Odzyskać utraconą chwałę – część 2

Kontynuuję moje poprzednie zapiski, zakończone odpadnięciem moich towarzyszy z turnieju na etapie półfinału.

Zastawiając się co dalej powinniśmy uczynić, postanowiliśmy odnaleźć Pana Yagiza Kuruni, który tak dziwnie i tak niegodnie zachował się względem Pana Ikoma Yozaemona podczas pojedynku. Za tym musiała kryć się jakaś tajemnica, a poza tym tak znaczny samuraj Koziorożca mógł coś wiedzieć o zdradzieckim ataku Koziorożców na naszego Pana. W sytuacji jakiej się znalazł istniała szansa, że coś nam powie. Szybko okazało się, że zhańbiony samuraj został wygnany z miasta oraz ziem Koziorożców i popołudniu wyruszył. Pytając przy bramach udało nam się dowiedzieć, że wyszedł traktem w kierunku ziem Lwa. Natychmiast wyruszyliśmy za nim, mając nadzieję, że skoro opuszcza na zawsze swe rodzinne strony, będzie poruszał się raczej wolno. Ciężko ranny nasz towarzysz Ikoma Arashi, nie był w stanie iść z naszą czwórką i pozostał w Zajeździe. Miałem nadzieję, że jeszcze go zobaczymy.

Fortuny nam sprzyjały. Przed nocą kiedy dotarliśmy do przydrożnego zajazdu, zobaczyliśmy Pana Kuruni. Wypił stanowczo zbyt dużo sake i był kompletnie pijany. W tym stanie nic sensownego nie udało się z niego wydobyć, więc wzięliśmy pokój tuż koło jego i wartowaliśmy na zmianę, aby czasem się nam nie wymknął.

Obudziły mnie krzyki. To Pan Kuruni dowiedział się od Pana Ijiro, że jesteśmy w zajeździe i krzyczał, że chce zabić Pana Yoazemona oraz coś o żonie Pana Yoazemona, że powinna być Pana Kuruni, bo ją kochał. Wynikało z tego, że chodziło o jakąś starą sprawę dotyczącą kobiety kochanej przez 2 mężczyzn, zazdrości i nienawiści, ale szczegółów nie dane mi było poznać. Obudzony Pan Yoazemon bardzo wzburzył się, gdy dotarły do niego te słowa, choć oczywiście starał się emocji nie okazać. Obaj natychmiast zapragnęli pojedynku. Tylko czemu wcześniej w mieście Pan Kuruni i inny Koziorożec tak dziwnie zachowali się względem Pana Yoazemona? Próbowałem się jeszcze czegoś dowiedzieć, ale skoczyli ku sobie i pojedynek się zaczął. Najwyraźniej to musiało pozostać tajemnicą…

Starcie szybko zakończyło się doskonałym cięciem Koziorożca i mój towarzysz padł na ziemię poważnie ranny. Pan Kuruni nie zważał, że jego przeciwnik już leży i chciał go dobić. Nie mogłem na to pozwolić. Życie Pana Yoazemona wciąż znaczyło bardzo wiele – pozostała nas ledwie garstka i od każdego z nas mogło zależeć, czy uda się uratować naszego Pana Ishida i nasz honor. Szybko skoncentrowałem się i zespoliłem z Ogniem, błagając Fortunę Osano-Wo o wsparcie. Chciałem Pana Kuruni oślepić Gniewem Amaterasu zanim wykona ostateczny cios, choć szanse, że zdążę miałem małe. Moi dwaj towarzysze Pan Ijiro i Pan Hotaru widząc co robię padli na ziemię, nauczeni doświadczeniem i zasłonili oczy. Życie Panu Yoazemonowi uratowała jednak strzała, która nadleciała gdzieś z boku i wbiła się w ramię Koziorożca, co na chwilę wytrąciło go z równowagi i opóźniło. Ta krótka chwila wystarczyła, abym dokończył swój czar. Błysnęło potężnie, a Pan Kuruni nie zdążył się zasłonić i został oślepiony. Odciągnąłem Pana Yoazemona na bok i zająłem się ratowaniem mu życia poprzez bandażowanie i tamowanie krwi. Efekt końcowy był całkiem udany i na koniec memu towarzyszowi udało się nawet wstać.

