Shi znaczy Śmierć

Do Oświeconego brata Urano, świątynia Honto-ishi

Czcigodny Ojcze,

Zgodnie z Twoją wolą donoszę Ci o moich poczynaniach w służbie Rodziny i Klanu, prosząc o łaskawe błogosławieństwo, lub sprawiedliwą naganę.

W pierwszej kolejności pragnę upewnić Cię, że nadal cieszę się zaufaniem naszego pana, Ikoma Ataka, a także jego syna i następcy, Ikoma Ishida. Ponadto zostałem wyróżniony przez pana Ikoma Funashi, zaufanego shugenja pana Ishida, który wybrał mnie na swego yojimbo podczas specjalnej misji. Misja ta polegała na wyjaśnieniu tajemnicy morderstwa cieśli Tenzano z miasteczka Osama i udziału w tym morderstwie maho-tsukai. Spieszę z opisaniem szczegółów tej wyprawy, prosząc, jak zwykle, o osąd mego postępowania i Twe światłe wskazówki.

O pomoc pana Funashi poprosił yoriki odpowiedzialny za porządek w Osama, pan Ikoma Tenguichi. Pan Funashi zaś okazał mi swe zaufanie, prosząc bym towarzyszył mu w charakterze yojimbo. Mimo młodego wieku pan Funashi szczyci się już osiągnięciem drugiej rangi w szkole shugenja Kitsu i cieszy się szacunkiem samego daymio, więc oceń proszę zaszczyt, jaki mnie spotkał. Z radością ruszyłem tedy w drogę.

Do Osama mieliśmy przybyć wieczorem tego samego dnia, w którym przybył posłaniec od yoriki. Po drodze jednak zatrzymaliśmy się na krótki popas w przydrożnej gospodzie, gdzie zdarzył się drobny incydent. Trójka roninów zamierzała siłą wyprowadzić heimina Gonzo z Osama, który, jak twierdzili najemnicy, był winien pieniądze ich mocodawcy, kupcowi Hanzo. Heimin był przekonany, że roninowie chcą go zabić, zobowiązaliśmy ich zatem do doprowadzenia go przed oblicze yoriki, aby cała sprawa została załatwiona oficjalnie i zgodnie z prawem. Nie jestem do końca pewien, czy, będąc wysłanymi w innej misji, mieliśmy prawo i obowiązek mieszać się w sprawy lokalnego namiestnika, ale uznaliśmy, że gwałt zadany własności pana Ataka godzi bezpośrednio w niego samego i powinniśmy temu zapobiec w miarę naszych możliwości. Czekam na Twą Panie ocenę tego zajścia i obiecuję z pokorą przyjąć słuszną krytykę, której mi zapewne nie oszczędzisz.

Wskutek incydentu w gospodzie przybyliśmy do Osama nieco później, w godzinie Psa, ale nie zważając na zmęczenie, przystąpiliśmy do naszych obowiązków. Pan Tenguichi, yoriki, który wezwał do sprawy pana Funashi, jako shugenja obeznanego ze sprawami maho (czy nie mówiłeś mi Ojcze, że znajomość maho przynosi hańbę?), przekazał nam szczegóły sprawy. Cieśla Tenzano zginął w swojej sypialni poprzedniej nocy w godzinie Świni. Świadkiem był jego sługa, niejaki Suzano, który zeznał że jego pana zabił Oni, ale wcześniej na czole cieśli pojawił się wypalony znak „shi”, oznaczający „cztery”, albo „śmierć”.

