Z pamiętnika Igora Kliczko as Fahad Decados – Zagubieni w pustce, część 1

7 września 4999 r. Istakhr, Samarkanda

Moi pracownicy ze sklepu na targu wciąż radzą sobie perfekcyjnie, a gildia też dała mi wolny rozkład prac. Mogę w 100% zająć się wydarzeniem dziesięciolecia – jutro przybywa ekipa super serialu (jedynego istniejącego równocześnie) „Zagubieni w pustce” wyświetlanego na magicznych lampach, co tydzień we wszystkich Znanych Światach. Aktorzy są na jakimś turne promującym serial (jakby potrzeba im było większej promocji, niż w tej chwili mają), no i właśnie przybywają na Istakhr. Oczywistym jest, że jako szlachcic Decadosów i wtajemniczony Gildii inżynierów nie mogę przepuścić takiej okazji, aby pokazać się w towarzystwie oraz spróbować się czegoś dowiedzieć. Wraz z ogromnymi pieniędzmi jakie Liga wydaje na ten serial oraz jakie zbiera z dochodów w całych Znanych Światach, musi też iść nowoczesna technika i różnoracy wpływowi czy bogaci ludzie. Być może to dla mnie ten kwant czasu, aby się wypotęgować.

8 września

Tłum oczekujących na ekipę serialu ludzi na głównym placu przekroczył nawet prawo Wielkiej Matrycy Odisona. Dziesiątki, a może setki tysięcy osób. Oczywiście dla mnie musiało znaleźć się przejście, bo widząc mój kostium, anteny i cały ten energetyczno-chemiczny pokaz, maluczcy nawet nie śmieli się do mnie zbliżać. Częściowo pomógł mi też mój doradca i ochroniarz – Benjamin, oraz przygodnie poznany wielki mięśniak z Bractwa Wojennego Benedykt. Niestety musieliśmy oddać broń – wymogi bezpieczeństwa Al-Malików, którzy oczywiście zorganizowali cały show. W końcu to ich miasto, planeta, duma i honor. W trójkę doszliśmy na jakieś 50 metrów od sceny, zostawiając innych, mniej zaradnych moich znajomych szlachciców i kolegów z różnych gildii daleko z tyłu. Każdy musi znać swoje miejsce.

W końcu przylecieli witani krzykiem tysięcy gardeł. Aktorzy – a raczej obecnie mega gwiazdy. Pojawił się też perfekcyjny książę Hakim Al-Malik ze świtą, który ich przywitał. Piękne stroje i słowa. Kiedy tłum osiągał temperaturę wrzenia masy organicznej i wył w radosnej jednostajnej pulsacji, padł nagle niespodziewany strzał, a wszyscy na scenie padli jak dywizja golemów po utracie zasilania. Od razu można było wspaniale ocenić prawo chaosu jakie miało miejsce wokół: żołnierze, ochroniarze, szlachta, siły specjalne, dziki tłum… wszystko mieszało się niczym molekuły rozgrzanego gazu. Odrzucono nas od sceny. Szybko okazało się, że zginął tylko błaznowaty ochroniarz aktorów, a w jednym z mieszkań przy placu zabito strzelca. Wszystko jednak przerodziło się w zamieszki. Za duży szok, za dużo niezadowolonych ludzi.

Aby jakoś się z tym uporać Al-Malikowie rzucili na ulice stolicy żołdaków, a potem ogłosili godzinę policyjną w nocy. Postanowiłem wykorzystać nową znajomość z Bratem Bractwa Wojennego i zaprosiłem go do mojego mieszkania. Jest tu nowy (dopiero co przyleciał ze Stygmatu) i pod względem umysłowym przypomina mi 6 letnią dziewczynkę wychowaną w jakimś klasztorze Amaltean. Na szczęście jest nader zabawny z tą swoją „grzeszną techniką”, którą widzi dookoła, rozkładanym łukiem w ręku i 2-metrowym mieczem na plecach. Chce nabrać doświadczenia i po to tu przybył. Do głowy przyszły mi już ciekawe plany wykorzystania go… Gdyby go tak jakoś nająć na swego dodatkowego ochroniarza…. spokój ze strony Inkwizycji, wendetta Li Halanów jakby mniej realna, a walczyć pewnie umie jak mało kto.

