Gasnące Słońca – sesja XIV

28.01
W zamian za ciało syna Arif dał nam Gwiezdne Klucze na Stos i Graala. Wyruszamy tam z zabalsamowanym ciałem Roberta Lee, wierząc, że przepowiednia wieszczki z Aylonu mówi prawdę i Etyri potrafią wydobyć z tych zwłok bezcenną prawdę, która była już powodem śmierci tak wielu ludzi i o której nie wie już prawdopodobnie nikt z żyjących, z wyjątkiem paru Al-Malików, którzy chcą ją zataić przed całym światem. Monetę Hombora Żebraka, prawdopodobnie znajdującą się gdzieś w Sekander, zostawiliśmy jej własnemu losowi, ale jest jeszcze nadzieja, że ją odzyskamy i być może odnajdziemy drogę na Yathrib. Cała nadzieja w mutantach z plemienia Mata, obiecali nam odnaleźć Monetę i oddać w zamian za dwa opancerzone pustynne mechaniczne ptaki Al-Malików. Al-Malikowie pewnie nie zechcą ich oddać dobrowolnie, ale jeśli ta tajemnica, którą mamy nadzieję poznać na Graalu jest dla nich tak niebezpieczna jak sądzimy, to już wkrótce mogą zacząć się bać !

4.02
„Consuella”, czy właściwie „Soten” ledwo trzyma się kupy po bitwie, w której braliśmy udział dziś rano. Philipine zgubiła co prawda trzy statki, które wystartowały naszym śladem z Istakhr, ale po przejściu przez Wrota na Criticorum znaleźliśmy się nagle w samym sercu walki ! Niemal natychmiast zaatakowała nas hawkwoodzka fregata „Riuga”, rozpoznawszy w nas hazacką „Consuellę”, która cumowała w porcie na Delfach, a zaraz potem z drugiej strony zaczęła do nas strzelać fregata „Zetos” Al-Malików, którzy z kolei nazywali nas „zdrajcami z Acheonu”, co sugerowałoby, że Mutasih wiedzą już kto wyciągnął Webera z ich super-strzeżonego więzienia ! Choć odstrzeliwywaliśmy się dzielnie, zestrzeliwując kilka myśliwców i uszkadzając obydwie fregaty, a Philipine dokonywała cudów by wymanewrować wśród wiązek laserów i rojów pocisków, starczyłoby jeszcze tylko kilka minut, byśmy zamienili się w chmurę kosmicznego pyłu. W zamieszaniu udało mi się przekonać barona Rufusa Dermaela, dowodzącego naszym krążownikiem „Yuhasad” do wydania „Zetosowi” rozkazu wstrzymania ognia, ale i to nie na wiele by się zdało, gdyby Wrota nie otwarły się, umożliwiając nam ucieczkę na zbawczy Stos. Teraz jesteśmy już po skoku na Graala, za jakieś sześć-siedem dni powinniśmy być na planecie, gdzie mam nadzieję naprawią nam „Consuellę”, choć trzeba będzie sprzedać śmigacz.

11.02
Dzisiejszą noc spędzimy w „Gnieździe Gościnnym” – wielkiej górskiej grocie, dostępnej jedynie z powietrza, jeśli nie liczyć wąskiej ścieżki pnącej się przy skalnej ścianie wiele setek metrów. Grota jest zabudowana piętrowymi domkami, z których dolne przeznaczone są chyba dla nie-etyrskich gości, zaś pozostałe przypominają domki dla ptaków, z okrągłymi drzwiami, albo i bez drzwi. Te z pewnością służyć mają Etyri – naszym gospodarzom. Te podobne ptakom rozumne stworzenia, których pierwszego przedstawiciela widzieliśmy na Pandemonium, jeszcze przed wyruszeniem na Kresti, są na Graalu zupełnie wolne i żyją z ludźmi z niezależnego rodu w pełnej harmonii.

Społeczeństwo Etyri jest podzielone na kasty, podobnie jak nasze, a nawet jeszcze silniej, gdyż ich szlachta – huar-rah – odróżnia się od pozostałych kast także wyglądem. Huar-rah są wysocy, silni i wyglądają drapieżnie, choć – podobnie jak wszyscy Etyri – są wszystkożerni. Z kolei na przykład czirikiti – z której to rasy pochodzi nasz przewodnik Hirho – są mniejszego wzrostu, jaskrawo upierzeni i raczej zabawni niż dostojni, przywodzą mi na myśl trefnisiów. Wierzenia Etyri są zupełnie odmienne od naszych, uważają że ich dusze po śmierci wędrują pod ziemię i słabe są zjadane przez Boga Podziemi Quisto, zaś silne wydostają się i odżywają w nowych, silnych jajach. W ogóle jednak wszystko co nie lata, lecz chodzi po ziemi jak my na przykład, jest przez nich uważane za martwe, choć jest różnica pomiędzy nielotem, a zimnym trupem, takim jak na przykład Robert Lee. Zastanawiające wobec tego, jak muszą się czuć Etyri-nieloty, a też tacy istnieją – wraz z nami w grocie goszczeni są przybyli z pustyni Jo-tar i Ugrał, którzy przybiegli tu na swych długich, silnych nogach w jakimś ważnym celu. Co do naszych planów to jutro rano przedstawimy naszą prośbę Radzie Markizów – władcom wszystkich Etyri na Graalu, która zadecyduje czy i jak nam pomóc.