W tym czasie podbiegł do Pana Kuruni tajemniczy łucznik. Zaczął coś wołać aby odszedł, bo zhańbił swój klan i rodzinę. Kuruni ku naszemu zaskoczeniu pochylił głowę i oddalił się w kierunku lasu. Tajemniczym samurajem okazał się Yagiza Yokashi, młodszy brat Daimyo klanu Koziorożca – Yagiza Kenichi! Został on wygnany przez swego brata i zmuszony był się ukrywać wśród swoich poddanych. Miał nam wiele ciekawych rzeczy do powiedzenia. Przede wszystkim dowiedzieliśmy się, że nasz Pan Ikoma Ishida żyje i w istocie jest w rękach Koziorożców! Pan Yokashi wiedział to, dzięki kontaktom jakie miał na tych ziemiach. Fortuny okazały się dla nas łaskawe – wciąż mieliśmy szanse uratować Pana Ishida i uratować honor! Jak mawiał Shinsei: „Ptaka grzeje pierze, człowieka nadzieja”.

Yagiza Yokashi obserwował nas już od jakiegoś czasu i wiązał z nami nadzieję, że pomożemy rozwiązać ciężką sytuację, w jakiej znalazł się on sam, jego klan i nasz Pan Ishida. Wszystkiego mieliśmy dowiedzieć się od Yagiza Gezuke – starego Shugenja Koziorożców, który był kiedyś doradcą Daimyo na zamku Yagiza, a obecnie został wygnany tak jak i Pan Yokashi. Obaj zwykle ukrywali się w górach, a wiele osób pomagało im i przynosiło informacje pamiętając stare, lepsze dla wszystkich Koziorożców czasy.

Po raz pierwszy mieliśmy szansę naprawdę dowiedzieć się ważnych rzeczy, wiec gdy tylko Pan Yozaemon był w stanie chodzić wyruszyliśmy w góry do tajnej kryjówki obu wygnanych samurajów Koziorożca. Nikt z moich towarzyszy nie wiedział, że z Panem Gezuke łączyła mnie osobiście ważna historyczna więź – wiele lat temu bardzo pomógł memu ojcu, a wraz z jego śmiercią, obowiązek spłaty tego rodzinnego długu honorowego przeszedł na mnie. Byłem gotów zrobić naprawdę wiele dla Pana Gezuke.

Po kilku godzinach dotarliśmy do opuszczonego budynku i Pana Gezuke. Stary Koziorożec poznał mnie i godnie nas przywitał. Oczekiwał od nas, że zostaniemy jego sojusznikami w ciężkich czasach. Z jego słów wynikało, że za całym złem, które spadło na ziemię Koziorożców stał Soza – Shugenja ognia, który na nas napadł i porwał naszego Pana, obecny doradca Daimyo. Wedle Panów Gezuke i Yokashi, Soza parał się czarną magią Maho! Namieszał w głowie młodemu Daimyo i pewnie nim sterował za pomocą Maho. Nasz Pan Ikoma Ishida został uwięziony w zamku i dodatkowo zniewolony czarami – stał się całkowicie posłuszny czarownikowi. Nawet gdyby udało by się nam przedostać na zamek i jakoś go uwolnić, to będąc pod wpływem czarów sprawiłby nam tylko kłopoty. Wszystko sprowadzało się do czarownika… jednak po jego stronie była armia, zamek, moce Maho i tutejszy Daimyo, po naszej co najwyżej zaskoczenie.

Sytuacja nie była jednak bardzo zła. Na Koziorożcach ciążyły pewne podejrzenia i na ziemie te Cesarz skierował swego agenta, który miał się bacznie rozglądać – znaliśmy go jako ronina Shirai, któremu świetnie szło w pojedynkach na turnieju. Czyżby tym sposobem cesarski agent chciał się nierozpoznany dostać na zamek jako jeden z 4 finalistów? Dodatkowo naszym nieoczekiwanym sojusznikiem stał się klan Skorpiona, który również zaniepokoił się zmianą sytuacji na ziemiach Koziorożców. W mieście było 2 skorpionów, w tym Pani Soshi, którą znał Pan Ijiro. Pan Gezuke wspomniał, że współpracowała ona z cesarskim agentem.

