Miasto Bogatej Żaby

Część I Droga do miasta

Pobyt yoriki w domu przedwcześnie odeszłych pana Rizawa i jego żony zakończył się wymianą podarków – pan Doji Kenchiro ofiarowawszy młodemu Shinjo własnoręczny malunek wymusił na nim dar w postaci innego malunku, pędzla znanego mistrza. Młodzian jak na Shinjo przystało nie znał się zupełnie na etykiecie i drogo zapłacił za jej lekcje. W międzyczasie pan Mirumoto zadał panu Kakita jedno z tych podstępnych pytań, z jakich znane są Smoki i nieszczęsny szermierz musiał się w końcu uznać za pokonanego.

Samuraje postanowili oszczędzić panu Takeda szczegółów niecnego procederu pana Kumori i rozprawić się z nim osobiście bez wywoływania skandalu. Przeciwny takiemu rozwiązaniu był tylko pan Mirumoto, któremu marzyło się śledztwo, zbieranie poszlak i dowodów, a może nawet uczciwy proces. Na szczęście rozsądek zwyciężył i yoriki uznali, że lepiej załatwić sprawę po cichu i honorowo. Co prawda pan Doji mapomykał coś o tym, że jako yoriki mogliby sami osądzić i wymierzyć karę, uśmiercając kupca i paląc jego skład, ale szczęściem nikt go nie wziął na poważnie.

Pierwszym przystankiem na drodze do Miasta Bogatej Żaby, w której miał swój kram pan Shinjo Kumori była stanica namiestnika, znanego z zapału do węszenia chłopskich tumultów pana Yamagiri. Oczywiście pan Shinjo Masahiro opowiedział panu Yamagiri historię z Kumo-onna i poinformował, że pan Rizawa wolał śmierć niż życie w hańbie, ale nie ujawnił szczegółów. Namiestnikowi całą rzecz nie bardzo chciała się pomieścić w głowie i chciał już składać urząd, ale jego przyboczny shugenja wyjaśnił, że Kumo-onna to nie żadna demoniczna istota z Krainy Cienia, jaką przedstawili ją yoriki, ale rodzaj ducha czy też tajemniczej istoty i choć bywa niebezpieczna, nie jest plugawa (czego nie można powiedzieć o jedwabiu utkanym z nici z jej odwłoka, ale to spostrzeżenie samuraje pozostawili dla siebie). Pan Yamagiri odetchnął z ulgą, że już w zasadzie nie musi rezygnować z urzędu i może nadal spokojnie torturować chłopów przepytując ich na okoliczność spisku i mamrocząc pod nosem coś o wróblach zbierających drewno, po czym przedstawił yoriki ich nowego towarzysza. Pan Shinjo Yosuke, waleczny (!!!) shugenja w służbie daimyo Takedy odtąd miał dołączyć do grupy i wspomóc ich miecze swoją magią. Oczywiście samuraje natychmiast wykorzystali okazję i stoczyli szereg pojedynków na zwoje i bokkeny, z których jak zwykle zwycięsko wyszedł pan Mirumoto, a pan Kakita dał tym razem panu Shinjo Masahiro dobrą lekcję iaijutsu. Wreszcie, cała gromada wybrała się w powrotną drogę do domu daimyo, zamierzając jednak mocno nadłożyć drogi, by załatwić swoje sprawy w Mieście Bogatej Żaby.

Część II Dwa pojedynki, dwie porażki

Do miasta yoriki wjechali w ponurych nastrojach. Mając przed oczyma duszy scenę śmierci pana Rizawa i pani Sanuki chcieli jak najszybciej załatwić sprawy z ich wyrodnym synem. Nie zwracali uwagi na usłużnych kupców, nie myśleli o uciechach, a jedynie wypytywali o tego, do kogo przyjechali. Prędko wskazano im kram bławatny pana Kumori i nie marnując czasu na szukanie noclegu tam skierowali pierwsze kroki.

Na miejscu zostali obskoczeni przez namolnych heiminów, którzy nachalnie usiłowali wcisnąć samurajom rzeczy z pajęczego jedwabiu. Przypominali ohydne bakemono, gotowe zrobić wszystko, by tylko przysłużyć się swojemu okrutnemu panu i sprzedać nieświadomym ofiarom plugawy przyodziewek. Odstraszała ich tylko ręka pana Shinjo Masahiro, niecierpliwie spoczywająca na rękojeści katany, gdy tylko pojawiali się zachwalając wzorzyste kimona. Po pewnym czasie zrozumiawszy, że przez zbytnią natarczywość mogą stracić głowy zrezygnowali i samuraje spokojnie doczekali powrotu pryncypała. Pan Kumori uradował się wielce na widok wybawicieli, radości nie odebrały mu nawet marsowe miny yoriki i zapowiedź poważnej rozmowy. Zaprosił samurajów do swego domu, nabrał podejrzliwości dopiero gdy kategorycznie odmówili przyjęcia jakichkolwiek podarków.

