Adios A-Mi-Go’s!

Nasza trojka (madame Josephine – delikatna i krzepka zarazem nauczycielka, Max – oskalpowany przez Sioxow lowca bizonow i Joshua – wyelegancikowany gogus ze Wschodniego Wybrzeza) podrozuje dylizansem do Denver w towarzystwie sliniacego sie tlustego dzentelmena. Dylizans najpierw zbacza z trasy a potem „lapie gume” i nasza trojka wyrusza poszukac kolodzieja. Trafiamy do malego, zapomnianego miasteczka Nowe Jeruzalem. Wszedzie gruba warstwa kurzu, martwa cisza, ochroniarz pod bankiem ma zardzewiale kolty u pasa. Recepcjonista w hotelu nie umie dopasowac klucza do zamka w drzwiach i przyniesc wody do kapieli, barman  w saloonie rozlewa whisky i nie zada zaplaty, nieliczni goscie siedza bez slowa przy swoich stolikach. Martwota i otepienie co najmniej dziwne. Znajdujemy woz, z ktorego da sie wymontowac kolo, ale w miedzyczasie zauwazamy ze jesli sie rozdzielamy mieszkancy niemrawo zbieraja sie wokol nas, wszystko to coraz bardziej nas niepokoi. Przed wyjazdem z miasta postanawiamy wstapic jeszcze do balwierza. I tu odmiana – drzwi zaparte siekiera, po dluzszym dobijaniu sie z klapy pod podloga wypelza ostroznie czlowiek – Mr Pickmann. Opowiada ze wszystkich w miescie dotknela dziwna choroba, zarazaja sie nia takze wszyscy przyjezdni, tylko on jest odporny. Chorzy przeistaczaja sie w bezmyslne zombie, ktore napadaja i pozeraja zdrowych, jesli tylko poczuja sie wystarczajaco silne, a wszystkiemu winna brama, ktora obce istoty buduja w starej kopalni upiorytu. A z miasta nie da sie uciec bo przez ta brame  zrobila sie tu petla czasoprzestrzenna i jak wyjedziemy z jednej strony to wrocimy z drugiej, ale lepiej sami sprobujmy bo nie uwierzymy. Sprobowalismy i faktycznie, ale kiedy wracamy do balwierza drzwi zastajemy otwarte, a z otworu w podlodze dobiegaja nas ohydne odlgosy mlaskania. Max i ja odwaznie schodzimy do ciasnej piwniczki i zastajemy dwoje zombiakow ucztujacych na ciele Pickmanna. Dajemy ognia ale trupki (technicznie oni nadal zyja, tylko jakos dziwnie) dopadaja nas mimo odstrzelonych czerepow. Max daje noge i ledwo mnie wyciaga kiedy stara wysuszona babinka niemal urywa mi reke. Jestem juz do niczego, ale Josephine i Max dobijaja staruszke, choc nie idzie to latwo. W piwniczce Pickmanna znajduja dziwna przezroczysta kule, sloj zielonej masci i patefon. Mascia smaruja moje zmasakrowane ramie i po kilku godzinach jestem jak nowy, kula tylko sie rozjarza i rozgrzewa w rekach, a na patefonie s.p. Pickmann nagral przeslanie dla „swoich przyjaciol”. Dla nas, „ludzi Dzikiego Zachodu” nie ma to za grosz sensu, ale dla nas, „milosnikow Lovecrafta”, jest calkiem logiczne. Kopalnie opanowaly Mi-Go, obca rasa z Yuggoth, badajace upioryt w ramach eksperymentow nad zakrzywianiem czasoprzestrzeni. Jest ich tam 8, 4 robotnikow, 3 zolnierzy i naukowiec, ale do roboty uzywaja poddanych terapii odmozdzajacej ludzi z miasteczka. Odmozdzeni ludzie moga zostac zabici trafieniem „w osrodek centralny” ale nie padaja od razu, a caly proces jest sterowany z centrali Mi-Go w kopalni i tylko wylaczenie tejze centrali moze nas uratowac. Sam Pickmann zdaje nam sie tez „nie z tej ziemi”, jego pierwsze slowa nagrane na patefonie brzmia jakby sie dopiero uczyl mowic po ludzku. Najpierw zamierzamy okopac sie na noc w domku balwierza lub w hotelu, ale ze niektorzy z nas zaczeli sie juz odmozdzac w koncu wyruszamy nie zwlekajac. W drodze napada na nas 2 zombich, dluzszy czas leja nas bezkarnie, podczas gdy my probojemy ich trafic w „osrodki centralne”, a kiedy to sie w koncu udaje bronimy sie zaciekle i po kilku chwilach tamcie rzeczywiscie padaja, jak to objasnil patefon Pickmanna. Kopalnia jest nieziemska, Mi-Go pokryli wewnetrzne komory jakas fluorescensyjna fioletowa grzybnia, natykamy sie tam na bezmozgich robotnikow wydobywajacych dla Obcych upioryt, ale takze kaluze cuchnacej (i niech mnie pokreci jesli nie agresywnej) mazi, istalacje Mi-Go i komore pelna cylindrow z mozgami ludzi, ktorzy sie „skonczyli”. Rozwalamy najezdzcow jednego po drugim, Max zamienia sie czasowo w bryle lodu ale dzieki przezroczystej kuli znalezionej w piwnicy Pickmanna udaje sie go rozmrozic, kula okazuje sie byc tez swietna bronia przeciw Obcym. Ostatni akt dramatu rozgrywa sie w komorze z wielka instalacja, zdaje sie ze wlasnie ta czasoprzestrzenna brama, gdzie z pomoca kuli odsylamy do diabla naukowca Mi-Go, ubranego w czapke niewidke, a potem wystrzeliwujemy kule w te cala kupe rurek, swiatelek i co tam jeszcze bylo. Zdazylismy uciec z kopalni zanim rozlega sie wielkie BUM i cala instalacja Obcych idzie w diably. Zombiaki w miasteczku snuja sie jeszcze troche, ale po kilku godzinach padaja, a my z kolem od wozu i grubym plikiem dolarow z Banku Nowe Jeruzalem wyruszamy w droge powrotna. Przy dylizansie zastajemy jednak tylko zwiazanego grubego dzentelmena, pozbawionego pieniedzy i kosztownosci, takze nasze zle podkute konie zostaly uprowadzone przez woznice, ktory okazal sie byc lotrem ograbiajacym podroznych, dokladnie tak jak to czytalem w jakiejs powiesci groszowej. Za zwrot dylizansu i koni linii Red Star (czy jakos) dostajemy nagrode 30 $ i tak sie to wszystko ostatecznie konczy.

Marek Meres

About Marek Meres

www.spinq.pl
Deadlands, DL Reloaded ,

Comments are closed.