Dziennik pokładowy, 9-13.07.4999

Dziennik pokładowy s/s „Golem”
Odpowiedzialny: Cosmo Papadakis, 1-szy pilot

Planeta Doris, układ gwiezdny nieznany
Data: 9.07.4999 wg kalendarza imperialnego
Godzina: 17:30 wg mojego chronometru, na oko 14:30 czasu lokalnego

Stan osobowy po jatce, jaką nam urządziły miejscowe prymitywy, bez zmian. Ale są ranni: Carlos Decados, Cinneidigh i siostra Genevieve od Eskatoników leżą jak trupy, Blizna i Barnabus są lekko ranni. Do tego Blizna cały czas jest bez nogi oczywiście. Zleciało się więcej statków i razem zrobiliśmy odwetową akcję na miejscowych. Rozwaliliśmy ze trzy wozy z wiedźmami, do tego trochę drobiazgu z dzidami i łukami, ale parę razy zarobiliśmy błyskawicami ściągniętymi przez te cholerne wiedźmy. Ktoś tam znalazł kapsułę z „Żaby” i trzech ocalałych członków załogi, więc jednak te nasze czujniki są do chrzanu jak myślałem, chociaż Angelina się upiera że działają. W sumie akcja ratunkowa się udała, bawiliśmy się przednie, tylko jedna z płyt pancernych na rufie lekko odlazła po tych błyskawicach. Eniac naprawił jakiś czujnik, który teraz piszczy, co podobno znaczy, że statek stracił szczelność. Angelina i Eniac twierdzą, że musimy naprawić uszkodzenie, choć mi się wydaje, że możemy się pozamykać w szczelnych pomieszczeniach i dla pewności pozakładać skafandry, to jakoś do stacji dolecimy. Najwyżej będzie zero absolutne w ładowni i magazynku, może przynajmniej przestaną śmierdzieć te resztki kosmicznego drapieżcy, które zostały po „sekcji” którą robił Eniac. Ale nic nie mówię, będziemy naprawiać.

Data: 10.07.4999 wg kalendarza imperialnego
Godzina: 9:30 wg mojego chronometru

Uszkodzenie kadłuba naprawione, po ponad dobę trwającym remoncie. Ponieważ uszkodzenie uznano początkowo za drobne postanowiliśmy naprawić je w zawisie nad chmurami, żeby nie oberwać znowu błyskawicą. Pierwsza próba naprawy odkształconej płyty pancernej przy pomocy młota i Alfredo skończyła się wybiciem nitu. Powstała dziura wielkości pięści, tj. pięści Alfredo, albo dwóch moich. Polepszyła się wentylacja, przestało śmierdzieć na rufie, koło magazynka. Nie trzeba też już było żadnego piszczącego pudełka, żeby stwierdzić nieszczelność statku. Podjęliśmy więc drugą próbę, tym razem przy użyciu nitownicy i Barnabusa, wiszącego na zewnątrz, na pancerzu. Niestety doprowadziło to do powiększenia średnicy otworu do rozmiaru półtorej pięści Alfredo, przez który nity przelatywały na wylot. Barnabus ocalał, bo był zabezpieczony liną, stan osobowy nadal zgodny. Trzecia próba polegająca na zaspawaniu dziury skończyła się niepowodzeniem, bo Eniac najpierw omal nie przyspawał do ściany golema Ignacego, a potem zepsuł spawarkę. Nie zważając na przeciwności losu podjęliśmy czwartą próbę, tym razem próbując wbić drewniany klin między ścianę ładowni, a cholerną odkształconą płytę pancerną, z dziurą wielkości głowy Eniaca, świadczącą jak cholera o nieszczelności statku ! Golem Ignacy wspierał nasze wysiłki dociskając oporną płytę i omal nie wypadł gdy wyleciała ona na zewnątrz i znikła w chmurach poniżej. Mam nadzieję że chociaż trafiła w któreś z tych wrednych tutejszych form życia ! Wciągnięcie Ignacego, który na szczęście nie poleciał w ślad za płytą, tylko zawisł na rękach, troszkę potrwało, bo golem waży chyba ze 300 kg. Na rufie zrobiło się nad wyraz przewiewnie i niektórzy zaczęli przebąkiwać o zakończeniu naprawy uszkodzeń, póki został jeszcze jakiś kawałek statku, ale Eniac i ja postanowiliśmy się nie poddawać. W ładowni znaleźliśmy kawał pancernej płyty odpowiadający mniej więcej rozmiarom dziury w poszyciu i postanowiliśmy przynitować go od nowa w miejsce utraconego, ale na spokojnie, po wylądowaniu na biegunie, gdzie nie będą nam przeszkadzać żadne tutejsze robale, no i gdzie nie będzie chmur wyładowanych zdalnie sterowanymi przez wiedźmy błyskawicami. Po drodze zaczepił nas jeszcze cesarski eskortowiec „Ostrze”, pytając czemu lecimy na biegun zamiast zgodnie z rozkazami na stacje, ale spławiliśmy go mówiąc że mamy małe uszkodzenie i zagłuszając przy tym Barnabusa, który krzyczał do swojej skrzekotki „pomocy”. Dalej poszło już z górki, płytę dało się bez problemów przynitować, choć trochę to trwało, no i było cholernie zimno, jak to na biegunie. Ale za to teraz to piszczące pudełko przestało piszczeć, co oznacza że statek jest znowu szczelny. Albo że się pudełko zepsuło :)