Zamierzaliśmy niezwłocznie udać się na miejsce zbrodni, ale wtedy właśnie przybiegł doshin, donosząc o kolejnej, niemal identycznej zbrodni. Zginął kolejny cieśla, imieniem Kabuze, bliski współpracownik zabitego uprzednio Tenzano. Natychmiast udaliśmy się na miejsce świeżego morderstwa. Ciało cieśli zostało poszarpane pazurami, zwłaszcza jego gardło i pierś. Na czole widniał wypalony znak „shi”, który był jeszcze gorący. W korytarzu prowadzącym z sypialni leżało ciało starszej służącej cieśli, również poszarpane pazurami. Ślady krwi prowadziły korytarzem do ogrodu na tyłach domostwa. W ogrodzie znalazłem odcisk, coś pomiędzy ludzką stopą, a psią łapą, zaś pan Funashi poprosiwszy o pomoc ducha wody, zamieszkującego miskę w sypialni denata, obejrzał sobie całego Oni. Nie ulegało wątpliwości, że za śmierć cieśli Kabuze odpowiada demon, wezwany prawdopodobnie przez maho-tsukai. Wydawało się także pewne, że Oni przybył wezwany wypalonym na czole ofiary znakiem „shi”, nie wiadomo tylko jak znamię zostało wypalone.

Staraliśmy się nie zaniedbać niczego, zatem poprosiliśmy yoriki o przysłanie ludzi z psami, które miały odszukać ślad Oni, a potem przesłuchaliśmy jeszcze jedynego żywego świadka pierwszego zabójstwa, sługę cieśli Tenzano, imieniem Suzano. Okazał się on już starym człowiekiem, który zobaczywszy strasznego Oni padł plackiem na ziemię i modlił się do Siedmiu Fortun o ocalenie i jego modły zostały wysłuchane. Starzec zeznał, że pomiędzy usłyszeniem krzyków pana, a pojawieniem się Oni upłynął czas wystarczający do wypalenia się całej trociczki (kwadrans). W tym czasie sprawny człowiek może przebiec dystans jednego ri, a Oni był ponoć szybszy niż człowiek, więc możliwe było, że demon przybył spoza miasta.

Po przesłuchaniu udaliśmy się do naszej gospody na spoczynek, każąc obudzić się rankiem. Następnego dnia okazało się, że wezwane psy zgubiły ślad Oni przy murze ogrodu. Zrazu myśleliśmy, że w murze został otwarty portal do Jigoku, skąd wyszedł Oni, a potem, że ktoś przywiózł go wózkiem pod mur i stamtąd zabrał po zabiciu cieśli, ale prawda okazała się inna. Kiedy bowiem oglądaliśmy miejsce pierwszej zbrodni, dom cieśli Tenzano, wpadłem na pomysł, że demon mógł uciekać po dachach stłoczonych ciasno domów. I to okazało się prawdą, ślad zadrapań na dachówkach wskazywał jasno kierunek ucieczki Oni. Przy tej okazji pan Funashi okazał swą moc całemu miasteczku, wznocząc się na ognistych skrzydłach wysoko nad dachy domów. Wiedzieliśmy już zatem, że Oni najprawdopodobniej przybył spoza miasta, wysłaliśmy więc doshin z psami, aby spróbowali znaleźć trop wokół miasteczka.

My tymczasem podjęliśmy inny trop. Zabici cieśle byli dwoma z trzech mistrzów ciesielskich w Osama. Trzecim był niejaki Noburo. Doshin dowiedzieli się, że nie spędził ostatniej nocy w swoim domu, nie mogli też znaleźć go w żadnej z popularnych gospód. Pozostało tylko jedno miejsce, do którego nie mogli wejść, wskutek dość dziwnych stosunków panujących w Osama. Mianowicie pewien kupiec, pośrednio znany nam już z incydentu w przydrożnej gospodzie Hanzo, cieszył się zaufaniem namiestnika, pana Ikoma Otori, zaufaniem tak wielkim, że miejscowy yoriki, Ikoma Tenguichi i jego doshin nie mieli praktycznie władzy nad tym heiminem. Daleki jestem od oceniania pana Otori, ale sytuacja taka wydała nam się dziwna i niewłaściwa, postanowiliśmy zatem naruszyć ją nieco, korzystając z naszych uprawnień. Wybraliśmy się zatem do gospody będącej własnością rzeczonego kupca, aby sprawdzić, czy cieśla Noburo nie spędził nocy tam, lub w przyległym do gospody nielegalnym domu gry.

