Los się dopełnia

Stało się to, co stać się miało, nie ma co do tego wątpliwości żadnych. Zaiste, patrząc na wydarzenia, jakie są naszym udziałem od tygodni paru, widać już, w jak precyzyjnie zaplanowaną matnie wpadliśmy. Królowa i jej służki dobrze przygotowały nici przeznaczenia, które nas w swe pętle chwyciły i z wolna dusić poczynają. Ad rem jednak, by nie odwodzić od tematu, jaki tutaj chcę przedstawić i by nie zaciemniać Ci, drogi spadkobierco, ogółu wyobrażenia o sprawach Naszych. Piszę o Naszych sprawach, gdyż musisz pamiętać, iż czytając to jesteś już skazany na udział w przeznaczeniu, jakie nam zgotowano setki lat temu, iże przez błąd i ignorancję mych rodziców, nie ma przed tym żadnej ucieczki, a jedyne co nam pozostało, to walczyć i starać się zwyciężyć, bynajmniej nie czekając. Walka z przeznaczeniem jedynie wtedy będzie mogła być wygrana, kiedy wiedza obszerną i najże pełną będzie poparta. Wiedzieć też musisz, że chociaż wprzódy próbowałem w życiu swym uciekać i głowę w odmęty fal chować, by burzy nie widzieć nad głową swoją, teraz jednak, rozumiejąc wagę i potęgę wydarzeń mnie okólnych, nie chowam się w cieniu, a staram się Tobie właśnie drogę utorować. Całe me życie poświęcone jest tedy Twojemu zwycięstwu, gdyż jeśli Ty czytasz to co napisałem teraz, znaczy się, że nie podołałem i zmiażdżon zostałem. Nie trać jednak głowy i wiedz, że nawet moja przegrana, Twej nie musi oznaczać, a nawet Twoja, nie oznacza klęski, gdyż sam możesz posunąć na drodze zwycięstwa ród nasz, i spadkobierców losy. Łatwo jest bowiem zginąć i niczego nie osiągnąwszy rzec „spójrz, jakże mnie życie nie kochało i jako bez szans przez przodków byłem pozostawion na pastwę Losu”. Krew jednak nie woda, moja śmierć, która niewątpliwie nastąpiła w sprawie, którą zgłębiać musisz, woła o twą pracę i walkę. O to, byś nie porzucał dzieła mego i byś nadal, mimo przeciwności wielu, zgłębiał to co ukryte i ciemne i rozcinał to co splątane. Tąże inwokacyją zachęcam Cię do zgłębiania historii naszej i przedstawiam dalsze dzieje losu mego.

