Odzyskać utraconą chwałę

Jestem Ikoma Funashi ze szkoły shugenja Kitsu, z klanu Lwa. Mam 20 lat i niedawno zacząłem nowy etap swojego życia – opuściłem szkołę shugenja i mojego sensei, udając się do zamku Kyuden Ikoma, służąc swemu Daimyo, panu Ikoma Ataka. Ogarnia mnie ogień szczęścia. Pragnę uczyć się w praktyce od bardziej doświadczonych samurajów dążąc do swej doskonałości. Jestem pewien, że przeciwności, które czuję w sobie w postaci żywiołów ognia i wody, w końcu uda mi się pojednać. Siła moich nauk Kitsu i rozsądku Lwa zmierzają ku żywiołowi wody, jednak mój charakter, intelekt i fascynacja dążą ku ogniu.

Już po paru dniach pobytu w zamku wraz 40 innymi samurajami otrzymałem swe pierwsze wspaniałe zadanie – ochrona i towarzystwo dla syna mojego Daimyo, młodego Pana Ikoma Ishida, naszego dziedzica. Pan Ikoma Ishida wyruszył w rutynową podróż po wschodnich rubieżach prowincji Ikoma w celu zbioru podatków. W wyprawie tej byłem jedynym shugenja, co stanowiło dla mnie powód do dumy.

Po paru dniach dotarliśmy do wschodniej granicy naszych ziem. Mnie oraz 4 bushi: Ikoma Ijiro, Ikoma Yozaemon, Ikoma Hotaru i Ikoma Judashi przypadł zaszczyt bycia zwiadowcami, którym rozkazano sprawdzić teren przed głównym oddziałem i przygotować zajazd „Trzy serca i trzy Lwy” na wizytę naszego Pana. Dowódcą naszego małego oddziału został Pan Ijiro.

Gdy dotarliśmy do zajazdu, Pan Ijiro rozmówił się z jego właścicielem i kazał innym podróżnym go opuścić dla bezpieczeństwa naszego Pana. Następnie Bushi rozpierzchli się przeczesując okoliczny teren, a ja na prośbę pana Ijiro porozmawiałem z miejscowym duchem ognia – duch nie znał żadnych zagrożeń ani w pobliżu ani w samym zajeździe. Później razem z Panem Yozaemon sprawdziliśmy wnętrze gospody, będąc w każdym pomieszczeniu i rozmawiając z każdym kogo spotkaliśmy. Nie zauważyliśmy zagrożeń dla naszego Pana. Zajazd i okolica zdawały się bezpieczne. Ikoma Yozaemon miło mnie zaskoczył – okazał się bardzo oczytany i miał sporą wiedzę jak na Bushi. Mogłem się wiele od niego nauczyć.

Wieczorem przybył nasz Pan wraz z resztą oddziału. Pan Ijiro zdał relację z naszych poczynań, ustalono hasło wartownicze i udaliśmy się na kolację oraz spoczynek.

Ocknąłem w kompletnie nie znanym miejscu, jakby pieczarze, leżąc ranny. Wspomnienia jak przez mgłę napływały falami… Nocny atak na zajazd wielu nieznanych napastników. .. Znali nasze tajne hasło! Zdrada!…Ale kto?… Rozpaczliwa obrona naszego Pana… Ucieczka garstki ostatnich obrońców wraz z Panem Ishida przed zbyt licznym przeciwnikiem w stronę lasu… Potężny, wrogi Shugenja, posługujący się żywiołem ognia i ciskający w nas piorunami… Zerwanie sznurowego mostu na rzece i nasz upadek w jej wartki nurt… wodospad i ból…

Rozglądałem się po pieczarze – gdzie Pan Ishida, którego mieliśmy chronić? Nie było go! Czy zginął…? Dopiero wtedy zauważyłem 4 innych moich towarzyszy, lekko rannych i leżących na posłaniach: Ikoma Ijiro, Ikoma Yozaemon, Ikoma Hotaru i Ikoma Arashi. 4 bushi ze szkoły Akodo klanu Lwa i ja…. W dalszej części pieczary krzątała się dziwna postać jakby człowieka z kruczą głową i skrzydłami. Na fortuny! Legendarny Kenku!

