Co się wydarzyło w Toshi Ranbo wo Shien Shite Reigisaho cz. I

Część I Zadanie godne Skorpionów

Wydarzenia, które miały miejsce podczas Festiwalu Irysów dobitnie pokazały, iż dwór pana Takedy nie jest wolny od intryg i tajemnic.

Karo pana Takeda, pan Ide Kurosaki nakazał kilku samurajom by towarzyszyli mu do Toshi Ranbo, Miasta Pięknych Słów i Okrutnych czynów, stolicy prowincji odebranej trzy lata temu Lwom przez Żurawie. Towarzystwo pan Ide dobrał sobie osobliwe: zarozumiałego shugenja Isawa Ashita nieustannie nękanego przez duchy, żyjącego w oparach sake niespełnionego szermierza Kakita Takemitsuro, milczącego Otaku Ganji z kompleksem niższości względem sióstr i impulsywnego Shinjo Samori, którego interesowała jedynie walka i kobiety.

To dlaczego pan Ide wybrał sobie takich, a nie innych samurajów jako towarzyszy podróży zostanie już pewnie jego słodką tajemnicą, ale zapewne nie spodziewał się, że w przeddzień wyjazdu poprosi całą czwórkę o spotkanie pan Shinjo Awuas, hatamoto i prawa ręka pana Takedy. Okazało się, że ten dostojny samuraj o barbarzyńskich rysach twarzy poznał nazwisko zdrajcy, który ośmielił się strzelić do daimyo i w dodatku wie, gdzie może się on ukrywać. Dokładniejszych informacji udzielić ma samurajom w Toshi Ranbo, Takehari, kupiec szklany. Co więcej, pan Shinjo Awuas poprosił samurajów by przed wymierzeniem sprawiedliwości wypytali Shinjo Hikokuro (tak zwał się zdrajca) o powiązania – dał przy tym do zrozumienia, że wcale a wcale nie ufa panu Ide i nie zdziwiłby się, gdyby to on maczał palce w intrygach trapiących dwór Jednorożców. I tak oto samuraje stali się pionkami na planszy politycznej gry o wysoką stawkę.

Dwutygodniowa podróż na ziemie Żurawi upłynęła bez przygód, samuraje mieli dużo czasu by lepiej poznać swoich towarzyszy i wiele okazji, by dostrzec, że w prowincji nie dzieje się najlepiej. Na każdym kroku widać było, że pospólstwo nie kocha swoich nowych panów, a liczne  patrole Żelaznych Żurawi uważnie obserwują zarówno heiminów, jak i podejrzanych samurajów. Oczywiście towarzysze pana Ide byli poza wszelkimi podejrzeniami, orszak otrzymał nawet eskortę Daidoji, pod ochroną której dotarł bez przeszkód do Toshi Ranbo.

Część II Miasto Pięknych Słów i Okrutnych Czynów

Gdy samuraje rozgościli się w swoich świetnych kwaterach, pan Ide wezwał ich do siebie. Oświadczył, że ma dla nich zadanie – otóż, Lwy od dawna odgrażały się, że odbiorą prowincję Żurawiom i sytuacja w mieście dojrzała niemal do przewrotu. Strażnicy Daidoji są bezsilni, kontrabanda w postaci broni i zapasów przepływa im między palcami, a Lwy przy wsparciu heiminów zbierają siły do uderzenia. Żurawiom w tym mieście się nie ufa. Natomiast z Jednorożcami jest już trochę lepiej – jest szansa na to, że bohaterowie nie będą przez każdego traktowani jak szpicle. Dlatego też mają obejrzeć sobie miasto i poszukać śladów lwiego spisku.

Z takim to zadaniem wyszli na ulice Toshi Ranbo. Nic nie stało na przeszkodzie, by nie połączyć szukania zdrajcy z szukaniem kontrabandy, wystarczyło mieć oczy szeroko otwarte. I tak, idąc na spotkanie z Takeharim, który miał udzielić dalszych informacji, bohaterowie spostrzegli ciężki wózek pchany przez czterech heiminów. Zatrzymani, heimini nie bardzo chcieli rozpakować wózek i pan Kakita musiał wykazać się całą surowością i ściąć jednego z nich, by zabrali się do roboty.

