Sesja 9 – z dziennika Martina

Planeta Gwyneth, Fordan, klasztor Dales

W klasztorze było niespokojnie po zniknięciu brata Paulo, ale życie powoli wracało do normy. Gdy nagle usłyszeliśmy głos „Demon, demon ty był..”. Pobiegliśmy oczywiście w stronę skąd dochodził głos. I nie tylko my, bo trudno sobie wyobrazić, jakie tego typu wezwanie wśród mnichów może wzbudzić zainteresowanie. Jakiś mnich pokazywał na ziemi dość duży ślad niby-kopyta odciśnięty w ziemi. Użyłem nowej Mocy rozciągając jej zasięg na cały klasztor. Wykryłem 4 osoby używające Mocy Psi – niestety nie potrafiłem powiedzieć, jakich. Trzy w budynku Pokutników a jedna stała wśród zgromadzonych mnichów – była to siostra Margerita. Przekazałem naszym tą informację. Ricardo odciągnął siostrę na bok i zaczął z nią rozmawiać. Jak mi później przekazał siostra twierdziła że używa Mocy by wykryć co się dzieje w umysłach innych aby znaleźć winnego tych wszystkich zdarzeń. Ciekawe było zachowanie brata Ryszarda, na którego wcześniej nie zwracałem uwagi. Brat ów podszedł, chwilę pooglądał ślad i wyraźnie straciwszy zainteresowanie odszedł. Było to o tyle dziwne, że reszta towarzystwa toczyła zawzięte dyskusje. Ibn Agar zbadał jego umysł. Wykrył, że myśli brata Ryszarda, krażą już wokół zupełnie innych spraw. Wyglądało na to, że zna pochodzenie śladu lub przynajmniej wie coś o nim. Matka Julia poprosiła nas o wzięcie udziału w rozmowie. Nie pozostało nam nic innego jak się udać do jej pokoi. W rozmowie oprócz nas wzięli wszyscy wtajemniczeni w naszą misję. Przeorysza powiedziała, że musi wezwać Inkwizytora, bo rozwój wypadków wskazuje na udział Sił Nieczystych a nasza obecność nie przynosi żadnych efektów. Poprosiliśmy o powstrzymanie się do umówionego terminu, ale matka była nieugięta. Przy próbie uruchomienia komunikatora okazało się jednak, że nie działa. Philipine znająca dobrze te urządzenia sprawdziła jego stan techniczny i znalazła przyczynę – ktoś wymontował układ multipleksujący, część rozdzielnika. Bez niego urządzenie było bezwartościową kupą złomu, chociaż dla niewprawnego oka w środku nic się nie zmieniło. To wskazywałoby, że zrobiła to osoba, która dość dobrze zna się na zaawansowanej technologii. Niestety żaden z mnichów podobno takiej wiedzy nie posiadał. Więcej nam dała rozmowa z bratem Ryszardem. Zapytaliśmy go o powód jego wcześniejszego zachowania. Stwierdził, że nie ma, po co interesować się tym śladem, bo jest to dość nieudolna podróbka odcisku kopyta jakiegoś stworzenia. Wydawał się bardziej zainteresowany Philipine niż rozmową na temat śladu. Wszystko wskazywało na to, że ktoś albo chce mnichów przestraszyć albo chce odciągnąć uwagę od innych rzeczy. Resztę dnia spędziłem na treningu Mocy. Już znałem metodę rozwiązania – wystarczyło żebym na nocy włączył skan użycia Energii duchowej na terenie klasztoru i będę wszystko wiedział. Z tego, co słyszałem w czasie tego dnia don Benito wraz z Ricardo sprawdzili wychodki jako prawdopodobne miejsce ukrycia zwłok. Philipine rozmawiała z bratem Ryszardem, który się okazał szlachcicem z rodu podległego Hawkwoodom o dość zawiłej drodze życiowej. Ricardo udzielał wskazówek na temat lepszego rozmieszczenia wartowników w nocy a Ortolfus śledził brata Irvina, który dysponował Mocą przesuwania przedmiotów, co kwalifikowało go do grona głównych podejrzanych. Dość na tym, że wieczorem użyłem nowo odkrytej Mocy. Czułem, że to co chce zrobić jest bardzo trudne. Poprosiłem, więc Ibn Agara o to by czuwał nad mym bezpieczeństwem. Rozciągnąłem ramiona Mocy na cały klasztor i tereny tuż poza nim i rozpocząłem nasłuchiwanie. Rozpoznałem dwie osoby używające Mocy. Jedną w ogrodzie drugą w domu Pokutników. Domyślałem się, że osobą w domu Pokutników jest niepoprawny Garkemedes. Lecz kim była druga osoba?. Ibn Agar pobiegł w tym kierunku i zobaczył Ur-Obuna Datelosa. Udał, że przyszedł tylko po to by zerwać jabłko i powrócił do mnie. Nadchodziła noc. Ricardo poprosił nas wszystkich byśmy się udali do świątyni. Poprowadzili mnie niczym ślepca – nie mogłem przerwać działania Mocy, zbyt wiele mnie kosztowała. Po pewnym czasie obie wykryte Moce zostały wyłączone. Czekaliśmy na rozwój wypadków.