Tu Panie, pragnę prosić Cię o wnikliwe rozważenie mojego i pana Funashi zachowania w kontekście nakazów Bushido i udzielenie mi nauki, jak w takiej sytuacji godzi się postępować. Otóż wynajęci przez kupca do ochrony roninowie uprzejmie, acz stanowczo odmówili nam wstępu do owego nielegalnego domu gry, tłumacząc się swoimi obowiązkami. Nie miałem wątpliwości, że w razie zbyt usilnych nalegań doszłoby do walki, więc nie będąc do końca pewni własnych uprawnień, postanowiliśmy z panem Funashi zadowolić się obietnicą porozmawiania z cieślą Noburo i kupcem Hanzo wieczorem, kiedy obaj będą na miejscu. Ronin imieniem Ezei, który z nami rozmawiał, powiedział nam ponadto, że Noburo nie spędził ostatniej nocy w lokalu jego pana, ale spędzi w nim kolejną noc, jako że zapłacił za ochronę. A zatem cieśla wiedział o śmierci swych współpracowników i bał się o swoje życie, albo też ugiął się pod presją kupca Hanzo, jeśli cała sprawa byłaby dziełem tegoż, jak podejrzewał pan Funashi. Być może należało w tym momencie stanowczo zażądać kontroli nielegalnego interesu kupca Hanzo i pozabijać broniących wstępu roninów, ale jak wspomniałem, nie byliśmy pewni, czy nie przekroczylibyśmy w ten sposób naszych uprawnień i nie obrazili tym samym namiestnika, pana Otori. Racz rozważyć nasze postępowanie w swej mądrości i czerpiąc z bliskości Czcigodnych Przodków udziel mi sprawiedliwej nagany, lub utwierdź mnie w mym rozumieniu Bushido.

Nie mając możliwości dotarcia na razie do samego Noburo, postanowiliśmy dowiedzieć się o nim więcej z innych źródeł. Podczas, gdy pan Funashi udał się do miejscowego shugenja, wiekowego Kuroichi, ja wybrałem się na ulicę cieśli, aby od młodszych pracowników dowiedzieć się więcej o ich pryncypale. Uczeń tragicznie zmarłego Kabuze, niejaki Senzai, wyznał, że jego pan i dwaj zamordowani przez Oni cieśle zajmowali się wszystkimi właściwie naprawami i budowami w miasteczku, przy czym każdy z nich specjalizował się w czym innym. Kiedyś byli wszyscy uczniami mistrza Yubei, który był mistrzem wszystkich trzech specjalności, a kiedy zmarł, trójka jego uczniów przejęła wszystkie interesy i odtąd działała wspólnie. Po śmierci Tenzano i Kabuze rolę mistrzów przejąć będą musieli ich uczniowie, z których jednym był Senzai, ale po wnikliwym jego przesłuchaniu odrzuciłem pomysł, że zabójstwo mistrzów mogło być ich dziełem. Senzai nie mógł także wskazać jakiegoś szczególnego budynku, remontowanego ostatnio przez cieślów, który mógłby stać się źródłem ich zguby. Tak więc i inna koncepcja, to znaczy domu zamieszkiwanego przez maho-tsukai, czy nawiedzanego przez jego mściwego ducha, którego remont mógł obudzić złe moce, nie znalazła potwierdzenia w faktach.

Pojawiła się natomiast nowa koncepcja, mianowicie jakiegoś skarbu, który zostawił swoim uczniom mistrz Yubei, a którego części należące do Tenzano i Kabuze mogłby skusić Noburo. Ale dlaczego w takim razie cieśla miałby uciekać się do maho, nawet jeśli znał bluźniercze rytuały, co samo w sobie było nieprawdopodobne? A może ktoś inny, jakiś maho-tsukai, pragnie zebrać wszystkie trzy części? Żeby rozważyć ten i inne pomysły, udałem się do herbaciarni, gdzie w towarzystwie gejszy rozluźniłem mój zmęczony umysł i pozwoliłem myślom płynąć swobodnie. Oczywiście masz rację, Czcigodny Ojcze, że znacznie godniej byłoby udać się do świątyni, aby pomedytować przed obliczem Fortun lub Dostojnych Przodków, ale moja ułomna natura raz jeszcze wzięła górę i wybrałem jednak herbaciarnię. Przyznaję jednak że wybrałem źle, bo oprócz ploteczek o cieśli Noburo i kupcu Hanzo, usłyszanych od, niezbyt zresztą utalentowanej, gejszy, niczego pożytecznego z tej wizyty nie wyniosłem.

