Los płata figle

„Do siostry mej, której jeszcze nie znam, do syna, którego nie poznałem, a pewnie i nie spłodziłem jeszcze – list pierwszy.

Los płata figle, a karty każdemu rozstawione inaczej. Człowiek może żyć w nieświadomości i dopiero przed śmiercią dowiedzieć się mu będzie dane, że wszelki splot okoliczności życiem jego rządzących, znany był, wiadomy i ułożony. A wielu nie dowie się tego nigdy.
Śmierć prawdziwa czeka tego, co przeciw Losowi się postawi i przegra z nim, ta prawda dana jest każdemu w Vodacce. Było wielu takich, co się postawili na przekór Rozkładowi Ręki Losu, lecz nie słyszy historia o tych, którym się udało. Gdyż tacy, co z przeznaczenia sieci się wyrwali, nie znajdą swego imienia już nigdzie. Azaliż warto żyć wolnym, a nieznanym, czy też zapisanym, a zapisowi podległym?
Roku pańskiego 1669 rzuciło mnie przeznaczenie, ręką Kapitana Corbieres, na wyspę bezludną. Tam też, znalazł mnie Jim Pierce i życiu przywrócił. Nie myliłby się ten, co w tym zrządzeniu losu, odpowiednią kartę w Wielkim Rozkładzie by znalazł i Stregą nie trzeba być, by poznać, że los mój z jego się był związał. Ale myliłby się ten, co sądził, że mój splot z jego nićmi się złączył i podle jego wzoru osnowę na wątku życia położył. Gdyż, jak się to miało okazać, to jego los z moim został splątany i jego pojawienie, i ratunek jego, niczym przeplot barwny, co częścią większego, dotąd ukrytego, bądź nierozpoznanego wzoru być że się stał.
Całe żem życie, przed przeznaczeniem uciekał, łudząc się, że z dala od ojczyzny mej, ukojenie i spokój zastanę. Sny okrutne, co mnie od maleńkości nękały, jednak wcale nie skończyły się wraz z Mantui bezpiecznych pól i sadzawek opuszczeniem. Ni zerwanie kontaktu z Rodzina, ręką mych rodziców zapoczęte, ni wiele przygód późniejszych, ni nawet na bezludnej wyspie ostawienie – nic to nie oddaliło mnie od przeznaczenia mego. Robak jednak, póki ślepy, myśli że liść jego całym światem jest, który się jeno z żywności składa. Tako i ja myślałem, że życie moje do mnie należy, bom tylko moje losy widział. Zaiste, gdybym nie szukał później Jima, by mu za ocalenie podziękować i dług mój spłacić, gdybym nie uniósł się wartościami, które myślałem, że mymi własnymi z wyboru wolnego są, gdybym powrócił do dawnego mego życia, pewnie i tak by mnie Los w me nici rzucił, ino inaczej i nie po mojej woli. Człowiek, co ucieka przed swoją przyszłością, jeno przeszłością żyć może, wspomnieniami swymi i tylko tym, co uczynił, a nie tym, co uczynić może. Człek taki ni planu, ni myśli głębszej w swych postępkach nie ma, bo jest jak pływak, co prądem niesiony, w tył patrzy i mijając konary i wyspy, jęczy, że wcześniej ich nie zauważył i się na nich nie ocalił przed groźbą wodospadu, którego huk już słyszy, a na który spojrzeć odwagi nie ma. Choć więc rzeka szeroka i nie przez nas bieg jej naznaczony, prąd w niej wartki i nie znamy wirów położenia, do tego zaś ciemna noc bez krztyny światła, nie znaczy to, ze mamy się dać się jej ponieść i oddać się Losowi na jego poniewierkę i w jego ciemne czeluści wpłynąć, bez szansy zwycięstwa. Gdyż światłem może być Wiedza, a z Wiedzy pomocą okazać się może, że szeroka rzeka w ciemności, wąskim strumieniem w świetle być może.
Już sny moje dziwne i wielce burzliwy żywot, skłaniały mnie ku nieskromnej myśli, że jestem w nurcie rzeki szerszej, niźli ogarnia ją wzrok mój i moje o życiu wiadomości. Dni samotne, na wyspie nieszczęśliwej, były nie pierwszą w mym życiu chwilą, w której już się z nim żegnałem. Płynąłem ja nadal z prądem, nie zastanawiając się dokąd nurt ten prowadzi i nawet pojawienie się żagli Jimowego statku, me serce nie wzruszyło wielce. „Taki los”, pomyślałem jeno, gdy na jego pokładzie padłem i do zmysłów wracałem, „taki rozkład kart”. Nadal wtedy sadziłem, że nie warto Losu swego zgłębiać, bo cóż nam po mapach niezmierzonych pustkowi, jak ni możliwości do ich przejścia nie mamy. Gdy jednak z mym zbawcą rozstałem się, postanowiłem go odnaleźć, nie bacząc na to, ze jego pojawienie się onegdaj na horyzoncie, było tylko przecięciem się naszych nici i lekkim związaniem, z czego nic poza supłem na wielkiej tkaninie żywota, większego być nie musiało. Wierny słowom Scarovese, który przykazania wielkie dał po to, by choćby nurzając się w błocie występku, nie tracić wzroku jasnego i duszy szaleństwem nie tkniętej, postanowiłem odnaleźć Jima, by mu za swe ocalenie odpłacić. Tak to spotkałem jego Ojca, a wraz z nim resztę mych dzisiejszych Towarzyszy, których pojawienie się było niczym światło świecy dla czytającego nocą księgę, tudzież niczym wschód słońca szykujący zmiany, ale tez i rozświetlający nurt rzeki, który tracił tajemnice swego biegu.
Gdym jednak ich poznał, o niczym nie miałem pojęcia i wydali mi się tylko kolejnymi ludźmi spotkanymi na mej drodze. Podobnie słowa kobiety, które padły w noc świąteczną, rozświetloną dziwnym blaskiem nieba, sponad ruin zamku dawnego rodu Lucani, w pięknym mieście Gorivari, co było związane z dziwną przygodą mych towarzyszy, nie wydawały mi się ani wielce prawdziwe, ani znaczące, choć niewątpliwie wstrząsające. Nie widziałem w nich światła prawdy tłumaczącej wielki Wzór, który mi zaczął się przed oczyma kreślić. Ja, ignorant, miałem to za brednie i za przypadkowe plamki i supły, jakich wiele na surowym płótnie, spod pośledniego krosna, za jakie miałem swe życie i przeznaczenie. Ot, błaha ciekawostka, warta jedynie pijackiej pieśni, lecz nie życia, ni śmierci, ni poświęcenia, ni historii, ni słów wielkich.
Wszystko jednak zmieniło się po ostatnich wydarzeniach. Spisuję je przeto, by moi potomni, moja siostra, którą niewątpliwie mam, choć nigdy jej nie widziałem, mogła podjąć wyzwanie, które ja podjąłem i mogła zrozumieć rodzaj, jakość i naturę brzemienia, które i na jej życiu osiądzie. Gdyż w rzeczy samej spotkaliśmy osobę, które to spotkanie tak wielkim jest wydarzeniem, że nie sposób przejść nad nim i zbyć jego pojawienie się i nie zrozumieć tego, że wraz z nim reszta wydarzeń jeno dopiskiem jest do wzoru tego, który właśnie się pojawił. I choć wiele osób i wydarzeń, które się ostatnio przewinęły w maj historii wydaje się być nie powiązana, to wraz z ostatnimi wydarzeniami, widać wyraźnie, że nic dziełem przypadku nie jest i wszystko zostało już zapisane wiele lat temu, i co wydaje się być nie związane, związane się być okaże.
Ad rem jednak, niech objawi się prawda i niech suche fakty przemówią, bo jeno analizując głos pozbawiony komentarza i osądu, sami możemy wtedy spojrzeć na to co on opiewa, jakby własnym okiem i sami możemy wtedy prawd wiele się doszukać, jakbyśmy sami tam byli.”

