Sesja pierwsza

Sesja pierwsza

w której grupa podróżnych poznaje pewnego kaprala, rusza w pościg za bandziorami którzy napadli na pociąg, szczęśliwie pokonuje Indian i trafia do miasteczka, w którym jak to bywa, wcale spokojnie nie jest. Kapral okazuje się być oszustem, a szeryf ginie od kamiennego noża i bohaterowie mają się nad czym zastanawiać.



Niech będzie pochwalony!

Dzień 15 marca Roku Pańskiego 1878 zastał mnie w drodze do Santa Fe w roli ochroniarza pewnego farmera jadącego wozem. Zazwyczaj ludzie prosząc Boga o ochronę zostawiają w świątyni datki jest sprawą oczywistą, a że ów farmer, Mr Robert Richardson zamierzał przekazać mi je w formie wypłaty – no cóż, co kraj – to obyczaj. Byleby tylko Richardson przy okazji o modlitwie nie zapomniał.
Nasza karawana obejmowała dwa wozy i pięciu ochroniarzy. Obok wozu Richardsona z rodziną jechał również wóz Johna McDowella. Do ochrony oprócz mnie Richardson zatrudnił byłego szeryfa Patricka Rockwesta, łysego trapera Johna Smitha, pochodzącego z Niemiec łowcę nagród Ruprechta Munka oraz indiańskiego tropiciela Jima „Grzmiącego Lisa”. Poza wymienionymi osobami należy tez wspomnieć o obecności dziennikarza Jimmiego Goldfisha goniącego za sensacją. W Lamar oba wozy odłączyły się i podążyły do Denver przez Nowy Meksyk, zaś wszyscy uczestniczący w ochronie oraz dziennikarz podążyli dalej do Santa Fe.. Za „usługę” otrzymałem 20$, które postanowiłem przekazać na jakiś zbożny cel przy najbliższej, sprzyjającej okazji.

Zanim zaczęła cała historia z Karciana Bandą, Indianin Jim i Rupreht dla zabawy pokładali się pięściami. Na szczęście Bóg nad nimi czuwał i nic sobie nie zrobili.

Podróżując do Santa Fe, w pewnym momencie na szlaku natknęliśmy się na żołnierza w mundurze armii Konfederacji, z obandażowaną głową. Był to kapral Wood, który opowiedział nam o napadzie na pociąg. Był ranny, deklarował wiarę w Boga, więc poprosiłem o cud uzdrowienia kładąc mu ręce na głowie. Rana została uleczona. Następnie szybko skierowaliśmy się w miejsce przez niego opisane. To, co tam zastaliśmy krzyczało o zemstę do nieba. Wykolejony pociąg, kilkanaście zmasakrowanych ciał żołnierzy i zwykłych podróżnych. Padłem na kolana by prosić Boga o opiekę nad duszami pomordowanych. Jim ponaglał żeby ruszyć w pościg, ale uparłem się, że nie można ciał tak zostawić, bo zwierzęta je rozwlokła po całej okolicy. Pomogli mi więc przenieść wszystkie ciała do wagonu, który zamknęliśmy. Szansa schwytania morderców była spora, wiec mam nadzieję ze Bóg wybaczy mi, że nie dokonaliśmy chrześcijańskiego pochówku.

Kapral Wood powiedział, że bandyci ukradli z pociągu cenny wojskowy ładunek w skrzyniach, a ponadto uprowadzili żonę kapitana, panią Baker. Ruszyliśmy w pościg, licząc że szybko dogonimy bandytów. W górach o mało co nie wpadliśmy w zasadzkę Indian. Na szczęściw nasi przewodnicy wypatrzyli ich zanim wjechaliśmy w miejsce gdzie trudno było się bronić. Indianie ostrzelali nas z łuków i karabinów, a potem najechali na nas konno. Na szczęście dali się łatwo wystrzelać, a moje kamienie celnie trafiały niesione boską mocą. Po całej potyczce okazało się, że zabity został były szeryf Rockwest. Poleciłem go Boskiej opiece.