Kenku okazał się bardzo przyjazny – dzień wcześniej wyłowił nas z rzeki, ratując nam życie. Staliśmy się jego dłużnikami. Niestety nic nie wiedział o losach Pana Ishida. Uratował tylko naszą piątkę. Nie mieliśmy naszych daisho, które zagubiły się w rzece. Na szczęście moje zwoje miałem przy sobie. Musieliśmy działać! Musieliśmy odnaleźć daisho i spróbować odnaleźć Pana Ishida. Jedyną szansą na odzyskanie swego honoru było odnaleźć go żywego. W innym wypadku bylibyśmy zhańbieni – nie wykonalibyśmy zadania ochrony naszego Pana.

W mojej głowie pojawiały się pytania – dlaczego duch ognia przed zajazdem mnie nie ostrzegł? Czyżby sam nie wiedział? Kto zdradził hasło i sprowadził naszych wrogów? Wtedy też przypomniał mi się styl walki nieznanych napastników – już go gdzieś widziałem! Tak walczą bushi z klanu Koziorożca! Jednak jaki cel miałby ten mały klan i nasz przyjazny sąsiad w ataku lub porwaniu Pana Ishida? Stąd do ziem Koziorożca było bardzo blisko, a dalej za nimi swe terytoria miał klan Skorpiona… Czyżby to oni za tym stali? Koniecznie musieliśmy rozwiązać tą tajemnicę. Honor i zemsta. Sprawiedliwość i lojalność.

Zgodnie z naukami Shinsei „Każda podróż rozpoczyna się od pierwszego kroku” postanowiliśmy zacząć od odzyskania swoich mieczy. Od Kenku dowiedzieliśmy się, że nasza ukryta pieczara znajduje się przy wodospadzie, a dół rzeki zamieszkuje Kappa – duch rzeki, a raczej stwór, który mieni się panem danej rzeki. On z pewnością potrafiłby odnaleźć nasze daisho. Ma jedną słabość… – bardzo lubi ogórki, co postanowiliśmy wykorzystać. Czas nas gonił, więc podziękowaliśmy jeszcze raz Kenku i wyruszyliśmy odszukać kappę, po drodze nazbierawszy ogórków, które rosły niedaleko.

W końcu udało nam się go wywołać. Pan Ijiro zręcznie wciągnął Kappę w rozmowę, ale stwór rzeki nie chciał początkowo nam pomóc. Nawet za ogórki. W końcu poszedł na układ, że odszuka nasze miecze, jeśli odpowiemy na pytanie-zagadkę: „Co nie ma nóg, a kolana może mieć przy brodzie?”. Wytężaliśmy umysły nad tą zagadką i kiedy już miałem zasięgnąć porad duchów, młody Pan Hotaru zaskoczył nas wszystkich bystrością swego intelektu i odpowiedział: „rzeka”. Zdumiony prawidłową odpowiedzią stwór, zapadł się w wodę, ale spełnił swą obietnicę i wkrótce nasze miecze leżały u naszych stóp. Na koniec za ogórki udało się nam dowiedzieć, że Pan Ishida nie spoczywa martwy gdzieś w rzece – co było wiadomością wielce pomyślną dla nas.

Spiesząc się udaliśmy się lasem w miejsce gdzie po raz ostatni widzieliśmy naszego młodego Pana. Tam ku naszemu zaskoczeniu natrafiliśmy na mały oddział bushi naszego klanu, którzy od razu rzucili się na nas z wyciągniętymi katanami i Lwią rządzą zabijania. Nie chciałem, aby ktoś z mego klanu, z moich braci, zginął w tej potyczce – zespoliłem się z żywiołem ognia i zesłałem na nich zaklęcie zwane czasem Gniewem Amaterasu – potworny błysk spowodował u nich chwilową ślepotę. Jeden jednak tak fatalnie upadł ze spłoszonego konia, że złamał kark. Reszta uciekła. Śmierć jednego z moich braci, samurajów, zasmuciła mnie i tylko myśl, że stało się to dla dobra naszego Pana i naszego honoru pozwalała mi myśleć o tym spokojnie. Oddał życie w słusznej sprawie. Oby fortuna Emma-O dobrze go osądziła w Królestwie oczekiwania Meido i trafił prosto do Yom, Królestwa Czcigodnych Przodków. Zginął honorowo w walce. Oczywiście nad jego ciałem odprawiłem stosowny, acz szybki rytuał.

