Atak Lodowej Krainy

Droga Moshi, siostro moja.

Mamy 10 dzień miesiąca Hantei. Dla mnie minął tydzień od mego pierwszego listu do Ciebie. W międzyczasie nastąpiło wstrząsające dla Całego Cesarstwa wydarzenie, przez które moja droga przybiera zagadkowy oraz  nieoczekiwany kierunek i na następne miesiące, a może i lata oddali mnie od ziem Krabów i od Ciebie. Poniżej opiszę Ci wszystko po kolei dla lepszego zrozumienia sytuacji.

Rankiem 3 dnia turnieju po porządnie odespanej nocy, obudziły nas jakieś hałasy. W ogrodzie przy gospodzie nazbierało się sporo heiminów i hininów dyskutujących w zdenerwowaniu. W zgiełku wyróżniał się lamentujący głos znajomego nam kupca Seibeia, iż straszliwy Oni porwał jego piękną żonę Mariko. Ponoć ten sam Oni, którego wszyscy w dzielnicy szukali. Oczywiście od razu zainteresowaliśmy się sprawą. Kupiec pokazał nam zakrwawione i straszliwie potargane kimono po żonie. Jednak gdy się bliżej przyjrzałem, od razu zauważyłem, iż była to mistyfikacja – zamiast krwi atrament, a zamiast śladów po szponach, cięcia nożem. Gdy to odkryłem straciłem zainteresowanie sprawą. Nasz skorpion  – Pan Soshi Izuno długo dyskutował z kupcem, coś ustalał, rozmawiał też z duchami i wskazał kierunek. Potem poprosił nas, abyśmy popołudniu lub wieczorem wraz z nim wyprawili się po Panią Mariko. Niewątpliwie coś chciał ugrać z kupcem. Prośbie naszego towarzysza nie wypadało odmówić, więc wszyscy się zgodziliśmy. Oczywiście pod warunkiem, że nie będzie to kolidować z kolejnymi konkurencjami turnieju i wizytą na Dworze Cesarskim – co przecież tego dnia było dla nas najważniejsze. Po krótkiej rozmowie dla wszystkich z nas stało się jasne, że nie po fałszywego Oni mieliśmy się wyprawiać, a raczej po prostu po niewierną żonę, która uciekła z kochankiem. Nie rozumiałem jednak dlaczego Pan Soshi wciąż przed przerażonym kupcem podtrzymuje kłamliwie wersję o Oni, ale jak już wspomniałem sprawa przestała mnie interesować, że względu na jej błahość.

Przed wyjściem na Turniej odwiedził nas w gospodzie nasz opiekun Pan Miya Inazu. Podpytywał nas z jakich prezentów bylibyśmy zadowoleni, bo Cesarz chciałby dać nam jakieś upominki, a zapowiada się, że wygramy turniej. Zaskoczyło nas to pytanie, ale każdy na szybko coś wymyślił. Pan Soshi np. chciał podczas ceremonii siedzieć przy tym samym co Syn Niebios stole. Ja powiedziałem, iż o ile nie jest to zbyt wygórowana prośba, to marzy mi się niezwykła katana – jakoś wyróżniająca się na tle innych, być może historyczna. Każdy Krab szczególnie ceni swą broń. Miya Inazu wyraził zdziwienie, że przecież mam już miecz, a miecz jest duszą samuraja, czy więc chcę się pozbyć duszy? Ale mu wytłumaczyłem sytuację słowami: „Czyż miecz otrzymany od Samego Syna Niebios nie przekuje na nowo mej duszy w nową lepszą stronę?”. Ta odpowiedź bardzo go usatysfakcjonowała.

Załatwiliśmy też sprawę pomarańczowych kaczek, końcowo odkupując je od roztrzęsionego Seibeia. Kosztowało to naszą rodzinę 1 koku. Wszystkim zajął się pan Dajdoji Ikari, który kaczki przekazał na przechowanie Pani Doji. Miałem nadzieję, że ten prezent dla Syna Niebios i jego żony okaże się prawdziwie trafiony.

