Gasnące Słońca – sesja XVI

29.02
Zbliża się godzina próby, ale wierzę, że będzie to godzina naszego zwycięstwa. Więcej – wiem, że tak będzie ! Wykonamy Plan Wszechstwórcy, obnażymy przed całymi Znanymi Światami spisek Symbiontów i okryjemy się nieśmiertelną chwałą. Wybrańcy Jedynego ! To brzmi odpowiednio… No i ta wdzięczność wszystkich ludzi na każdej planecie i nie tylko ludzi – Etyri na przykład. Uderzamy pojutrze !

Zapowiadało się kiepsko – lądując dziś rano na postrzelanej krypie Pośredników, „Mauritiusie” czy jakoś tak, nie mieliśmy właściwie żadnego planu, ani nawet realnej koncepcji. Straciwszy wraz z „Consuellą” darowany nam przez Etyri tłumik energetyczny nie mieliśmy sposobu na przebicie się przez tarcze energetyczne ukrytego pod postacią księcia Hakima Symbionta, a przedtem jeszcze należało znaleźć sposób, by dostać się w jego pobliże. Jasne, wierzyłem niezachwianie, że Wszechstwórca dokona cudu, albo przynajmniej wskaże nam jakieś dobre rozwiązanie – nie po to w końcu objawiał nam te wszystkie wizje i przepowiednie, nie po to ocalał nas nieraz od pewnej śmierci, by teraz zostawić nas na pastwę losu i pozwolić by całe Znane Światy zostały opanowane przez Symbiontów. Ale Ortolfus i reszta nie podzielali mojego optymizmu, z wyjątkiem może jednego Martina.

Po wylądowaniu zdawało się jeszcze gorzej. Na mieście zobaczyliśmy list gończy, a na nim nazwiska i podobizny Don Benita, Ortolfusa, Martina i Ibn Agara, każdy po 10.000 feniksów. Całkiem nieźle, zważywszy że brat Cesarza i księżna Leda zostali wycenieni zaledwie na 20.000. Podobizn mojej i Philipine na liście nie było, ze względów dyplomatycznych, ale z pewnością agenci Mutasih równie dobrze by za nas zapłacili.

Kupiliśmy jakieś odpowiednie ubrania, pierwotnie po to by nie rzucać się w oczy, ale jak się okazało każdy z moich towarzyszy chciał wyglądać jak najbardziej oryginalnie: a to półprzezroczysta suknia, a to syntjedwab nabijany ćwiekami, a to jakiś sekciarski tatuaż na czole. Niczym trupa wędrownych aktorów. Jednak Wszechstwórca czuwał nad nami tak jak się spodziewałem i żaden z milionów ludzi przybyłych na potrójne święto nie rozpoznał nas, albo może rozpoznał, ale nie doniósł władzom, w każdym razie nikt nas nie niepokoił do wieczora.

Potem znaleźliśmy dość podłe lokum za dość spore pieniądze, z racji masy przybyłych do miasta ludzi i postanowiliśmy się rozdzielić, by lepiej się przygotować do czekającej nas próby. Martin próbował swoimi mocami wyszukać Symbiontów w całej Samarkandzie, co prawda nie od razu mu się udało, ale nie zaprzestał prób i w końcu jego wysiłki przyniosły owoce. Ale o tym za chwilę. Ortolfus w tym czasie udał się na miasto odszukać jakiegoś brata z Bractwa Wojennego. Bractwo na Istakhr jest jednak słabe i raczej stara się nie rzucać się w oczy, o czym Ortolfus rychło się przekonał, kiedy znaleziony z trudem braciszek potakując mechanicznie na objawione mu rewelacje o przygotowywanej inwazji Symbiontów wymknął się wręcz i czmychnął, jakby bał się zarazić szaleństwem.