Data: 11.07.4999 wg kalendarza imperialnego
Godzina: 13:00 wg mojego chronometru, 12:37 wg chronometru Eniaca

Dokowanie do stacji przebiegło bez problemów, tym razem nic nie przytarłem i do tego wyprzedziłem z pięć statków, które miały chrapkę na ostatnie wolne miejsce przy molo. Nie polubią nas za to. Grube ryby dowodzące wyprawą chciały się z nami zaraz zobaczyć i pooglądać nasze trofea, ale najpierw była zwyczajowa odprawa dla dowódców, na której była od nas Angelina, jako że kapitan dalej był w śpiączce. Potem zresztą zabrali go na „Omegę”, w celu przesłuchania. Chyba chcą posłuchać jak chrapie. Na spotkaniu z dowódcami wyprawy byliśmy w piątkę, to jest Angelina, Eniac, Blizna (nadal na jednej nodze), Barnabus i ja. Alfredo i ciężko ranni zostali na statku. Mnie całkiem zatkało w obecności wielce szanownych, szlachetnie urodzonych itp. i zdaje się że innych też, jeden Barnabus coś był w stanie sensownego powiedzieć. Za nasze znaleziska, które przekazaliśmy cesarskim, czyli tę fajną kulę z ludzikami-budowniczymi w środku, resztki kosmicznego drapieżcy i parę drobiazgów, w rodzaju kawałka pancerza jaja-statku Obcych dostaliśmy 10.000 feniksów w wekslach ! Fortuna, ale niestety 3.000 od razu musieliśmy oddać na pokrycie kosztów remontu „Golema”, z pozostałych 7.000 połowę Angelina zabrała dla kapitana, no i zostało po 400 feniksów na głowę. I tak masa pieniądzy, chociaż w wekslach, a na miejscu drożyzna. Dla porządku – resztki kosmicznego drapieżcy, który pozbawił Bliznę nogi, nie zawierały oczu, bo nie mogliśmy ich znaleźć. Podobno zeżarł je Blaszka, sześcionogi kot Alfredo, choć może Eniac po prostu je zgubił przy dekompilacji stwora, w końcu wyglądały jak kamienie, mogły mu się pomylić z tymi wszystkimi śmieciami, których pełno na statku. Ale niech będzie na Blaszkę, może Alfredo będzie zmuszony zamykać śmierdzącego futrzaka w swojej kajucie, mam na niego alergię i kicham jak się snuje po sterówce. No i potem obrywamy błyskawicami, albo walimy o burtę niszczyciela przy dokowaniu. Na „Sokole” mi się nigdy nie zdarzało, bo tam nie było żadnego cholernego zwierzyńca.