Poranną konkurencją drużyn Gromów miały być walki drużynowe. Ubraliśmy się w zbroje, każdy mógł zabrać tylko jedną drewnianą broń lub też łuk ze stępionymi strzałami. Walczyła drużyna na drużynę, a zawodnik zostawał uznany za pokonanego, gdy otrzymał 2 trafienia. Przegrywała drużyna, której wszyscy zawodnicy zostali pokonani. Bardzo mi się ta konkurencja podobała, bo w jakimś stopniu pokazywała umiejętność walki. Ustaliliśmy, iż Pani Shiba Hanako będzie posługiwać się łukiem, podobnie jak Pan Soshi Izuno, który na dodatek miał swoje skorpionie zwoje shugenja. W kierunku oddalonych o 15 metrów przeciwników wybiegać z bokenami miało pozostałych 4 zawodników naszej drużyny Czarnych Modrzewi, czyli: Pan Akodo Takashi, Pan Mirumoto Suzo, Pan Dajdoji Ikari i Ja.

Pierwsza drużyną z którą mieliśmy okazję walczyć, była to drużyna Cedru (min. Hiruma Fuzoki, Isawa Oniko). Ja miałem okazję pokonać Lwa – Pana Ikoma. Pomimo, że naszemu skorpionowi nie udał się żaden czar, dobrze nam poszło i nikt z naszej drużyny nie odpadł. Tym samym trafiliśmy do czwórki najlepszych drużyn i spokojnie obserwowaliśmy co pokażą inni i jakie są ich słabe strony. Jak mówią w naszym klanie: „wiedza, przygotowanie, działanie”.

Kolejnym przeciwnikiem była drużyna Sosny, a w niej Pani Matsu Hiruko, z którą to już miałem drobny zatarg od czasu konkurencji z biegiem wzdłuż murów Stolicy. Tym razem była w pięknej ciężkiej zbroi w barwach Lwów, co nadawało jej wojowniczości. Bardzo chciałem ją pokonać, więc ustawiłem się naprzeciw jej. Zaszarżowała na mnie z pianą toczoną z ust. Prawdziwe było to co kiedyś słyszałem o Matsu i ich bitewnym gniewie. Udzielił mi się ten prawdziwy ogień walki – Nie pozostałem więc dłużny i przestałem się hamować. Szybciej wyprowadziłem pierwszy cios i uderzyłem ją z całych sił bokenem jakby była Oni. Zdrowo huknęło i dopiero chwilę później zorientowałem się, jakże to było niehonorowe. Pani Matsu nawet lekko się zachwiała, a licznie zgromadzeni widzowie oczywiście zwrócili na to uwagę. Mój kolejny, tym razem już normalny cios dokończył sprawę i Lwica zeszła z areny. W tym czasie dwóch z moich towarzyszy odpadło, więc rzuciłem się w kierunku zwycięskiego i znanego Ci Pana Hida Tudorizu, który pokonał Pana Dajdoji Ikari. Szybkim trafieniem wyeliminowałem go i końcowo wygraliśmy. Z łaską Fortun byliśmy w finale!

W walce finałowej czekała już na nas, nie kto inny, tylko drużyna Morwy – nasz największy konkurent do zwycięstwa. Wśród nich oczywiście Kakita Shimizu. Nie chciałem ponownie z nim walczyć, bo honorowe sprawy między nami były załatwione, ustawiłem się więc naprzeciw nieznanego mi Pana Mirumoto. Nauka nowych rzeczy czyni mistrza, a na poważnie nigdy jeszcze ze Smokiem nie walczyłem. Mirumoto okazał się bardzo wymagającym przeciwnikiem i ciężko go było trafić. Obaj tańczyliśmy dookoła siebie zaliczając po jednym trafieniu. Kiedy w końcu miałem dokończyć dzieła i zacząłem wyprowadzać cios, zaatakował mnie z boku szybkim wypadem Kakita Shimizu, który właśnie wyeliminował któregoś z moich towarzyszy! Musiałem uznać swoją porażkę i zszedłem z areny. Dostrzegłem jednak wcześniej na twarzy Kakita uśmieszek triumfu, co oczywiście sobie zapamiętałem. Ogólna nasza sytuacja nie była jednak wcale zła. Chwilę potem Pan Soshi ustrzelił z łuku Pana Kakita, a nasz Pan Mirumoto Suzo pokonał swojego klanowego kolegę i wygraliśmy! Co prawda na placu pozostało tylko dwóch z nas, ale liczyło się zwycięstwo! Oczywiście nie pozostałem dłużny Panu Kakita i również uśmiechnąłem się do niego. Każdy samuraj uwielbia swą zemstę.

