Sesja 7 – z dziennika Martina

Planeta Gwyneth, Fordan, Llanfyrth

Jasna cholera… W życiu bym nie przypuszczał ze tak dobrze odbiorą moją prośbę o udział w kosztach moich eksperymentów. Wiem, że im sporo pomagam i nie biorę za to kasy, ale aż takiego odzewu się nie spodziewałem. Szczególnie Olafa i Philipine. Pewnie też chcą poeksperymentować. A swoją drogą warsztatorium przyda się wszystkim. Będę miał gdzie z Olafem naprawiać elementy statku po walkach, no i tą broń, którą ciągle psują.

Projekty są bardzo obiecujące – szczególnie RWPK v.1.0. Ricardo gdy mu pokazałem notatki obiecał mi pracę dla możnych rodu Hazat. Duża rzecz, ale jeszcze poczekam. W końcu jestem najlepszym energetykiem w Znanych Światach nie?. W każdym razie wszystko idzie w dobrym kierunku. Kupiłem już prawie wszystko do projektów, ale nie mam jeszcze minisiłownika perforacyjnego z utwardzonym ostrzem tytanowym do projektów ZMŁJ v.1.0/CMŁJ v.1.0 oraz rury z cermstali pokrytej wewnątrz siatką z tunelujących włókien węglowych – cholerna wiocha ta Gwyneth nie mogą odpiłować z jakiegoś działa plazmowego … hehehe …

Co do tych „kociaków” to okazało się że niejaki Torst Den van Gelder zorganizował napad na dom Elizy. Podobno stali za tym Decadosi przynajmniej tak twierdzi Eliza. Istotne jest to że van Gelder obrał również NAS jako cel swojego niecnego ataku, prawdopodobnie za pokrzyżowanie ich planów z Delf. Co ważniejsze przekazała nam że Alex Montgomery Hawkwood pragnie sie z nami spotkać w pałacu księcia Erazma i nie tylko on bo w dodatku ambasador Hazatów też tylko oczywiście w swojej rezydencji. Myślałem, że chodzi o tych Avestian którzy weszli nam w drogę, ale okazało się, że nie.

Alex przyjął nas niezwykle godnie wraz z dwoma Rycerzami Poszukującymi: Fryderykiem Di Buente Li Halan oraz Markiem Tulez Justynianem którzy prowadzą śledztwo w sprawie „ostatnich statków” z Byzantium Secundus.Pytali co wiemy no i o Williama Redorana Hawkwooda. W sumie fajnie, bo o to samo chcieliśmy ich zapytać. My wcisnęliśmy im ten sam kit co księżnej z Delfy. A oni nam przekazali że „ostatnie statki” z Byzantium Secundus : na Aragonię, Suthec i Tetydę przybyły ale nie miały nic ciekawego do powiedzenia, na Criticorum skończyło się to eksplozją i śmiercią Luisa Frente Almodavara – to już rzecz jasna wiedzieliśmy, na Stos i Leminkainen statki „prawdopodobnie złupili piraci”, na Madok i Pantateuch statki „tajemniczo zagineły w pustce”. Za to Alex powiedział nam ważne rzeczy o Williamie. Okazało się, że baronet William Redoran Hawkwood chciał znaleźć utracony świat Yathrib (Gwiezne Wrota z Aylonu). Poszukiwał on Legendarnej Monety Ofiarowania – należącej do apostoła Hombor’a Żebraka, która ofiarowana komuś zmienia się w monetę o najwyższym nominale na danym obszarze. Do poszukiwań monety skłoniła go odkryta, dawna legenda, że ten, kto wrzuci monetę do sadzawki na Wzgórzu Proroka na Aylonie otrzyma pozwolenie dostania się na Yathrib. Ciekawe nieprawdaż?. Ale najciekawsze jest to, że zostałem Honorowym Mieszkańcem Gwyneth – straszna wiocha jak mówiłem, nie to co Ligheim – no ale zawsze coś. To za tą naszą walkę z krążownikiem. Odznaczenia przeskanowałem Mocą były czyste. Dali też nam po 500 Feniksów. Fajny ten Alex polubiłem gościa pewnie mu przykro, że musi na takiej dziadowskiej planecie mieszkać – ale to już tak jest jak sie dopuszcza do głosu fanatyków z olejem w baniaczkach na plecach zamiast w głowie. W sumie i tak dobrze, że mają tu w ogóle Gildie Inżynierów.