Nagle zdarzyły się dwie rzeczy. Poczułem ze zasięg mojej Mocy wkracza obiekt poza murami klasztoru. A w domu Pokutników ktoś rozpoczął rzucanie Mocy. Wyostrzyłem zmysł chcąc rozpoznać rzucane ścieżki Mocy. Poznałem, że obiekt rzuca Moce, które zmieniają Cielesność oraz Moce, które nie są mi znane!. To było szokujące ‚widziałem’ bowiem bardzo wyraźnie i jestem wysokiej klasy specjalistą w dziedzinie psychotroniki a nie znałem tych Mocy. Co jeszcze dziwniejsze obiekt który zbliżył się do klasztoru przekroczył jego mury i wydawało się że jest po ziemią. Tunel – nagle przyszło mi do głowy. Relacjonowałem na bieżąco wyniki skanu moim towarzyszom. Zaczęliśmy działać. Philipine pobiegła na wieże, na której był dzwon by zaalarmować mnichów. Ja prowadzony przez Ricardo i Ibn Agara śledziłem działania obu celi, które w pewnym momencie zbiegły się topograficznie w jedno miejsce. Rozległy się dzwony mnisi zaczęli wychodzić z swych cel. Zbyt byłem skoncentrowany na podtrzymaniu Mocy bym mógł teraz dokładnie zrelacjonować przebieg wydarzeń. W każdym razie, gdy poczułem, że są blisko otworzyłem oczy. Przed sobą miałem trójkę Obcych, Ur-Obunów a wśród nich zdrajcę Datelosa. Obok mnie stali Ibn Agar oraz Ricardo i don Benito z siekierami w rękach. Za mną Ortolfus wraz z trzema uzbrojonymi strażnikami. Obunowie byli uzbrojeni w broń laserową, wiedziałem też, że używali Mocy. Zapowiadało się trudne starcie. Początek był straszny. Poczułem jak niewidzialna siła wznosi mnie w górę. Ale nie to było najbardziej przerażające. Miałem, bowiem użytą Moc tarczy Energii, więc nie bałem się o swoje życie w razie upadku. Najgorsze, było to, że użyli Mocy spętania umysłu. Widziałem jak don Benito wznosi swą siekierę i potężnym ciosem wbija ją w plecy Ricardo. Widziałem też Ortolfusa i Ibn Agara, którzy czmychali niby myszy klasztorne. Znam mężne serce naszego Obcego – nie wyobrażam sobie by ten, który mówił o Ricardo: Suweren, uciekł z pola walki, gdy jego przyjaciel padał. Moc źle użyta bywa okrutna. Nagle, gdy byłem na wysokości ok. 10 m zacząłem spadać i łupnąłem o ziemię. Gdy się otrząsnąłem z upadku zobaczyłem, że na placu boju padł jeden z mnichów, ale również jeden z Obunów od ciosu innego mnicha. Don Benito z przerażeniem patrzył na zakrwawioną siekierę, którą przed chwilą wyciągnął z pleców przyjaciela. Nadbiegali inni mnisi. Próbowałem doskoczyć do miecza martwego mnicha, lecz zahaczyłem nogą o kępę trawy i zanim do niego dotarłem było prawie po walce. Pozostała dwójka, bowiem zaczęła uciekać. Pierwszy z Obunow wskoczył do tunelu za nim próbował wskoczyć Datelos lecz w tym momencie otrzymał cios który go zwalił z nóg i wpadł niczym szmaciana lalka w dziurę tunelu.