Za to moja i Philipine wyprawa do ambasady naszego rodu na Istakhr okazała się być tym krokiem, który należało podjąć. Ambasadorem okazał się być Hrabia Fernando Alcala Justus Hazat, kuzyn markiza Pedro Alcala Justus Hazat, tego samego, który swego czasu wysłał nas na swoim statku „Niedźwiedzi Pazur” na Kresti. Bezpieczni od wścibskich oczu i uszu w podziemnym bunkrze opowiedzieliśmy mu wszystko co wiedzieliśmy o przygotowywanym przez Symbiontów spisku. Zdradziliśmy mu tajemnicę zapieczętowania Wrót na Byzantium Secundus, odkrycia Kirsta Webera, odbitego z Wieży Znikniętych na Criticorum, podzieliliśmy się naszą wiedzą o tym co się stało niedaleko Sekander i wyjawiliśmy nasze plany zerwania maski z plugawego symbionckiego oblicza księcia Hakima na balu z okazji jego pięćdziesiątych urodzin.

I o dziwo ! Zamiast pokiwać ze zrozumieniem głową i wezwać medyka hrabia zapalił się do naszego planu i postanowił zaryzykować swoją pozycję i życie by go urzeczywistnić ! Okazało się, że Kirst Weber, którego odbiliśmy z niewoli na Criticorum dotarł do naszego dowództwa, a jego raport wzbudził tam niemałą sensację. Wieść że atak na Aragonię mógł zostać przypuszczony przez Al-Malików wywołała furię u wielu naszych możnych ! Gdyby ten raport został potwierdzony przeze mnie wcześniej, sojusz ze zdrajcami zostałby już dawno zerwany ! Mało tego – nasz wywiad na planetach Al-Malików prześledził ślady naszej działalności i doszukał się wielu prawidłowości, ale też postawił wiele pytań, na które dopiero teraz mogliśmy udzielić odpowiedzi. No i w końcu sam hrabia, obserwując wojnę prowadzoną przez Al-Malików doznał wrażenia, że jest to wojna bardzo dziwna – obliczona jakby na wyniszczenie flot obydwu stron, zamiast na zdobycie kolejnych planet i zdominowanie Znanych Światów. Teraz, kiedy z naszych ust usłyszał wyjaśnienie przyczyn, rozsypane fragmenty układanki poskładały się w spójną i logiczną całość i hrabia podjął decyzję !

Na jego zaproszenie sprowadziliśmy do ambasady resztę naszej kohorty, i zaczęliśmy przygotowywać się do ataku na księcia. Ambasador zapewnił czwórce z nas wejście na bal w charakterze swojej świty i zaoferował swój osobisty udział w zamachu. Zaproszenia dla Ibn Agara i Martina trzeba będzie kupić, ale to da się załatwić. Tajny agent, niejaki „pan Stanley” opowiedział nam w międzyczasie jak wygląda sam pałac, jak wyposażony bywa książę, a także jaką będzie miał ochronę. Wiedzieliśmy więc zatem z czym przyjdzie nam się mierzyć, ale brakowało nam jeszcze sposobu na zranienie Hakima tak, by poczuł się zagrożony i przybrał swą prawdziwą, symbioncką postać. Gdybyśmy mieli tłumik energetyczny, który dali na Etyri, można byłoby strzelić z daleka, wyłączywszy wcześniej tarcze wszystkim w całej sali balowej, ale niestety straciliśmy to unikalne urządzenie wraz z naszym statkiem podczas bitwy na Stygmacie. Trzeba powiedzieć jasno, że mimo pomocy hrabiego Fernando, nie mielibyśmy wielkich szans atakując w siódemkę księcia Hakima, chronionego zapewne najlepszymi tarczami energetycznymi i płaszczami psi, osłanianego przez piątkę najlepszych Ukarskich gwardzistów i otoczonego dodatkowo swymi wasalami. Nie mielibyśmy, gdyby Don Benito nie wpadł na genialny pomysł, jak wywołać panikę w Symbiontach, ukrytych w skórach księcia Hakima i innych.

Rycerz przypomniał sobie bowiem niefortunne starcie z Avestianami na Gwyneth, gdy omal nie upiekliśmy się mimo tarcz energetycznych i zaproponował aby podobnie potraktować Symbiontów. Jak wiadomo, są oni na wpół roślinami, z pewnością ogień budzi w nich atawistyczny lęk, a w każdym razie powinien wystarczyć by stracili na chwilę kontrolę nad sobą i ukazali swe prawdziwe oblicza. I o to właśnie chodzi !