Po powrocie do gospody wymieniliśmy informacje z panem Funashi, oraz raz jeszcze rozważyliśmy wszystkie ślady i koncepcje. Od miejscowego shugenja, wiekowego Kuroichi, pan Funashi otrzymał traktat o maho i opis rytuału przyzwania Oni-no-Shi, łowcy znaku „Shi”. Według opisu, maho-tsukai musiał dysponować krwią ofiary, którą zużywał podczas rytuału, a znak „Shi” pojawiał się samoistnie na czole nieszczęśnika, zaś Oni, wyczuwając go, podążał najkrótszą drogą do swej ofiary i zabijał ją. A więc tsukai nie musiał być w pobliżu ofiary, mógł swój rytuał odprawić gdziekolwiek, natomiast demon musiał być niedaleko miasta, bowiem musiał przebyć dzielący go od ofiary dystans w ciągu jednej trociczki. Ile jednak mógł w tym czasie przebiec- jedno, czy dwa ri- trudno było orzec. Psy wysłane na obchód wokół Osamy nie podjęły tropu, więc szansa, że my znajdziemy coś chodząc wokół miasteczka była praktycznie żadna.

Jedynym pewnym śladem była krew ofiar. Ponieważ maho-tsukai musiał ją mieć, by przeprowadzić rytuał, musiał ją jakoś zdobyć. Pierwszym podejrzanym był golibroda, ale przesłuchanie go nic nie dało. Przyznał się, że zaciął cieślę Tenzano tylko raz, jakieś kilka miesięcy temu, a cieśli Kabuze ani razu, jest bowiem bardzo uważny w swej pracy i klienci nie mają powodów, by się skarżyć na jego nieudolność. Następnych przesłuchiwanym miał być medyk, ale zaniedbaliśmy to, doszedłszy do wniosku, że tajemniczy tsukai mógł zdobyć krew ofiar także w inny sposób, na przykład uśpiwszy je trucizną lub czarem, szpilką gejszy, lub kochanki i pewnie w inny jeszcze sposób, którego nam wyobraźnia nie podsunęła. Bez wskazówki, gdzie szukać owego żądnego ciesielskiej krwi tsukai, czyli bez motywu morderstw, mogliśmy błądzić bez końca.

Podsumowaliśmy wszystko, czego się do tej pory dowiedzieliśmy, ale żaden pomysł nie wydał nam się godny głębszego rozważenia. Ani wizja Noburo, mordującego swych kompanów przy użyciu maho, by zdobyć wyłączność na zlecenia ciesielskie, ani nawet by zawładnąć całością skarbu mistrza Yubei, ani wersja z kupcem Hanzo, uciekającym się do maho, by zmusić innych heiminów do skorzystania z jego usług, nie wydały nam się sensowne. Co prawda pana Funashi niepokoiło bardzo, że dom hazardu Hanzo jest tak niedostępny i podejrzewał, że w środku może się dziać coś gorszego niż gra w „Fortuny i Wiatry”, ale to podejrzenie nie doprowadziło do żadnej decyzji. Odpocząwszy więc bezczynnie przez dwie godziny, pozostałe nam do wieczora, udaliśmy się do gospody Hanzo, na spotkanie z właścicielem i cieślą Noburo.