Zawodzenia przerażonych heiminów wywabiły z pobliskiego zajazdu właściciela, który natychmiast zaproponował rozluźnienie atmosfery za pomocą sake, z czego pan Kakita ochoczo skorzystał. Heimini z grobowymi minami zaczęli rozładowywać wózek, nader opieszale ściągając z niego kolejne słoje. Gospodarz po rozeznaniu sytuacji czym prędzej zniknął, ale na jego miejsce pojawił się samuraj z klanu Lwa. Zapytał co się dzieje, a wysłuchawszy historii nadzwyczaj jak na Lwa spokojnie stwierdził, że heimini zachowali się haniebnie i wszyscy powinni zostać czym prędzej ścięci. Heimini zaczęli głośno błagać o litość, ale samuraj uciął ich zawodzenia, a następnie ściął dwóch z nich. Ostatni rzucił się do ucieczki, ale nie odbiegł daleko, bo prostoduszny pan Shinjo dokończył dzieła. W ten sposób pozostał na wpół rozładowany wózek pełen broni, czterech martwych tragarzy, którzy już nic nikomu nie powiedzą, czterech samurajów, którym wymknął się właśnie z rąk wątek śledztwa i zadowolony z siebie Lew. Na miejscu szybko pojawili się strażnicy Daidoji, jednak ich wypytywania na niewiele się zdały – samuraj Lwa miał stosowne papiery i nic nie można mu było zarzucić. Pan Kakita chciał się uraczyć sake, która znajdowała się w naczyniach leżących na szczycie załadowanego bronią wózka, ale strażnicy wspomnieli, że sake mogła zostać zatruta i pan Kakita się nią nie nacieszył.

Tym razem samuraje znaleźli kontrabandę, ale nie złapali włosa, po którym mogliby dojść do lwiej grzywy. Pozostali jednak czujni i gdy bystre oko pana Kakity-miecznika wyłapało podejrzany kształt worka przyciskającego swym ciężarem do siebie starego tragarza, cała historia zaczęła się od nowa. Samuraje obstąpili starca i zażądali okazania zawartości worka. Wystraszony heimin bez słowa sprzeciwu zrzucił z pleców ciężar i wysypał na drogę dorodną brukiew – widząc w oczach pana Kakity błysk zainteresowania, wyciągnął dłoń ze szczególnie imponującym okazem w stronę samuraja. Jednak pan Kakita wcale nie był głodny – w jego umyśle, leciutko rozgrzanym spożytą sake pojawiła się myśl o pokazie sztuki władania mieczem. Jednym płynnym ruchem dobył broń z saya i bezbłędnie rozciął brukiew na pół. Niestety, na ziemią, prócz połówek warzywa spadły też palce tragarza, który zaczął nieprzystojnie jęczeć i zawodzić. Na te hałasy znowu jak spod ziemi wyrośli Daidoji. Pan Kakita okazał niesłychaną łaskę, ofiarowując tragarzowi za utracone palce całe koku zadośćuczynienia, a gdy hojny pan Shinjo dorzucił drugie koku, chłop wyciągnął drugą rękę z brukwią i zacisnął zęby, czekając, aż swojego miecza na jego warzywie i dłoni popróbuje Jednorożec… Oczywiście prosty heimin źle zrozumiał sytuację i dzień ten okazał się dla niego najszczęśliwszym dniem  wżyciu, bo oto dostał dwa koku a stracił ledwie kilka palców.