Sprawa dlatego ku bliskości rozwiązania się posunęła w oczach moich, iż Królowa Nasza zmieniła ciało, w którym się objawia. Mianowicie w ciele Izabeli de Solis, alias Leonor de Mondavi, z rodu Bianco się wywodzącej, znalazła swe miejsce. Nie jest to rzecz oczywista przypadkiem żadnym, bo nie li tylko o pochodzenie chodzi, a o specyfikę krwi donny. Choć to może się okazać szansa Nasza na rozplątanie węzła problemów, jakie zaczynają Nasze szyje dusić. Leonor mianowicie jest Stregą, lecz nie Vodackiego rodzaju, a inszego, mi nieznanego – niewątpliwe ślady paktu legionowego w jej żyłach krążą, a jej sorte nie na przeznaczeniu, acz na kierowaniu ogniem się opiera. Jakże jednak do tego przejęcia doszło? Zaiste, to co dla jednych przypadkiem się zda, dla innych wyraźną linii losu przecięciem, z dawna zaplanowanym. Tempesto della Strega wywołały wiedźmy rodu Vestini, podczas tego sztormu, aby ratować nas przed zgubą, Leonor przyjęła Królową w swe ciało, która objawiwszy się jednym słowem sztorm zakończyła. Czyż przypadkiem naraziliśmy się Kościołowi i Vestinim? Czyż przypadkiem nasza gromada zeszła się i płynęła ścigana wraz z Wybranką? Tak proste splątanie ścieżek losów dało się zaplanować choćby i sześćset lat temu, a i tak do tego samego by dopuszczono – byśmy w zagrożeniu życiem przez sorte, do potężniejszej sorte zmuszeni byli się skłonić. Czyż przypadkiem dwie kobiety mi towarzyszą? Czy też nie jest to proste zabezpieczenie przed nieuchronnością chaosu, który mógłby lekko węzły poprzesuwać – w ten sposób zawsze przynajmniej jedna kobieta mogła być przy Królowej. Jedna z tych, na których mi zależy i o które bić się i zginąć mi przyjdzie. Proste to i banalne i aż nadto przejrzyste. Jednak kronikarz dziejów, nawet banały musi rozwiązywać i opisywać, aby dopełnić całości historii, gdyż nie odrzucam tego, iż to co dla mnie teraz się banałem wydaje, dla przyszłych pokoleń może być tajemne wielce i głębsze dno może być przed nimi ukazane, o którym ja w śmiechu i lekceważeniu pojęcia mieć nie mogę. Kto wie? Może i tak banalny obrót spraw był przewidziany, by osłabić mą czujność i może plany Królowej względem przeszłej Wybranki są głębsze, niż użycie jej niczym pucharu pełnego trucizny, który napełnion jest przez chwilę, by było spełnione przeznaczenie otrutego i truciciela. Tutaj tez dam Ci przestrogę wielką. Bacz na to z jakiej krwi jesteś, gdyż krew ta niczym piołun, wiele gorzkiego żalu nieść może, niczym ogień pełna jest żwawej energii i pożreć innych może i niczym jad skorpiona, zatruwa duszę, którą żywi. Wystrzegaj się okrucieństwa, zdrady i pychy, gdyż raz wszedłszy na drogą tą, ku swemu przeznaczeniu dojdziesz, zanim zrozumiesz czym ono jest, niczym płomień świecy na wietrze wypalający knot cały, wosku całego nie wytopiwszy. Sam czuję, że na tą ścieżkę wszedłem i czuję jakby mnie ogień wewnętrzny palił, gdyż czego się nie dotknę, czuję jakby było skażone już ręką krwi naszej. Nie popadam jednak w rozpacz i ty też jej się nie oddawaj, nie sypie głowy popiołem i włosiennicy nie zamierzam wkładać, gdyż najważniejsze jest spełnienie przeznaczenia, bez względu na drogę, jednakże obowiązkiem przewodnika ostrzegać jest. Zaiste, sztorm był okrutny i kilku ludzi zginęło, Jim, z którym przeznaczenie mnie związało ciężko ranion w głowę został. Po sztormie, niczym czółno „Albatros” wyglądał, bez masztu, ni żagli, szybko tez hołota avalońska, spod Jima ręki uwolniona, znowuż głosy o buncie podniosła. Wzięła mnie myśl, by ich wymordować i krwią ich pokład zbroczyć, aby ucieszyła się Królowa nas z oka cyklonu wyciągnęła nie po to, by jakieś śmiecie śmiały na nas głos podnosić. Jednakże nie uczyniłem tego, Theusowi niech będzie chwała i oby zesłał na mnie wybaczenie, za me myśli niemiłosierne. Dzięki Jego Opatrzności, uratowałem życie Jima, usuwając mu z głowy drzazgi i kości czaszki mózg mu cisnące, dziw wielki, bo cudem bym tego nie śmiał nazwać, aby heretyk ręką Theusa został do życia podniesiony, bo przeżył me noże i rękę małowprawną. Tym samym nożem, którym skórę na krzyż mu nacinał, sploty naszego wspólnego przeznaczenia żem rozciął. Kapitan, oby Theus prowadził jego czyste i mężne serce i zawsze mógł czuć grunt pod stopami, wspólnikiem swym moją osobę uczynił. Zaiste, niezbadane są koleje losu, gdyż tym samym na siebie śmierć, a może i potępienie złożył. Taką widać ceną okazało się być życie syna jego. Dopłynęliśmy do Dionny, wcześniej mając przeprawę z piratami i z naszą na wpół zbuntowaną załogą, o czym opowiem później, gdyż historia ta, poza jednym czynem świetlistym, okazującym wielkość duszy mego Kapitana, nie była niczym do wspominania. Jednakże obowiązek kronikarski zmusza mnie do słów kilku.