Najpierw przesłuchaliśmy tego ostatniego. Noburo wydawał się szczerze przerażony losem kolegów i bał się ruszać bez opłaconej ochrony roninów Hanzo, ale coś ukrywał w sprawie mistrza Yubei i spadku po nim. Nie potrafiliśmy jednak domyślić się, o co konkretnie chodziło, a byłoby przesadą branie cieśli na tortury wskutek niejasnych podejrzeń, tym bardziej, że jego przerażenie było szczere i sądziliśmy, że wcześniej, czy później się przełamie. Poprzednią noc spędził u swej kochanki, żony innego heimina, co tłumaczyło niemożność znalezienia go przed doshin, a także potwierdzało słowa ronina Ezei. Przypomniał sobie natomiast, że zaledwie kilka dni temu jego medyk, niejaki Kurashi, pobierał mu krew, w związku z jego powracającą co jakiś czas słabością. Postanowiliśmy na wszelki wypadek przesłuchać więc tego medyka później.

O wiele ciekawsze było przesłuchanie kupca Hanzo. Wesoły i dość swobodny heimin najwyraźniej czuł się bardzo pewnie w naszym towarzystwie, bo choć nie ubliżył nam w żaden sposób, nie okazywał też typowej dla innych heiminów bojaźni. Ale okazało się, że warto było znieść jego nieco drażniące zachowanie dla informacji, których udzielił. Otóż powiedział, że mistrz ciesielski Yubei został przed piętnastu laty zamordowany, a konkretnie zasztyletowany. O morderstwo lokalny yoriki Ikoma Azano, ojciec obecnego yoriki Ikoma Tenguichi, oskarżył kupca Hanzo, głównie dlatego, że jak nieco chełpliwie wyznał sam Hanzo, o wszystko co złe w miasteczku, zawsze obwiniano jego. Śledztwo jednak umorzono, bo zginął sam oskarżyciel, yoriki Azano, zabity w pojedynku przez wędrownego ronina. Hanzo zarzekał sie przy tym, że oczywiście nie miał nic wspólnego z morderstwem ani Yubei, ani yoriki Ikoma Azano. Sądziłem, że kłamie w sprawie Azano, jego oskarżyciela, obecność szóstki roninów kazała przypuszczać, że znalezienie odpowiedniego człowieka do pozbycia się niewygodnego samuraja nie stanowi dla tego bezwzględnego i sprytnego heimina problemu. Ale wierzyłem mu w sprawie Yubei, Oni wyraźnie ścigał trzech cieślów, nie Hanzo.

Opuściliśmy z panem Funashi gospodę kupca, zmierzając w stronę domu medyka, o którym wspomniał Noburo. Pan Funashi był przekonany, że zapewne dziwnym trafem dzisiejszej nocy Oni nie zaatakuje. Podejrzewał więc kupca Hanzo, choć moim zdaniem heimin był zbyt swobodny i zbyt pewny siebie, by być winnym. Natomiast wydało mi się prawdopodobne, że w grę wchodzi motyw zemsty. Załóżmy, że za śmierć mistrza Yubei odpowiedzialna jest trójka jego uczniów. Noburo był wyraźnie zmieszany i niepewny, kiedy pytałem o spadek po mistrzu. Czy rozdrażniony duch Yubei mógł przybyć ze świata duchów, by się zemścić? Pan Funashi nie potwierdził, ale i nie zaprzeczył.

Moje rozważania przerwał zgrzyt dobiegający gdzieś z góry. Odruchowo rzuciłem okiem w górę i dostrzegłem cień na tle nocnego nieba, przeskakujący pomiędzy dachami domów, zgrzyt pazurów o dachówki rozległ się dalej i dalej, oddalając się szybko w stronę gospody i domu gry kupca Hanzo. Wymieniliśmy błyskawicznie spojrzenia w paniem Funashi i biegiem rzuciliśmy się jego śladem. Wpadliśmy do gospody i z miejsca usłyszeliśmy wrzask, dobiegający zza shoji prowadzących do nielegalnej jaskini hazardu. Otwarłem je gwałtownie i obaj z panem Funashi zobaczyliśmy taki oto obrazek.