Za to Ambasador Hazatów, a w zasadzie pełniący obowiązki Ambasadora Pierre Dominik Meklar to mocno żałosny głupiec. Naprawdę nie mieli kogoś innego na zastępstwo po tym jak Eliza zabiła barona Tarragona Justusa?. Okazało się, że po śmierci Tarragona nie wysłał on z jego ciałem jego rodowego miecza. I w dodatku ten miecz mu ukradziono !. Ricardo chyba stanowi wyjątek w rodzie Hazat – potrafi myśleć, co nie często się jego rodzinie zdarza. Jak można było dopuścić do czegoś takiego?. Wystarczyłoby kilka czujników, jeden dobry sejf i nikt łącznie z miejscową Gildią Pozyskiwaczy nie ruszyłby tego miecza z miejsca. No może poza Ortolfusem. W dodatku oczywiście to my mamy teraz ten miecz znaleźć. Jesteśmy Zbawcami Świata czy co?. No nic zgodziliśmy się. Amabasador dał nam mechanicznego ptaka i troche wyposażenia oraz koordynaty miejsca gdzie prawdopodobnie polecieli Pozyskiwacze. Wypytaliśmy Elize o „miejscową florę”. Powiedziała nam o różnych stworzeniach. Nas wybitnie zainteresowały Kamienne Trole – podświadomie czuliśmy, że będzie nam dane je poznać. W bibliotece nie dowiedzieliśmy się nic konkretnego na ich temat. Acha Eliza przekazała nam, że Avestianie węszą za nami. No nic mała podróż chyba się nam przyda. Wyruszyliśmy.

Philipine oczywiście sprawiła się znakomicie i po paru godzinach byliśmy na miejscu. Nie było wprawdzie gdzie wylądować, bo pod nami był las, ale co to dla Philipine nie dosyć, że nas posadziła na ziemi to jeszcze znalazła ptaka Pozyskiwaczy. Brawo Philiphine!!!. Gdy wysiedliśmy zabraliśmy się za oględziny mechanicznego ptaka Pozyskiwaczy. Dziwne wyglądał jak poobijany z zewnątrz a w środku ślady krwi. Ślady… chmmm … trochę więcej niż ślady. Dość szybko przyszły nam do głowy Kamienne Trole – to chyba one tu się pożywiły a resztę chyba wzięły do spiżarni. Zaczęliśmy szukać ścieżki, którą z tego miejsca odeszły istoty. Jak się domyślaliśmy miały teraz miecz, który chcieliśmy odzyskać. Znaleźliśmy i zaczęliśmy iść w głąb lasu. W pewnym momencie, Ibn Agar spostrzegł coś w lesie i zaczął biec w tym kierunku pobiegłem za nim z Ricardo. Gdy dotarliśmy do niego okazało się, że ten w najlepsze po przyjacielsku rozmawia z jakimś leśnym człowiekiem. Pewnie bym się zdziwił gdym nie znał naszego Obcego, ale zdołałem się już przyzwyczaić. Wojownik nazywał się Urtel. Okazało się, po przesłuchaniu, że na tym terenie zamieszkują ludzie, którzy należą do plemienia Natel i to oni teraz mają „nasz” miecz. Czczą oni Boga Hertona – brata przedwiecznych, stwórcę lasu i wszelkiego życia. Przekazał nam też informacje, że właśnie zamierzają rozpocząć jakiś rytuał który ma zamknąć „Otwór w niebie”, którym miałyby przylecieć demony oraz, że ma się on odbyć na „Świetym Wzgórzu Przedwiecznych”. Jak się domyśliliśmy chodziło o pozostałości po Annunaki o których wiedzieliśmy że są gdzieś niedaleko. Wodzem plemienia aktualnie był Gurda – kapłan Boga Hertona – który zdetronizował Kelchena poprzedniego wodza, który podobno gdzieś żyje na uboczu i jest przeciwny zamknięciu drzwi. Cóż, mogliśmy zyskać poplecznika w Kelchenie. Liczyliśmy, że upadły wódz nam pomoże, że stoi za nim jeszcze jakaś siła lub też, że dysponuje Mocą lub wiadomościami, które się nam przydadzą. Przeliczyliśmy się.