Benjamin poszedł dowiedzieć się co słychać w mieście i co dalej z ekipą serialu – czasem mam wrażenie, że zna tu wszystkich. Nawet biorąc pod uwagę fakt, że jest byłym pośrednikiem jestem pełen podziwu dla jego kontaktów i tego, jak szybko i co jest w stanie załatwić.

Wrócił wieczorkiem – okazało się, że jutro rozpocznie się casting na nową ochronę ekipy serialu. Wspólnie postanowiliśmy spróbować swych sił, choć każdy z innych powodów. Braciszek postanowił udać się na miejsce jeszcze w nocy, a my poszliśmy porządnie się wyspać. Tak sobie myślę, że hiper wkręcenie się do hardwaru ekipy nawet jako ochroniarz może być poszukiwanym przeze mnie punktem węzłowym mego życia.

9 września

Rano okazało się, że dobrze zrobiłem nie zatrzymując braciszka. W miejscu castingu, przed bramą czekało w buforze chyba ze 200 osób chętnych na nowego ochraniarza. Benedykt był 10, tak więc ogłosiłem zgromadzonym, że zajął nam nasze miejsce i scaliliśmy się w symbiozie z kolejką. Nie przystoi mi stawać jako ostatni. Zwykle takie rzeczy załatwiam od ręki, tu jednak za dużo było najwyraźniej wielkich emocji i broni – spowodowałem natężenie potęgowe niezadowolenia reszty stojących. Ktoś nawet śmiał rzucić nożem w mojego ochroniarza Benjamina i ranić go! Co prawda nie udało mi się trafić z pistoletu plazmowego tego wadliwego elektrona, ale zdezintegrowałem głowę stojącemu najbliżej, co skutecznie uciszyło zgromadzonych i bez przeszkód weszliśmy do środka w pierwszej dwunastce.

W środku okazało się, że mamy się dobrać w trójki, bo 3 nowych ochroniarzy chcą zatrudnić. Co więcej ku mojemu zdumieniu wszystkie trójki miały walczyć na arenie, przed widownią, niczym jacyś niewolnicy czy gladiatorzy… Byłem na tyle zły, że gdy przyszło co do czego od razu przegoniliśmy sześciu do domu – po pokazie przed bramą nie chcieli ze mną walczyć. Pozostała trójka jednak wolała przelewać krew. Na arenie od razu potraktowałem plazmą najbliższego przeciwnika, a jego materia organiczna zmieniła się na nieorganiczną. Pozostałych dwóch się poddało. Benedykt i Benjamin nawet bronią nie machnęli.

Nazbierało się trochę zwycięskich trójek, ale na szczęście nie trzeba było ze wszystkimi walczyć. Druga faza okazała się rozmowami, sprawdzaniem reputacji w mieście, doświadczenia itp. – i tak oto okazało się, że zwyciężyliśmy! Szeroki świat władzy, techniki, pieniędzy i podróży stanął przed nami otworem.

Poznaliśmy wszystkie gwiazdy serialu, czyli jak się okazało zwykłych ludzi z gildii aktorów, ludzi mających różne swoje problemy i problemiki. Lubiącego skok w bok (serialowy pozyskiwacz John Williams), zrozpaczoną brakiem miłości jego żonę, podkochującą się we wszystkich dookoła (serialowa przewoźnik – pilot Natalie Williams), zamkniętego w sobie ich syna uczącego się na inżyniera (serialowy inżynier Mat Williams), znudzonego tym wszystkim Obuna (serialowy Eskatonik), oraz zajętą swoimi sprawami serialową Rycerz Poszukujący. Do tego różni pomocnicy, styliści, mechanik od sztucznej ręki Johna. A właśnie ręka – to ciekawa historia, bo moja Gildia inżynierów prowadziła jakieś eksperymentalne badania nad stworzeniem sztucznego hiper człowieka i ta biomechaniczna ręka właśnie z tych badań pochodzi. Jak będę miał okazję muszę się temu wszystkiemu mikrostrukturalne przyjrzeć.

