Schody ku potępieniu

Redukując sprawę do kilku zaległych pchnięć i wypadów, można by rzec, żeśmy ścigani. Zali domniemając, któż nas ściga – myśmy potępieni. Trzech łotrów, których za nami posłano, wiele kosztować musiało pieniędzy, nie mniej zachodu, a ponad wszystkim – wpływów. Jeno Kościół Święty, w osobie biskupa inkwizytora Tortosy na takie rozwiązanie sprawy naszej zdecydować się był mógł. Gdyż osoby nasze wielce się dla Kościoła Świętego przedstawiciela niewygodne się stały, spod nosa porywając Obdarzoną darem Wstąpienia Wielkiej Królowej, a wcześniej przeca rozbijając plan małochawlebny, jakim był wyrok ludowy na obiekcjonistach dwóch, eiseńskiego pochodzenia, nie zapominając o pochwyceniu i w więzy wplątaniu pospolitego podleca, jakim się wydał signore de Sabato. Wyjaśnień jednak wiele więcej trzeba, cóż się stało, po tym czasie, gdy dom Wybranej spłonął, a my uszliśmy z powrotem razem, choć w rozłączeniu, w stronę portu.

Gdyśmy się znów na „Albatrosie” spotkali, my wszyscy, czyli kapitan Pierce, donna Isabel, Sophie, Diego i moja osoba, a wraz z nami Wybranka, jej matka, Jim Pierce i reszta jego załogi, martwić się zacząłem o Nasze zapasy. Tym bardziej, że moja księga rachunków zaginęła w pożarze, bo po walce ze Stregą, wiele zamieszania się stało. Nie upłynęło pacierzy wiele, gdy gościa u trapu mieliśmy – był to za klechę przebrany, wysłannik Ręki Księcia, który jak się okazało, zaginął. Nieledwie skończył swe kwestie, o tym, że na nasze głowy trzech wielkich zabójców wysłano, których miana to Giordano Cassate, James Lumeece i Laurent de Saint Simone, tudzież o tym, że zna niejakiego Albrechta Hermanna w Dionnie, co to różne pisma o Nicolo Bianco zebrał i gdy ledwo co nasz pokład opuścił – na redę wpłynęły dwie osławione korwety Kościoła „Dzień Gniewu” i „Dzień Sądu”. Dwa te cuda sztuki szkutniczej służyły Świętej Inkwizycji i zwykle patrolowały przejścia na Morze Zakazane,. Lecz teraz wydaje się, że port zablokowały. Nie bez pomocy mizernej, jak się okazało, eskadry Księcia, która wsparła korwety w blokadzie. Dziwne to – własny port blokować, ale cóż można było rzec – azaliż może na ochronę przed spodziewaną napaścią to móc wyglądało.

Dla mnie jednak sprawa miała inne rozwiązanie: biskup przeciw nam dowodów nie miał, a obecność wśród nas donny Mondavi, od procesów poszlakowych go zniechęcał, dowodem wystarczającym byłoby nasze przyznanie się, jakim by była próba przerwania blokady, aby nas zachęcić do takiego czynu, nasłał na nas zabójców. Wtedy jednak ma myśl nie sięgała tak daleko, a me rozważania przerwało pojawienie się rzekomego celnika, co to później okazał się być jednym z zabójców, z mej ojczyzny rodem.

W celnych słowach i właściwym zachowaniu, lekko oszukał kapitana i mnie, co do swego przebrania. Przyznaje, że dziwne mi się wydało, iż chce nas po podpisanie papierów na ląd zaprosić, ale nie podjąłem podejrzeń. Wśród portowych magazynów, przedstawił się jako Giordano Cassate i niemal nas, wraz ze swym pomocnikiem, usiekł – daliśmy mu jednako radę i choć ciężko ranni, przyjęliśmy jego dowody poddania się, jak i senatory, które wcześniej wziął w ramach łapówki. Ranni okrutnie, oddaliśmy się w ręce chirurga, który zniweczył moje siły do dnia końca, a tym samym całej naszej przygody. Dzień się dopiero zaczął, a ja już obolały byłem i znikąd nie było możliwości, by odespać swoje, do końca też wszystkich naszych perypetii zarówno ja, jak i kapitan, obolaliśmy byli i bardziej w koji snu otchłanie, niźli w ambaras takowy, związany z ucieczką nasza i pojawieniem asię Wilkiej Królowej, nam udawać się zdało.