Mianowicie okaleczonym płynąc statkiem, napotkaliśmy karakę „Ogier” pod banderą Villanovy, sami udając się do Dionny, wcale nie byliśmy, rzecz jasna, zadowoleni wielce z jej napotkania. Prowadził ja kapitan, który poza niewątpliwie łajdackim wyglądem, nie miał żadnych przymiotów, gdyż i sprytu był żadnego i bił się słabo. Pamięci do jego miana nie mam, więc się i wysilać nie będę, jasnym lecz się wydało, gdy na nas bąka puścił pełnego prochu, że pragnie walki i naszej ładowni przebranych już przez nas skarbów. Azaliż bystry wzrok nasz wypatrzył bąka tego i Kapitan, widocznie w brzuchu jego, nie tylko powodzenie, ale i spryt wielki się mieści, ocenił go na brander zdradziecki. Przejąłem go wraz z Sophie, a później samowtór z Agostino, ruszyliśmy na wroga, jegoż branderem. Salwą swą jednak zatopił nam łódkę i brander również, lecz myśmy już w wodzie z rekinami w zawody do burt Albatrosa dopływali. Po walce krótkiej doszło do abordażu i po kilku ścięciach, zdobyłem karakę, Sophie w tym czasie zabawy z kapitanem Villanovy dokazywała. Tutaj jednak na chwałę nasz kapitan zasłużył i zaprawdę szczęśliwy ten, co pod nim ma okazję służyć, gdyż choć potrafi swa posturą i wzrokiem nieprzejednanym byka z drogi swej usunąć, to ma w sobie honor i odwagę bycia wspaniałomyślnym. Gdy wraży kapitan poprosił parle, Archibald Pierce przystał na to, choć „Ogier” w moich już był rękach. I dobrze się stało, bo dzięki temu karaka nas podholowała do wrót Dionny, zostawiwszy nas w Zatoce Wisielców, która to o kilka godzin od pałacu Księcia się znajduje. Tam napraw dokonamy, jeśli fundusze zdobędziemy. W tym to czasie Jim do życia doszedł, łacno więc i w oczach Theusa i Historii stałem się wspólnikiem Archibalda, a tym samym współwłaścicielem umiejętnie ułożonego stosu paliwa, jakim póki co był „Albatros”.

Pozostawiwszy problemy na głowie załogi, sami udaliśmy się do Dionny, szukawszy naukowca Hermanna, jak i mego patrona dawnego Mario Zampiniego, który podejrzewam jest teraz w trzech możliwych miejscach – w więzieniu, lubo na stryczku, lubo na stanowisku króla kanałów. Hermann, to ciekawa osoba i wątpię, żeby przeżył dni kilka choćby od naszego spotkania, gdyż niewątpliwie eiseńczycy, którzy ścigają wieści o Bianco rodzie, znajdą go niebawem. Tak to już jest, że przebywanie z przeklętym, na zdrowiu własnym się odbija, o czym pewnie już wiesz, skoro żeś pisma te odnalazł. Wyjaśnił on nam jedną rzecz, tajemną dla nas niezwykle, mianowicie znaczenie ostatniej woli Nicolo Bianco. Dwaj hardzi rycerze pod jednym znakiem, o dwóch mistrzach, to dwa zakony, jakie wtedy były – Krzyżowników oraz Krzyża i Róży. Spuścizna więc należy się tym, co wywodzą się od Ubogich rycerzy, rozwiązanych wcześniej, z których wywodzą się właśnie Różokrzyżowcy. Miasto świadczące, to Zafara. I tutaj wysunął konkluzję, gdyż przyjacielem Nicolo był rycerz Róży i Krzyża Robin de Galoise, byłby to on właśnie ostatnim odwiedzającym więźnia, o czym wspominają kroniki niepodające jego tożsamości. Wiadomo, że wiele podróżował, w tym i do Zafary. Najbliższa Fundacja Zakonu znajduje się w Il Medico, gdzie mogą być zapisy, które mogą rzucić więcej światła na jego peregrynacje i miejsca, w których się zatrzymywał.

Widać droga nam do Zafary, wyznaczona przez mapy jakie zdobyliśmy i przez Stregi, dawno już wydarzeniami, a blisko czasem, w postawionym nam Rozkładzie. Czymże jednak jest Arcykapłanka, a czymże Legion w kartach owych? Jakież subtelne różnice są pomiędzy siedliskiem zła, a ze złem paktującą? Przyjdzie się nam pewnie dowiedzieć. Teraz jednak już wiesz dość, mój spadkobierco, by kroczyć śladem mym i dlatego przerywam część pierwszą mych przewodników, po trzech odsłonach i zostawiam je Tobie, głęboko ukryte. Niech Theus ma Cię w Swej Opiece, niech światło mądrości drogę w ciemności Ci oświeca. Kimkolwiek jesteś, kimkolwiek będziesz, pamiętaj by wiedza teraz zdobyta nie zaginęła.

Kivak

About Maciej Kukla

www.spinqfotografia.pl www.tomaszwachla.pl
7th Sea - Tajemnica familii Bianco, Siódme Morze ,

Comments are closed.