Wskoczyłem za jego ciałem – otoczył mnie mrok. Za mną wskoczyli Ibn Agar i brat Ryszard. Goniłem Obuna, ale ciemność bardzo mi to utrudniała. Po chwili minął mnie Ibn Agar poruszający się w ciemności niczym kot. Kiedy dotarliśmy z bratem Ryszardem do walczących Obcych, Obun padał martwy u stóp Ibn Agara. Poszliśmy dalej tunelem aż do jego wyjścia poza klasztorem. Tu się zatrzymaliśmy by naradzić się, co dalej. Po kilku chwilach z tunelu zaczęli wychodzić mnisi i reszta naszych towarzyszy. Brat Ryszard, który znał się na wyszukiwaniu śladów poprowadził nas w głąb lasu aż do miejsca gdzie naszym oczom ukazał się budynek. Ortolfus wypatrzył kamerę, którą chwile poźniej zniszczył celnym strzałem lasera. Otoczyliśmy budynek. Ja poszedłem w grupie atakującej budynek od strony tylnego wejścia. Gdy wdarliśmy się do środka w nozdrza uderzył mnie smród gnijących ciał zwierząt i ludzi, które wkrótce zobaczyliśmy. Kiedy udało się nam dotrzeć do głównej sali budynku zobaczyliśmy jeszcze trzech Obunów robiących coś pośpiesznie przy konsoli Urządzenia którego przeznaczenia nie znałem. W środku Urządzenia umieszczony był brat Paulo – ten, który był porwany poprzedniej nocy. Był przypięty pasami a na powierzchni głowy poprzypinane miał elektrody. Obunowie w parę chwil zostali rozniesieni na mieczach. Mnie oczywiście zainteresowało Urządzenie, od którego odsuwał mnie brat Rudolf. No cóż nie dane mi było zapoznać się z wytworem myśli technicznej Obunów. Pewnie tak by się też stało nawet gdyby nie było brata Rudolfa, bo Ricardo pełen gniewu krzyczał „Spalić tą demoniczną maszynę”. No cóż ciągle się nie mogę przyzwyczaić, że są ludzie, którzy mają takie dziwne podejście do Techniki. Mieliśmy teraz czas żeby przyjrzeć się zwłokom zgromadzonym w budynku. Ich widok był obrzydliwy i do dzisiaj staram się go usunąć z pamięci. Przypuszczam, że Urządzenie musiało wywoływać interferencję fal mózgowych i elektromagnetycznych. Lecz jaki był tego cel dowiedziałem się później. Wróciliśmy do klasztoru.

W ciągu następnego dnia wyjaśniło się wiele rzeczy. Walkę przeżyło dwóch Obunów, w tym Datelos. Okazało się, że stanowili oni grupę techniczną testującą nowe Urządzenie jakiejś organizacji dążącej do wyzwolenia ich planety. Postrzegali oni osoby nieobdarzone Mocą jako gorsze. W sumie to przecież oczywiste. Nie wiedzieli jednak, że ludzie strasznie się denerwują jak o tym słyszą. Ja od czasu jak dostałem zęby od Haniego w Akademii staram się o tym nie mówić. Pewnie nie studiowali w Akademii. O Urządzeniu dowiedziałem się tylko tyle, że umożliwiało ono wzmocnienie sił Mocy podłączonego do niej psychotronika a przez to atak psioniczny na skalę masową. Muszę przyznać, że jest to bardzo ciekawa koncepcja techniczna. Widziałem jak Ortolfus przez chwilę czytał ich notatki. Musze koniecznie go dopytać o szczegóły jak już będzie trochę spokojniej. Szkoda by tak dobry pomysł się zmarnował.