W mieście Serine, na wyspie rodu Vestinich, byliśmy od niedawna. Wystarczająco jednak długo, żebyśmy zdołali uderzyć w plany Inkwizycji i signore de Sabato. Związan on został natychmiast, jak tylko został pokonan, przez me dłonie i mymi sznurami, po czym ruszyliśmy uderzyć w kolejną grupę inkwizytorów. Udało się nam to bez wielkiego trudu, choć wielu z nas, po walce z de Sabato, broczyło z ran różnej głębokości. Powróciwszy jednak na ruiny Wieży Nicolo Bianco, nie znaleźliśmy związanego wroga, ni śladów żadnych, znak był, że żywym został zabrany, związan jeszcze będąc.
Otoczeni zostaliśmy za to przez ludzi Ręki Księcia Vestini – signore Baptista Guerin. Wraz z nim udaliśmy się do gospody podłej i tam dowiedzieliśmy się spraw wielce politycznych. Mianowicie signore Guerin nie wyda nam de Sabato, którego ciało przejął, gdyż nie chce doprowadzać do zbędnych niesnasek między miłującym Kościół Powszechny Księciem Vestini, a biskupem Tortosa, przełożonym związanego delikwenta. Kolejną rzeczą było to, że wielce nam dziękował za rozbicie planów Inkwizycji, któren to akt na Naszej, nie jego, reputacji się odciśnie i nie będzie tworzył wyżej wymienionych niesnasek. Prośbę miał on do nas jednakże wielką, o której opowiem w swoim czasie, by zamętu w piśmie nie tworzyć. W zamian nie tylko zezwalał nam na zwiedzenie Wieży Bianco, ale także dał pomoc w odzyskaniu wolności dla Camilli Vespucci, trzymanej w pokojach swego ciemiężyciela.
Natychmiast udaliśmy się do Wieży, by zbadać ją, a zwłaszcza zamurowaną celę Nicolo Bianco. Uzbrojeni w oskardy, determinację donny Leonor, a także gnani wścibską ciekawością donny Sophie – wkroczyliśmy w huku żelaza i kamieni do nietkniętej stopą od lat prawie 270 celi. W ciemności rozświetlonej pełgającym światłem pochodni i ciszy zakłócanej głosem Sophie, donna Leonor de Mondavi, zwana także jako Isabel de Solice, odnalazła list, który według wszelkich poszlak okazać się może Testamentem Nicolo Bianco. Jego treść przedstawiam w całości:

Ostatnia Wola

Dwaj rycerze, a w każdym hardy duch
Pod jednym znakiem, lecz mistrzów mają dwóch
Ubogi ten, komu spuścizna ma
Miasto, co raz już świadczyło, świadectwo da

N. B.

Zarówno warstwa nietkniętego kurzu, jak i wiek pergaminu, sugeruje autentyczność znaleziska. Co ciekawe, na środku celi stał roztrzaskany pulpit, jakby ktoś zabrał jego zawartość, albo szukał w nim właśnie tego listu. Sam list wiele może mieć znaczeń, na których próżno marnować inkaust teraz, tutaj.
Po powrocie do karczmy, zająłem się naszymi ranami, ze skutkiem wielce pozytywnym, przyprawiając Kapitanowi nowy tatuaż o kształcie dumnej ośmiornicy, natomiast pozbawiając kłopotów gastrycznych don Diego na czas jakiś. Ciekawość ma wstydliwa, do wnętrzności ludzkich i cierpienia ludzkiego, znów się objawiła, lecz szybko sam siebie do akuratności przywróciłem i wapory własne rozpędziłem skromniejszymi myślami. Po krótkiej rekonwalescencji postanowiliśmy odzyskać wolność dla Camilli Vespucci. Pośród deszczu, krocząc wraz z donną Sophie po dachu gospody, przy pomocy liny opuściliśmy się do jej okna i mimo naszych starań, niemal przypłaciliśmy to życiem – zaiste, donna Camilla jest nie tylko piękna i słuch ma niczym kot, ale również tajniki szkoły Cappuntina nie były dla niej trudnością.
Ocaliwszy ją, wraz z jej klejnotami, z rąk sług de Sabato, którzy skończyli w kanale życiem darowani, mogliśmy się zająć sprawą prośby signore Baptista Guerin. A sprawa ta była delikatna, gdyż znów się o sprawy Kościoła miała ocierać. Mianowicie w niedalekiej wiosce Torullo, w dzień święta zdarzył się cud. Tudzież rzecz, którą można zwać cudem. Zapłakały figury w miejscowym kościele krwawymi łzami, po tym, gdy w płacz wpadła dziewczynka nieboga – Berenika Silbani, córka Margerity i mężczyzny, co to zginął w służbie Księcia, wcześniej stając się przyjacielem signore Guerin. Sprawa była o tyle poważna, że w tychże przypadkach, gdy cudu się nie stwierdza, o opętaniu Legionem się sądzi. Gdy zaś na wyspie przebywał biskup Phelipedi di Grosetto Tortosa, jasnym się stawało, ze Inkwizycja zacznie sprawę badać. Wyznaczony do zbadania sprawy został Juan Esteban Zarapata Ivaldez, lecz dzięki staraniom signore Baptisty, jeszcze nie opuścił miasta.
Ruszyliśmy więc powozem, wcześniej jednakże zostałem obdarowany przez zleceniodawcę sztyletem, którym miałem skrócić męki dziewczynki, gdyby miało się potwierdzić rzekome przez Legion opętanie. Na miejscu, udając wysłanników Kościoła incognito, udało się nam omotać miejscowego księdza Edoardo. Nic nam to jednak nie dało poza tym, że dowiedzieliśmy się iż rzeźby, co to krwawe łzy z oczu puściły, wyszły spod ręki maestro Rafaela del Torullo – przedstawiały one Świętą Marię, patronkę miłości i Świętą Phillippę, patronkę Vodacce. Czy miało to jakikolwiek związek ze sprawą, tego się nie dowiedzieliśmy.
Signora Margerita Silbani mieszkała za miasteczkiem i od pamiętnego wydarzenia, nie wypuszczała córki na forum. Dziecko to wydawało się być porażone jakąś chorobą Świetych, słabawe i wycieńczone, jakoby krwi dużo straciło, a ino zła, warta puszczenia w niej się ostała. Nagle jednak, jakby palcem z zaświatów tknięta, przeobraziła się i poznałem w niej kobietę, którą żem w snach widywał. Potężna ta Strega, spoza zaświatów, weszła w jej ciało i zażądała lustra od kogoś, imieniem Geraldo. Zanim zdążyliśmy małowiele z nią porozmawiać, opuściła ciało swej Wybranki. Berenika była jeszcze słabsza i wspominała coś o kartach tarota i o wieży, którą tam widziała. A także o snach – pierwszym w nocy świątecznej, kiedy to odwiedzała dziwne miejsce z otwartymi dźwierzami, niczym z Dworów, na których wtedy przebywali moi Towarzysze. Później o mszy, w której ją żałość zdjęła, a później o snach, o kobiecie, która szła z daleka, poprzez zimno. Jeszcze przed popadnięciem w sen głęboki, z którego później nijak wyjść nie chciała, zwymiotowała morską wodą i krwią – śladem tragedii jednej z wysp i jednej z wielkich Streg Sorte, nadal jednak nie wiedziałem, czy była to wyspa Lorenzo, czy wyspa Caligari. Matka jej powiedziała nam również o Lodovico, przyjacielu Bereniki, którego ona, będąc w swym transie pocałowała, niechybnie przeklinając, jednakowoż nie sprawdziliśmy dalszych losów chłopca, postanowiwszy czuwać przy Wybrance.