Jak się okazało zdjęcia do serialu trwają już 18 lat, nakręcono ponad 400 odcinków na różnych planetach, z czego jak na razie wyemitowano 39. Nie dziwi więc znużenie, zobojętnienie i zmęczenie aktorów. Poza tym reszta ludzi pracujących przy serialu najmowana już jest lokalnie na danej planecie w miarę potrzeb. Podróżuje więc tylko sedno ekipy, które mamy zaszczyt obecnie ochraniać.

Menadżer zespołu zapoznał nas ze wszystkim, określił nasze zadania i wynagrodzenie. Wyglądało to dobrze. Prace zaczęliśmy od razu od wieczornego wyjazdu z ekipą do hotelu. W wytwornym hotelu z czasów II Republiki zajęliśmy z ekipą całe 7 piętro, a że była hotelowa, profesjonalna ochrona, więc w teorii roboty za dużo nie mieliśmy. Poza tym wciąż trwała godzina policyjna i mnóstwo żołnierzy oraz strażników Al-Malików kręciło się po ulicach. Przechadzałem się po hotelu tu i tam, spiłem też trochę Natalii, aby się czegoś więcej dowiedzieć o intrygach wewnątrz ekipy. Leciała na mnie trochę, ale szybko zdestabilizowałem sytuację – ostatnie czego mi było potrzeba to jakaś głupia wpadka na starcie mojej nowej kariery. Mnie nie dawała spokoju myśl, że jakiś bardzo wysoko postawiony Decados zajął niedawno 8 – najwyższe piętro hotelu, a ja nic o tym nie wiem i właściwe nikt o tym nic nie wie. Skontaktowałem się oczywiście przez miniaturową szeptaczkę z moim wujem baronem Andriejem Kliczko Decados, ambasadorem mego rodu w stolicy i ku mojemu zdumieniu – on też nic nie wiedział o tym znacznym i tajemniczym gościu! Intrygi wewnątrz rodu? Prawdopodobne. Czy ma to jakiś związek z serialem? Hmm…

Kiedy tak rozmyślałem doszedł nas odgłos strzałów od pokoi serialu! Jak szybko się okazało jakiś zabójca dostał się od zewnątrz budynku do pokoi, dziurawiąc z broni plazmowej hartowane okna hotelu. Nim ochrona zareagowała my już byliśmy na miejscu. Na szczęście, a może specjalnie, tajemniczy zamachowiec wybrał pokój niezbyt ważny – stylistki, przyjaciółki Natali, zabijając ją na miejscu. Kiedy wpadłem przez drzwi właśnie ostrzeliwał okno, aby się wydostać na zewnątrz. Trafiłem oczywiście z plazmy czarną, zamaskowaną postać, jednak jego tarcza energetyczna i syntjedwab skutecznie osłabiły ładunek. Widząc mnie, jednym skokiem wyskoczył przez zniszczone okno. Wzburzony tą zuchwałością i swoją nową rolą, oczywiście wskoczyłem za nim. Jednakże w ostatniej chwili Benjamin złapał mnie za ramię skutecznie powstrzymując mój skok 7 pięter w dół. Czy nie wie jak działają tarcze energetyczne? Z drugiej strony chronił moje życie, za co mu w sumie płacę, więc szybko mu przebaczyłem. W tym czasie Brat Benedykt już pobiegł na dół, goniąc zamachowca metodami staroświeckimi, z przed wynalezienia antygrawitacji, koła czy windy czyli pieszo. Zabójca w końcu wygrzebał się z dziury w chodniku i zaczął uciekać w nocne uliczki i przepaście wielopoziomowej stolicy. Oczywiście cały czas go ostrzeliwałem, ale z powodu odległości dało to słaby efekt. Uciekł. Benedykt odnalazł chwilę później jego zniszczony upadkiem pistolet plazmowy i przyniósł do mnie. Standardowa broń, a wiec niczego się nie dowiedziałem, poza tym, że ktokolwiek zaplanował ten zamach jest dość bogaty.