12.02
Przepowiednia wieszczki zdaje się sprawdzać w stu procentach. Etyri rzeczywiście potrafią wezwać ducha, a może Płomień Duszy z kosmicznej otchłani i skłonić go do mówienia, choć jest to tak trudne jak i niebezpieczne. Ale – jak nam to przepowiedziano na Aylonie – nie zrobią tego dla nas zupełnie za darmo. Jedna z ich Starszych, czcigodna Oste została zatrzymana przez Avestian i jest obecnie przetrzymywana w ich tutejszej siedzibie, w najgłębszym lochu. Dla Etyri zamknięcie pod ziemią jest czymś potwornym, bo stworzenia te cierpią na klaustrofobię, szczególnie silną w przypadku gatunków latających, ale ich wierzenia religijne implikują jeszcze większe cierpienia i strach, będące udziałem nie tylko nieszczęsnej Oste, ale całego gatunku. Etyri wierzą bowiem, że pod ziemią króluje Bóg Podziemi Quisto, który pożera słabe dusze, które nie potrafią przed nim uciec. Rada Markizów obawia się, że do zamkniętej w podziemiach Oste przybędzie Quizer – dziecko Boga Podziemi – i pożre jej duszę, która jest jednak silna i wzmocni Quisto ponad miarę, dając mu moce którymi władać nie powinien. Sam Quisto jest ostatnio, jak twierdzą Etyri, wystraszony i chciałby opuścić Graala i odlecieć w kosmos, co nie mieści się w wierzeniach Etyri i nie wiadomo jakie miałoby konsekwencje. Słabe dusze nie byłyby bowiem pożerane, a silne może nie chciałyby powtórnie się rodzić, mogłoby to doprowadzić do wymarcia całej rasy ptakopodobnych obcych ! Niezależnie ile z tego jest prawdą, a ile wymysłem samych Etyri, ich strach jest realny i dlatego warunkiem ich pomocy jest nasza pomoc. Mamy pójść tam, gdzie Etyri z racji swej silnej klaustrofobii iść nie mogą – do Avestiańskich podziemi – i wydobyć, bądź choćby zabić czcigodną Oste, by Quizer nie zdołał wyssać z niej duszy i wzmocnić nią swego mrocznego ojca Quisto. Razem z nami pójdą dwaj nielatający Etyri – ci sami których poznaliśmy już w „Gnieździe Gościnnym”, oraz brat Tobiasz, tutejszy Amalteanin, który sprzyja Etyri, nie pałając miłością do Avestian. To zresztą podobnie jak my – Martin zamówił sobie jednego pieczonego Avestianina na kolację :).

Co do samego Quizera, owego „Dziecka Boga Podziemi”, jak go określiła wieszczka z Zaklętej Doliny na Aylonie, to nie jest on tylko elementem mitologii Etyri, widywali go ponoć także ludzcy górnicy, choć było to już ponad trzysta lat temu i zdążyło obrosnąć legendą. Ale zapisane zostały niektóre moce owego monstrum – drąży tunele w skale, potrafi wystrzeliwywać w ofiarę macki, truć ją czarnym dymem, wysysać z niej pamięć i – jak twierdzą Etyri – duszę, a także podobno zamieniać w pył całe jej wyposażenie. Rani go jednak nawet prymitywna broń, Etyri poranili w historii swego gatunku dwa Quizery, które z jakiegoś powodu wypełzły na powierzchnię, a uczynili to przy pomocy prymitywnych, drewnianych włóczni i strzał. Myślę, że nasze laserowe pistolety, plazmowe strzelby, miecze z raveńskiej stali i najnowszy wynalazek Martina – strzelająca kulistymi piorunami rura – zmienią go w mokrą plamę w kilka chwil.