Samuraje po tej zabawnej przygodzie mając już serdecznie dość wścibstwa Daidoji dotarli wreszcie do zajazdu, w którym mieli spotkać się z kupcem szklanym – informatorem pana Awuasa. Czekając na niego spędzili godzinę w towarzystwie naprędce sprowadzonej gejszy i czarek z sake, chciwie opróżnianych przez pana Kakita. Gdy tylko kupiec pojawił się i powitał gości, cała grupa udała się do jego pokoju porozmawiać o interesach. Takehari odpowiadał na pytania samurajów dość niechętnie i choć zdradził im, gdzie może znajdować się zdrajca, pan Isawa zdecydował, że kupca należy wybadać głębiej i wyciągnął zwój. Na ten widok kupiec zawył ze strachu, co sprowadziło zaniepokojonego gospodarza, ale samuraje szybko uspokoili go, że nic złego się jeszcze nie dzieje. Wyszedł nie do końca przekonany, a w międzyczasie pan Isawa zapuścił magiczne palce umysłu szpiega. Okazało się, że z grubsza mówił prawdę, ale na jaw wyszedł przy okazji jeden interesujący szczegół – Hikokuro był w jakiś sposób powiązany z niejakim Kumori, byłym kupcem bławatnym, dziś przestępcą ściganym przez prawo. Gdy tylko pan Isawa zakończył przesłuchanie do drzwi pokoju zapukano ponownie – tym razem pukali Daidoji, których wezwać musiał wystraszony właściciel. Zostali poinformowani, że wszystko w najlepszym porządku, żadnym heiminom głów ani palców się tu nie obcina.

Po spotkaniu z informatorem samuraje wiedzieli już gdzie się udać – zajazd w którym mieli się zatrzymać niegodny Kumori i zdradziecki Shinjo był niedaleko. Zanim jednak doszli do celu (wciąż czujnie przypatrując się wózkom) zauważyli patrol Daidoji stojący w gotowości naprzeciw grupy Lwów. Niechęć do Daidoji i poczucie obowiązku podpowiedziało samurajom szczwany plan – postanowili tym razem stanąć po stronie Lwów, by w ten sposób zdobyć ich zaufanie i zdenerwować irytujących strażników Żurawia. Mieli oni zastrzeżenia do papierów Akodo Ryobu, najznaczniejszego samuraja w grupie. Pan Otaku załatwił sprawę, nawet nie spojrzawszy na papiery stwierdzając, że jak dla niego są dobre i Żurawie niechętnie, ale ustąpili. Lwy ucieszone niespodziewanym rozwiązaniem problemu, który mógł zakończyć się na ostrzach mieczy nabrały zaufania do obcych samurajów i cała grupa wyruszyła w stronę zajazdu, w którym znajdować się miał zdrajca Shinjo Hikokuro, a także brat Akodo Ryobu.

Na miejscu samurajów przywitał obraz ponury – nieznany bushi, po którego monach można było rozpoznać członka rodziny Shinjo wpadł z niewyjaśnionych powodów we wściekłość i zabił kilkoro ludzi – jak się chwilę później okazało,  między innymi niegodnego Kumori i brata pana Akodo Ryobu! Przy ciele Kumori znaleziono woreczek ze złotymi monetami, a obecny na miejscu dziwaczny shugenja Kitsu oświadczył, że duchy zaraz po śmierci odeszły i nie można się z nimi skontaktować. Panu Isawa wydało się to nadzwyczaj podejrzane i natychmiast wysnuł teorię, jakoby Shinjo Hikokuro stał się złowrogim gaki pożerającym dusze. Pan Akodo rażony bóle poprzysiągł pomścić brata – samuraje postanowili, że połączą siły, najpierw Jednorożce przesłuchają zdrajcę, a potem Lew go zabije. Pan Otaku zaproponował, żeby Lwy, jako mające lepsze kontakty z miejscową ludnością rozpytały się o zabójcę, a pan Akodo po krótkim wahaniu przystał na propozycję i zaprosił całe towarzystwo do herbaciarni w dzielnicy uciech. Samuraje zostawili broń w polerni i udali się w gościnę do jaskini Lwów, gdzie raczyli się sake, zażywali kompanii gejsz i układali haiku. W międzyczasie pan Akodo wysłał na przeszpiegi jakiegoś szczurowatego heimina. Był bardzo zainteresowany kontaktami jakie Hikokuro miał z namiestnikiem Toshi Ranbo i miał ochotę pozyskać jakąś pożywkę do skandalu, ale bohaterowie dali mu delikatnie do zrozumienia, że będzie musiał  się zadowolić krwawą zemstą – to, co Shinjo Hikokuro wie, należy do nich. Przy okazji samuraje pogwarzyli o historii Toshi Ranbo i pochodzeniu rodu Asahina, dzięki czemu mimo rozbieżności interesów klanowych jeszcze bardziej zbliżyli się z rozmiłowanymi w opowieściach o honorze Lwami.