Data: 11.07.4999 wg kalendarza imperialnego
Godzina: 19:00 wg mojego chronometru, 19:16 wg chronometru na transportowcu „Omega”, jeśli dobrze policzyłem

Zgodnie z zaleceniem Angeliny Zu, p.o. kapitana s/s „Golem”, Dziennik pokładowy będzie teraz bardziej formalny i „bez głupot”.
Po wyspaniu się, w ilości godzin: 2, udano się na transportowiec „Omega” gdzie z funduszy prywatnych zakupiono Chwytacz obrazów, do rejestrowania obrazów statków Obcych, Krakenów z Pustki, Kosmicznych Drapieżców i innych, wartych zarejestrowania obiektów, których dotąd nie rejestrowano, z braku Chwytacza. Z powodu braku korelacji między pierwszym pilotem Cosmo Papadakisem, a inżynierem pokładowym Eniacem, wypożyczono drugi Chwytacz Obrazów, dzięki czemu „Golem” jest teraz prawdopodobnie najlepiej wyposażonym w Chwytacze statkiem wyprawy. Stan osobowy załogi zmniejszył się o pogrążonego w śpiączce kapitana Igora du Champs, który został przekazany na frachtowiec „Omega” do dyspozycji dziekana Glenna Randala, dowodzącego wyprawą ze strony Gildii. Za to stan nóg członków załogi zwiększył się o jedną, przywróconą Bliźnie po interwencji Wszechstwórcy za wstawiennictwem Amaltean. Sumaryczny stan nóg członków załogi s/s „Golem” wynosi więc 26, wliczając w to 6 nóg Blaszki. W ramach zwrotu kosztów cudownego leczenia nogi Blizny siostra Genevieve zobowiązała się do zbadania planety Grace, co do której Amalteanie mają złe przeczucia, ale termin spłaty został prolongowany na czas nieokreślony, ze względu na bieżące rozkazy dowództwa wyprawy, nakazujące badanie planet najbliższych słońcu, to jest Alexis i Camilla. Do tej misji s/s „Golem” wyruszy za około osiem godzin, o ile mój chronometr jest mw. zgodny z chronometrem dowódcy stacji. Polecimy w parze ze szturmowcem Pośredników „Brak nadziei”. Zauważono, że tak bezsensownej nazwy dawno już nie słyszano.

Data: 12.07.4999 wg kalendarza imperialnego
Godzina: 17:00 wg mojego chronometru

Po tym jak Angelina powiedziała, żebym się „nie wygłupiał”, Dziennik wraca do dawnej formy.
Zbadaliśmy Alexis i lecimy w kierunku Camilli. Alexis to jedna wielka kula ognia, ale wygląda na ogień żywy i być może myślący, w każdym razie żarłoczny i agresywny. Oczywiście cholerne czujniki znowu niczego nie pokazały, nawet Angelinie, więc dopiero z bliska zauważyliśmy, że z ognistej powłoki planety wypryskują co jakiś czas jakby macki, z których jedna próbowała chyba nas złapać. Na szczęście nauczyłem się już nieco jak spinać ostrogami to bydle i szczęśliwie uniknąłem ognistego uścisku. W ramach eksperymentu naukowego wyrzuciliśmy uszkodzony skafander Blizny, ten bez nogi, cały wypełniony wodą i zarejestrowaliśmy na Chwytaczu Obrazów jak ognista macka wypryskuje ku niemu, pożera go, a potem jakby się wzdraga. Widać Alexis nie spodobała się ofiara ze skafandra, nie wiadomo czy dlatego że w środku byłą woda, czy że nie było człowieka. Nic więcej nie było tu jednak do roboty, zawróciliśmy więc w kierunku Camilli.