Z listu znalezionego przy martwym bushi dowiedzieliśmy się, że uważa się naszą piątkę za zdrajców. Ponoć to My zdradziliśmy naszego młodego Pana już w zajeździe. Rozkazano odszukać nas i przyprowadzić żywych lub martwych. W liście było również opisane, że nasz Pan Ishido zginął w pobliskiej chacie, gdzie uciekł po wyjściu z rzeki. Chatę ktoś podpalił… Nie wierzyliśmy w ani jedno słowo! No i spalone ciało – wierzyliśmy, że nie należało do Pana Ishida. Ktoś chciał zatrzeć ślady. Zgodnie uważaliśmy, że Pan Ishido został porwany, a ktoś (klan Koziorożca?) próbował winą obarczyć nas. I gdyby nie Kenku pewnie by się to udało…

Postanowiliśmy wyruszyć do spalonej chaty poszukując śladów po Panu Ishida. Zapytałem czcigodnego ducha wiatru i wskazał mi właściwy kierunek. Szybko jednak okazało się, że szuka nas bardzo wielu Lwów, a dotarcie do chaty jest niemożliwe z powodu obławy. Jedyne co nam pozostało to ucieczka na ziemię Koziorożca i poszukiwania tam Pana Ishida.

Musieliśmy pozbyć się naszych ubrań i pod przykryciem roninów liczyć, że nikt nas wnikliwie nie skontroluje. Nadzy (aby nikt nas nie rozpoznał) zakupiliśmy ubrania i żywność w jednej z położonych na uboczu wiejskich chat, udając obrabowanych chłopów. Swoje samurajskie kimona zakopaliśmy, wierząc, że kiedyś ponownie ja założymy, gdy już zmażemy hańbę, która na nas ciąży.

Przez 2 dni przedzieraliśmy się lasami, pytając duchów żywiołów o pomoc. Nocami dodatkowo duch mojego czcigodnego przodka bardzo gniewał się na mnie we śnie, za sytuację i upokorzenie w jakim się znalazłem. Rankiem medytując rozmyślałem, że rację miał Shinsei – „Każda chwila jest lekcją, naucz się ich słuchać”. Być może sytuacja nasza była taką olbrzymią lekcją dla nas w drodze ku doświadczeniu i doskonałości.

W końcu dotarliśmy na ziemię Koziorożca. Przełęcz Yagiza Roka. Tutaj szczęśliwie okazało się, że w jedynym mieście tego klanu następnego dnia odbędzie się turniej Kenjutsu i wielu roninów zmierza do miasta. Tym samym nikt nas o nic nie podejrzewał, a po dotarciu na miejsce po prostu wpisaliśmy się na listę turniejową. W mieście uważnie się rozglądaliśmy, ale nie udało nam się wypatrzyć nikogo z napastników, z którymi walczyliśmy przy Zajeździe. Pozostało nam liczyć, że może na turnieju kogoś zauważymy, albo czegoś się dowiemy. Taka okazja zawsze przyciąga wiele osób. Poza miastem widzieliśmy w oddali zamek Koziorożców, ale z pewnością był świetnie broniony i nie mieliśmy normalnie szans, aby dostać się do środka lub dowiedzieć się czegoś. Jednak jedną z turniejowych wygranych była zaszczytna kolacja dla czterech najlepszych zawodników na zamku w obecności Daymio Koziorożca – czyżby to była nasza upragniona szansa?

