powinniśmy mieć oczy otwarte. Wkrótce przekonamy się co z tego okaże się prawdą.

Tak więc tak jak pisałem Ci na początku – przede mną najtrudniejsze zadanie. W tej chwili już nikomu tutaj nie mogę ufać, nikomu też nie oddam Zabójcy Bogów. Liczę, że moi towarzysze opamiętają się, odnajdą w sobie posłuszeństwo wobec Cesarza, Cesarstwa i zrobią to co powinny zrobić Gromy, nawet jeśli przyjdzie nam się poświęcić.

Kuni Ogawa

Tomek Funky Kowalski

About Funky

www.spinqfotografia.pl www.tomaszwachla.pl
L5K Pierwsi Bohaterowie, Legenda Pięciu Kręgów ,

Comments are closed.