Data: 12.07.4999 wg kalendarza imperialnego
Godzina: 20:15 wg mojego chronometru

Kiedy zbliżyliśmy się do planety złapaliśmy w skrzekotkach jakieś szumy i choć oczywiście mnie za nic nie udało się niczego wykryć na czujnikach, Angelina namierzyła, że dochodzą z księżyca. To samo ustalili na szturmowcu Pośredników i razem postanowiliśmy to sprawdzić. Wylądowaliśmy na księżycu Camilli jako pierwsi, „Brak nadziei” chyba próbował się z nami ścigać, ale w tym to ja jestem za dobry, a oni mają nazwę adekwatną do możliwości. Przed nami powierzchnia księżyca, atmosfery nie ma, grawitacja 1/10 terrańskiej, o ile urządzenia nie są popsute, jak prawie wszystko na „Golemie”. Prawie wszystko, bo Eniac naprawił spawarkę, tę którą popsuł podczas próby przyspawania pancernej płyty na rufie. Więc spawarka działa, ale już na przykład czujniki ni cholery. Chociaż Angelina coś tam widzi, może dlatego że, jak zauważyłem, podczas odczytu opiera się lewym kolanem o szafkę i prawie leży brzuchem na blacie. Następnym razem też muszę spróbować, może i ja coś wykryję. Wracając do księżyca Camilli, chociaż wg czujników nie ma atmosfery, z dziur w powierzchni wydobywają się smugi jakiejś pary. Dziury biegną skośnie w głąb ziemi i mają średnicę około 5 metrów, postanowiliśmy więc zabrać Gąsienicę i wjechać nią w najbliższy tunel. Wg Angliny i jej czujników dziwne zakłócenia pochodzą z wnętrza księżyca, z kierunku w którym prowadzi tenże tunel. Goście z „Braku nadziei” też już wylądowali, ale przy innej dziurze i postanowili ją zbadać na własną rękę. Też dobrze, nie będziemy sobie przeszkadzać.

Data: 13.07.4999 wg kalendarza imperialnego
Godzina: 1:30 wg mojego chronometru

Po powrocie na stację mam zamiar zaproponować nazwę dla księżyca Camilli – niech się nazywa Morales, dla upamiętnienia porucznika Moralesa z „Braku nadziei”, który pozostał w tym pięknym miejscu na zawsze, choć planował to sobie nieco inaczej. Ale po kolei. Na wyprawę w głąb ziemi wyruszyliśmy w siódemkę, bez Angeliny i Alfredo, jak zwykle. Najpierw tunel zrobił się za wąski na Gąsienicę, więc mimo że wcale się nie zepsuła, musieliśmy ją zostawić i dalej iść pieszo. Widoczność spadała w miarę posuwania się tunelem, bo opary stawały się coraz gęstsze. Kiedy już widzieliśmy zaledwie na parę kroków dotarliśmy do jakiejś jaskini, w której rozmieszczone na planie trójkąta równobocznego były trzy porowate, metaliczne kule. Tak przynajmniej twierdził Blizna, tymczasem dwunogi, który w jakiś sposób przenikał wzrokiem gęste opary, które nam zasłaniały prawie całą jaskinię, tak że widzieliśmy tylko najbliższą kulę. Co bardziej ciekawscy z nas, czyli wszyscy oprócz Genevieve i Eniaca, postanowili podejść bliżej, a wtedy wszystkie trzy jaja wystrzeliły do nas jakieś metaliczne pociski, coś jakby zarodniki, które trafiły niektórych i przywarły do ich skafandrów. Oczywiście zaraz rozpętała się strzelanina i jedna z trzech kul zamieniła się rychło w metaliczne skorupy. Opary nieco zrzedły i zobaczyliśmy jak z innego korytarza wychodzi czwórka ludzi z „Braku nadziei”. Do nich pozostałe kule nie strzelały, do nas zresztą już też nie, widać „ziarno zostało zasiane”. Pokręciliśmy się chwilę po jaskini, razem z ludźmi ze szturmowca Pośredników, a potem najpierw oni, a potem my zabraliśmy się z powrotem.