Na środku pokoju klęczał wrzeszczący Noburo, trzymając się za czoło. Swąd spalenizny nie pozostawiał wątpliwości, co zakrywał. Wokół niego z wyciągniętymi katanami stali niepewnie trzej roninowie, czwarty stał przy odsuniętym przeze mnie shoji, podobnie zagubiony i niepewny. Po schodach z piętra schodził Ezei, dowódca roninów Hanzo, w wyblakłych barwach Klanu Żurawia, a za nim, uzbrojony w chłopską kamę, sam Hanzo. Nagle od strony przeciwległej ściany, z pomieszczenia w którym zapewne odbywały się nielegalne gry, rozległ się cały chór przerażonych głosów i w kilka chwil cała ściana rozpadła się pod ciężarem oszalałych z przerażenia amatorów hazardu, za którymi chlustnęła na pokój struga krwi i wpadły jakieś na wpół rozszarpane zwłoki.

Grupa przerażonych klientów domu gry rozsypała się po pokoju jak stado karaluchów i znikła w jednej chwili w innych pomieszczeniach, pozostawiając dziury w papierowych ścianach i połamane drewniane listwy. Jeszcze jedno zmasakrowane ciało wpadło przez rozerwaną ścianę, a jego śladem wskoczył rozszalały Oni. Czarne futro, krzywe pazury wielkości tanto, kły i czerwone oczy, wbite w skulonego na ziemi Noburo. Przyznam, że odruchowo pobłogosławiłem Fortuny, za to że byłem yojimbo pana Funashi, a nie nieszczęsnego cieśli. Jeden z roninów, którzy mieli go chronić, wykazując niezwykłą odwagę i przytomność umysłu, rzucił się z uniesionym mieczem na demona, ale padł w mgnieniu oka z rozszarpanym gardłem, nie zdążywszy nawet zadać ciosu.

Oni dopadł w dwóch skokach do Noburo i wbijając krzywe kły w lewy policzek, wyszarpał mu pół twarzy. Żaden z pozostałych roninów, kupiec Hanzo, ani ja nie ruszyliśmy się. Analizując moje zachowanie teraz, muszę przyznać, że zachowałem się właściwie, chroniąc pana Funashi, który powierzył mi swe bezpieczeństwo, śmierci heimina nie dało sie zapobiec. Demon podniósł okrwawiony pysk i wzniósł łapę do drugiego ciosu, ale w tym momencie koło mej głowy przepłynęła fala gorąca i ognista kula, wystrzeliwszy z dłoni stojącego za mną pana Funashi uderzyła w futrzaste ciało Oni. Impet uderzenia i siła ognistego żywiołu była tak wielka, że spowita płomieniami sylwetka runęła z powrotem do pomieszczenie, z którego przed chwilą wypadła, bezwładna i bez wątpienia martwa. Fontanna iskier trysnęła dookoła i momentalnie kilkanaście ognisk wykwitło na papierowych ścianach i pokrywających podłogę tatami. Kto mógł, wliczając w to nas i krzyczącego coś o ratowaniu gospody kupca Hanzo, wypadł na zewnątrz, by uniknąć spalenia. Niestety, cieśla Noburo nie zdążył.

W kilka chwil ogień trysnął nad dachem gospody, pojawili się pierwsi heimini z wiadrami pełnymi wody w dłoniach, ale pan Funashi znowu okazał swą moc i wezwał tym razem potężny żywioł wody. Z nieba runęły nieprzerwane potoki wody, momentalnie gasząc trawiące gospodę płomienie, przelewając do ostatniej nitki wszystkich, którzy nie schowali się błyskawicznie pod dachem, łamiąc gałęzie drzew i zamieniając ulice w rzeki błota. Całą godzinę woda lała się strumieniami z nieba, okrzyki radości ludzi, których ocalono przed pożarem zamieniły się wkrótce w ciche pomrukiwania i uznaliśmy z panem Funashi, że nasze obowiązki każą nam udać się niezwłocznie do domu medyka Kurashi.