Końcową konkurencja było napisanie haiku. Każdy z nas musiał coś stworzyć, a sędziowie mieli to ocenić. Była to dla mnie konkurencja bardzo dziwna, wyczerpująca i ciężko mi się było w tym odnaleźć. Jednak najpiękniejsze haiku z naszej drużyny (co zgodnie wszyscy przyznali) wymyślił Pan Dajdoji Ikari. Oto one:

Smak  porażki
Jak deszczowy dzień
Niechciana konieczność.

Po opiniach sędziów zajęliśmy solidne 4 miejsce. Tym samym ze sporą przewagą 7 punktów nad drużyną Morwy zwyciężyliśmy w całym Turnieju 7 Gromów! Przodkowie, nasze rodziny, klany oraz Ty siostro – wszyscy możecie być z nas dumni!

Na koniec wszystkie drużyny otrzymały oficjalne zaproszenie na popołudnie do Cesarskiego pałacu na uroczyste przyjęcie z tytułu zakończenia turnieju.

Poszliśmy więc do naszej gospody, aby wziąć kąpiel i stosownie się przygotować. Całe miasto już bawiło się naszym zwycięstwem. Śpiewy, tańce i powszechna radość. Zewsząd słychać było gratulacje i podziw. Właściciel gospody będąc też pod ogromnym wrażeniem zaprosił dla nas grupkę gejsz, aby umiliły nam ten radosny dzień. Tak więc kiedy moi towarzysze zakańczali różne swoje sprawy, ja zażywałem kąpieli z 4 ślicznotkami relaksując się przed najważniejszą uroczystością w moim dotychczasowym życiu.

Wspaniałość przyjęcia przerosła moje oczekiwania. Pałac, wystrój, stroje, fryzury, kobiety, kolory i przepych. Nie widziałem na co patrzeć. My jako zwycięska drużyna mieliśmy zaszczyt zasiąść przy jednym stole z Samym Synem Niebios!  Były różne przemowy wstępne, ale wszystko przyćmił Cesarz, w swym wspaniałym wystąpieniu o Gromach, jedności, współpracy, odwadze, honorze i lojalności. Był nawet moment, że Syn Niebios zasugerował, że powinniśmy zostać przyjęci w poczet rodzin służących Cesarzowi, co wprawiło mnie w spore zmieszanie, bo bałem się, ze Cesarz spyta mnie wprost czy porzucę swoją rodzinę i Klan. Na szczęście do tego nie doszło. Spotkał mnie jednak inny zaszczyt – Cesarz jako mnie pierwszemu wręczył podarek! Wspaniały miecz wykuty w kuźniach Kakita, którym kiedyś władał jego kuzyn i który czekał w Cesarskim Skarbcu na podobną okazję! Oczywiście zgodnie z etykietą odmówiłem Podporze Niebios trzy razy i przyjąłem ten wspaniały dar. Jakże wspaniały i radosny był to dzień dla mnie, dla naszej rodziny i Klanu!

Moi towarzysze również otrzymali prezenty od Cesarza. Jednak byłem pod tak wielkim wrażeniem sytuacji i podarku, że nie specjalnie pamiętam kto co dostał. Jedynie zwrócił mą uwagę Pan Dajdoji Ikari, który otrzymał podobny miecz jak ja. Po wspaniałym posiłku ceremonia dobiegła końca. Oczywiście wszyscy mieliśmy zaproszenie na Cesarski ślub, który miał się odbyć następnego dnia w południe. Wtedy to chcieliśmy wręczyć kaczy prezent.