Wieczorem byliśmy na miejscowym przedstawieniu. Fortuny chciały, że było to przedstawienie, w którym występował Kenku, który z powodu zemsty zmienił się w Goryo, ducha mściciela, krążył po Rokuganie i zabijał… Nabrałem podejrzeń, że sprawa z Kenku nie była przypadkowa. Po powrocie do zajazdu połączyłem się z żywiołem wody i spojrzałem poprzez jej taflę do jaskini w której Kenku nas leczył. Ku mojemu zdziwieniu zobaczyłem tam tylko skały, brud, stare pajęczyny i czarnego Kruka, który kiedy mnie zobaczył zburzył taflę wody… A więc to wszystko co przeżyliśmy w jaskini to było tylko złudzeniem, czarami? Czy Kenku nam w istocie pomógł, czy też chciał nas wykorzystać do jakiś swych celów?

Następnego dnia rozpoczął się turniej. My jako roninowie (choć w sercach ogniste Lwy) nie musieliśmy uczestniczyć w rundzie 1 z uwagi na olbrzymią ilość bushi Koziorożca, którzy zapisali się na turniej. Chciano, aby ich szeregi po pierwszej rundzie były mniejsze. Walczyliśmy na bokeny, do pierwszego trafienia. Szczęśliwie w młodości nauczono mnie walki kenjutsu, więc nikt nie podejrzewał, że jestem Shugenja i to na dodatek poszukiwanym na pobliskich ziemiach Lwa. W losowaniu trafiłem na nieznanego mi ronina, który szybkim i wprawnym ciosem wykluczył mnie honorowo z turnieju. Moim towarzyszom poszło oczywiście znacznie lepiej, jak przystało na bushi mojej rodziny i mojego klanu. Zwyciężyli zarówno w rundzie 2, jak i 3. Pojedynki trwały prawie do wieczora, a walki finałowe miały się odbyć następnego dnia.

W czasie pojedynków doszło jednak do zagadkowego i nieoczekiwanego zdarzenia. Jeden z walczących Koziorożców jakby nie chciał uderzyć mojego towarzysza, Pana Yozaemona, zawahał się, przez co oczywiście przegrał.

Wieczorem fortuny nam sprzyjały. Z okien naszego zajadu zobaczyliśmy oddział bushi Koziorożca, wśród których był jeden z napastników z zajazdu oraz… Ikoma Judashi!!! Nasz były towarzysz z zajazdu! Lew i zdrajca! Zrozumieliśmy, że to za jego czyn nas oskarżono! Teraz przygarnął go Koziorożec… Natychmiast wyruszyliśmy śladem tego oddziału, w nadziei na przepytanie obu i zemstę.

Rozdzielili się, a obaj wypatrywani przez nas poszli wprost do herbaciarni popijać sake i cieszyć się z towarzystwa gejsz. Weszliśmy do innej sali, czekając na sprzyjający moment. Wielkim wysiłkiem woli i żywiołu wody we mnie powstrzymywałem swój żywioł ognia, aby nie spopielić obu kulami ognistymi, co podpowiadała mi Kima-No-Kami, fortuna zemsty. W końcu nocą wyszli w trójkę, a my za nimi. Widziałem ten ogień w oczach moich towarzyszy – rwali się do walki. Swoimi czarami nie chciałem pozbawiać ich przyjemności z zemsty. Poza tym moje czary mogłyby kogoś z tutejszych zaalarmować i sprowadzić. Skupiłem się więc na pilnowaniu sytuacji. Gdy dotarli do jednej z bocznych uliczek, moi towarzysze rzucili się na nich. 4 Lwów przeciwko 2 Koziorożcom i jednemu zdrajcy. Walka był szybka i krwawa. Chwilę potem 3 naszych wrogów leżało u naszych stóp. Zdrajca był poważnie ranny. Dokładnie tak jak chcieliśmy. Nieprzytomny od ciosu był Pan Ikoma Arashi, a młody Pan Ikoma Hotaru bardzo krwawił od potężnego cięcia, więc natychmiast podbiegłem i udzieliłem mu pomocy.