Pobyt u Kelchena wspominam nienajlepiej. Cóż Kelchen to szaleniec, któremu Moc prawdopodobnie pomieszała zmysły. Słyszałem, że takie rzeczy się zdarzają – mnie na pewno to nie spotka, Ibn Agar wydaje się jednak mniej odporny na Głos Cienia. W każdym razie próbowaliśmy coś ustalić, ale bezskutecznie. Kelchen w swoich odchodach patykiem usilnie poszukiwał Wizji. A Ricardo zaczął oddawać cześć Hertonowi. Wiedziałem, że jest religijny, ale że aż tak to nie. Powoli jednak docierało do nas, że drzwi demonów, które chcą zamknąć rytuałem ludzie lasu to Gwiezdne Wrota układu. „Jak chcą to zrobić ci głupcy ?” – dźwięczało mi w głowie. Technologii Anunakich nie znam nawet ja Martin najlepszy na roku Akademii Ligheim – Mistrz Energii.

Później wypadki potoczyły się szybko. Zauważyliśmy na niebie sferę – tarcze energetyczną, która się roztoczyła na nieboskłonie i słup czystej nieskażonej Energii. Ech cud prawdziwy… Gdyby nie to, że skierowany był – jak się domyśliłem – prosto w jądro planety, na której akurat stałem zamarłbym z zachwytu. Niestety trzeba było działać. Pobiegliśmy wprost do ruin Annunakich gdzie był skierowany słup energii. Wejścia strzegło kilkunastu wojowników, których w prostych żołnierskich słowach przekonał nasz nieoceniony Ibn Agar do tego, że jest wysłannikiem Hertona – ich Boga. Później na naszej drodze pojawiła się jeszcze jakaś grupka, która również po wypowiedzi Uruka nie nawiązała walki. Dobiegliśmy do sali. Naszym oczom ukazał się ciekawy obraz. Na środku stał prowizoryczny ołtarz, na którym leżała poraniona istota – jak się później dowiedziałem był to obcy Oro’ym z rasy inteligentnych płazów z wodnego Madok którzy ponoć żyli razem z Annunaki. Obok istoty stał Gurda, który trzymał w rękach miecz, po który przybyliśmy. Ołtarz otoczony był swietlistymi kolumnami. Było tam też około 20 wojowników, którzy wycelowali w nas swe łuki. W tym momencie Gurda przemówił „On jest wysłańcem Hertona – oddajcie mu pokłon” – wskazując na Ibn Agara. Wojownicy oddali nam pokłon. Następnie Gurda przeciął dwuręcznym mieczem obcego. Myślę, że był to kolejny pokaz mocy naszego Uruka. Niestety proces nie został zatrzymany. Czułem, że jeżeli szybko tego nie zatrzymamy jądro planety nie wytrzyma naporu energii. Podbiegliśmy do Gurdy. Ibn Agar rozkazał mu zatrzymać proces. Na to Gurda, że proces jest nieodwracalny a uruchomił go Obcy, który odczytał w języku Annunakich ciąg zdań które otrzymał w wizji o Hertona. Dlatego też kupił obcego od ludzi z poza lasu i poprzez tortury wymusił na nim wypowiedzenie tych słów. Zobaczyłem zdumienie w oczach naszego Obcego. Czyżby zabicie rybo-obcego pogrzebało w gruzach tą planetę?. Na szczęście dla nas i dla tej planety odpowiedź była negatywna.

Ważne wnioski do wykorzystania w późniejszych pracach badawczych:
-jak już od dawna podejrzewałem Artefakty Annunakich są urządzeniami technicznymi
-urządzenia te można aktywować poprzez polecenia głosowe wydawane w języki Annunakich
-przed rozpoczęciem badań należy skonstruować Translacyjny Komunikator Języka Annunakich.Bazą wejściową projektu może być Translacyjna Maszyna Myśląca.
Otwarcie projektu TKJA v.0.1 !!!