Ważne wnioski do wykorzystania przy późniejszych pracach badawczych:
-Urządzenie działa na zasadzie interferencji fal mózgowych i elektromagnetycznych
-umożliwia atak psioniczny na skalę masową
-koniecznie nic nie mówić na ten temat reszcie towarzyszy a szczególnie Ricardo
Otwarcie projektu IWMP v.0.1 !!!

Klasztor opuściliśmy w zmienionym składzie. W klasztorze został don Benito, który obserwował proces i egzekucję Detalosa. A z nami z klasztoru odszedł brat Ryszard, który powiedział że czas jego życia klasztornego się skończył i ze wraca do świata. Sympatyczny człowiek i chyba nie do końca obojętny Philipine. Ona w każdym razie jemu na pewno nie – widać to było w każdym jego spojrzeniu. Kiedy przylecieliśmy do stolicy zostaliśmy zaproszeni przez Alexa. Fajny facet jak już pisałem. Rozmawiali z Ricardo o polityce, przyznam, że nie przysłuchiwałem się uważnie. Mówili coś, że wojna, że Hazaci są teraz wrogami Hawkwoodów itd. Takie tam gadanie, ważne, że wynikały z tego dwie rzeczy. Pierwsza, że dostaliśmy klucz na Criticorum i że w niedługim czasie powinniśmy tam polecieć. Super!. Bardzo chciałem tam lecieć. Podobno ta planeta jest prawie taka Ligheim. Druga że dostaliśmy Śmigacz !. Zawsze twierdziłem, że ten Alex to porządny gość. A teraz najważniejsze: warsztatorium już gotowe!!! I co najlepsze mam już minisiłowniki perforacyjne do projektów ZMŁJ v.1.0/CMŁJ v.1.0 oraz obudowę do RWPK v. 1.0. Startuje z wykonaniem prototypów jak tylko zrobię MTPL v.1.0 na broni moich towarzyszy. Kupiłem też elementy porażacza do miecza don Benito. Taki jakiś smutnawy chodzi od czasu jak mu Wielki Robak zjadł wcześniejszy miecz. Ucieszy się napewno. Do wylotu praktycznie każdą wolną chwilę spędzałem w warsztatorium. Słyszałem tylko że Ryszard uczył jakichś sztuczek z pistoletami Ricardo. Co reszta robiła nie wiem. Jak tylko wrócił don Benito odlecieliśmy. Lot do Gwiezdych Wrót mieliśmy spokojny. Jedyne zdarzenie, które nam zakłóciło podróż to pojawienie się Elizy, która wyszła ‚jak gdyby nic’ z kapsuły ratunkowej, w której się wcześniej schowała. Zakochała się w Ricardo czy co ?. Nigdy kobiet nie zrozumiem to pewne. Dolecieliśmy do Wrót. Przed wrotami stało ok. 100 statków Hawkwoodów. Nie zaczepiali nas. Bez problemów przeskoczyliśmy do układu Criticorum.