Wraz z resztą zaczęliśmy obmyślać plan naszej ucieczki z otoczonego portu, jak i możliwości penetracji zatopionej Wyspy Królowej, miana, którego teraz z podniesioną głową mógłbym bronić, choć wolałbym o nim zapomnieć, jako ostatni z pamiętających, za pomocą dębowego dzwonu z beczki uczynionego. Zdaje mi się, iże lepszy byłby z brązu, alboli granitu, lubo nijak swego zdania mądrym przykładem nie podołam się wywieść. Spotkaliśmy żeglarza mianem Brian O’Fannon – kuternogę, który nam wiele bzdur próbował wpleść w głowę, mieszając je umiejętnie z plotkami, które mogłyby mieć choćby ziarno prawdy w sobie, lecz nie Theus, a Legion nam go przed nasze nogi postawił, też i wiele się od niego nie dowiedzieliśmy i tak wybiło południe, i minęło na bzdur szukaniu, i z beznadziejnej sprawy, jaką było szukanie odpowiedzi na pytanie jak uwolnić Królową, wywinięciu się z blokady portu, jak i oczyszczeniu imienia Bianco i Lorenzo tem samym, przy okazji krzyżując plany biskupowi Tortosa, zdobywając statek dla Jima Pierce i przed ręką Księcia Mondavi uciec, a może i naprzeciw wyjść. Młoda ma głowa, a już się w niej bemiar tych perturbacji lasuje, niczym gaszone wapno, co to świeżo z pieca wyszło, a cóż na taką mnogość przeszkód miał nasz kapitan rzec? Aporia – jak mawiał mój poprzedni kapitan, zdradziecki łajdak acz wykształcony, Ancien Corbieres.

Tutaj wspomnę o tym, że wydaje mi się, iż reszta mych towarzyszy zamierza ratować ciało dziecka tego, nie bacząc na decyzje i potrzeby Królowej. Muszę upewnić się, że krzywdy planom Królowej nie uczynią, bo niezapoznani z regułami Gry, mogą łacno nie tylko własne, ale też całych wysp przeznaczenie poplątać i jeszcze do tragedyji doprowadzić. Dziwne to i niepoważne traktowanie Wielkiego Przeznaczenia, jakie jest naszym udziałem. Zaiste zastanowić się nam trzeba, w jakich tablicach nasze życie zostało zapisane i na jakiej mandali nasze sploty zostały zaznaczone, że w tak istotnej sprawie nasze przeznaczenie zostało ukazane. Nic nie dzieje się bez powodu i nic nie jest pominięte w Zapisie. Występując przeciw niemu, to podnosić rękę na Theusa – bluźnierstwo i potępienie. Boję się, że w Otchłań samą zmierzamy i swymi nierozważnymi czynami, zamiast na zbawienie duszy naszej, na wieczny ogień się skazujemy. Czyż już samo podniesienie ręki na sługę Kościoła nie było tego przykładem – czyż nie był to początek spraw wszelkich? Czyż nasze czyny teraz, choć chwalebne, a tym samym pieszczące pychę i próżność naszą, a przeciwko Kościołowi wymierzone, nie są przykładem kuszenia Legionu, który pragnie nas na potępienie zwieść? Czyż nie powinniśmy zawierzyć w Panu i oddać się woli Jego, i w ręce sług Jego? Czyż objawienie się Królowej nie świadczy o jej śmierci przezwyciężeniu i nie jest powiedziane, że prorok zwiastujący koniec świata, śmierć swoją i wszystkich przezwycięży? Martwię się o dusze mych towarzyszy i wielce się za nich modlę, tym bardziej, iż przekonania nabieram, iż ich wiara słaba jest, niczym płomyk świecy, w wosku tonący, zbyt wiele ksiąg przeczytanych, za mało poświęcenia, do zguby, poprzez utratę celu Zbawienia może doprowadzić. Powiedział Prorok, nie ustawajcie w nauce, by poznać tajemnice Pana Naszego, acz powiedział też, nie ustawajcie w tępieniu pychy własnej i nie traćcie z oczu Zbawienia, gdyż łacno w mrok zstąpić możecie, lecz nawet wtedy ufajcie Panu, gdyż Jego światło dociera wszędzie, niczym płomyk świecy w mroku i nieustawajcie w dążeniu ku Niemu, a będziecie wyzwoleni ze zła wszelkiego.