Po zabiciu Gurdy pobiegliśmy do jaskini, do której wejście znajdowało się w sali, w której obecnie się znajdowaliśmy. Nie wierzylem własnym oczom zobaczyłem kompletne urządzenie zasilające jądro planety. Urządzenie Terraformujące !. Oczywiście dla moich towarzyszy był to tylko obszar iglic, w które biła energia słupa. Nad tymi iglicami znajdowała się konsola sterująca, która przybrała postać kuli energii z pomostem energetycznosiłowym. Wokół stały kolummny z jarzącymi się runami a do nich przywiązane były ludzkie postacie – Pozyskiwacze. W sali kręciły się „pupilki” Gurdy, Kamienne Trole, żerujące na ciałach. Myśle że kontrolował je używając Mocy podobnej jak Ibn Agar i to one dostarczyły mu „nasz” miecz. Nie wiem co mnie powstrzymało przed pójściem w stronę kuli – gdy o tym wspominam żal ściska mi serce. To ja mogłem być operatorem Urządzenia Annunakich. Miałem przed sobą działające ich urządzenie i zrezygnowałem. Przekonany byłem, że jest jeszcze czas a to była ostania chwila. Ale po kolei.
Gdy wpadliśmy do sali z Urządzeniem zaatakowały nas 3 Trole. Rozpoczęła się walka. Okazały się one trudnymi przeciwnikami, z którymi Ricardo, don Benito i Ibn Agar dzielnie walczyli. Ja stałem z tyłu z laserem, z którego raziłem dość mało skutecznie przeciwników. W tym czasie Ortolfus z Philipine podążyli w stronę pomostu wiodącego do kuli. Gdy weszli na pomost ten zaczął za nimi znikać. Już wtedy wiedziałem nie będzie mi dane skosztować techniki Annunakich – złość wezbrała w moim sercu. W tym momencie za moimi plecami pojawił się Kamienny Trol. Wziąłem do ręki baterię i użyłem Mocy Przepływu Energii. Nie zdołałem zobaczyć zdumienia w oczach Trola gdyż wyciekły mu one z oczodołów. Moc zawarta w baterii atomowej poraziła jego ciało. W drgawkach upadł u mych stóp. Poczułem się dziwnie. Nigdy nie użyłem w ten sposób tej mocy. W tym czasie Ortolfus z Philipine (co znam niestety tylko z opowieści – cholera!) próbowali dezaktywować Urządzenie. Okazało się, że funkcje Urządzenia mogą być aktywowane poprze wybór właściwych sekwencji kolorystycznych. I tu pojawia się pytanie skąd Ortolfus znał właściwą kombinację. Ku zdumieniu nas wszystkich okazało się, że części kodu podawali mu w ciągu kilku ostatnich dni przypadkowo napotkani ludzie. Czyżby Wszechstwórca czuwała nad nami. Widocznie nasz los jest nieodłącznie związany z jego planami. Nigdy nie byłem człowiekiem zbyt religijnym, ale ostatnio trochę się to zmieniło. Ale wracam do wydarzeń. Po wybraniu właściwej sekwencji proces się zatrzymał, znikneła tarcza energetyczna, energia przestała płynąć, a kula przemieściła się poza obszar iglic umożliwiając Ortolfusowi i Philipine jej opuszczenie. Byliśmy znowu razem. Otoczyły nas Kamienne Trole, które powychodziły z różnych wejść do jaskini. Zapowiadało się na trudną walkę. Ale w tym samym czasie pojawiły się wojska Hawkwoodów, które dość szybko poradziły sobie z potworami.
Cóż… Uratowaliśmy planetę wraz z ok. miliardem ludzi ją zamieszkującym.
Jak im uratowałem życie, to może szybciej załatwią mi minisiłowniki i obudowę…

Ważne wnioski do wykorzystania w późniejszych pracach badawczych:
-Urządzeniami Annunakich można sterować poprzez konsole sterującą
-polecenia konsoli są kodowane za pomocą kodu kolorystycznego
-przed rozpoczęciem badań nad konsolą należy skonstruować Dekoder Kodu Kolorystycznego Annunakich.
Otwarcie projektu DKKA v.0.1 !!!

Ireneusz ‚V’ Morawski

About Tomasz Wachla

www.spinqfotografia.pl www.tomaszwachla.pl
Gasnące Słońca, GS Odyseja ,

Comments are closed.