Sesja 8 – z dziennika Martina

Planeta Gwyneth, Fordan, klasztor Dales

Wojskowi, którzy przylecieli do Ruin Annunakich wypytali nas o to, co wiemy na temat tego zdarzenia. Opowiedzieliśmy im całe zdarzenie tak jakby byłoby one wynikiem Rytuału, który udało się nam przerwać. Nie opowiedzieliśmy o konsoli i naszej prawdziwej roli. I co najśmieszniejsze UWIERZYLI!. Szok doprawdy … Ale jak już pisałem ta cała Gwyneth to straszna dziura i nie dziw, że w takie zabobony wierzą. Jest chyba oczywiste, że to Terraformujące Urządzenie Techniczne. Jak już będę miał swoją planetę musze sobie koniecznie takie zbudować.

Podczas gdy przygotowywaliśmy się do odlotu, wylądował niedaleko nas statek, z którego wyszedł człowiek, który przekazał Ricardo skrzyneczkę i powiedział, że zawiera informację dla niego. Przeskanowałem, był to Odtwarzacz Rejestratora Fal Dźwiękowych z podwójnym zabezpieczeniem na impulsy tonacyjne. Dla większości była to pewnie skrzyneczka, która mówi jak się poda hasło. Zabawne, hehehe. Ricardo odszedł z ORFD na bok i odsłuchał wiadomość. Wrócił mocno zmieniony na twarzy – musiało się stać coś ważnego. Jednak o niczym nam nie powiedział. Po niedługiej chwili wylądował niedaleko nas mechaniczny ptak, z którego wyszła siostra, którą już wcześniej widzieliśmy w klasztorze Almatean przy okazji wskrzeszenia Ibn Agara. Wtedy za udzielenie pomocy zobowiązaliśmy się wykonać misję dla Kościoła, która nam zostanie w odpowiednim czasie przekazana. Siostra powiedziała nam, że właśnie ten czas nadszedł. Misja miała polegać na rozwiązaniu problemu pewnego klasztoru, w którym zaczęli znikać mnisi. Temat mnie zainteresował, bo klasztor ów pełnił role „sanatorium’ dla Psychotronikow i Terugów, którym Ciemna Strona zaczęła przysłaniać oczy. Wiem że mi się takie coś nie zdarzy ale jakby co warto coś więcej wiedzieć na ten temat nie ?. Wymogiem wzięcia udziału w misji było przyjęcie paru warunków, które zostały nam narzucone. Przede wszystkim mieliśmy udawać mnichów. W klasztorze znalazły się dwie frakcje kościelne Almateanie i Ortodoksja. Tylko cztery osoby w klasztorze były wtajemniczone w naszą misje. Przeorysza matka Julia (Almateanka), siostra Beatrice (Almateanka), ojciec James (Ortodoks) i klucznik brat Rudolf. Dostaliśmy też zakaz używania rzeczy technicznych. Zakaz w miarę zrozumiały biorąc pod uwagę, że w klasztorze nie było ponoć żadnej techniki. Byłem rozżalony. Lada dzień mieli mi dostarczyć ostatnie elementy potrzebne do wykonania prototypów wynalazków, na statku warsztatorium już było prawie na ukończeniu, a tu przyjdzie mi żyć w warunkach ludzi pierwotnych, gdzie nijak prac dalszych prowadzić nie mogłem. Trzeba szybko zakończyć tą sprawę – pomyślałem – i wrócić do rzeczy naprawdę ważnych. Nasze rzeczy wzięli do stolicy wraz z odzyskanym mieczem, który obiecano przekazać ambasadorowi a nam dali habity. Latającym ptakiem podrzucili nas do miasta gdzie zbierali się mnisi, którzy zmierzali do klasztoru. W czasie podróży siostra pod pozorem spowiedzi przesłuchała nas. Czułem, że może mieć Moc wykrywania kłamstwa, więc nie bawiłem, sie w podchody i przyznałem się do tych Avestian. A co mi tam sami chcieli nie?. Po kilku godzinach wylądowaliśmy. Od tej pory mieliśmy udawać mnichów.