10 minut później doszło do kolejnego zamachu – hotelem wstrząsnęła potężna eksplozja, gdy jakiś samobójca nie zdołał przedrzeć się przez ochronę hotelu na parterze i zdetonował ładunek, który miał na sobie. Do nas dotarł tylko wstrząs i olbrzumi huk. Zginęło jednak dwadzieścia parę osób.

Zacząłem się zastanawiać, czy komuś zależy na przestraszeniu ekipy aktorów? To już 3 próba zamachu w ciągu ostatnich 2 dni i trzecia w sumie dość nieudolna. Po co to wszystko? Podpytałem menadżera o pobyt aktorów na innych planetach – nigdy do zamachów nie dochodziło. Owszem zdarzały się pogróżki (podobne do siebie na różnych planetach, co jest niepokojące i zaskakujące), ale nic ponadto. Zamachy niestety stawiały nas jako ochroniarzy w nieciekawej sytuacji, a na dodatek nie mieliśmy pojęcia kto może za nimi stać i w jaką intrygę na skalę galaktyczną właśnie się wplątaliśmy.

Przez resztę nocy nic się nie działo poza tym, że tajemniczy bogaty Decados wraz ze świtą i swą ochroną wyprowadzili się z 8 pietra targanymi zamachami hotelu.

10 września

Rano wyjechaliśmy sprawdzić Wielki cyrk mojego Rodu i pośredników, który od tygodnia jest w mieście. Aktorzy chcieli go popołudniu zwiedzić, a my musieliśmy wszystko sprawdzić. Po zamachach zrobiło się dość nerwowo.

W tym cyrku bywałem już wcześniej, z racji tego, że mój ojciec ma w nim udziały. Nie jest to jakiś tam cyrk. To wielka instytucja zatrudniająca setki pracowników, odwiedzająca różne planety. Nie spodziewałem się jednak niczego ciekawego znaleźć. Rodzina nie pozwoliłaby na jakiekolwiek zdarzenie, które mogłoby popsuć reputację cyrkowi i mojemu rodowi, a cyrk ma świetną ochronę. Pogadałem z jej szefem, przypominając mu swoją osobę. Pooglądaliśmy wielu obcych i potwory z różnych planet, zweryfikowaliśmy areny, artystów, klaunów i gladiatorów, którzy mieli wystąpić. Tu i tam stochastycznie poddałem otoczenie spektroanalizie, zweryfikowałem źródła podczerwieni. Nic ciekawego. Byłaby nuda, gdyby nie jedno zaskakujące i dające do myślenia zdarzenie. W pewnym momencie, gdy byliśmy sami, w dziwnych okolicznościach na arenie gladiatorów spotkaliśmy zamaskowanego człowieka we fiolecie, który z wysokiego podestu poprosił nas o sprawdzenie co aktor serialu John Williams przemyca. Skąd wiedział gdzie będziemy, skąd miał informacje o ew. przemycie, a przede wszystkim jak się tu dostał? Czyżby mój własny ród Decados za tym stał? A cóż może przemycać niepostrzeżenie gwiazda serialu? Z pewnością tylko coś małego.

Wróciliśmy do hotelu, do aktorów, gdzie już czekała na mnie przesyłka. Ku mojemu zdumieniu w paczce było prawdziwe techniczne cudeńko: magiczna lampa z gildii inżynierów. Oczywiście mechanizm rozebrałem i sprawdziłem mikrostrukturalnie, poddając też spektroanalizie, weryfikacji falowej i bombardowaniu fluktuacyjnymi introdźwiękami. Nie było bomby ani innych niespodzianek. Były za to dodatkowe funkcje (np. nadajnik, odbiornik). Lampa pokazała informację, że świetnie sobie poczynam i jeśli będę się sprawdzał w nowej roli dostanę awans w Gildii. Ponadto pokazał, że na konta naszej trójki wpłynęło po 100 F. Nie powiem – sprawiło mi to wielką radość, ale też lekkie zaniepokojenie – bo skoro Gildia wysyła mi tak szybko takie cudeńko, to niekoniecznie wszystko jest tym czym się wydaje. Kolejna intryga? Sytuacja zaczyna robić się coraz ciekawsza.

