Noc Świętego Domingo

Po zwycięskiej, rzec można, bitwie nad „Pesci Spadą” powracał „Albatros” do portu Gorivari, wioząc na pokładzie wartą 1000 senatorów skrzynkę z monteńskimi mapami. Ciała czterech dzielnych żeglarzy, którzy życiem przypłacili śmiały atak powierzono morzu, ale rąk do pracy nie brakowało, bowiem wraz z uratowanym Jimem Pierce’m na ciasnym pokładzie szkunera znalazł się tuzin jego dzielnych zuchów.

Tym razem wizyta u pana Guido Vitello była nad wyraz przyjemna i owocna. Kupiec okazał co prawda typowo vodacką nieufność, każąc słudze dokładnie sprawdzić czy skrzynia z mapami nie kryje pułapek zanim zerknął na jej zawartość, ale potem zgodnie z umową wypłacił Archibaldowi i Ernesto okrągłe 1000 senatorów. Jak może uważny czytelnik pamięta, interesy z panem Guido podzieliły niedawno drużynę i teraz obaj żeglarze poczuli się w obowiązku oddać Sophie przyobiecane wtedy 100 senatorów, których zażądała ona tytułem odstępnego za wyjawienie zdobytej przez siebie tajemnicy zastoju w handlu winem panu Guido. Dziewczyna przyjęła pieniądze, ale jakież było zdziwienie Archiego, gdy po powrocie z miasta wręczyła mu drogocenny prezent – doskonałej roboty lunetę ! W ten sposób wszelkie lody stopiły się i drużyna znów zrosła się w całość.

Ale zanim jeszcze to wszystko się stało trójka bohaterów, która nie wybrała się do pana Guido Vitello przeżyła niebezpieczną przygodę. Wybrawszy się bowiem odwiedzić poznanego niedawno pana Rinaldo de la Vega, studenta Uniwersytetu w Altamirze, badacza i znawcy historii procesów kościelnych nie spodziewali się, że tuż przed nimi z wizytą wpadnie grupa eiseńskich dżentelmanów, prowadzona przez znanego już bohaterom, choć wciąż bardzo tajemniczego Herr „Zwei Panzerhanden”, jakby go można nazwać. Eiseńscy goście ukryli się w szafie wraz z obezwładnionym Rinaldo, nie wiadomo czy w obawie przed bohaterami, czy w nadziei zastawienia na nich pułapki, ale bystre oko Leonor i niezrównany refleks całej trójki zniweczyły ten chytry plan. Rozgorzała zwykła w takich sytuacjach walka, udekorowana efektownym spuszczeniem spodni jednemu z Eiseńczyków przez szpadę Sophie i ukoronowana udaną ucieczką ich tajemniczego przywódcy przez okno. Co prawda Diego i Sophie wyskoczyli w ślad za nim, ale wylądowali cokolwiek twardo i zanim się pozbierali ścigany zniknął już z pola widzenia.

Biedny Rinaldo w obawie przed innymi nieproszonymi gośćmi przenocował na pokładzie „Albatrosa”, ale rankiem musiał się pożegnać, gdyż nie wybierał się na Serine, dokąd jak pamiętamy prowadziła teraz droga bohaterów. To właśnie tam udawał się, wedle słów młodej kurtyzany Petronelli, Pedro de Sabato i tam też wiódł trop „Libro della famiglia Bianco”, legendarnej księgi napisanej ponoć w więziennej celi przez biskupa Nicolo Bianco. Zanim jednak po czterodniowej podróży rzucono cumy w porcie docelowym, „Albatros” napotkał na pełnym morzu silnie uzbrojoną karawelę „Miecz Świętego Domingo”, płynącą pod banderą Kościoła. Na jej pokładzie Leonor i Diego zauważyli znanego im biskupa Tortosa, jednego ze znanych w Castille aktywnych członków Inkwizycji. Jeśli to on był owym dostojnikiem, z którym de Sabato miał się spotkać na Medico, to wielce prawdopodobne że ów ścigany przez bohaterów łotr był także na pokładzie karaweli. Jednak nawet gdyby „Albatros” nie był w tej chwili całkowicie pozbawiony dział, uszkodzonych w bitwie z „Pesci Spadą”, walka z dużą i silnie uzbrojoną karawelą mogłaby się różnie skończyć, a i perspektywa stania się zwierzyną łowną flot wszystkich bogobojnych władców całej Thei nie uśmiechała się bohaterom, karawela pożeglowała więc spokojnie w swoją stronę, żegnana przymilnym machaniem z pokładu szkunera.

Jednak oczywiście śmiałkowie nie zapomnieli o swojej obietnicy pomszczenia krzywdy młodej Petronelli i uwolnienia Camilli. Wyprzedziwszy „Miecz Świętego Domingo”, „Albatros” przybył do Serine niemal pół dnia wcześniej. Bohaterowie przyczaili się nieopodal mola i kiedy w końcu karawela przybiła do nabrzeża pilnie obserwowali wszystkich wysiadających. I tak jak się spodziewali – prócz złowrogiego biskupa Tortosa po trapie zszedł także Pedro de Sabato ! Pościg gondolami po mieście gęsto poprzecinanym kanałami ujawnił że biskup zatrzymał się w katedrze, a jego pachołek w drogiej gospodzie „Il Castello”, prowadzonej i obsługiwanej wyłącznie przez Eiseńczyków.