Podróż przebiegła nam spokojnie. Starałem się dopytać się idących z nami braci o różne interesujące mnie rzeczy, ale większość pytań wywoływała na ich twarzach wyraz zdumienia. Moi towarzysze poprosili mnie żebym nie zadawał więcej pytań. Nie wiem, dlaczego. Podobno mają tam dużą bibliotekę. A chciałem przypomnieć sobie elaborat Xantiego o przekaźnikach interflatonowych. Nie to nie. Za to przyszło mi do głowy, że poproszę Ibn Agara żeby mnie nauczył jak wzmacniać swoje ciało korzystając z Mocy. Liczę, że ta Moc wywołana przed Mocą generującą wyładowania elektryczne wzmocni jej siłę. Obiecał, że mi pomoże. Dotarliśmy do wrót klasztoru. Tam przywitał nas odźwierny brat Rudolf, który przypominam był wtajemniczony w naszą misje. Wypytał każdego z nas o intencje i to czy nie mamy z sobą żadnej zawansowanej technologicznie rzeczy. Głupio się poczułem – faktycznie nie miałem. W czasie rozmowy na odsłoniętej szyi zauważyłem znak Avestian – ciarki przeszły mi po plecach, „w co ja się pcham, cholera … „- pomyślałem .Podczas wejścia na teren klasztoru Ibn Agar złożył śluby milczenia. Ponieważ musiałem się z nim jakoś komunikować w sprawie Mocy poprosiłem o trochę papieru i pióro do pisania. Brat Rudolf powiedział, że rano mam poprosić o to ojca Jamesa. Dobrze, że poprosiłem w czasie drogi Ibn Agara o wskazówki w sprawie Mocy. Dali nam jakieś dziadowskie pomieszczenia, które nazywają celami. Celna nazwa. Chociaż cela na Delfach była wygodniejsza. Rozmieścili nas w budynku mnichów. Ibn Agara poprosił o cele wśród Pokutnków – psioników, którzy przeszli pod opiekę Kościoła. Philipine oczywiście została zakwaterowana w budynku Almateanek. Później czekały nas modły – to było takie śpiewanie na smutno – jako że nie jestem specjalnie muzykalny, no i nie znałem tekstów przyśpiewek to nie śpiewałem. Żarcie też mają fatalne – mało i nisko przetworzone produkty. Udałem się do celi i rozpocząłem trening Mocy. W nocy nie wydarzyło się nic ciekawego.

Następnego dnia rano udaliśmy się do matki Julii gdzie były już wszystkie osoby wtajemniczone. Matka przedstawiła nam zbiór faktów mających nam pomóc podczas wykonywania zadania. A dokładnie, że w klasztorze w ciągu ostatnich 2 tygodni zniknęło 7 osób: 6 mnichów i mniszek oraz ksiądz przybyły by przeprowadzić dochodzenie. Wśród zaginionych wysoki odsetek stanowili psionicy. Cóż na razie mieliśmy za mało danych by snuć domysły. Zapytałem matkę Julie czy na terenie klasztoru są urządzenia techniczne. Odpowiedziała mi, że jest jedno – komunikator. Sprawdziłem Mocą rozciągając jej zasięg na cały teren klasztoru. W czasie użycia Mocy poczułem dziwny opór – jak się domyśliłem była to poświęcona ziemia. W klasztorze nie wykryłem żadnej działającej rzeczy zasilanej elektrycznie. Zapytałem, więc o to matkę Julie. Zdziwiła się trochę, że użyłem Mocy. Ale potwierdziła wynik skanowania – komunikator był aktualnie wyłączony. Zostaliśmy jeszcze raz poproszeni o przestrzeganie reguł klasztoru. Dodała też, że na całe śledztwo mamy 5 dni, potem będzie musiała wezwać Inkwizycję, czego woli uniknąć. Dostałem też obiecane pióro i kartki papieru. Cóż z tą małą garstką informacji przystąpiliśmy do poszukiwań.