Po drugiej stronie Wrót zobaczyliśmy flotę złożoną z 60 statków Al-Malików i Decadosów. Przywitali nas całkiem miło. Gratulowali Ricardo jako Hazatowi udanego ataku na Tetydę i tego, że markiz Pedro Alcala Justus Hazat odbił swą żonę. Tego markiza znamy. To on nas zebrał i Wysłał na Krestii. Wtedy rozpoczęła się nasza wspólna podróż. To my przekazaliśmy mu informacje na temat uwięzienia jego żony. Przekazali nam też szczegółowe informację o ataku na Aragonię. Zaatakowane bombą nuklearną zostało południe kontynentu Quechua. W eksplozji zginął hrabia Jose Raul Eduardo de Aragon Hazat, przemiły wój Ricardo u którego gościliśmy całkiem niedawno. Ricardo był wstrząśnięty. Mi też zrobiło się przykro. To dzięki Maszynie Myslącej wója Ricardo odczytałem nośnik z Krestii na ktorym znalazłem wiele ciekawych informacji technicznych. No cóż wojna. Zająłem się ZMŁJ v.1.0/CMŁJ v.1.0. Lecieliśmy spokojnie przez 2 dni. Na trzeci dzień siedziałem jak zwykle w warsztatorium a tu jak nie rąbnęło!. Statek nabrał rotacji obrotowej. Philipine próbowała jakoś ustabilizować lot. Jeden z dwu silników przestał w ogóle pracować, drugi krztusił się Energią. Pośpiesznie ubrałem skafander i pomagałem wkładać je innym. Philipine zredukowała zasilanie do minimum pozwalającego na utrzymania podstawowych funkcji statku. Ortolfus zamknął właz, który się otworzył i doprowadzał do rozszczelnienia. Na pokładzie byli prawie wszyscy. Prawie, bo brakowało Olafa. Ktoś wspomniał, że widział jego ciało dryfujące w kosmosie wraz z częściami z naszego statku. Wyszedłem w przestrzeń by oszacować straty i dokonać napraw. Straty niestety były duże. Po jednym z dwóch głównych silników została tylko dziura a z drugiego sypały się snopy iskier z instalacji wychodzącej. Z części rufowej starczały powyginane blachy. Straszny widok. Na szczęście reaktor był cały. W każdym razie przez okulary spektroskopowe nie zauważyłem wycieków. Trzeba zredukować straty energii – pomyślałem. Sprawdziłem stan uszkodzeń ocalałego silnika. Główne Przyłącze Mocy do Głównego Reaktora była przepalone. Jasna cholera.. – pomyślałem – to jesteśmy załatwieni, długo tak nie pociągniemy. Przyłącza w warsztatorium nie zrobię. Zlikwidowałem zwarcia. Kiedy lepiej przyjrzałem się silnikowi zauważyłem że brakuje w nim również Cewki Du-Basa – widocznie jakiś kawał blachy musiał ją wyrwać. Spostrzegłem też jakąś przyczepioną paczkę do obudowy silnika. Odpiąłem ją i wróciłem na pokład statku. Sprawdziłem paczkę. Był to ładunek wybuchowy o dość dużej mocy. Podobny na pewno był powodem eksplozji z drugiej strony statku. Przeanalizowałem obwody zapalnika ładunku. To wręcz nieprawdopodobne, ale jeden z przewodów miał w środku przerwę. Sprawdziłem 3 razy. Wierzyć mi się nie chciało przecież przewody z silmety nie psują się nigdy. Widocznie fuszerka jakiegoś technika uratowała nam życie. Okazało się, że eksplozję poprzedziła wiadomość od Cosmasa Hawkwooda, wroga Ricardo. Podobno powodem była siostra Ricardo, od której imienia wziął nazwę nasz statek. W każdym razie przez jakieś waśnie Rodów, lecieliśmy w przestrzeni kosmicznej niskosterownym statkiem, któremu urwało pół rufy. Na statku panowały ciemności oświetlane tylko światłem z konsoli sterowniczej. Philipine powiedziała, że do Criticorum nie dolecimy na pewno. Jasna cholera … Całe szczeście przypomniała sobie, że gdzieś niedaleko znajduje się jakaś mała planeta o nazwie Bhuta i tam możemy wylądować. Robiąc wszystko co w jej mocy Philipine znalazła ją na czujnikach i pokierowała statek w tym kierunku. Lądowanie mieliśmy fatalne – łupneło jak nigdy. Wyraźnie słyszałem zgrzyt blach. Ważne, że wylądowaliśmy. Wyszliśmy na zewnątrz.