Tymczasem jednak ci co zostali trafieni dziwnymi metalicznymi pociskami, wystrzelonymi przez jaja, poczuli narastającą agresję. Było to tak wyraźne, że wszyscy – Carlos, Cinneidigh, Blizna i Barnabus postanowili się rozbroić, żeby nie zacząć strzelać do reszty. Wtedy jednak w skrzekotkach odezwała się Angelina, cała spanikowana. Coś wybuchło na pancerzu i zniszczyło antenę komunikatora dalekiego zasięgu, a potem odezwał się do niej porucznik Morales właśnie i przedstawił „propozycję”. Te zdradzieckie gnidy z tej zardzewiałej „Beznadziei” podłożyły ładunek pod nasze silniki i teraz dawały Angelinie i Alfredo pięć minut na opuszczenie statku, albo wysadzą go w powietrze. Podobno są kumplami tych frajerów z „Cienia”, których przymusowo skasowaliśmy podczas rozróby na początku wyprawy i robią to w ramach zemsty. Krew nas wszystkich zalała i pobiegliśmy wielkimi skokami, bo grawitacja = 1/10 terrańskiej, do Gąsienicy. Cały czas byliśmy w kontakcie z Angeliną, coraz bardziej spanikowaną, bo chronometr cykał, a wybuch statku kosmicznego to nie w kij dmuchał. I wtedy nasz inżynier błysnął wiedzą z zakresu materiałów wybuchowych. Widać Eniac biegnąc cały czas coś tam sobie w głowie kalkulował i wyszło mu, że do wysadzenia statku z zewnątrz trzeba by nie lada ładunku, ergo – wredni Pośredniacy blefują ! I tak było rzeczywiście, czas minął, nic nie wybuchło, nadal mieliśmy statek i szanse wydostania się z tej dziury. Ale nie kumaliśmy tak szybko jak Eniac – na pełnym gazie wyjechaliśmy prosto w środek zasadzki beznadziejniaków, naraz ze wszystkich stron sypnęły się kule, tyle szczęścia, że Gąsienica ma dość wysokie burty i strzały poszły w większości po nich. Nasi na pace, to jest Carlos, Cinneidigh i Barnabus wygarnęli w odpowiedzi i chyba kogoś zastrzelili, ale nie wiem na pewno, bo się skupiłem na prowadzeniu. Pomyślałem, późno trochę, ale lepiej późno niż wcale, że szuje mogły podłożyć ładunek przy wyjeździe z tunelu i dałem po hamulcach tak, że Cinneidigh wywalił się, tyle że na szczęście na pakę. No a potem dałem z kolei po gazie, z powrotem w głąb tunelu i tym razem dobrze że Cinneidigh już leżał, bo pewnie by wypadł za burtę. Tak przy okazji, to Blizna gdzieś zniknął jeszcze wcześniej, zanim się rozpoczęła strzelanina, ale dopiero się potem okazało że się przyczaił w tunelu i zaatakował znienacka później. Zatrzymałem Gąsienicę w tunelu, tak że mieliśmy ich tylko z jednej strony no i zaczął się wygrzew. Zdradziecki Morales miał skafander z kolczugą, ale na hełmie kolczugi nie ma, ktoś w ten hełm trafił i głowa zdrajcy rozprysła się drobiazgi. W skrzekotce słyszałem, że Barnabus wzywał tamtych do poddania się i jeden się zdaje od razu poddał, ale reszta dalej strzelała, póki następny nie zginął. Ja się nie mieszałem, bo nasi kosili jak na egzekucji, szybko też wszyscy Pośrednicy przestali stawiać opór z wyjątkiem jednego. Ale i ten już by się poddał, po tym jak Barnabus obiecał im wolność, gdyby z cienia nie wyskoczył przyczajony Blizna i nie zaatakował faceta. Wywalił się jednak na tej swojej cudownie odzyskanej nodze, tamten zaczął uciekać, Eniac do niego strzelił, a Blizna zaczął go gonić. No i Barnabus nie wytrzymał. Może to zresztą przez ten plaster z obcej materii, w który zmienił się pocisk wystrzelony przez dziwne metaliczne jajo w tej wielkiej jaskini, dość że Barnabus wystrzelił Bliźnie w plecy. I trafił go w nogę. W tę samą nogę, którą Blizna stracił w walce z kosmicznym drapieżnikiem we wraku statku Obcych i którą mu cudownie przywrócił Wszechstwórca za sprawą Amaltean. A już wyrzuciliśmy jednonogi skafander Blizny w ramach eksperymentu z dokarmianiem Alexis ! Ech, coś pechowa ta noga, ale może Barnabusowi uda się ją jeszcze uratować, zobaczymy.

Marek Meres

About Marek Meres

www.spinq.pl
Gasnące Słońca, GS System ,

Comments are closed.