12.02 cd
Quizer pokonany, Czcigodna Oste uratowana ! Etyri szaleją z radości, pięciuset z nich towarzyszyło nam w drodze od wylotu jaskini do Gniazda, ich – można rzec – stolicy. Ale nie było łatwo, obydwaj nielatający Etyri zginęli, straciliśmy też sporo wyposażenia, między innymi darowany mi przez Elizę płaszcz psi. Mimo solidnego – uważam – przygotowania, nie doceniliśmy w pełni możliwości podziemnego monstrum.

Zaatakował nas niesamowicie szybko, choć zdążyliśmy rzucić pod ścianę zapasowe wyposażenie, które podzieliliśmy sobie na porcje, na wypadek gdyby legendy o niszczącym wpływie Quizera okazały się prawdą. I okazały się ! Potwór atakował – jak to określił Martin – falą soniczną, która zamieniała w pył wszystko co zaatakowany miał na sobie. Tarcza energetyczna blokowała jeden taki atak, po czym się wyłączała. Niestety – akurat ubrałem się w pancerz i atak potwora rozebrał mnie zupełnie do naga, podobnie jak wcześniej Martina, który stracił tarczę, a potem całe wyposażenie, które miał pod nią, kiedy Quizer zaatakował go po raz drugi. Don Benito stracił tylko miecz, gdyż jego szturmowa tarcza wygasiła efekt przed uderzeniem w pancerz. Ale mało tego ! Gryzący czarny dym, którego posmakowali Martin, Don Benito, Philipine i Ortolfus spowodował u nich jakieś luki w pamięci ! Martin na przykład utracił biegłość w pisaniu, a Ortolfus zapomniał wszystkiego co wiedział o artefaktach Annunaki ! Wobec takich zdolności ataki mackami, zdolne rzucić wojownikiem w zbroi na odległość pięciu metrów były już doprawdy pestką !

Ale w końcu dostaliśmy go ! Sprawę zakończyła Philipine i owa nowa broń skonstruowana przez Martina. Wielka świetlista kula uderzyła w spowite dymami cielsko Quizera, które wyprężyło się oplecione nagle piorunami, po czym sflaczało i zapadło się w sobie.

Podążyliśmy korytarzem wydrążonym przez potwora i na jego końcu dostrzegliśmy małą plamkę szarości na tle czerni tunelu. Quizer był już bardzo blisko przebicia się do podziemi twierdzy Avestian ! Rzeczywiście wyczuwał obecność Oste bezbłędnie, bo kiedy z pomocą Martinowego dezintegratora zrobiliśmy dziurę w ścianie znaleźliśmy się o kilka kroków od jej celi. Ortolfus w mig uporał się z zamkiem i wziąwszy lekkie ptasie ciało na plecy cicho i spokojnie wycofaliśmy się z powrotem do jaskiń. Rzecz jasna, wzięliśmy też ciała dwóch etyrskich bohaterów i kawałek Quizera jako trofeum.

Jutro odbędzie się ceremonia przywołania ducha Roberta Lee i wtedy poznamy – mam nadzieję – wielką tajemnicę Al-Malików.

13.02
Wiemy już prawie wszystko. To nie jest tajemnica Al-Malików, to tylko ich ciała posłużyły za kryjówkę Symbiontom ! Tak, Symbionci gotują zagładę Znanym Światom, a tymczasem wielkie rody wyniszczają się wzajemnie w nic wobec prawdziwego zagrożenia nie znaczącej wojnie ! Robert Lee, przyzwany z zaświatów mocą etyrskich kapłanek opowiedział nam to co usłyszał od zwiadowców Hoki. Karawana Wiliama Redorana Hawkwooda zdążała do Sekander, kiedy nieopodal wylądowały trzy pustynne mechaniczne ptaki Al-Malików. Z dwóch z nich wysiadło kilku Ukarów i rozpoczęło rozmowy z ludźmi z karawany. Potem nagle z trzeciego ptaka wyskoczyło kilka zielonych istot z kolcami. Symbionci ! Zostawili w ciałach ludzi z karawany swe zarodniki, przemieniając ich w Symbiontów, po czym wsiedli do swych mechanicznych ptaków i wystartowali. Ale tuż po starcie ptaki Ukarów wybuchły i rozleciały się na kawałki, zaś ten z Symbiontami odleciał w kierunku Samarkandy.

A więc Wiliam Redoran Hawkwood nie był sobą kiedy zamykał Wrota na Byzantium Secundus. Był Symbiontem, a jego zamierzeniem było właśnie to co się stało – chaos i zamieszanie w całych Znanych Światach ! Jeśli wierzyć szalonemu Ganemedesowi statek Redorana został zniszczony zaraz po zapieczętowaniu Wrót, więc odcięty od świata Imperator pozostał w pełni człowiekiem, ale za to z pewnością książe Hakim, Orzeł z Istakhr, nie miał tyle szczęścia !