Dzięki wspomnianym już wysiłkom Martina wiemy, że Symbiontów jest najprawdopodobniej pięciu, wszyscy skupieni razem, jeden otoczony dodatkowo pięcioma aktywnymi psionikami. Ów specjalnie chroniony to zapewne sam Hakim, pozostali to najprawdopodobniej jego żona i syn, książę Yusuf z Criticorum i książe Borys Kliczko z rodu Decados. Ochrona księcia składa się z sześciu ukarskich gwardzistów, z których czterech zwykle pełni służbę, a dwóch odpoczywa. Wszyscy są psionikami, biegłymi w mocach ciała, będą więc nadnaturalnie szybcy, zwinni i silni. Oprócz nich jest jeszcze jeden ukarski czarownik, ale ten nie walczy, potrafi za to ukrywać doskonale aurę Hakima i pozostałych symbiontów. Były jedynie dwa przypadki, że ktoś z gości księcia zaczął coś podejrzewać, w obydwu razach podejrzewający szybko i tajemniczo zmarł. Ów piąty Ukar potrafi też zapewne odbijać moce psi skierowane na niego, księcia, jego gwardię i pozostałych symbiontów. Prócz całej tej grupy na balu będzie jeszcze około kilkuset osób, możnych szlachciców z małymi orszakami, dostojników kościelnych i szefów gildii. Pałac będzie otoczony wojskiem, w tym ciężkim sprzętem, a niebo nad nim patrolować będą statki kosmiczne zdolne do latania w atmosferze i szturmowe mechaniczne ptaki.

Ustaliliśmy, że hrabia, Philipine i ja wniesiemy na bal kiszki wypełnione olejem Ka, który później przelejemy do pucharów oraz kilka szklanych bomb również wypełnionych tym olejem. W sprzyjającym momencie hrabia i ja podejdziemy do księcia Hakima i oblejemy go olejem z pucharów, a na to Philipine i Don Benito strzelą do niego z pistoletów plazmowych, a Martin użyje swoich piorunów. Plazma powinna z łatwością zapalić olej Ka, nawet gdyby nie nastąpił obiecywany przez Martina samozapłon, spowodowany przez jakieś proszki, które mamy z hrabią dosypać do kielichów tuż przed wylaniem. Ortolfus wygłosi płomienne kazanie do zgromadzonych gości, objawiając im prawdę gdyby nie chcieli uwierzyć własnym oczom, Ibn-Agar zaś swą mocą pomoże kilku z nich podjąć szybką i właściwą decyzję aby uderzyli na zdezorientowanych gwardzistów księcia. My z hrabią po wylaniu kielichów dobędziemy rapierów i zaatakujemy Hakima i jego ochronę. Reszta już w rękach Wszechstwórcy – ale wiem, że damy im popalić !!!

2.03
Zwycięstwo !!! Wiedziałem, wiedziałem, hańba wątpiącym ! Wszechstwórca każącym palcem wskazał na nieludzkich symbiontów i spłonęli w ogniu, a ich popioły rozrzucono ! Nasza misja wykonana, długa droga na którą wstąpiliśmy, gdy ojciec Alberto Montis wyprorokował nam podróż na lodową planetę tu się kończy ! I choć niebezpieczeństwo inwazji jeszcze nie zażegnane zjednoczona ludzkość zwróciła się nareszcie przeciwko wspólnemu wrogowi ! Kiedy my odpoczywamy po dniu, który odtąd stanie się ważną datą dla Znanych Światów, w pałacu należącym jeszcze kilka godzin temu do księcia Hakima Al-Malik toczy się narada wojenna dowódców wszystkich flot zgromadzonych w układzie Istakhr, narada która może zakończyć się tylko jednym rozkazem – wylotu na Stygmat !

Wszystko przebiegło zgodnie z planem. Nie niepokojeni przez pałacową ochronę wnieśliśmy naszą tajną broń na bal, wyczekaliśmy na odpowiednią chwilę i wtedy uderzyliśmy. Był jeden nerwowy moment, kiedy baronowa Selena Biewska z Domu Decados niedwuznacznie dała mi do zrozumienia, że wie kim jestem i co zamierzam. Cały plan zdał nam się zagrożony i byliśmy bliscy unieszkodliwienia jej przed zamachem, ale na szczęście przeszkodziło nam w tym przybycie księcia Hakima. Na szczęście – bo baronowa okazała się być naszym sprzymierzeńcem i wspomogła nas swymi psychicznymi mocami w trudnej chwili.