Gdy wśród świętujący tłumów wracaliśmy późnym wieczorem do gospody, dogonił nas Yoriki Miya Tomitori. Twierdził, że prawdopodobnie miał miejsce napad Oni na sklep z jedwabiem w dzielnicy północnej i prosił nas o pomoc (bo dwie noce wcześniej próbowaliśmy wyśledzić tego samego demona). Ponoć Oni ukradł kilka bel z jedwabiem i dokonał sporych zniszczeń. Dziwne się to nam zdawało – do Oni nie pasowała kradzież, poza tym poprzednio demon był widziany w zupełnie innej dzielnicy.  Poszliśmy jednak wraz z Yoriki, aby to sprawdzić. Nie miejscu nasze podejrzenia potwierdziły się – ślady pozostawił zwykły człowiek, co najwyżej przebrany za demona, aby wszystkich zmylić. Kolejny raz stało się, że ktoś próbował wykorzystać strach przed Oni do własnych celów.

Gdy wracaliśmy, pomimo później pory, Pan Soshi Izuno poprosił mnie, Pana Dajdoji i Pana Mirumoto o obiecaną wyprawę w sprawie zaginionej Mariko. Kierunek podpowiedziany mu przez duchy prowadził do dzielnicy nędzy. Mijaliśmy więc różne rudery, lepianki, ludzi śpiących pod murami, kręciliśmy się tu i tam, ale początkowo nie znaleźliśmy nic ciekawego. Dopiero zagadnięty biedak naprowadził nas na nowy ślad – ponoć w dzielnicy miały miejsce jakieś dziwne zabójstwa i okaleczenia, a ów biedak szczególnie bał się pewnej opuszczonej posiadłości. Mieliśmy więc nadzieję, że szukając niewiernej żony przypadkiem trafiliśmy na ślad Oni.

Kiedy w świetle księżyca zbliżaliśmy się na miejsce, nagle usłyszeliśmy przeraźliwy krzyk kobiety! Czy prędzej wbiegliśmy na teren starej i zrujnowanej posiadłości. Z budynku wypadł mężczyzna, chyba heimin, bełkocząc coś niewyraźnie w przerażeniu (jak się później dowiedziałem był to Michio kochanek niewiernej Mariko). My wpadliśmy do środka w poszukiwaniu zagrożonej kobiety. Usłyszałem jakiś dziwny, nieludzki pomruk i kierując się głównie słuchem w ciemności przebiłem się przez dwie ściany. Za mną biegli pan Dajdoji i Mirumoto. W ciemnościach zauważyłem zarys dziwnej sylwetki, bardzo krępej, z poblaskującymi niebieskimi oczami, która próbowała sięgać uskakująca kobietę. Wpadliśmy  miedzy nich i wtedy po raz pierwszy poczułem jak ogarnia mnie przeraźliwe zimno. Zebrałem w sobie siłę ognia i ruszyłem do ataku. Jednak pan Dajdoji Ikari mnie wyprzedził – ciął demona, z którego wysypały się jakby kryształki lodu. W tym momencie demon stanął w ogniu (za sprawą czarów Pana Soshi) i miałem okazję zobaczyć w całej okazałości krępego karła ze srebrzystą grzywą włosów, brodą i szponiastą łapą, a w miejsce drugiej łapy miał jakby ludzką rękę tyle, że sczerniałą i wykoślawioną. Płonący Karzeł skoczył w bok  i chciał uciec, ale wtedy pan Dajdoji Ikari, stojący najbliżej, zakończył sprawę doskonałym cięciem. Na naszych oczach demon rozpłynął się całkowicie w kałużę wody. Ciężko mi było powiedzieć czy jego szpon był tym samym, który wisiał na bramie Zachodniej, ale i tak nic z niego nie zostało.