Tymczasem pan Kapitan Archibald Pierce, niech Theus prowadzi ster jego statków, wybrał się do miasta, by zebrać więcej wieści. Spotkał tam dwojga osób, z których jeden wydał mu się księdzem Zarapatą, a druga arystokratką – niechybnie Stregą. Dziwaczne to połączenie zmusiło nas do zastanowienia się nad opuszczeniem domu matki Wybranki, lecz nie zdążyliśmy ujść przed ichże całej trójcy pojawieniem się. Donna Sophie postanowiła szarżą iście kawaleryjską przebić się wraz z dziewczynką, lecz została powstrzymana schiavoną waleta donny Eleny Lucibella – signore Rocco Zappa.
Niewiele zdążyliśmy ze sobą się rozmówić, poza tym, że zgodziliśmy się powrócić do domu Margerity, gdy wjechał gość kolejny – signore Juan Esteban Zarapata Ivaldez, wraz z niemal regimentem zbrojnych. Gnieździliśmy się w pokoju z kominkiem, w pogotowiu chowając lustro na wypadek powrotu Tej Która Przemawiała Dziecięcymi Ustami, odpowiadając zdawkowo na pytania Księdza, lecz nikt z nas nie kwapił się do przyznania, że wybranka została opętana. Tym bardziej, ze miałem już niemal pewność, że Tą, Która Szła Przez Noc, była sama Szalona Królowa – żona najpotężniejszego Króla Vodacce – Murietta. Nie zdążyliśmy popełnić żadnego z możliwych świętokradztw, tudzież żadnego z bluźnierstw, jakie mogły być naszym udziałem, gdybyśmy chcieli na ten przykład postąpić z signore Zarapata podobnie jak z jego towarzyszem de Sabato, gdy Królowa znów zstąpiła pośród Nas. Ignorując egzorcyzm Księdza, zażądała lustra, które zostało jej dane. Stłukła je, wściekła na postać, jaką przyjęła, po czem ciosem przeklętym powaliła Księdza, krzyż mu z ręki wcześniej gracko wybierając. Ja, podobnie jak biedna Strega Lucibella byliśmy już w uniżonych pozach, na kolanach przed Królową. Za nami poszła reszta, podczas gdy ludzie Księdza rozpierzchli się niczym wczesnojesienne liście rzucone wichrem.
Donna Leonor postanowiła nie oddać należnej czci królowej i śmiała stać w jej obecności. Królowa zbeształa ją i potwierdziła jej z nią pokrewieństwo, wskazując na mój przykład, jako kuzyna, zapewne w narodowości. Ja natomiast przedstawiłem wszystkim z imienia i czci Wielką Królową, podając też powody szacunku należnego jej od donny Leonory z krwi Bianco. Niestety w towarzystwie łapczywie mych słów ostrych słuchającej, biednej Stregi Lucibelly.
Królowa opuściła ciało słabnącej Bereniki, a my stojąc nad nieprzytomnym Księdzem, wdaliśmy się w dysputę z pozostającą w wiecznej pamięci Stregą. Wtedy jeszcze żywą i kwitnącą. Szachując signore Zappa przekleństwem, aby nie mógł wydać naszych tajemnic innym, a w szczególności tajemnicy donny Leonor, a nas próbując szantażować klątwami, żądała dziewczynki do Szkoły Streg w Serine. My nie chcieliśmy się poddać jej żądaniom, co zaowocowało otwartym konfliktem, spaleniem jej biednego ciała i oddaniem jej duszy ku niebiosom, oby wybaczyła nam nasze postępowanie w swym miłosierdziu danym jej przez Theusa w swej łasce Najwyższego. Podpaliła jej biedne, żywe i wielce krzyczące ciało donna Leonor, ogniem przeniesionym, w niewątpliwie magiczny sposób, dłońmi wprost na nią, życie jej natomiast, wraz z troskami padołu tego i cierpieniem przez ognie zadanym, zakończyła donna Sophie. Wtedy to signore Rocco Zappa nazwał nas swymi zbawcami i uprosił się na naszą służbę, pragnącby zostać piratem, czym wyraźnie mnie zaskoczył, gdyż miałem nadzieję zakończyć jego niecne życie w honorowym, bądź nie, pojedynku, aby żadne świeckie ucho nie opuściło tego domostwa.
Po tym wydarzeniu postanowiliśmy spalić dom wraz z ciałem biednej Eleny Lucibelli, gdy donna Leonor i donna Sophie wzięły Wybrankę i odjechały w kierunku tajemnej zatoczki, gdzie nam spotkanie będzie dane, my powiedzieliśmy oprzytomniałemu Księdzu o ogniach, niewątpliwie Legionu dziełach, które to pochłonęły wszystkie kobiety tegoż domostwa.