Późną nocą szczurowaty heimin wrócił z miejscem pobytu zabójcy i samuraje nie tracąc czasu wyruszyli wymierzyć sprawiedliwość.

Pewnym problemem okazało się być przejście przez rozdzielające od siebie dzielnice mury. Strażnicy Daidoji przy Bramie Słowika nie chcieli słuchać o zemście, honorze i ściganiu przestępcy – domagali się papierów i nastawali na to, by egzekwowanie prawa zajęli się urzędnicy Żurawi. Pani Daidoji dowódca warty tak bardzo zirytowała bohaterów, że Akodo Ryobu i Otaku Ganji wyzwali ją na pojedynek, który miał się odbyć następnego dnia – ale spod bramy cała grupa odeszła z niczym. Pan Akodo jednak nie stracił ducha, tylko spojrzał badawczo po towarzyszach i oznajmił, że zna sposób na przejście prze mur, ale samuraje musieli mu przysiąc, że nikomu go nie zdradzą. I tak, aby dopaść zdrajcę, bohaterowie zgodzili się milczeć.

Część III Krótkie miecze

Pan Akodo Ryobu po odebraniu od każdego z samurajów przysięgi milczenia przeprowadził całą grupę sekretnym przejściem pod samym nosem upartej Daidoji. Dzięki układom jakie Lwy mieli z Heiminami samuraje mimo nocnej pory dostali swoje miecze i zaczęli przemyśliwać, jak pokonać kolejny mur oddzielający ich od zabójcy. Lwy nie znały już żadnego tajnego przejścia, a można się było spodziewać, że strażnicy będą równie niewyrozumiali jak pani Hamoko. Wtedy pan Otaku, będąc z natury szczerym i nieskomplikowanym, wpadł na pomysł, żeby o przepustkę najzwyczajniej w świecie poprosić pana Ide! Reszta przystała – przepustki przydałyby się tym bardziej, że kolejny patrol zakwestionował papiery pana Akodo. Pan Otaku wybrał się więc z wizytą do pałacu, gdzie pan Ide, wyrwany ze snu, nie dociekając zbytnio okoliczności kazał wystawić przepustki, zadowolony, że jego ludzie działają tak niestrudzenie i nawet nocą czynią wysiłki by rozgryźć spisek Lwów.

Z papierami w ręku przeprawa przez mur była już drobnostką, choć Daijdoji nie wyzbyli się podejrzliwości, niewiele mogli zrobić bez wywoływania niepożądanego skandalu. Uzbrojeni po zęby  samuraje weszli do dzielnicy kupców i ruszyli w stronę kryjówki wskazanej przez informatora Ryobu.

Gdy samuraje znaleźli się o kilkadziesiąt kroków od miejsca, w którym wypoczywał Shinjo Hikokuro, usłyszeli ciche rżenie konia. Jednorożce, wyczuleni na zachowanie koni zaraz zorientowali się, że to wierzchowiec mógł ostrzegać swego pana przed niepożądanymi gośćmi. Jednak fakt, że z zaskoczenia nic nie wyszło nie zniechęcił samurajów – mieli taką przewagę, że zabójca nie mógł zrobić nic, co mogłoby ich powstrzymać.

Nawet się zresztą nie starał. Klęczał na środku pogrążonego w półmroku pokoju z mieczem na kolanach, gotowy do walki. I nie wiadomo, jak potoczyłoby się to spotkanie, gdyby pokręcony Isawa nie postanowił użyć w tym momencie swojej mocy! Wystarczył szept, samuraje w kącikach oczu ujrzeli sylwetki duchów i Hikokuro osunął się bezwładnie na ziemię, pogrążony w magicznym śnie! Nie wypuścił jednak z dłoni katany, której ostrze lśniło krwawo w poblasku latarni.

