O dwóch takich co ukradli furgonetkę z trumną

No tak, chcecie posłuchać o tych czterech charakternikach, o których teraz gadają w każdej knajpie? Pewnie że znam o nich sporo historii, nawet więcej niż inni. Nie wierzysz? To patrz. Tak, łuska, zwykła cholerna łuska. Kaliber ’44. Ale jakby nie ta cholerna łuska, nie gadałbym teraz z wami. Dawno byłbym gównem wysranym przez jakiegoś cholernego mutanta. To jest łuska z Magnum ’44 tego kaznodziei, Ernesto Granta. Tak chłopie, właśnie tego Ernesto Granta, zawdzięczam mu życie. No ale od początku.

Pierwszy raz usłyszałem o nich w 2051… albo to było w 2052? A zresztą, kogo to obchodzi. Przyjechali do małego miasteczka Akron razem z karawaną z NY. Wtedy jeszcze było ich tylko trzech. Ten kaznodzieja Ernesto, wiecie, starszy gość, jeszcze przedwojenny, ogolony, wyobrażacie sobie, z cygarem i w białej koszuli. W ogóle z klasą. Taaak…, to prawda co o nim mówią. Jak na ciebie spojrzy to ciarki z miejsca przechodzą po krzyżu, facet coś ma takiego w oczach, że robią ci się miękkie kolana. Nie chciałbyś go spotkać, no chyba że z drugiej strony miałbyś wyszczerzone gęby pieprzonych mutantów, jak ja wtedy… Potem był Ben, Ben „Paw”. Prawie dwa metry mięśni, tatuaże, katana na plecach i nóż w cholewie, też wyglądał konkretnie. Miejscowi ze wszystkich pięciu gangów raczej woleli im nie wchodzić w drogę, no i pewnie dlatego… A no tak, dobrze gadasz, było ich trzech. Trzeci to był Radar, jo-jo-jąk-aa-ała. Podobno rodzice nazywali go Nathaniel, ale że to imie pasuje do gościa jak pięść do oka, no to wszyscy gadają na niego Radar, bo ma uszy jak przedwojenne radary. W ogóle taki śmieszny wypłosz, z wielkim plecakiem i w ciemnych goglach, Ernestowi sięgał niżej ramion, a Benowi ledwo do pachy, ale że mechanik i trochę sanitariusz to mu pozwolili się przyłączyć.

Słyszeliście pewnie o Kościele Wspólnego Raju, czy jakoś tak. No, to właśnie wtedy w Akron po razy pierwszy Ernesto walnął takie kazanie, że niby wszyscy powinni się dzielić ze wszystkimi, że nie ma panów i niewolników, jakoś tak, no i paru frajerów mu uwierzyło. Podobno teraz są ważnymi szychami w tym kościele i mają wszystkiego potąd… Dobra rzecz, takie wspólne wszystko, no nie?

No, ale odbiegłem od tematu. Ta historia zaczęła się wtedy w Akron, kiedy ta trójka charakterników wpadła w łapy najbardziej wrednego mafioza – Szarego Bossa. Ledwo przyjechali do miasta, koleś od Szarego dał im zaproszenia do „Samogonu”, to taka elegancka knajpa, z laskami na rurce i walkami gladiatorów, normalnie wstęp dziesięć gambli, a tu zaproszenia za free. Faceci myśleli, że Szary chce ich wynająć i myśleli dobrze, ale nie pokapowali, że taki mafiozo zabezpieczy się po swojemu, żeby mu ptaszki z klatki nie wyfrunęły za „dziękuję”. W żarciu była trucizna. Szary powiedział że póki dla niego pracują będą dostawać dziennie odtrutkę, więc jakby chcieli się zmyć w połowie roboty to trucizna wyżre im bebechy i finito! Mieli pojechać w karawanie do Kansas City, za 250 gambli na łebka i flaszeczkę antidotum po wszystkim, ale najpierw dla sprawdzenia kazał im wyczyścić takie ruiny starego supermarketu, niedaleko Akron. W tych ruinach przyczaili się jacyś cwaniacy, którzy ponoć sprzątnęli nawet informatora Szarego, jak ich próbował przewąchać.

Tak po prawdzie to ta trójka już wtedy była sławna w mieście i Szary nie musiał ich wcale sprawdzać, no ale co mu szkodziło? A, czemu sławni? No, bo, jak mówiłem, w „Samogonie” były walki gladiatorów. Tego dnia walczył miejscowy faworyt, mutant Cegła, z innym mutantem, którego nazywali Ostrze, bo był bardzo szybki i walczył nożem. To była finałowa walka wieczoru, ludzie nagrzani do niemożliwości, Ostrze był szybszy i nie dał się ani razu trafić, ale z kolei tym swoim nożem to sobie mógł podłubać w zębach, a nie zrobić krzywdę Cegle. A ci trzej kolesie siedzieli tuż przy dole, przy samej barierce, a Ben miał cały czas na plecach tę swoją katanę… Już łapiecie co się stało? Dokładnie, Ostrze wskoczył na plecy Cegły, wyskoczył z dołu prosto na stół tej trójki i sięgnął po katanę Bena, pewnie żeby załatwić przeciwnika. Ale tym razem był jednak za wolny, Ben włożył mu pod żebra nóż, a Ernesto wywalił dziurę w brzuchu ze swojego Magnum i było po walce. No to wiecie, to się musiało roznieść, całe Akron kibicowało Cegle. Swoją drogą, jakby tak Ostrze ukradł wtedy tę katanę i posiekał nią ulubieńca miejscowych wsioków, oj byłoby krucho z Benem i kompanią…

No dobra, znowu się rozgadałem, ale już wracam. Do ruin supermarketu. Co mieli zrobić, poszli tam, zresztą Szary traktował ich uczciwie, po dwie dychy na łebka za tę wstępną robótkę, plus cała broń i amunicja jaką znajdą przy tych tajemniczych frajerach z ruin. Reszta rzecz jasna dla niego, żeby się inwestycja zwróciła, biznes jest biznes. Goście poszli nad ranem, jak Indiańce, żeby złapać tych frajerów z supermarketu we śnie. Ale strażnik przy głównym wejściu nie spał, ten mały Radar to wyczaił, tak więc Ernesto namówił pozostałych, żeby przejść przez podziemia, czyli dawny parking.