Wracając do mego sprawozdania, które nikomu innemu, jak spadkobiercom mego losu powierzam, których niechybnie posiadać lub posiadać będę, chyba, iż sam los swój całego Rodu mego odmienię, w co ufam i co stać się może, jak nie za mego życia, tak za życia mnie potomnych. Stanąłem na tym, jak pożegnaliśmy kuternogę. Wróciwszy na statek, pojawił się goniec, który nam wieść od nieznajomej damy przynosił, która o spotkanie prosiła. Łacno w tym podstęp widzieliśmy i przez lunetę widząc damę tą, co jak się później okazało, mężem była, o zakład poszliśmy, kto za fortelem się tym kryje. Nie mając zaufania do Monteńczyków, którzy mi bardziej do podstępów, jak i przebrań za kobiety i innych od natury odchyleń pasowali, signore Saint Simona podejrzewałem, za mym słowem również mój kapitan stanął. Przeciw nam szlachetne damy opozycję założyły, wskazując na Avalończyka. Szybko się miało okazać, że kobiety większą intuicją są obdarzone i że wyraźnie im przekleństwo Sorte jest wskazane, jak to i wszystko co złe pochodzi od kobiety, która pierwszą grzesznicą była i krwawieniem miesięcznym za to płacić musi, gdyż to Avalończyk właśnie w damskie fatałaszki był przebran. Ruszywszy do miejsca spotkania rozdzieliliśmy się. Wraz z kapitanem poszliśmy górą, poprzez balkony i gzymsy, by tamtędy ewentualną zasadzkę osaczyć, podczas gdy damy poszły dołem, zbrojne w oręż i grzech swój, wyraźnie dekoltem Sophie uwidoczniony.
Nie myliliśmy się, iż na tarasie dawnej tawerny, z widokiem na morze tonące w blaskach popołudniowego słońca, mimo pory sjesty leniwej, zostaliśmy wciągnięci w zasadzkę, zastawioną przez James Lumeece, który zgrabnie w fatałaszki damskie czekałbył na nas wpatrzony w dal błękitną, przy barierze masywnej, co to taras ów od morza rozpościerającego się pod nami odgradzała, piękny to był widok i piękna walka się rozpoczęła. Szybko Sophie dopadła do niego, my palbę z dwóch pistoli daliśmy, potwierdzając me w tej mierze talenta, po czym zwaliliśmy na łby mnóstwa drabów, co to w międzyczasie donnę Isabel osaczyły, podest wzniesiony nad nimi, na którym staliśmy. W huku łamanych desek, niczym z pokładu kasztelu gruchotanego salwą niesłabą, zeskoczyliśmy na resztę i w kilka cięć rozprawiliśmy się z bandą całą, ostawiając Jamesa Lumeece samego. Tenże jednak dowcipem się wielkim wykazując, ostawił nas samych, skacząc z bariery tarasu wprost w morza chłodne fale i odpłynąwszy w dal siną, mimo naszego za nim starania.
Tak to przegraliśmy z kapitanem zakład, choć radośnie, bo łatwo z kolejnym z zabójców na nasze głowy wysłanym radę sobie dawszy. Do wieczora czas nam musiał płynąć. Wybranka ataki swe miała, lecz my nic z tego do rozumu nie dochodziliśm. Dalej w wielkiej niewiedzy byliśmy pogrążeni, nie wiedząc co czynić – czy na miejsce zatopionej wyspy Lorenzo płynąć, czy z powrotem do Gorivari, szukając kontaktu ze studentem nauk tajemnych, czy też do Dionny, gdzie eiseński bezbożnik pod patronatem Księcia Villanovy swe przeklęte kłamstwa zbierał. Jedno było pewne, ze przez kordon musimy się przedrzeć i jasne się nam wydało, że nocą to uczynić musimy, łańcuch zrzucając. Tymże planem kierowani podpłynęliśmy na szalupie, rybaków udając, w trójkę – ja, Sophie schowana w beczce dryfującej w wodzie i nasz młodszy dziobowy. Dzięki naszemu fortelowi, Sophie zdobyła hasło z odzewem, mianowicie słowa „ogień” i „niebiosa”, co ciekawe mi się wydało, bo zwykle była „woda”. Odwiedziliśmy tez kapitana Labombardę na swym statku, lecz niczego się nowego nie dowiedzieliśmy – przypomnieć tutaj musze, że Brian O’Fannon zarzekał się, że na tym okręcie jest zamustrowany, a później podle nas zdradziwszy, walczył w starej tawernie po stronie pokonanych.