Dom pana Shinjo Kumori zachwycał przepychem, ale uwadze yoriki nie umknął fakt, że nie brak w nim uzbrojonych sług. Żona kupca traktowała gości życzliwie i bez zarzutu, dzieci dokazywały radośnie. Samurajom miękły serca, ale przepełniał ich duch bushido, który nie pozwolił, aby uczucia wzięły górę nad honorem. Gdy pani domu i dzieci opuściły pokój, panu Shinjo Masahiro puściły nerwy i wygarnął panu Kumori wszystko. Kupiec zbladł, zamiast okazać żal po śmierci rodziców, złowrogo zarzucił im, że się go wyrzekli, po czym dość niemrawo i bez powodzenia zaczął przekonywać yoriki, że wszyscy robią to co on, a pochodzenie pajęczego jedwabiu to w Rokuganie tajemnica poliszynela. Jednak legenda o początkach delikatnej tkaniny nie przekonała samurajów i pan Kumori pojął wreszcie, że na nic się nie zda jego majątek i gładkie słowa, przyjdzie mu odpowiedzieć za hańbę, jaką sprowadził na głowy swych szlachetnie urodzonych klientów. Dowiedziawszy się, że pajęczyca nie żyje i że nie ma nic do stracenia, doprowadził do tego, że pan Shinjo Masahiro, nie  mogąc znieść impertynencji gospodarza obraził go. Stanęło na tym, że kupiec wystawi yojimbo, który będzie bronił jego honoru – jeśli najemnik przegra, pan Kumori popełni seppuku, co powinien był zrobić gdy tylko yoriki powiedzieli mu o wyborze dokonanym przez pana Rizawę. Jeśli zaś yojimbo wyjdzie z walki zwycięsko, całą sprawę rozsądzi pan Shinjo Takeda. Panu Mirumoto nie umknęło, że przystając na te warunki pan Shinjo był dziwnie spokojny i uśmiechnięty. Z całą pewnością miał już plan. Po omówieniu warunków pojedynku kupiec chciał ofiarować swym wybawcom i oskarżycielom podarki, ale musiał przełknąć wcale niebogatą żabę, gdy na samo wspomnienie o darach samuraje bez słowa opuścili jego dom.

Nie wychodzili z lekkim sercem. Kumori okazał się kanalią bez honoru, a następnego dnia pana Shinjo Masahiro czekał pojedynek z wprawnym szermierzem kupionym za pajęczy jedwab. Kupiec taki jak Kumori mógł sobie pozwolić na najlepszych, a przy tym nikła szansa, żeby chciał grać uczciwie. Aby utrudnić kupcowi ewentualny zamach, yoriki zatrzymali się u pana Shinjo Saburo, dalekiego krewnego pana Masahiro, który choć niezbyt zamożny z serca ucieszył się z możnych gości i ofiarował im co miał najlepszego. U takiego gospodarza pan Masahiro mógł spokojnie medytować przed walką, a jego towarzysze wybrali się do dzielnicy uciech, gdzie mieli nadzieję rozpytać się o ewentualnych yojimbo, którzy mogliby stanąć do pojedynku w imię Kumori.

Rozpytawszy się w gospodach i przybytkach rozkoszy, poznali imię przeciwnika pana Shinjo, miał nim zostać ronin wyuczony w szkole Kakita, mistrz iaijutsu. Przy okazji pan Mirumoto nabył cenny zwój od starego sklepikarza i umówił się na pojedynek z pijanym w sztok samurajem, obwołującym się mistrzem pijanego miecza, czy też mieczem pijanego mistrza, sam nie wiedział na pewno. Pan Doji natomiast trafił do herbaciarni pani Oshimi Okasan, gdzie zażył rozkoszy duszy i zmysłów z młodziankiem w swoim guście. W sumie, waleczni samuraje nie wpadli na trop żadnej intrygi knutej przez Kumori i późno w nocy wrócili do domu pana Saburo.