Tak oto spotkanie z Wielką Królową utwierdziło mnie w podejrzeniach, o których wiedziałem już wcześniej, acz ich nie zauważałem w ignorancji swojej, tudzież nie przyjmowałem do zrozumienia uporem zbędnym. Niechybnie sprawy teraz zaczną się wiązać i trzeba mi uważnie wypatrywać sposobności, by cało wyjść z tej gmatwaniny losów wszelkich, co to niczym materia wielka ściele się przed Nami. Zaiste rzeka ta ma wiele zdradliwych miejsc, nie wiedzieć gdzie się człek znajdzie za chwil parę, a przyszłość w czarnych rysuje się barwach, jednakże głowę trzeba w górze trzymać, a wtedy łacno z pomocą rąk naszych wyjdziem na brzeg suchy, swych wrogów pogrążając i rozwiązując wielki supeł splotów, w których nas Wielka Strega wraz ze swymi służkami wplątały. Czasem się węzeł da jednym cięciem usunąć, czasem trzeba wiele nitek pociągnąć, nie ma jednak takiego, którego by się nie dało unicestwić.

Ernesto Strozzi

Maciek ‚Kivak’ Kukla

About Maciej Kukla

www.spinqfotografia.pl www.tomaszwachla.pl
7th Sea - Tajemnica familii Bianco, Siódme Morze ,

Comments are closed.