Stary Shugenja widział w nas wsparcie, aby przywrócić właściwy stan spraw – obalić obecnego Daimyo, ustanowić nim jego brata, oczyścić ziemię Koziorożców z Maho i oczywiście uwolnić naszego Pana… Pan Gezuke bardzo liczył na cesarskiego agenta ale i czekał na nasze dobre pomysły. Najlepiej byłoby pokazać wszystkim, że czarownik Maho w istocie nim jest i to jeszcze w obecności agenta. Nie było to jednak proste. Shugenja cały czas siedział na zamku, a nawet gdyby coś zaczęło się dziać wyszedłby w towarzystwie wielu samurajów, a nas była tylko garstka. Na dodatek cały czas był doradcą Daimyo, jego prawą ręką i prawdopodobnie również głową. Myśleliśmy nawet o skrytym dostaniu się na zamek, ale szanse na powodzenie takiej wyprawy były bardzo małe.

Wtedy też przyszło nam do głowy, że może nasz stary znajomy Kenku by nam jakoś pomógł… Pomyślałem, że skoro ostatnim razem kruk mnie dostrzegł poprzez taflę wody, to i tym razem tak będzie, a my będziemy mogli przekazać wiadomość. Napisaliśmy dużymi literami krótki list, o shugenja Maho i prośbę o pomoc. Zespoliłem się z żywiołem wody i spojrzałem w taflę w poszukiwaniu znanej jaskini. I znów znajomy widok opuszczonego miejsca i kruk… Kruk spojrzał na mnie i chyba dostrzegł naszą wiadomość. Zaraz potem jednak moja wodna wizja, przeskoczyła gdzieś dalej i oto zobaczyłem znajomy plac gdzie odbywał się turniej kenjutsu. Akurat trwała podniosła uroczystość nagradzania zwycięzcy. Okazał się nim ronin Shirai, w istocie cesarski agent, o czym nikt z licznie zgromadzonych zasadniczo nie wiedział. Kiedy Shirai zbliżył się do Daimyo Yagiza Kenichi, aby odebrać nagrodę padł na niego jakby cień kruczych skrzydeł z kilku proporców za plecami Daimyo. Nagrodą była katana, a kiedy Shirai ją wziął do rąk zauważyłem na niej znak kruka! Czyżby była to jedna z legendarnych katan wykutych przez Kenku, Katan mściwości? W Shiraia nagle coś wstąpiło, jakieś szaleństwo. Wyciągnął ostrze i podniósł do ciosu, a wtedy zareagowali samurajowie stojący przy Daimyo i głowa Shiraia potoczyła się po ziemi… Cesarski agent zginął próbując zabić Daimyo. Nasz jedyny atut w postaci cesarskiego agenta przepadł! Nikt nie będzie podejrzewał Daimyo, że agenta zabito podstępnie. Byłem pewny, że stał za tym czarownik Maho i jego działanie.

Wiedziałem, że pokazana mi wizja była prawdziwa. Wszystko przekazałem towarzyszom, co bardzo zmartwiło Pana Gezuke. Na Kenku też nie mieliśmy co liczyć – chodzi własnymi drogami, bardzo odmiennymi od naszych. Musieliśmy wymyślić coś innego. Wymyślaliśmy więc różne plany i intrygi, a tymczasem Pan Gezuke poprosił nas o doręczenie w mieście ważnej wiadomości od niego dla Pani Soshi. Jeszcze przed wieczorem wyruszyliśmy schodząc z gór.

Dotarliśmy do naszego zajazdu w nocy. Od naszej ostatniej wizyty nic się nie zmieniło. Nasz ranny towarzysz Pan Ikoma Arashi wydobrzał trochę i gotów był do czynów. Dostarczeniem listu do Skorpionów zajął się Pan Ijiro, a ja w tym czasie trochę się zdrzemnąłem. Pani Soshi również przesłała wiadomość i jeszcze przed końcem nocy wyruszyliśmy z powrotem w góry do Pana Gezuke.