Medyk przyznał się co prawda, że puszczał krew cieśli Noburo, ale zarzekał się, że wylewał ją do przeznaczonego do tego celu kanału i że nic nie wie o maho, oprócz tego, że niedawno złapano w Osama maho-tsukai. To było coś nowego. Dlaczego yoriki, pan Ikoma Tenguichi, nie powiedział nam, że schwytał niedawno w miasteczku maho-tsukai? Czy możliwe, że nie skojarzył tego faktu z atakami demona? Co się stało z tym czarownikiem, czy nadal siedzi w miejskim areszcie? Czy rozmawialiśmy z prawdziwym yoriki, czy z przewrotnym maho-tsukai, który przybrał jego postać, albo może swą mroczną sztuką narzucił mu swą wolę?

Wiedzeni najgorszymi przeczuciami, udaliśmy się na posterunek yoriki. Nie byliśmy zanadto zaskoczeni, że go nie zastaliśmy, nie było także już dawno maho-tsukai, którego sam yoriki zawiózł podobno do kyuden Ikoma. Czy w drodze czarownik przejął ciało, lub umysł yoriki? Czy może jednak pan Tenguichi istotnie zawiózł złapanego tsukai do kyuden Ikoma, a następnie wrócił? Jednak sam fakt złapania maho-tsukai, a potem pojawienia się Oni, stanowił ważną okoliczność i pan Tenguichi najwyraźniej zataił tę okoliczność przed nami. Ale jeśli to on sam stał za tymi zabójstwami i praktykami maho, po co wzywał pomocy? No i jaki był motyw zabijania cieślów w taki właśnie, a nie inny sposób? Czuliśmy się obaj zagubieniu w gąszczu podejrzeń i skołowani, rozesłaliśmy więc tylko doshin w poszukiwaniu yoriki i nie wiedząc, co lepszego moglibyśmy zrobić, położyliśmy się spać.

Obudził nas doshin z wiadomością, że yoriki chce się z nami spotkać, w ruinach starej świątyni za miastem. Przeczuwając, że rozwiązanie zagadki jest na wyciągnięcie ręki, nie czyniąc żadnych przygotowań i nie podejrzewając zasadzki, udaliśmy się razem z panem Funashi we wskazane miejsce. Rozważając teraz nasze zachowanie, muszę przyznać ze wstydem, że działaliśmy pochopnie i nierozważnie, narażając się niepotrzebnie na śmierć, która nie miałaby żadnego sensu. Jednak Przodkowie widać czuwali nad nami, bo zdrajca także nie przedsięwziął żadnych środków, aby przechylić szalę na swoją stronę i postanowił osobiście i w pojedynkę dokończyć sprawę, którą wcześniej miał nadzieję rozstrzygnąć łapami wstrętnego Oni.

Kiedy bowiem przybyliśmy do ruin, wyszedł z nich sam pan Ikoma Tenguichi i bez żadnych wstępów wyjaśnił nam wszystko co uczynił i dlaczego to uczynił. Piętnaście lat temu, jego ojciec, yoriki Ikoma Azano, wszedł w posiadanie informacji na temat zabójstwa mistrza ciesielskiego Yubei przez trzech jego uczniów: Tenzano, Kabuze i Noburo. Zamiast jednak ukarać przykładnie zabójców, wszedł z nimi w układ, oskarżając, jak pamiętamy, kupca Hanzo. Trzej winowajcy nie dowierzali jednak Azano i obawiając się zdemaskowania, wynajęli wędrownego ronina, aby go wyzwał na pojedynek i zabił. I tak się też stało, pojedynek odbył się w obecności świadków, pan Azano występował prywatnie, a nie jako yoriki, więc jego śmierć nie mogła być uznana za zabójstwo.

Jednak pan Tenguichi nie przyjmował widać do świadomości faktów. Uroił sobie, że jego ojciec został zamordowany, a w spisek trzech cieślów wplątał także i owego wędrownego ronina. Ten później zawędrował rzekomo do kyuden Ikoma i tam, po dowiedzeniu wyjątkowych umiejętności i zalet, został adoptowany przez daymio rodziny Ikoma. Jego synem był podobno pan Funashi. I dlatego pan Tenguichi postanowił zemścić się na zabójcy swego ojca zabijając jego potomka, czyli pana Funashi. Czy istotnie pan Funashi jest synem ronina, nie ma tu znaczenia, gdyż nawet jeśli jest to prawda, ów ronin został przyjęty do rodziny dzięki swym zaletom i zasługom. Faktem jest, że aby przywabić pana Funashi do Osama i zabić go, występny yoriki zdecydował się wykorzystać schwytanego przypadkiem maho-tsukai.