Krzyczącą kobietą okazała się nasza poszukiwana Mariko. Dzięki łasce Fortun udało się więc załatwić dwie sprawy za jednym razem. Roztrzęsiona Mariko nie bardzo chciała wracać do swego męża kupca Seibeia, którego jak twierdziła nie kochała, ale końcowo Pan Dajdoji zaciągnął ją za włosy do gospody. Zdaliśmy też szybki raport z zabicia Oni napotkanemu patrolowi straży miejskiej, który miał natychmiast powiadomić Yoriki.

W nocy odwiedził nas Yorki Miya Tomitori, któremu zdałem ponownie raport i który był bardzo zadowolony z naszego dokonania. Przy okazji dowiedziałem się, że natrafiono na ślad złodziei bel jedwabiu – trupy wędrownych aktorów, którzy to właśnie podszywając się pod Oni okradli sklep.

Rankiem mieliśmy kolejne odwiedziny, jeszcze bardziej chwalebne. Sam Cesarski Shugenja – Seppun Kagetori wraz ze swą świtą postanowił dowiedzieć się co mamy do powiedzenia w temacie zabitego Oni. Zdaliśmy mu szczegółową relację i zaprowadziliśmy na miejsce zdarzenia, gdzie rozmawiał z duchami i odprawiał różne inne rytuały. O całej sprawie mówił dość tajemniczo i w sumie nic nowego się nie dowiedzieliśmy.

Po powrocie do gospody członek naszej zwycięskiej drużyny pani Shiba Hanako przygotowała dla nas doskonałą ceremonię Parzenia Herbaty, która odegnała myśli o walce z Oni i pozwoliła nam się zrelaksować oraz skoncentrować przed najważniejszym wydarzeniem ostatnich lat – ślubie Syna Niebios, który miał być w południe.

Ubrani w najlepsze kimona i wziąwszy nasz prezent w klatce, czyli obie kaczki, udaliśmy się w pobliże bramy Zachodniej, gdzie miało dość do symbolicznego spotkania Syna Niebios i pięknej Panny Młodej, co miało rozpocząć proces zaślubin.  Sprawa nieznajomej wybranki Cesarza, nie pochodzącej od żadnego z siedmiu wielkich Klanów była bardzo ciekawa i tajemnicza. Ponoć Cesarz, któremu dwie poprzednie żony nie były w stanie dać upragnionego syna i dziedzica, udał się jakiś czas temu z mała grupką najbliższych towarzyszy (w tym Seppuna Kagetori) w bardzo tajemniczą wyprawę po Rokuganie i powrócił właśnie ze swą wybranką, o której nikt nic pewnego nie wiedział. Była piękna, bardzo dystyngowana i wyniosła, zachowywała się też jak na Cesarzową przystało, ale cała reszta pozostawała niewiadomą, nie było też na Ceremonii nikogo z jej rodziny.

Miałem zaszczyt wraz z moją drużyną zwycięskich Gromów stać niedaleko Panny Młodej, kiedy jej wspaniały  orszak w końcu zatrzymał się przed bramą, w oczekiwaniu na Cesarza, który miał przybyć z drugiej strony bramy. Dookoła po obu stronach drogi, było mnóstwo ludzi. Nagle nasze kaczki zaczęły głośno kwakać, a ja zamarłem myśląc, że oto jednak nieprzewidywalne kaczki sprowadzą na nas kłopoty, czego od początku się obawiałem. Głośne gdakanie podczas najważniejszej chwili ostatnich lat!

Jednak w chwilę później powietrze wewnątrz bramy jakby zafalowało i zmatowiało, a moment później ze strony bramy uderzył w nas wszystkich niewyobrażalny podmuch mrozu, który owiał wszystkich zgromadzonych. Zamrażał ludzi na kość i nie byli się  w stanie ruszyć, ani nic zrobić. Widziałem stojących niedaleko godnych samurajów i Cesarskich strażników, którzy w oka mgnieniu zamienili się jakby w lodowe sople. W tym czasie wewnątrz bramy otworzyło się jakieś przejście do dziwnej, lodowej krainy, straszliwych zaświatów. Widziałem mnóstwo śniegu i lodu, góry i dziwne postacie bardzo przypominające demona, którego w nocy pokonaliśmy, które przez bramę wbiegały na drogę wprost przed nami! Krępe karły z niebieskimi oczyma, srebrzystą grzywą włosów, brodą, ale o dwóch normalnych łapach wymachujące toporami lub młotami. Najazd w sercu Cesarstwa! Czyżby wykoślawiony i zabity przez nas demon był jakimś zwiadowcą tej hordy z Zaświatów?

