Joschka Kurzbein

„Nazywam się Joschka Kurzbein, ale nogi mam długie (kurze Beine to po niemiecku zdaje się „krótkie nogi” J), prawie tak długie jak droga do Kislevu i z powrotem. Ludzie mówią że nie mam domu, ale ja myślę że mam dom wszędzie, tylko bez ścian i dachu. Czasem jest w nim czysto i jasno, a czasem brudno i cuchnie zgnilizną, często jestem w nim sam, a czasem mam gości – zaproszonych albo i nie. Mam prawie 20 lat i co nieco już widziałem, rzeczy małe i wielkie, stare i nowe, piękne i straszne. Podoba mi się takie życie, jest dużo lepsze niż ciężka praca w polu i strach czy pogoda się utrzyma i zdąży się zebrać plony. Moi rodzice tak żyli, ale ja wolałem włóczęgę, najpierw z komediantami, a potem samotnie, albo i w kompanii, jak wypadło. Mam wielką chęć powędrować za granicę, najlepiej do Kislevu, ale póki co zbliża się zima i trzeba sobie wygrzebać norę w jakimś ciepłym mieście. Middenheim może być.”

Joschka jest wysoki i chudy, ma długie, gęste, jasne i zmierzwione włosy rozjaśnione teraz jeszcze słońcem, duże, pogodne, niebieskie i marzycielskie oczy i sympatyczny uśmiech. To miły chłopak i gospodynie chętnie częstują go resztkami obiadu i pozwalają spać w stodole, jakoś nie bojąc się że ją podpali, albo co ukradnie. Pochodzi z pod-altdorfskiej wsi, z biednej chłopskiej rodziny, w której było za dużo gęb do wyżywienia. Chłopak miał odwagę pójść w świat i jak na razie uważa, że dobrze na tym wyszedł, a więc wierzy że odwaga i ciekawość popłaca. Jest w zasadzie zadowolony z siebie, marzy jedynie o zwiedzaniu dalekich krajów, a do zatrzymania się w Middenheim skłoniła go zbliżająca się (albo niedawno zakończona ?) zima. Możemy uznać że do drużyny i zadania przyłączy się z czystej ciekawości, motyw finansowy jest drugorzędny.

Joschka nie jest religijny, chyba że jest sam w ciemnym lesie, a dookoła rozlegają się podejrzane nawet dla wprawionego ucha dźwięki, wtedy przypomina sobie wyuczone w dzieciństwie modlitwy i klepie je żarliwie, wsłuchując się pilnie w noc.

———————————-

Tak to wyglądało zanim zaczęliśmy grać, potem Joschka przepoczwarzył się w niedoszłego podżegacza, potem w bohatera imperialnego, który dla dobra ogółu itp, itd, (patrz opis sesji 4) by w końcu znów stać się niedoszłym podżegaczem… Mam ambicję wrobić generała Schredschaffena w jakieś grubsze świństwo, tylko nie mam sumienia tego świństwa popełnić, tak on to zrobił by nas wrobić w zabójstwo kapitana Brandorfa. Ale jutro sesja 5, zobaczymy… ;))

Marek Meres

About Marek Meres

www.spinq.pl
Warhammer, WH: Bractwo Arianki ,

Comments are closed.