Postanowiliśmy jeszcze odwiedzić tawernę „Il Castillo”, w której było, nie było, mustrowaliśmy, zanim odpłyniemy nocą – gdyż nadal był to ten sam dzień, który rankiem nas powitał wizytą zabójcy, co skutek swój miało w mych u chirurga odwiedzinach. Chcieliśmy się wywiedzieć, czy czasem de Sabato nie wrócił w swe apartamenta, jednakże nie Jego osobę dał nam powitać sam Theus, mianowicie pierwszy raz mogłem spostrzec osławionego pogromcę mych towarzyszy szermierzy – zwanego Dwie Rękawice. Tym razem rękawic nie miał przywdzianych, lecz za to kolejny raz przebywał w asyście swych eiseńskich drabów – rosłe te chłopy co rusz chwyciły za partyzany i glewie, rohatyny i halabardy, runki i gizarmy, nie dałbym głowy, czy w ich rękach nie przyuważyłem tez szpontonu, jak i berdysza, tudzież podłego morgensterna. Z całym tym żelastwem, nie omieszkając wnieść bojowych okrzyków, rzucili się na nas, widocznie nie wierząc w ożywczą i światłem zrozumienia rozświetlającą mroki nieporozumień, moc rzeczowej dyplomacji. Zaiste cała ich tedy dyplomacja skupiła się w funtach kutej stali, a skrupiła się na naszych ciałach i dalejże nas próbowała pociachać, rąbać, ciąć, miażdżyć, gnieść i szarpać. Zdrowo żeśmy się musieli nawiwijać, osobliwie pan kapitan, który przyjął w swe brzucho tyle cięć i sztychów, ze nijak z niego nie mieliby pożytku kanibale z wysp południowych, co to ze skór swych jeńców bębenki sobie czynią. Sophie zajęła się hersztem, korzystając z okazji, iż nie dobył onże broni i dalejże zaczęła sobie z niego dworować, przycinać kalesony i takie tam dyrdymały, nam za to nie do śmiechu było, gdyśmy się uwijali i gięli, unikali i parowali, powiem otwarcie – zbiegali przed ciosów nawałą. Po tej walce, która zakończyła się zrzuceniem na łby eiseńskie wielkiego żyrandola, co to za świecznik mógłby robić na dworach olbrzymów, herszt zbiegł, a myśmy pozostali. Chyba każdy z nas, poza Sophie, z grobem się w tamtej chwili witał. A na domiar złego, które nam się wydarzyło, przybył nasz młodszy dziobowy, z wieścią groźna – Królowa znów zeszła w ten świat i szaleju załoga dostaje, wijąc się w mękach niezrozumienia i zmienionej sytuacji, gdyż jakże inaczej mogli odebrać to, że dziewczynka ledwo przytomna, nagle iskry werwy dostaje i dłonią swą potrafi od duszy ciało oddzielić? Niedobrze, jak taka się sprawa na okręcie dzieje, go Matka Głębina łacno może chcieć odebrać to, co do niej należy, co raz tonęło, na dno musi wrócić. Ruszyliśmy w te pędy z powrotem. Królowa już wracała w swe niezmierzonej długości korytarze, o których wspominała, a z Wybranką było widać, że niedobrze, znów wody słone z krwią ustami puściła i w sen niespokojny zapadła.