Popołudniu pojechaliśmy z aktorami na przedstawienie i zwiedzanie. Spektakl był absolutnie perfekcyjny, ale to nie dziwi skoro moja rodzina czerpała z tego zyski. Podejrzewam, że za częścią widowiska mogły stać moce legendarnych psioników, ale tym większego smaczku daje to całości. W czasie zakulisowego, prywatnego zwiedzania też na szczęście nie doszło do żadnych incydentów i mogłem odetchnąć z ulgą. Mój honor jako Decadosa pozostał w stazie.

W drodze powrotnej do hotelu skontaktowałem się z wujem – ambasadorem Decadosów. Okazało się, że tajemniczy gość z 8 piętra, to kuzyn samego naszego księcia Hyrama Decados z Severusa! Jest w jakiejś tajnej misji tutaj. Naprawdę coraz ciekawiej robiło się dookoła. Muszę przeniknąć te intrygi.

Wieczorem aktorzy mieli ochotę na zabawę i Benjamin, jako przewodnik najlepiej znający miasto, zrobił nam wszystkim wycieczkę po znanych sobie lokalach. Wszystko byłoby constans, gdyby nie kolejny zamach, do którego doszło, gdy mieliśmy odwiedzić ostatni lokal. W jednej z bocznych uliczek nagle z 10 metrów przed nami, wynurzyła się zza rogu postać i rzuciła w naszą grupę granatem. Jak się szybko okazało plazmowym granatem! Widząc lecący przedmiot Benjamin, który szedł pierwszy próbował go odbić swą pałką, niestety nie trafił, a nam wszystkim pozostało skakać w górę ile sił, unikając fali energii, bo wyzwolona moc plazmy rozchodzi się w płaszczyźnie, wedle prawa destabilizacji Jacoba-Hoyl’a.

Kiedy udało mi się uniknąć plazmowej dezintegracji krew mi sfluktuowała w żyłach i pognałem w kierunku tej mało energetycznej neutriny, aby zamienić ją w cząstki proste. W symbioze ze mną popędził Benedykt. Wdaliśmy się w walkę, a nasz przeciwnik wyciągnął rapier, bo drugiego granatu już nie zdążył widząc nas. Czyżby szlachcic? Parę razy mój rapier przeszedł poniżej progu uaktywnienia jego tarczy, raniąc go, gdy nagle koło mojej głowy rozbłysnął ślad energetyczny, a zamachowiec osunął się bez głowy. To ocalały John Williams użył w zaskakujący sposób swojej biomechanicznej ręki strzelając z niej czymś energetycznym do zabójcy. Czułem się lekko zniesmaczony, bo miałem nadzieję, że za moment na tyle go poranię, że padnie, a potem będzie go można bez przeszkód przesłuchać. Ten John… być może jest kluczem do całej tej zagadki i wszystkich intryg.

Okazało się na szczęście, że główni aktorzy przeżyli zamach. Niestety zginęły 2 osoby (w tym menadżer zespołu), a Benjamin został ciężko ranny. Obszukałem oczywiście ciało zamachowca, ale nie miał przy sobie nic szczególnego, jedynie wypalony tatuaż na ramieniu. Po czwartym zamachu dalej mało wiedzieliśmy, tyle że zamachy stawały się coraz skuteczniejsze i coraz bardziej na serio. Kościół, a może jakiś ród? Z pewnością ktoś mi za to wszystko zapłaci!

Tomek Funky Kowalski

About Tomasz Wachla

www.spinqfotografia.pl www.tomaszwachla.pl
Gasnące Słońca, GS Zaginieni w pustce ,

Comments are closed.