Z przystosowaniem się do warunków panujących w klasztorze mieliśmy sporo kłopotów. Najlepiej znalazł się w tym Ortolfus, który wsiąknął w zasoby biblioteki. Miał nadzieje, że znajdzie informacje z historii klasztoru, które przybliżą nas do rozwiązania zagadki. Jego nadzieje jak się później okazało, były płonne. Najbardziej mi było żal don Benito. Widać było, że mu życie klasztorne nie służy. Narzekał strasznie na b. małe porcje i co rusz na sali padało pytanie typu „Widzę bracie, że nie jesteś głodny czy mógłbym zjeść za Ciebie ten kawałek Rzodkwi?”. Próbował też leżeć krzyżem z innymi mnichami, ale nie wytrzymał nawet godziny. W czasie tego dnia rozmawialiśmy z wieloma mnichami i mniszkami – głównie zainteresowali nas ci, którzy posiedli Moc. Przyznać trzeba, że ich stan psychiczny wskazywał z reguły dość jednoznacznie, dlaczego tutaj są. Takie są skutki nieumiejętnego użycia Mocy. Wprawdzie jestem wysokiej klasy specjalistą i na pewno mi się takie rzeczy nie przydarzą, ale nie ukrywam, że trochę mnie to przygnębiło. Przez większą część dnia uczyłem się Mocy, korzystając z kolejnych wskazówek Ibn Agara. Ale wracając do rzeczy. Z informacji, które uzyskaliśmy wynikało, że na terenie klasztoru znajduje się przedmiot posiadający Moc – Legendarna Misa Hombora Żebraka – jednego z Apostołów Proroka. Misa podobno pozwala zdjąć przekleństwo z tych, którzy nadużyli Mocy Boskich. Dowiedzieliśmy się też, że pod biblioteka znajdują, sie jakieś pomieszczenia, w których chowają prochy mnichów. I co ciekawe jeszcze jedno pomieszczenie gdzie nie wiadomo, co jest i nie wolno wchodzić. Dodatkowo dowiedzieliśmy się, że matka Julia od niedawna pełni rolę Przeoryszy a poprzedni Przeor ojciec Maksymilian zginął w dość dziwnych okolicznościach nie długo przed tym jak rozpoczęły się zniknięcia. Dokładnie 3 tygodnie temu spadł ze schodów i zabił się. Widział to brat Andrea, który potem zniknął. Dziwny zbieg okoliczności nieprawdaż. Osób interesujących w tym miejscu było wiele. Weźmy na przykład siostrę Margerit, która pojawiła się w klasztorze ok. 1,5 miesiąca temu, kiedy ją wypytywałem przyznała, że po pierwszych zniknięciach wnikała w umysły innych mnichów żeby dowiedzieć się prawdy, ale nie znalazła nic interesującego. Albo brat Garkemedesa, który co prawda spędził ostatnie 2 lata w klasztorze, ale nie wykazywał żadnych postępów w leczeniu. Przypuszczam, że dlatego że wbrew zakazom korzystał nadal ze swych Mocy. Twierdził on, że był na Byzantium Secundus już po zamknięciu Wrót. Co najdziwniejsze informacje które nam podał tzn. że statek Rycerza który zamknął Wrota został zniszczony i nikt tam nie wie dlaczego to zrobił, że panuje tam głód a Cesarz nawołuje do wytrwania, były bardzo prawdopodobne. Domyślam się, że odbył on wędrówkę mentalnie za pomocą jednej ze swych Mocy. Co ciekawe Garkemedes twierdził że Cesarz jest nowym wcieleniem Lexiusa Rycerza. Chmmm … . Opowiadał nam tez o potworach, które czają się za jego oknem i zaglądają siostrom pod habity. Namówiliśmy go do tego by odbył wędrówkę mentalną do miejsca, do którego nie mieliśmy dostępu. Zobaczył tam jakieś kości wystające z ściany i przestraszyło go to i wycofał się.