Planeta była bez atmosfery i miała przyciąganie dużo mniejsze od zwykłych planet, co wskazywało na jej małe rozmiary. Zaczęliśmy analizować, co mamy robić dalej. W słuchawkach na moment rozległ się szum. Są tu ludzie – pomyślałem – jesteśmy uratowani. Eliza zaczęła narzekać na naszą sytuację. Powiedziałem żeby się nie bała, bo naprawię statek i odlecimy stąd. A ona złożyła mi niestosowną propozycję w zamian za wyciągnięcie jej z tej opresji, tzn. jeżeli naprawie statek. Kobiety są dziwne. Powiedziałem jej, że wystarczyłby mi pistolet plazmowy. Obiecała, że mi go da. Całkiem fajna ta Eliza. Naprawiłby to od ręki tylko skąd mam wziąć do cholery Cewkę Du-Basa i Przyłacze Mocy ?. Philipine próbowała za pomocą czujników znaleźć obiekt, z którego nadszedł sygnał – niestety bez rezultatu. Wtedy przyszła mi do głowy pozornie dziwna myśl. Wywołam Moc wykrycia przepływu Energii rozciągając ramiona Mocy tak daleko jak tylko potrafię. Wiedziałem, że jest to bardzo trudne, ale spróbowałem. Zamknąłem oczy i wywołałem Moc. Zaprawdę jestem Wielki. Objąłem jej zasięgiem cała planetę i ‚zobaczyłem’ poza nasza technologią tylko jeden słaby impuls oddalony o około 20 km i nie było to żadne znane mi Urządzenie. Miałem nadzieje, że wykryje jakąś bazę a tu praktycznie nic. W tym impulsie była nasza ostatnia nadzieja. Powiedziałem o tym moim przyjaciołom – patrzyli na mnie z wyraźnym niedowierzaniem, ale posłuchali mnie. Dotankowaliśmy tlen w zbiornikach skafandrów do pełna. Wziąłem z sobą najpotrzebniejsze narzędzia, pistolet laserowy i wyruszyliśmy.

Tylko ja i Philipine sprawnie poruszaliśmy się w skafandrach, więc podroż trwała długo. Po pewnym czasie naszym oczom ukazał się krater wypełniony czarnymi kryształami a w środku stało kilka dziwnych kolumn. W czasie drogi w równych 10 minutowych odstępach w słuchawkach naszych skafandrów pojawiał się szum. Ten sam, który nas wcześniej zaintrygował. Po kilku minutach od przyjścia w słuchawkach znowu pojawił się szum. Między kolumnami przebiegło wyładowanie elektryczne a w środku pojawił się statek kosmiczny starego typu. Był w fatalnym stanie technicznym. Widzieliśmy na nim jakieś wgniecenia i dziury, które ‚uzupełniał’ czarny kryształ. Pomyślałem, że mogę potrzebować Mocy a wyczerpałem przecież jej cały Potencjał. Oddałem się medytacji. W tym czasie jak usłyszałem później moi towarzysze eksperymentowali z statkiem, który co 10 minut, to się pojawiał, to znikał. Doszli do tego, że prawdopodobnie przenosi się on w inny wymiar. Philipine znała dobrze konstrukcje tego typu statków. Wiedziała gdzie ma pomieszczenia ładowni. W czasie, gdy statek zniknął zbudowali piramidkę na wierzchu, której zostawili monetę. Statek się pojawił i po jakimś czasie zniknął zabierając monetę z sobą. Moi towarzysze doszli do tego, że można się dostać do statku – wystarczy, zbudować piramidki z kamieni, stanąć na nich i poczekać aż się pojawi. Skończyłem medytować czułem, że Potencjał Mocy wrócił do mnie. Niedługo później statek zniknął. Ustawiliśmy stosy kamieni tak by obiekty znajdujące się na ich wierzchołkach znalazły się tam gdzie powinna znajdować się ładownia. Weszliśmy na kamienie i oczekiwaliśmy na pojawienie się statka-widmo.

Ireneusz ‚V’ Morawski

About Tomasz Wachla

www.spinqfotografia.pl www.tomaszwachla.pl
Gasnące Słońca, GS Odyseja ,

Comments are closed.