Zabraliśmy Pana Arashi oraz zdrajcę Judashi w kierunku lasu, bo na miejscu było zbyt niebezpiecznie. Udało mi się powstrzymać krwawienie mojemu towarzyszowi, ale zdrajca umarł na naszych rękach. Kima-no-Kami – Fortuna Zemsty musiała być jednak bardzo spragniona jego śmierci. Wyrok Fortuny przyjąłem ze spokojem. Nic się od zdrajcy nie dowiedzieliśmy i dalej nie wiedzieliśmy czy nasz Pan Ishida żyje, ani gdzie jest przetrzymywany. Cierpliwość jednak, jak często mawiał Shinsei, jest najwyższą cnotą: „Cierpliwy uczy się szybko, a niecierpliwy nie uczy się wcale”, a „Jasny umysł może obalić nawet najbardziej silny Mur”. Byłem pewny, że prędzej czy później wszystkiego się dowiemy. Musimy tylko dalej kroczyć naprzód. Gdy usuwaliśmy ciało zdrajcy w krzaki, z jego kimona wysypało się 30 srebrnych monet. Cena jego zdrady. Szybko udaliśmy się do zajazdu, aby nikt nas nie powiązał ze śmiercią Koziorożców.

Następnego dnia miasto huczało od wieści, że jacyś nieznani bandyci nocą zabili 3 samurajów. Stawiliśmy się oczywiście na turnieju, aby nie wzbudzać podejrzeń naszych wrogów. Ponadto cały czas zależało nam, aby dostać się na zamek. Na widowni zobaczyliśmy m.in. Shugenja, który brał udział w ataku na nas! Był też młody Daimyo klanu Koziorożca – Yagiza Kenichi oraz tajemnicza Pani Soshi Kotako z klanu Skorpiona. Najwyraźniej coś ją w przeszłości łączyło z Panem Ikoma Ijiro, sądząc ze spojrzeń jakie na nią rzucał. Oczywiście najznakomitsi z Koziorożców i Pani Soshi byli otoczeni przez swą świtę i nie mieliśmy szans, na dostanie się do nich. Wzmogły się jednak moje podejrzenia, że klan Skorpiona w jakiś sposób wmieszany jest w porwanie naszego młodego Pana Ishida.

Zaczęły się kolejne pojedynki. Pan Ikoma Ijiro wylosował Pana Hotaru i przegrał. Pan Ikoma Yozaemon trafił na jednego z miejscowych faworytów – Pana Yagiza Kuruni. I tu znów stało się coś nieoczekiwanego i dziwnego. Koziorożec zawahał się z oddaniem swego ciosu, a pan Hotaru trafił go celnie. Wtedy jednak Pan Yagiza Kuruni niehonorowo i haniebnie uderzył go bokenem już po przegranym pojedynku! Natychmiast jego Daymio wyraził oburzenie, a pan Kuruni opuścił teren walk. Co takiego było w Panu Yozaemon’ie, że Koziorożce nie chcieli z nim wygrać? Nie chcieli pierwsi zaatakować? Zastanawiałem się nad tym faktem w zgodzie z Shinsei: „Prawda jest jak wielka droga, dostępna dla każdego”, na razie jednak rozwiązanie tej zagadki skrywało się w cieniu przed mym młodym umysłem.

W kolejnych pojedynkach Pan Hotaru uległ skorpionowi – Panu Soshi Gato, a ronin Shirai wyeliminował z turnieju pana Yoazemona. Nasz cel, czyli dostanie się oficjalnie na zamek, aby się czegoś dowiedzieć – przepadł. Byłem jednak pewny, że znajdziemy inny pomysł, aby wypełnić nasze zadanie… c.d.n.

Tomek Funky Kowalski

About Funky

www.spinqfotografia.pl www.tomaszwachla.pl
L5K Kroniki Rodziny Ikoma, Legenda Pięciu Kręgów ,

Comments are closed.