Po stronie nieprzyjaciół, poza dwoma Indian wszyscy polegli. Ci, którzy przeżyli zostali skrępowani i byli przepytywani przez Jima. Nie byli to dobrzy ludzie, skoro napadli na pociąg i wymordowali tylu niewinnych ludzi, więc zasłużyli na śmierć. Bóg takim ludziom nie wybacza. Ale kiedy John Smith podszedł i od tyłu poderżnął jednemu z nim gardło, zdenerwowałem się. Co innego niszczyć wrogów z imieniem Pana na ustach, a co innego innych pobudek. Nie odgadnione dla mnie są pobudki trapera Smitha, ale na wierną owieczkę naszego Pasterza on mi nie wygląda, wiec musiałem zareagować. Ruszyłem na niego, okładając go kijem. Suma sumarum zadziałał jako boskie narzędzie, więc nie chciałem go uśmiercić, ale jakąś nauczka mu się należała, żeby zrozumiał że Bóg jest miłosierny ale. tylko wiernych. Poprosiłem więc Boga o cud i mój sękaty kostur zamienił się w węża, który skierował się na Johna. John celnie strzelił do niego i wąż zamienił się w roztrzaskany kij. Miejmy nadzieję, że John zrozumiał to ostrzeżenie.
Drugi z jeńców przepytany zeznał że to nie oni napadli na pociąg, jednak byli w zmowie z bandytami, którzy pojechali dalej. Jeniec zginął w walce na tomahawki z Jimem.

Kawałek dalej inni źli Indianie zrzucili na nas lawinę kamieni, ale na szczęście nic niekomu się nie stało. Niewiele brakowało, abym nie zdążył przejechać na mule pod lawina, ale Indianin Jim pociągnął mnie za sobą. Choć to Indianin, a wiec człowiek nieochrzczony, poza tym ochlaptus, to wyczuwam w nim iskierkę dobroci. Kto wie, może jeszcze kiedyś dołączy do Bożej trzódki.

Jadąc dalej natknęliśmy się na puste skrzynie po skradzionym z pociągu ładunku i zniewolona panią Baker, na której bandyci wyładowali swoją chuć. Była w szoku wiec zacząłem się nad nią modlić, kiedy padły strzały. Na szczęście Rupreht wypatrzył zaczajonych w skałach indian i ich powystrzelał. Ruszyliśmy dalej wioząc panią Baker i zwłoku Rockwesta docierając do małego miasteczka Cold Water.

W miasteczku okazało się, że kapral Wood jest oszustem i jest za nim list gończy z innego stanu. O tym ze nalezy do Karcianej Bandy jeszcze wówczas nie wiedzieliśmy. Moi towarzysze już wcześniej zauważyli, że dziwnie się zachowuje i mieli go na oku, gdy próbował niepostrzeżenie się oddalić. Szeryf Randall, bardzo groźny, ale praworządny człowiek zamknął go zaraz w celi. Postanowiliśmy zaczekać aż przybędzie sędzia żeby osadzić bandytę, bo wszystko wskazywało na to maczał palce w napadzie na pociąg. Niestety do niczego się nie przyznawał.

Panią Baker odprowadziliśmy pod opiekę trzech sióstr zakonnych, zaś ja sam udałem się do wielebnego Manny’ego, aby pogawędzić o sprawach boskich i ludzkich. Przekazałem mu na utrzymanie kościoła zarobione w podróży 20$. Siostrzyczki podzieliły się ze mną skromną (bardzo) kolacja, zaś wielebny pozwolił mi przenocować w zakrystii. Reszta kompanii rozeszła się po miasteczku. Następnego dnia okazało się, że zabity został szeryf Randall. Znaleziono go we własnym domu z kościanym nożem wbitym w serce. W chwili śmierci był musiał być bardzo przerażony, o czym świadczył wyraz jego twarzy oraz posiwiałe nagle włosy. Dookoła domu usypany był krąg ze sproszkowanych kości. Jawna manifestacja mocy piekielnych. Trzeba cos z tym zrobić. Oby Pan natchnął mnie pomysłami i sutym posiłkiem, bo bez tego niewiele tu zdziałam.
Amen

Krzysztof Dobosz

About Krzysztof Dobosz

www.spinqfotografia.pl www.tomaszwachla.pl
Deadlands, DL po raz piąty ,

Comments are closed.