Pokój został przeszukany, prócz rzeczy osobistych przy zabójcy był tylko list od niejakiego „sprytnego pająka”, czyli jak się zaraz domyślili samuraje zdradzieckiego Kumori. Była w nim mowa o spotkaniu i uiszczeniu drugiej części zapłaty, ale kto, komu i za co miał płacić, tego wiadomo nie było. W międzyczasie Isawa ku niezadowoleniu szacownego przodka spróbował czarami wydobyć Hikokuro jego tajemnice, ale osiągnął tyle, że zabójca się przebudził. Natychmiast otoczyła go pajęczyna mieczy, ale widać było, że jest zdeterminowany i choć wie, że nadszedł jego koniec, to nie podda się bez walki. Zasypany pytaniami zgodził się odpowiedzieć tylko wtedy, gdy ktoś przejmie na siebie brzemię jego zemsty. To było dla niego najlepsze rozwiązanie, wyjątkowo jednak nie na rękę przesłuchującym samurajom i jakże się wszyscy zdziwili, gdy pan Shinjo Samori przystał na postawiony warunek!

Pan Hikokuro wyznał, że istotnie on strzelał do daimyo, gdyż to właśnie daimyo Takeda jest celem jego zemsty! Zhańbił on ponoć jego ukochaną siostrę, która marzyła o byciu samurai-ko, a skończyła w łożu lubieżnego wielmoży i ze wstydu rzuciła się z murów zamku. Co ciekawe, o wszystkim opowiedział panu Hikokuro pan Ide, karo pana Takedy, a w przygotowaniu zamachu uczestniczył też niegodny Kumori. Katana którą się posługiwał pozwalała czerpać siłę z gniewu, ale gdy nią władał, opadał go morderczy szał i nikt w zasięgu ostrza nie był bezpieczny.

Samuraje mieli już jasność sytuacji, ale to wcale nie poprawiło im humorów. Oto na ich głowy spadał kłopot za kłopotem i zaczynało być wątpliwym, czy ujdą żywi i z honorem. Jeden z nich poprzysiągł zabicie swego daimyo, ich przełożony był zdrajcą, a dowody tej zdrady zdobyli na polecenie drugiego przełożonego, do tego podstępem zdobyli autentyczną sympatię Lwów, których przecież sami mieli zdradzić.

Te rozterki musiały jednak zaczekać, bo pozostawała sprawa samego pana Hikokuro. Zgodnie z umową, pierwszy do walki stanął pan Akodo Ryobe, który w imię lojalności względem nowopoznanych towarzyszy zrzekł się okazji do przepytania zabójcy swego brata i zdobycia w ten sposób poszlak obciążających namiestnika. Pan Hikokuro z kolei postanowił nie walczyć zaczarowaną kataną, pozostając przy wakizashi. Honorowi samuraje oczywiście docenili to poświęcenie i sami dobyli krótkich mieczy.

Pierwsza krew polała się szybko – pomimo zmęczenia, pan Hikokuro szybko zabił pana Akodo. Jako drugi do pojedynku musiał stanąć pan Otaku, choć w sztuce władania mieczem ustępował swym towarzyszom. On również szybko uległ panu Hikokuro, który okazał się doświadczonym wojownikiem o niemałych umiejętnościach. Nie dobił jednak pana Otaku i od razu stanął do kolejnej walki, tym razem z panem Matsu. Gdy trzeci przeciwnik padł, pan Hikokuro zaczął nabierać nadziei na ocalenie życia i ciskać spojrzenia w kierunku katany, która niewątpliwie pomogłaby mu zgładzić pozostałych samurajów. Jednak honor zwyciężył i do walki z panem Kakita stanął tak, jak do poprzednich.

Ta walka trwała długo, znać było kunszt szermierzy. Shinjo stosował nietypową dla Rokugańczyków taktykę parowania ciosów, a pan Kakita atakował jak szalony, przejmując z początku inicjatywę w walce. Nie docenił jednak wytrzymałości przeciwnika i w końcu uległ, zadawszy przedtem panu Hikokuo dwa straszliwe cięcia. Dokończył jeden z Lwów, który w piątej tego wieczoru walce przebił zdesperowanego lecz honorowego Shinjo na wylot i tym samym zakończył targające nim rozterki.

TFM

About Tomasz F Misiorek

www.spinqfotografia.pl www.tomaszwachla.pl
L5K Druga seria, Legenda Pięciu Kręgów ,

Comments are closed.