Uznaliśmy z Ibn Agarem, że trzeba się dowiedzieć od matki Julii czegoś więcej o tym miejscu. W drodze do jej budynku nagle otrzymałem cios w głowę, który o mało nie pozbawił mnie przytomności. Była to spadająca z dachu dachówka. Zalany krwią, zły na cały świat, z Ibn Agarem zapukałem do drzwi matki Julii. Otworzyła nam i udzieliła, wraz z siostrą Beatrice mi pomocy. Powiedzieliśmy jej, że widzieliśmy to, co znajduje się w pomieszczeniu dla nas niedostępnym i prosimy o skomentowanie tego. Odpowiedziała, że jutro rano zaprowadzi nas tam. Jest to wstydliwy element historii klasztoru. Około 500 lat temu, bowiem w tym miejscu zamurowano żywcem heretyków. Sposób, w jaki zakończył swój żywot poprzedni Przeor oraz zdarzenie z dachówką nasunęło nam podejrzenie, że osoba odpowiedzialna za to wszystko musi dysponować Mocą przesuwania przedmiotów na odległość. Wypytaliśmy Matkę, kto taka Mocą w klasztorze dysponuje odpowiedziała nam że: brat Guwertos, brat Datelos i brat Irvin. Wiec stali się oni automatycznie naszymi głównymi podejrzanymi. Jak wypytywaliśmy brata Garkemedesa o brata Datelosa powiedział nam że czuje w nim moce których nie zna. Udaliśmy się z Ibn Agarem do Datelosa. Zapukaliśmy do niego. Otworzył nam Ur-Obun o nieprzeniknionym wzroku. Przeprowadziliśmy rozmowę, z której w zasadzie nic nie wyniknęło. Nasz Obcy powiedział, że próbował zbadać jego umysł, ale nie potrafił się przebić. Część nocy spędziliśmy razem z Garkemedesem by wyjaśnić, czym są potwory, które chcą go dopaść. Nic ciekawego nie zauważyliśmy. Wtedy myśleliśmy, że są to zwidy szaleńca dziś wiem, że nie. Poszedłem spać z poczuciem, że nie wiele przybliżyliśmy się rozwiązania zagadki klasztoru.

Kolejny dzień rozpoczął się fatalnie. Tuż po śniadaniu okazało się, że brakuje jednego z braci. A co najgorsze jego cela jest cała zakrwawiona. W czasie, gdy zbieraliśmy myśli Ibn Agar zauważył że jeden z braci – Brat Fiodor – przybliżył twarz do ściany i najprawdopodobniej polizał krew która się tam znajdowała. Obrzydliwość!. Brat Fiodor wzięty na spytki przez naszego Uruka wyznał, że kiedyś był członkiem jakiegoś heretycznego kultu Dzieci Erwy, który panoszył się w okolicznych lasach. Kult ten czcił duchy, i odprawiał jakieś rytuały z użyciem krwi. Twierdził, że podczas badania celi zaginionego brata Paulo mimowolnie polizał krew ze ściany. Co ważne powiedział nam że krew jest zwierzęca, ale zwierze nie umarło w tym miejscu. Przekazaliśmy matce Julii inforamcje, które udało nam się zebrać. W czasie rozmowy wspomniała o bracie Wolfgangu, który zmaga się z swoim umysłem i który przybył ok. 1 miesiąc temu. Okazało się ze jest on z specjalnego polecenia Hawkwoodów. Prawdopodobnie był osoba do zadań specjalnych w ich armii. Odwiedziliśmy jego cele. Był to szaleniec przywiązany pasami, z którego ust wylewały się potworności, których zapewne doświadczył. Zbadaliśmy również z matka Julią podziemia. Faktycznie obraz był nieciekawy, ale zgodny z opisem Garkemedesa. Matka Julia powiedziała, że wstydzi się tego elementu historii klasztoru i dlatego jest ona niedostępna dla obcych. W sumie nic dziwnego. Ricardo zaproponował by pochować szczątki nieszczęśników i w ten sposób zerwać z tą historią. Przeorysza przyznała, że jest ot chyba najlepsze rozwiązanie i tak też uczyni. Okazało się, więc że ten ślad nie ma z obecną sytuacją nic wspólnego. Także zostało nam już tylko 3,5 dnia do przyjazdu Egzekutora. Nie mieliśmy żadnych konkretnych dowodów, I stertę przypuszczeń, które się wydawały równie prawdopodobne. I wtedy właśnie wpadł mi do głowy pomysł. Słyszałem, bowiem że istniej możliwość wykorzystania Mocy skanującej Energię do wykrywania Mocy. Wszystko, bowiem wskazywało, że ktoś władający Mocami stoi za tym. Zacząłem przypominać sobie przypominać nauki Mistrza Zachariasza i w przebłysku geniuszu otwarłem wrota dzielące mnie od tej Mocy. Ech … zaiste jestem Mistrzem Energii !!!.

Ireneusz ‚V’ Morawski

About Tomasz Wachla

www.spinqfotografia.pl www.tomaszwachla.pl
Gasnące Słońca, GS Odyseja ,

Comments are closed.