Czekając na nocy zapadnięcie i zmianę wart, a przypomnieć muszę, że nadal był to ten sam dzień, w którym rankiem w walkę wdaliśmy się z przebranym chytrze za celnika, Giordano Casette. Naszła nas jakowaś straży wodnej kontrola. Szybko ja uciekłem, wraz z Wybranką, do dzwonu i wierząc w jego wykonanie, na dno kazałem się opuścić. Ciekawe to było wielce przeżycie, a którym musze tutaj opowiedzieć. Mianowicie woda wchodząc przez otwarte dno, jeno do barków mych podeszła, dalej nie próbując mnie utopić i nijak wyżej nie podchodziła, pozwalając mi na oddech spokojny. W uszach jednakże ból lekki czułem i ścisk głowy takowy, jakbym głęboko nurkował, choć przecież byłem głową wśród powietrza. W ciemności okrutnej, jeno słuchać mogłem i z dali jakoby chrzęst łańcucha żem słyszał i fal lekkie o burty dudnienie, i dźwięki inne ciekawe. Wybranka nijak ze snu obudzić się nie chciała i nie mogłem jej tych cudów pokazać, a przede wszystkim, ręce mając zajęte, nie mogłem próbować świecy rozpalić, którą żem zaradnie zabrał ze sobą. Na górze jednak inne dziwy się działy. Jak się dowiedziałem później, nasz pokład odwiedził brat Księcia Mondavi, a mąż donny Isabeli i ponoć nawet spojrzenia wymienili, po czym, po zdawkowej wymianie uprzejmości, podejrzeń i przeprosin, wraz ze świtą swoją, pokład opuścił. Ciekawe to wydarzenie, nie moimi oczyma było oglądane, więc pozwolę sobie na jego pominięcie i odniesienie do przekazów świadków.

Wraz z nastaniem nocy, o czarnych żaglach, bez komend odeszliśmy od kei, zostawiając na niej atakującą nas akurat gromadę monteńskiej szlachty pod wodzą Saint Simone, niewątpliwie już liczącą na zapasy wołowiny i sera, jakie do kambuza zamówiłem. Pozostawiwszy „Albatrosa” pod władaniem Jima, ruszyliśmy szalupą do wieży łańcuchowej i łatwo żeśmy sobie z jej załogą poradzili, a także z jej zmianą, co to ją w swych beretach udawaliśmy. Zrzuciliśmy łańcuch, pozwoliliśmy „Albatrosowi” nad nim przepłynąć i dostawszy się na jego pokład do Theusa modły zanosiliśmy, żeby nas w ciemności nocy korwety Inkwizycji nie spostrzegły. Jednakże nie powiodła nam się sztuka ta i wdaliśmy się w wymianę salw armatnich na dwóch kablach. Gdyż tamci widać czekali na zerwanie blokady i wielce byli radzi, że im dajemy atuty do ręki, przyznając się do wszelkich przestępstw, przerywając blokadę. Salwą jednak swoją niewiele nam uczynili, również i my słabo sobie poczyniliśmy odpowiadając ogniem po ich takielunku. Wiatr był jednak po naszej stronie i szybko uszliśmy w ciemność nocy, kierując się w nieznane, gdyż kapitan nie zdecydował jeszcze, czy do Gorivari, czy do Dionny nam przyjdzie płynąć.

Kivak

About Maciej Kukla

www.spinqfotografia.pl www.tomaszwachla.pl
7th Sea - Tajemnica familii Bianco, Siódme Morze ,

Comments are closed.