Ja sam ostatkiem siły woli i mocy ognia we mnie przemogłem ten straszliwy mróz i zacząłem poruszać się wolno w kierunku wybranki Cesarza, którą należało chronić za wszelką cenę! Zauważyłem stojącego niedaleko Seppuna Kagetori, który trzymał rękę na jakiejś skrzynce i chyba coś czarował. Dzięki temu czułem, że pomimo straszliwego mrozu, który na nas spłynął może mamy jeszcze szansę na odparcie ataku.

Spowity mrozem rzuciłem się na najbliższego Demona, który zagrodził mi drogę do Panny Młodej. Widziałem kontem oka, że ruszył się również Pan Akodo Takashi z mojej drużyny Gromów, a pozostali, podobnie ja setki innych, stali jak słupy lodu. Oprócz nas dwóch ruszało się kilku strażników Cesarskich i kilku innych nie znanych mi samurajów. Przewaga demonów była znaczna, dodatkowo oprócz zwykłych ataków bronią, potrafili zionąć jakimś przenikliwym zimnem. Kolejni samurajowie padali w nierównej walce. Przez bramę przeszedł też inny demon. Mierzył prawie 3 metry wzrostu, był srebrzysto-biały, brodaty i chyba był Cesarzem tej Lodowej Krainy. Zaczął coś krzyczeć, że Yuki należy tylko do niego, jest mu przeznaczona i przyszedł ją zabrać. Po czym skierował się wyraźnie w kierunku Wybranki Cesarza!

Pierwszy cios topora mocno mnie ranił, ale byłem w stanie odpłacić potworowi. Cóż za wspaniałe ostrze dostałem od Cesarza! Mój drugi udany cios go powalił i demoniczny karzeł rozsypał się w kryształku lodu. Dodatkowo wraz czasem i z każdym ruchem ogień powracał w me żyły i odpędzałem mróz, więc walczyło mi się lepiej. Rzuciłem się w kierunku Panny Młodej, ale z powodu zagradzających drogę zamrożonych samurajów oraz grupek walczących, musiałem kluczyć i inny demon ponownie zagrodził mi drogę, więc zmuszony byłem do walki z nim. Pierwsze co zrobił to zionął we mnie mrozem, ale udało mi się odeprzeć paskudny czar i zranić go. W tym czasie Cesarz lodowej Krainy pochwycił Wybrankę Cesarza i zniknął w bramie porywając ją! Zauważyłem też inną, nader zaskakującą i dziwną sytuację – Seppun Kagetori cisnął czymś w bramę i ku mojemu zdumieniu zobaczyłem szpon pradawnego Oni, który parę dni temu został skradziony z tej bramy! A więc to on go ukradł, albo ktoś na jego polecenie. Gdy szpon przeleciał przez bramę przejście do lodowych zaświatów zamknęło się i na powrót zobaczyliśmy zwyczajny widok z drugiej strony bramy, a wszystkie Lodowe demony zniknęły. Nie było jak gonić Wielkiego Demona i porwanej wybranki Cesarza! Jedyna droga przepadła! Ludzie wokół mnie powoli zaczynali się ruszać przełamując lodowy czar.