Pamiętam, że kiedyś, kiedy jeszcze nie byłem Wybrańcem Wszechstwórcy, ufałem we własne siły i nie zastanawiałem się, jaki wpływ na nasze życie ma Jego wola. Teraz jednak, kiedy chwila po chwili odtwarzam sobie przebieg zamachu widzę jasno, jak wiele rzeczy od niej zależy. Gdyby bowiem olej Ka zapłonął w naszych kielichach podczas wlewania, gdyby nie udało się oblać twarzy Hakima, tylko na przykład jego rękaw, gdyby Philipine nie trafiła z plazmy w pokrytą olejem twarz w sekundę później, gdyby Symbiont zdołał zapanować nad swoim ciałem i nie zdradził swej prawdziwej natury – Znane Światy byłyby skazane. Ale Wszechstwórca nie zawiódł nas i dopełnił swej zemsty naszymi rękami – kiedy głowa niby-księcia stanęła w ogniu z jego ciała wyrosły symbionckie odnóża, skóra popękała i wszyscy na własne oczy ujrzeli prawdę. I – jak nam to przepowiedziała wieszczka Este na Aylonie – ta prawda okazała się być największą bronią.

Cała sala zamarła zaskoczona, ale w jednej chwili to zaskoczenie minęło i ze wszystkich kątów sali sypnęły się na Symbionta kule, wiązki laserów i plazmy, wywołując feerię rozbłysków na tarczy energetycznej, a w następnej sekundzie, gdy tarcza przestała działać, rozrywając istotę na strzępy. Wszyscy krzyczeliśmy, wyznaczając rozszalałemu tłumowi następne cele, ludzie strzelali, rzucali się na Symbiotów i ich ochronę z obnażonymi ostrzami, choć niektórzy tchórze zmykali pod stoły. Symbiont ukrywający się w skórze księcia Amira próbował przez skrzekotkę wezwać wojsko by zabiło wszystkich biesiadników, a potem statki, by zniszczyły pałac, ale tłum obezwładnił go w mgnieniu oka i wyrwawszy urządzenie podał je admirałowi Al-Malików, który na czas odwołał flotę. Znaleziono i zabito pozostałych trzech Symbiontów, których objawił nam uprzednio Martin, oraz tych spośród Ukarskich gwardzistów, którzy stawiali opór, reszta poddała się, kiedy ich przywódca zginął. Po opanowaniu pałacu wysłano wiadomości do floty na orbicie i statki wyruszyły natychmiast, by zawiadomić resztę Znanych Światów o zagrożeniu. Dowódcy flot zebrali się na naradzie, wysłano emisariuszy z propozycją zawarcia pokoju z Hawkwoodami, Li-Halanami i siłami Imperialnymi, a nas otoczyło morze ludzi, dla których w ciągu tego wieczora staliśmy się bohaterami. Weszliśmy na książęcy stół i wziąwszy się za ręce, jak w wizji na Kresti, opowiedzieliśmy naszą historię. Uściski rąk najznakomitszych szlachciców z wszystkich obecnych tu rodów, pełne uwielbienia, załzawione oczy dam, błogosławieństwa duchownych i nieprzeliczone gratulacje i podziękowania wszystkich obecnych zmieszały się w jedno wielkie wzruszenie, od którego zakręciło mi się w głowie niczym po wypiciu butelki szampana. Do teraz trudno mi zebrać myśli i zdać sobie sprawę, że to jeszcze nie koniec.