Pomysł był wcale niezły, ale ci faceci nie wiedzieli wtedy co tam siedzi, w tych podziemiach. Wyobraźcie sobie, idziecie cicho przez wielką, pustą halę, gruz trzeszczy pod stopami, echo odbija te trzaski, tak że czujecie dookoła przestrzeń i ciemność. Macie co prawda latarki, ale możecie se nimi poświecić najwyżej na buty, sufit jest dobre dziesięć metrów nad wami, w ciemności majaczą filary i co jakiś czas kupy gruzu. No i nagle prawie włazicie na truchło jakiegoś biedaka, kruche, skurczone, jakby wyssane. Świecicie dokoła latarkami, a tu pod sufitem majaczy coś jakby pajęczyna. Co byście zrobili? Ha, wiem, zeszczalibyście się ze strachu i spieprzali gdzie pieprz rośnie. Ale nie dali byście rady, to by was dopadło i tak. Tamci goście ponoć nie spietrali i chcieli iść dalej, do schodów, bo było bliżej niż wracać się z powrotem do wyjścia, ale to nie miało znaczenia. Potwór czaił się za nimi i właśnie jak trafili na to ciało zaatakował.

Ciemność, promyki latarek chaotycznie zamiatające w te i z powrotem, syczenie stwora, potem huk czterdziestkiczwórki pastora no i pewnie świst katany Bena. Tak to musiało wyglądać, bo Radar pewnie zemdlał, choć gadał że wcale nie. Ale trwało krótko, już wtedy ci faceci nie byli tacy pierwsi-lepsi. Zanim Radar zdążył wyjąkać „uu-ucie-eka-amy” było podobno po wszystkim. Ernesto oberwał w ramię jakimś paskudnym kwasem, który to bydle miało zamiast śliny, a Ben zarobił nowy tatuaż na łapie, ale poza tym wyszli cało, a to coś dało dyla i tyle go widzieli.

A wiecie co to takiego było? No jasne, że mutant, ale nie taki zwykły, w ogóle to wszystko było nieźle popieprzone. To był brat szefa tego mini-gangu. Jak się zmienił w mutanta, to kochający braciszek nie rozwalił mu łba, jak to by zrobił normalny facet, tylko postanowił jeździć z nim z miejsca na miejsce, jak z jakim pieprzonym cyrkiem. Rozumiecie, łapali paru biednych frajerów i dawali ich braciszkowi na schrupanie, a jak się robiło gorąco pakowali manele i jechali w inne miejsce, gdzie się ludzie niczego nie spodziewali. A tego potworka wozili w trumnie, jak jakiegoś zasranego Draculę. Co, nie wiesz smarku co to Drakula? To ci później opowiem. W każdym razie romantyczna historia, no nie?

Większość z tego Radar podsłuchał na schodach, bo strażnik na górze coś usłyszał ze strzelaniny na dole i się naradzał z szefem tego całego cyrku, czyli jak mówiłem bratem tego mutanta z podziemi. Potem ten szef zszedł na dół, dostał w łeb, po czym Ben i reszta weszli na górę i szturmem wzięli strażnika. Dwóch ostatnich gangerów, co wyskoczyli z betów w samych gatkach, wymiękło jak zobaczyli Bena w drzwiach no i to był koniec walki. Chłopaki zdobyli dla Szarego furgonetkę z trumną na pace, do wożenia mutanta co nie lubi słońca, jakąś zapalniczkę i takie tam duperele, no i parę sztuk broni dla siebie. Ale w pokoju za kwaterą tych bandziorów zamknięte były trzy laski, porwane z jakieś wiochy po drodze, widać się cyrkowcom ckniło samym z tym potworkiem.

A i tu zapomniałem wam powiedzieć, że Szary wysłał z tą trójką swojego pachołka, niejakiego Freda, który rzecz jasna do walki się nie mieszał, ale jak już było po wszystkim to zaraz przylazł i zaczął wtykać wszędzie nos. A Benowi normalnie żal się zrobiło tych dziewczyn, bo Szary by je pewnie zabrał do swojego burdelu i umyślił sobie je uratować. Taki rycerz. Nie chłopcze, rycerz to nie facet sprzed wojny, to jeszcze dawniejsza historia, nieważne. Mówiłem że Ernesto był sprzed wojny, miał wtedy tak koło pięćdziesiątki, Ben był młodszy, wszystko pochrzaniłeś, lepiej się zamknij i nie przeszkadzaj. Zresztą to już prawie koniec tej części, Ben załatwił tych dwóch ocalałych gangsterów, żeby nie puścili pary z gęby, a Freda jakoś tak zakręcił, że tych lasek nie zobaczył, no a potem wszyscy pojechali tą zdobyczną furgonetką z powrotem do miasta, żeby zdać sprawę Szaremu.

Reszta za chwilę, teraz muszę spłukać gardło. Może by kto skoczył po piwo? O, ty mały się nadasz. No jazda, ludzie czekają na dalszy ciąg opowieści, a jak nie ma piwa to nie ma gadania. Chyba jasne, nie?

 

About Marek Meres

www.spinq.pl
Neuro - Pierwszy kontakt, Neuroshima ,

Comments are closed.