Z drugiej strony bramy zobaczyliśmy Cesarza i jego świtę. Widać było, że tam też doszło do walki. Syn Niebios w rozpaczy przebiegł przez bramę. Dostrzegłem rany na jego ciele. W furii krzyczał i ściął dwóch nieznanych mi samurajów, że nie dali rady powstrzymać porwania. Ja sam padłem na ziemię, jak wielu innych. Szybko też wyszło, że Seppun Kagetori, cesarski Shugenja nie miał nic na swoje usprawiedliwienie – to w istocie On dopuścił się zdrady i umożliwił Lodowemu Cesarzowi porwanie wybranki Cesarza!

Kiedy emocje trochę opadły dopadłem Pana Akodo Takashi, który został bardzo poważnie ranny i umierał. W żaden sposób nie mogłem pomóc już Cesarzowi, ani jego wybrance, ale próbowałem zatrzymać uciekające życie syna Akodo Garugotsu, wobec którego wciąż mamy niespłacony dług. Szczęśliwie zauważył to też Pan Soshi Izuno i swoimi czarami powstrzymał jego śmierć. Niestety Pani Shiba Hanako z naszej drużyny Modrzewi nie miała takiej łaski Fortun – odeszła do Przodków po ciosach jednego z demonów. Zawsze pozostanie w naszej pamięci.

Następne kilka dni przypominają mi się z perspektywy leczenia ran, dochodzenia do siebie po tym co się stało i uroczystego pogrzebu Pani Shiba Hanako. Pana Akodo Takashi  z naszej drużyny czekały miesiące rekonwalescencji po ranach jakie otrzymał. Próbowaliśmy się też dowiedzieć czegoś o Lodowych Zaświatach tu i tam – ale bez większych rezultatów, bo nikt nic pewnego nie wiedział (jedynie jeden z gromów Pani Isawa Oniko, miała jakąś odrobinę wiedzy, ale nie mogę o tym pisać w tym liście, nie chcąc jej narażać, a osobiście obiecałem jej dyskrecję). Co do zdrajcy Seppuna Kagetori – jego imię zostało wymazane. Dowiedzieliśmy się, iż zdrajca nie wstydził się tego co zrobił, a nawet odwrotnie – twierdził, że należało to uczynić, bo przyszła Panna Młoda nie należała do Rokuganu i gdyby została Cesarzową doszłoby do wyniszczającej wojny z Lodową Krainą. Twierdził, że zrobił to mając na celu dobro Cesarstwa.

W końcu jednak przyszło dla nas zaproszenie do samego Kakita Miyamoto, Szmaragdowego Czempiona, od którego otrzymaliśmy nowe rozkazy. Wszystkie drużyny Gromów miały wyruszyć w świat na poszukiwania Wybranki Cesarza. Powiedział nam, że tak jak 170 lat temu Gromy zatrzymały Tego, którego Imienia nie należy Wymawiać, tak teraz jedynie Gromy mogą odnaleźć wybrankę Cesarza. Od zdradzieckiego Shugenja nie udało się nic dodatkowego dowiedzieć. Gdy dopytywaliśmy od czego zacząć, Szmaragdowy Czempion zaproponował na początek udanie się trasą, którą przebył Cesarz szukając dla siebie nowej żony – najpierw na ziemie Feniksa do Kyuden Doro Owari (Pałac Końca Drogi) w poszukiwaniu wiedzy, a potem na ziemie Lwa i wspomniał o pradawnej Wyroczni, ukrytej w mrokach Shinomen Mori, wielkiej puszczy. Dostaliśmy też Cesarski list polecający oraz zaopatrzenie na wyprawę. Daimyo naszego klanu Pan Hida Toyotomi dał mi też swoje tajne rozkazy, ale nie mogę o nich pisać. Tak więc wyruszamy, ale tylko w czwórkę, bez naszych dwóch rannych towarzyszy. Pojadą więc ze mną: Pan Daidoji Ikari z klanu Żurawia, Pan Soshi Izuno z klanu Skorpiona i Pan Mirumoto Suzo z klanu Smoka.

Kuni Ogawa

Tomek Funky Kowalski

About Funky

www.spinqfotografia.pl www.tomaszwachla.pl
L5K Pierwsi Bohaterowie, Legenda Pięciu Kręgów ,

Comments are closed.