Na miejscu okazało się, że w tajemnicy ustalono spotkanie Pana Yagiza Gezuke i Pana Yagiza Yokashi ze Sporpionami o północy w jednej ze wsi u podnóża gór. Nasza piątka Lwów została poproszona o towarzystwo i ochronę. Do popołudnia wypoczęliśmy, a bushi zostali doposażeni w lekkie zbroje i łuki. Dla bezpieczeństwa postanowiliśmy podzielić nasze siły. Pan Ijiro wyruszył z Panami Yagiza, a ja i reszta moich towarzyszy wyruszyliśmy lasem, nie rzucając się w oczy, jako niespodziewane wsparcie i zaskoczenie, gdyby była taka potrzeba.

Już w nocy dotarliśmy do wsi. Okrążyliśmy ją powoli, bezskutecznie wypatrując zagrożeń. Na koniec porozmawiałem z duchami powietrza i ziemi, od których dowiedziałem się, że wiosce może być zagrożenie. Niestety Panowie Yagiza i Ikoma właśnie do wioski wchodzili! Musiałem mieć pewność – szybko wezwałem ducha wioskowej studni. Po mojej prośbie zesłał na mnie wizje kilkudziesięciu samurajów wchodzących wieczorem do wioski i chowających się po domach. Pułapka! Musieliśmy po cichu ostrzec towarzyszy. Panowie Yozaemon i Hotaru wyruszyli szybko do centrum wioski, a Ikoma Arashi został, aby mnie osłaniać, na jej brzegu. Dużo większe szanse miałem na wsparcie towarzyszy z tej pozycji, niż znajdując się w środku wrogich bushi.

Po dłuższej chwili ze środka wioski dobiegł mnie szum licznych kroków i strzępy podniesionych głosów. Coś złego się działo! Najprawdopodobniej pułapka się zamknęła. Nagle z ciemności wynurzyły się liczne ciemne sylwetki, minęły nas, nakazując gestami ciszę i zaczęły wspinać się na dachy domów otaczających centralny plac wioski. Ruszyliśmy z Panem Arashi za nimi uznając ich za sprzymierzeńców, kimkolwiek byli. Bo jak mawiał Shinsei: „kiedy ciemność nadciąga, człowiek musi znajdować sprzymierzeńców w cieniach”. Obaj również wspięliśmy się na dach jednego z domów, gdy zobaczyliśmy na nim Pana Hotaru. Na dachach widzieliśmy wiele czarnych postaci szykujących się do ataku.

Na środku placu Pan Ijiro akurat rozpoczynał pojedynek z nieznanym, potężnym samurajem w dziwnej masce. Panowie Gezuke i Yokashi stali niedaleko, a dookoła otaczały ich liczne szeregi samurajów Koziorożca wraz Shugenja Soza, czarownikiem Maho oraz Daymio Kenichi. Nigdzie nie było widać skorpionów, którzy najwyraźniej wpakowali Panów Yagiza i nas w pułapkę. Zdrajcy! Stawiałem sake i ryż przeciwko wodzie, że Pan Ijiro sobie poradzi i faktycznie – wspaniałym ciosem uderzył w maskę, a wtedy jego przeciwnik… rozpadł się i zamienił w skorupy, a potem w pył… Potwory i Czarna magia!

Zespoliłem się z żywiołem ognia. Oto miałem przed sobą przeklętego czarownika Soza! Jego śmierć mogła być kluczem do uratowania mego Pana. Był jednak dość mocno zasłonięty. Wsparłem się pustką i posłałem w jego kierunku 3 kule ogniste. Pierwsze dwie trafiły samurajów przed nim, trzecia uderzyła prosto w niego. Widziałem jak się zachwiał. Normalny samuraj już by nie żył, on jednak musiał mieć na sobie jakąś magiczną ochronę. Nic mu to jednak nie pomogło, bo uderzenie serca później dosięgła go strzała Pana Hotaru i umarł. Na Fortuny! Dokonało się! Soza nie spodziewał się tego, ale jak mawiał Shinsei: „Tylko głupiec myśli, że powietrze jest puste”.