10.03
Cała zgromadzona na Stygmacie flota czeka na atak Symbiontów, ten jednak nie następuje. My już raz walczyliśmy tu z flotą najeźdźców, kiedy za sprawą tajemniczych srebrzystych nici zostaliśmy na pokładzie „Consuelli” przeniesieni na Stygmat tuż przed inwazją. Wtedy jednak wokół Wrót wisiało tylko około stu statków, teraz zaś jest ich blisko sześćset. Wszystko co potrafi latać i strzelać zostało tu zgromadzone, dowódcy wszystkich flot oddali się pod komendę baronowej Lucyndy Dulcynei Hazat, głównodowodzącej Floty Imperialnej. Baronowa z kolei okazała nam szczególne względy, oddając Philipine fotel pierwszego pilota pancernika „Władymir”, flagowej jednostki połączonej floty, zaś tym z nas, którzy tego chcieli, stanowiska celowniczych jego potężnej artylerii. Rozmawiając o drodze którą przeszliśmy, aby znaleźć się tutaj żałujemy, że walcząc wtedy z symbiontami nie zapytaliśmy, jaki to dzień. Niepewność zaczyna już dokuczać mnie i pozostałym, nie wiem też jak przedłużająca się bezczynność wpłynie na ogólnoludzki sojusz, który połączył wszystkich w obliczu śmiertelnego zagrożenia, ale który może się rozsypać, jeśli to zagrożenie przestanie być takie wyczuwalne.

Z ciekawych rzeczy – dobrze się jednak stało, że diabelskie urządzenie do przesyłania psychicznych mocy na duże odległości, które opracowali w lasach niedaleko klasztoru Dales na Gwyneth Obunowie, a które chciałem zniszczyć, zostało jednak przejęte przez Kościół. Wtedy znienawidziłem brata Rudolfa za jego hipokryzję, teraz jednak widzę, że wolą Wszechstwórcy było, by piekielna machina została obłaskawiona przez pobożnych mnichów. Dzięki niej wieść o zagrożeniu inwazją została przesłana na główne planety z Wrót, a psionikiem, który ją wysłał był nie kto inny, jak Ibn Agar ! Zaiste, niezbadane są wyroki Jedynego !

12.03
Dokonało się ! Dziś wielka flota inwazyjna Symbiontów przeszła przez Wrota na Stygmat i została godnie przyjęta ! Pamiętam jak uczestnicząc po raz pierwszy w tej bitwie ujrzałem wysypujące się z Wrót pięćset zielonych statków i żałośnie wtedy nieliczne statki ludzi – tamta bitwa była heroiczna, ale z góry przegrana. Teraz zaś nie było miejsca na heroizm – zdający się nie kończyć strumień Symbionckich statków został precyzyjnie wzięty w krzyżowy ogień ponad sześciuset ludzkich jednostek ! Nie ponieśliśmy niemal żadnych strat, Symbionci wpadali kolejno w piekło laserowych wiązek i eksplodowali – to była po prostu rzeź ! Ludzkość odparła odwiecznego wroga i zwyciężyła po raz kolejny !

15.04
Wiele się zdarzyło przez ostatni miesiąc, ale po tym co było wcześniej wszystkie te wydarzenia przepłynęły jakby obok mnie. Klan Mata z upadłego miasta Sekander wywiązał się z umowy i za dwa mechaniczne ptaki Al-Malików oddał nam Monetę Hombora Żebraka. Zabawne – zmieniła się w monetę z moją podobizną – wybito ją z okazji ocalenia Znanych Światów, podobnie jak monety z podobiznami innych moich towarzyszy. Wrzuciliśmy Monetę do sadzawki na Wzgórzu Proroka i w jego wodzie ujrzeliśmy wizję kluczy na Yathrib. Znaleźliśmy je i tak odkryliśmy ponownie świat na którym Prorok po raz pierwszy ujrzał Święty Płomień. A potem tu, na Yathrib Znane Światy uznały nasze zasługi. Sam książę Juan Jacobi Nelson Eduardo de Aragon, głowa Domu Hazat, oraz książę Alex Montgomery Hawkwood, dobrze nam znany jeszcze jako nie-książę, nadali nam tytuły szlacheckie i ziemię, przekazali podarunki od gildii, Kościoła i piękny, nowy statek: „Pogrom Symbiontów” ! Na jego pokładzie, już jako markiz Ricardo Almodavar Hazat wyruszę wraz z moimi – teraz już szlachetnie urodzonymi – towarzyszami na nową wyprawę, której celem będzie otwarcie zapieczętowanych Wrót na Byzantium Secundus. Taką Misję powierzył nam teraz Wszechstwórca, a jego wysłaniec, w osobie niepozornego księdza, który doznał wizji, właśnie przybył…

Marek Meres

About Tomasz Wachla

www.spinqfotografia.pl www.tomaszwachla.pl
Gasnące Słońca, GS Odyseja ,

Comments are closed.