Na drugi dzień rano, w obecności sędziego panowie Shinjo Masahiro i Katori stanęli do walki. Ronin sam zaproponował walkę na końskim grzbiecie zwyczajem Jednorożców, co wszyscy (a zwłaszcza pan Masahiro, który już żegnał się z życiem) przyjęli z uznaniem. Pojedynek odbył się wedle wszelkich prawideł i skończył się, gdy pan Katori sięgnął pana Shinjo morderczym ostrzem katany w pierwszym złożeniu. Honorowi stało się zadość, a pan Shinjo Yosuke korzystając z tajemnych mocy Shugenja uleczył ledwie żywego pana Masahiro. Kumori, zbawiony od konieczności odbierania sobie życia, oświadczył, że jest gotowy poddać się teraz osądowi pana Takedy. Przed wyjazdem samuraje wręczyli podarki tym, którzy umilili im pobyt w Mieście Bogatej Żaby i stanęli pod umówioną bramą. Tam czekał już na nich zalany w pestkę wiśni Tabaka, mistrz pijanego miecza. Nie bardzo pamiętał, z kim miał się bić, ale pan Mirumoto nie wyrzekł się danego słowa i stoczył z Tabaką piękny pojedynek na bokkeny, który o dziwo przegrał! Wiecznie pijany samuraj okazał się prawdziwym mistrzem i niepokonany dotąd pan Mirumoto godnie przyjął od Fortun tę lekcję pokory.

Część III „O shode!”

Kupiec, odprawiwszy rodzinę i zabezpieczywszy swoje interesy, wyruszył na sąd w towarzystwie dwóch zbrojnych sług pod czujnym okiem yoriki. Ci, pamiętając złowieszczy uśmieszek na twarzy Kumori nie zawierzali mu, trzymając się podczas wędrówki za jego plecami i bacznie rozglądając dookoła. Ta przezorność opłaciła się, gdy pan Shinjo ujrzał, że w miejscu idealnym na zasadzkę, zza skały wychyla się sylwetka łucznika! W stronę yoriki pomknęły strzały, przebiegły Kumori rzucił się do ucieczki, a jego yojimbo zastąpili drogę pościgowi. Jeden z nich niemal natychmiast zapłacił za lojalność życiem, gdy nagamaki pana Shinjo rozcięła go na pół. Drugi był twardszy i pomimo otrzymanych z rąk pana Mirumoto ran, utrzymał się w siodle udaremniając pościg. Strzały wynajętych przez łajdaka Kumori roninów bezlitośnie sięgały celu, padł pan Shinjo Yosuke, pan Kakita został ciężko ranny, a pan Mirumoto Tokashi ledwie zdołał dobiec do przeciwników na odległość miecza. Wynik potyczki wydawał się być przesądzony. O jakże los zadrwił z samurajów, którzy ochroniwszy skórę kupca przed zbójami, sami padali ofiara zbójów przez niego najętych! Czara przelała się, gdy pan Shinjo Masahiro rzucił się w pogoń za umykającym jak zając kupcem i ustał, przeszyty kolejną strzałą.

Wydawało się, że to już koniec i samurajom przyjdzie po prostu umrzeć zgodnie z zasadami bushido, gdy od strony miasta dobiegł ich tętent kopyt. To Katori, ronin, który mierzył się w pojedynku z panem Masahiro, nie mogąc ścierpieć podłości swego zleceniodawcy, wraz z grupką towarzyszy spieszył yoriki na pomoc! Ramię w ramię z panem Doji, który po początkowym podaniu tyłów podjął nagamaki pana Masahiro, ruszyli do szarży i zbóje niebawem leżeli bez życia – ostatniego ściął ranny pan Mirumoto, który nawet przebity strzałą okazał się dla roninów zbyt niebezpiecznym przeciwnikiem. Niestety, było już za późno na schwytanie zdrajcy Kumori, za późno było też dla pana Masahiro. Zasmuceni jego odejściem samuraje zabrali ciało z powrotem do miasta, gdzie odprawili skromne uroczystości pogrzebowe i wyruszyli zanieść daimyo hiobowe wieści.

Na audiencji pan Shinjo Takeda na swoje nieszczęście spytał o całą sprawę pana Doji Kenchiro, który nie zważając na maniery, by śmierć pana Shinjo Masahiro nie poszła na marne, zaczął mówić wprost całą prawdę! Przybrani w pajęczy jedwab dworzanie bledli w oczach, a sam pan Takeda uciął rozmowę, zlecając zebranie zeznań swojemu karo. Podczas przesłuchania przez karo, pan Doji podtrzymał swą wersję wydarzeń, lecz zgodził się, by została zaprezentowana w sposób, który przyniesie dworowi jak najmniej szkody. Więcej zrozumienia okazali pozostali yoriki (z wyjątkiem pana Shinjo Yosuke, który kłamać nie potrafił, ale na szczęście nie był obecny podczas walki z Kumo-onną i jego zeznania nie miały takie wagi) i obyło się bez grubszego skandalu – lecz wyrok na Kumori został w domyśle wydany, a pajęczy jedwab popadł wśród dworzan daimyo w niełaskę.

TFM

About Tomasz F Misiorek

www.spinqfotografia.pl www.tomaszwachla.pl
L5K Druga seria, Legenda Pięciu Kręgów ,

Comments are closed.