Czarne, zamaskowane postacie z dachów rzucały gwiazdkami, potem zeskakiwały i walczyły z Koziorożcami. Coś mi podpowiadało, że mam do czynienia ze Skorpionami. Pan Arashi stojący koło mnie też zeskoczył w dół. Rozpoczęła się regularna bitwa, a obaj Panowie Yagiza oraz Pan Ijiro byli w jej środku. Bardzo chciałem im pomóc, szczególnie Panu Gezuke – ponownie zespoliłem się z żywiołem ognia i wywołałem ogromny błysk Pani Amaterasu. Znaczna część samurajów poniżej została oślepiona, co natychmiast wykorzystał nie oślepiony Pan Ijiro, siekając wrogów na lewo i prawo. W tłumie Pan Gezuke gdzieś mi znikł, ale miałem nadzieję, że w tej korzystnej sytuacji sobie poradzi.

Wtedy zauważyłem za domem, że Daymio Yagiza Kenichi ucieka wraz z dwójką przybocznych. Panowie Hotaru i Yozaemon pognali za nim. Był on kluczem do odzyskania naszego Pana! Zszedłem z dachu i chowając się w cieniach domów przed ewentualnym atakiem pośpieszyłem samotnie za nimi. Dla Pana Gezuke i tak nie byłem w stanie zrobić nic więcej.

Kiedy wybiegłem z wioski zauważyłem pierwszego trupa, na szczęście okazał się nim samuraj Koziorożca. Daymio miał już tylko jednego przybocznego. Właśnie wbiegał do lasu, a obaj Panowie Ikoma byli blisko za nim. Pobiegłem za nimi kierując się słuchem. Wkrótce dobiegłem do leśnej polany. Daymio leżał nieprzytomny, a jego przyboczny zginął. Obaj Panowie Ikoma wspaniale się spisali.

Wkrótce okazało się, że bitwa w wiosce dobiegła końca. Czarne, zamaskowane postacie rzeczywiście okazały się skorpionami. Walczyli tylko po to, aby zabrać czarownikowi Mago jego tubę ze zwojami. Żałowałem, że nie spłonęła od mojej ognistej kuli. Musiało być w niej coś nader wartościowego dla Skorpionów. Skorpioni jak szybko się pokazali, tak szybko zniknęli w okolicznych lasach. Zdradziecka Pani Soshi nie pokazała się, a to ona nas wszystkich tak haniebnie wystawiła na pułapkę i atak. Pan Gezuke niestety nie przeżył, podobnie jak Pan Arashi. Oby Fortuny nad nimi czuwały. Przeżył za to Yagiza Yokashi i Pan Ijiro, choć obaj byli poważnie ranni.

Po burzliwej dyskusji ustaliliśmy, że nie możemy zaufać obecnemu Daymio, który może być pod wpływem skazy cienia i prawdopodobnie postarałby się szybko o naszą śmierć. Musieliśmy zaufać jego bratu Panu Yokoashi. Wymusiliśmy na Daymio pisemny rozkaz oddania naszego Pana Ishida, w zamian za darowanie Daymio życia. Jego brat przejął dowodzenie, być może kiedyś będzie nowym Daymio. Wszyscy wyruszyliśmy na ziemię Lwów, aby nasz Daymio Ikoma sprawiedliwie osądził sytuację. Wkrótce nasz Pan Ishida dołączył do nas, a nas spadły zaszczyty i wielka chwała. Uratowaliśmy naszego Pana i nasz honor.

Idąc do swojego sensei po dalsze nauki miałem nadzieję, że jeszcze kiedyś dane mi będzie wspólnie z Panami Ikoma Ijiro, Ikoma Yozaemon i Ikoma Hotaru walczyć oraz zrobić coś dobrego dla naszego klanu. Być może kiedyś powstanie dalszy ciąg tej opowieści. Będę się o to modlić.

Tomek Funky Kowalski

About Funky

www.spinqfotografia.pl www.tomaszwachla.pl
L5K Kroniki Rodziny Ikoma, Legenda Pięciu Kręgów ,

Comments are closed.