Wywiózł więc starego czarownika do ruin świątyni, oficjalnie wpisując w rejestry, że wywozi go do kyuden Ikoma celem dokładniejszego przesłuchania. Tam zmusił go do rzucenia rytuału przywołania Oni, dostarczając krew ofiar od owego przesłuchiwanego przez nas medyka Kurashi, któremu zagroził śmiercią, w razie gdyby komukolwiek doniósł o nietypowym życzeniu yoriki. O ataku Oni zawiadomił kyuden Ikoma, prosząc o niezwłoczny przyjazd shugenja, pana Funashi. Zamierzał podstępem zdobyć także i jego krew, a następnie nasłać na niego Oni, dopełniając w ten sposób zemsty.

Słuchając wyznania pana Tenguichi zostałem niemal ogłuszony ogromem błędu w jaki popadł ten człowiek. W niewyobrażalny sposób wypaczył sens słusznej zemsty na zabójcach swego ojca, posuwając się przy tym do metod służalców Upadłego Kami, a mimo to sądził, że czyni słusznie i w zgodzie z Bushido! Fortuny niech uśmiechają się do Ciebie, Czcigodny Ojcze, że wychowałeś mnie w atmosferze prawdziwego rozumienia Bushido i że z pewnością nigdy nie stanie się mym udziałem błąd tego rodzaju, w jaki popadł pan Tenguichi.

Nie pozostało mi nic innego, jak wykonać wyrok na zaprzańcu. Jako yojimbo pana Funashi stanąłem do formalnego pojedynku, choć oczywiście mogłem po prostu dobyć katany i zabić upadłego yoriki jak psa. Może zadecydowała suma błędów, które obaj z panem Funashi popełniliśmy w czasie śledztwa i fakt, że właściwie Tenguichi nas przechytrzył, chciałem zatem choć zakończyć sprawę w oszczędny i czysty sposób.

Stanęliśmy zatem naprzeciw sobie. Tenguichi, szarpany sprzecznościami, w których zaplątał się beznadziejnie planując swą niegodną zemstę i ja, pełen spokoju i pewności słuszności mej sprawy. Wynik mógł być tylko jeden, błysk słońca na dobytej katanie, szkarłatna struga opadła na ciemne liście z miękkim pluskiem, brzęk pękającego miecza pana Tenguichi i stuk jego padającego na ziemię ciała. Wszystko zostało skończone o wiele lepiej niż toczyło się przez cały ten czas. Oby zagubiony duch pana Tenguichi otrzymał kolejną szansę i oby jej nie zmarnował.

W ruinach świątyni znaleźliśmy martwe ciało starego maho-tsukai, medyk Kurashi przyparty do muru przyznał się do wymuszonej współpracy z upadłym yoriki, trzej sprawcy zabójstwa mistrza Yubei zostali mimo wszystko sprawiedliwie ukarani, Oni-no-shi został spopielony mocą pana Funashi. Reszta, czyli wyznaczenie nowego yoriki, sąd nad Kurashim, zaprowadzenie porządku w nieco przypalonym i spłukanym ulewą Osama należy już do namiestnika, pana Ikoma Otori. Tobie zaś, Czcigodny mój Ojcze, wdzięczny jestem za Twe nauki, przeszłe i te, których mi dopiero udzielisz. Wierzę, żę dzięki Twej mądrości nie przyniosę wstydu naszej Rodzinie i Klanowi, co niestety stało się udziałem pana Ikoma Tenguichi.

Marek Meres

About Marek Meres

www.spinq.pl
L5K Kroniki Rodziny Ikoma, Legenda Pięciu Kręgów ,

Comments are closed.