Tak, teraz niektóre rzeczy, które dziwiły nas, lub umykały naszej uwadze nabierają nowego znaczenia. Dlaczego usunięto psioników z całej Wieży Znikniętych ? Żeby nie wyczuli obecności Symbiontów ! Prawdopodobnie owych pięciu Mutasih, którzy nigdy nie opuszczają Wieży to właśnie Symbionci ! A dlaczego Al-Malikowie ściągnęli flotę ze Stygmatu ? Żeby wzmocnić lokalne jednostki ? Być może, ale najpewniej bardziej chodziło o to, by osłabić obronę Stygmatu ! Jak gubernator Criticorum mógł poświęcić swego siostrzeńca i jego żonę, by zniszczyć statek Luisa ? Nic prostszego, to przecież nie gubernator, ale Symbiont ! Muszę przejrzeć wszystkie moje zapiski, może znajdę jeszcze jakieś wskazówki.

Do tego dochodzą nie tak jednoznaczne, ale bardziej jeszcze niepokojące omeny. Dlaczego dzicy z dżungli na Gwyneth chcieli zamknąć Wrota ? Obawiali się Demonów z Gwiazd, a czyż inwazja Symbiontów nie jest takim właśnie atakiem demonów – nic nie pozostaje po nich, poza nimi samymi, wszystko zmienia się w świat symbiontów. A Etyri i Quisto – czego Bóg Podziemi boi się ? Chyba właśnie Symbiontów ! Najbardziej martwi mnie, że jak dotąd wszyscy którzy coś wiedzieli o symbioncko-al-malickiej tajemnicy ginęli szybko, a teraz o tej tajemnicy wiedzą Etyri, z których jeden niegdyś zobaczył w nas przyczynę zagłady ich rasy – nie chciałbym, żeby jego lęki okazały miały się ucieleśnić !

Dobrze, ale co zrobić z taką wiedzą ? Al-Malikowie przygotowują obchody potrójnej rocznicy 1 marca w Samarkandzie na Istakhr. „Wszystko rozstrzygnie się na Istakhr, a prawda jest największą bronią” powiedziała wieszczka Este, więc musimy być na tych obchodach i ukazać Znanym Światom prawdę – że książe Hakim jest Symbiontem ! Pozostaje tylko pytanie – jak to zrobić ?

Zastanawia mnie jeszcze kilka rzeczy. Z tego co mówił Don Benito, Symbionci są zwykle niezbyt inteligentni, wręcz bezmyślni, a przygotowanie i wykonanie takiego przedsięwzięcia musiało wymagać doskonałego planowania ! Wszystkie te zamachy na tych, którzy wiedzieli lub mogli coś wiedzieć – to nie była robota półświadomej rośliny, to było doskonale zaplanowane i mistrzowsko wykonane ! No i ta ciągła obecność Ukarów w całej sprawie – przygotowali karawanę Redorana na „przyjęcie” Symbiontów, to pewne, widziałem w akcji naszego Ibn-Agara. Potem jeden z Ukarów podłożył bombę w statku młodego barona na Criticorum, do takich wniosków doszli przynajmniej nasi agenci na Criticorum, zanim ich wyłapano. Dalej wieść, że pałac księcia Hakima jest teraz obsadzony gwardią Ukarów, zamiast żołnierzy Al-Malików. No i w końcu rewelacje Kirsta Webera – że Ukarowie pomagają Al-Malikom w zamian za obietnicę czterech planet oddanych ich rasie ! Czy to możliwe, by bezmyślni i w sumie łatwi do odkrycia Symbionci oszukali Ukarów, albo czy to możliwe żeby Ukarowie uwierzyli Symbiontom ?!? Czy może jednak mózgiem wszystkiego jest Starszy Ur-Ukarów, a Symbionci to tylko narzędzie w jego rękach ? Ale jeśli tak, dlaczego tylu Ukarów zginęło ? Weber wspominał nawet, że starszy który roztoczył przed samobójcą odpowiedzialnym za wysadzenie statku barona El-Jom wizję wolnych planet dla Ukarów zginął później w wypadku mechanicznego ptaka…

Muszę to wszystko przespać, przemyśleć raz jeszcze i przedyskutować z innymi. Tylko czy zaufać Ibn-Agarowi, który jakby zrządzeniem Wszechstwórcy pozostał na „Consuelli” ? Czy to nie znak, że wśród nas być może jest Judasz ?

About Tomasz Wachla

www.spinqfotografia.pl www.tomaszwachla.pl
Gasnące Słońca, GS Odyseja ,

Comments are closed.