Bohaterowie zatrzymali się w tej samej gospodzie, ale tu ich pomysłowość najwyraźniej zawiodła, bowiem nie wiedzieli co mają czynić dalej. Uświadomili sobie, że bohaterskie oskarżenie podłego de Sabato o porwanie kurtyzany mogło zostać z łatwością obalone i w takim razie straciwszy przewagę zaskoczenia nic by więcej nie zyskali. Po naradzie postanowili zatem działać mniej bohatersko, ale za to miejmy nadzieję skuteczniej.

Na jedyny dobry pomysł wpadła Sophie. Mając dużą wprawę w przebieraniu się i udawaniu innych osób przebrała się za eiseńską pokojówkę i nauczywszy się od Ernesto kilku słów po eiseńsku wybrała się na przeszpiegi do wieży, którą w całości zajął de Sabato, wraz ze swymi pachołkami i uwięzioną Camillą. Wyprawa udała się całkowicie, kosztem drobnej skazy na czci niewieściej Sophie dowiedziała się od samej Camilli, że podstępny łotr zapewnił sobie jej uległość za pomocą trucizny ! Co wieczór podaję swej zakładniczce porcję odtrutki, bez której kurtyzana z pewnością umrze i w ten sposób nie musi się zbytnio bać że dziewczyna ucieknie.

I tak już trudne zadanie przechwycenia de Sabato bez zwracania na siebie uwagi strażników miejskich, pachołków Inkwizycji, czy choćby obsługi karczmy stało się jeszcze trudniejsze. Trzeba było zdobyć cenną odtrutkę, po której składzie zdolny aptekarz byłby może w stanie poznać jakiej trucizny użyto do uzależnienia biednej Camilli. Bohaterowie rzucali różne pomysły, jak choćby wspięcie się do wieży po ścianie i przygotowanie pułapki na powracającego z wyprawy na miasto de Sabato, ale żaden z nich nie wydawał się dość dobry.

W międzyczasie jednak poczynili niejakie postępy w sprawie tajemnicy rodziny Bianco. Dawny zamek rodu Vestini przemianowano w ciągu ostatnich 250 lat na więzienie, a wieża w którym najpewniej dokonał żywota Nicolo Bianco nadal pełni swą dawną funkcję. Niedawno jednak w owym więzieniu miała miejsce śmiała ucieczka, w wyniku której zniszczony został pokaźny kawał muru więziennego, którego do dziś nie naprawiono, chociaż wynajęto do tego usuryjskich robotników. Jeden z tychże robotników powiedział jednak bohaterom, że po dwóch dniach pracy odmówili oni dalszego wchodzenia do ruin, bowiem znaleziono tam jakieś zmasakrowane zwłoki, a jeden z nich, który próbował dowiedzieć się więcej wystraszył się czegoś śmiertelnie. W głowach bohaterów zrodził się więc pomysł, by zgłosić się do Don Baptista Guerina, który był odpowiedzialny za odbudowanie więziennego muru i wynająwszy się do wyjaśnienia przyczyny nocnych strachów przebadać dokładnie zamurowaną celę zmarłego w tajemniczych okolicznościach biskupa Bianco.

Do realizacji tego planu jednak nie doszło, bowiem tymczasem Pedro de Sabato, nieświadom zupełnie burzy jaką wywołał w głowach przyczajonych tuż obok niego śmiałków wyruszył na miasto. Oczywiście w ślad za nim ruszył zaraz sprytny Ernesto i tak drużyna dotarła do dużego domostwa, w którym zniknął śledzony sługa Inkwizycji. Kilka godzin oczekiwania minęło, a de Sabato nie wychodził, więc zniechęceni bohaterowie wrócili do gospody. Tu Sophie, powtórnie przedzierzgnąwszy się w eiseńską pokojówkę udała się na tajną naradę z samotną teraz Camillą. I to właśnie Camilla pokierowała dalszymi działaniami drużyny.

Podróżując ze złowrogim sługą Inkwizycji dowiedziała się już wcześniej, że zamierza on w porozumieniu z innymi tajnymi członkami tej organizacji uczynić coś złego w Serine, a teraz podsłuchała, że Don Pedro udaje się na jakieś tajne spotkanie, które ma być wstępem do jakiejś akcji przeciw heretykom. Tak więc albo miejscem owego spotkania był ów dom, pod którym bohaterowie spędzili bezczynnie kilka godzin, albo – co bardziej prawdopodobne – istniało stamtąd jakieś ukryte wyjście, prowadzące do tajnego miejsca spotkań fanatyków.

I rzeczywiście, kiedy przebrani w zakupione niby to na bal maskowy kostiumy opryszków bohaterowie wtargnęli do podejrzanego domostwa, znaleźli w nim jedynie przestraszoną gosposię. Bez większych oporów wskazała im wejście do tajemnego tunelu, którym pan domu wraz z przybyłym kilka godzin temu Castylianinem udali się na tajne spotkanie. Nie wiadomo jak w plątaninie podziemnych tuneli bohaterowie nie zgubili śladu dwóch ludzi którzy przeszli tędy wcześniej, ale czy to fortuna im sprzyjała, czy też okazali się urodzonymi tropicielami, dość że niemal po godzinie marszu usłyszeli gdzieś nad sobą podniecone głosy wielu ludzi.

Ponad wszystkie inne wybijał się mocny głos napełniony religijnym fanatyzmem i nasycony nienawiścią. Głos ów wygrażał na zepsucie wkradające się z wolna w najbardziej dotąd oddaną Kościołowi rodzinę Vestini, na błędy i odstępstwa samego Księcia i na heretyckie praktyki, których dalsze tolerowanie zdało się być ponad możliwości właściciela głosu. Od ogólnych wyrzekań i gróźb głos przeszedł dalej do konkretnych planów – zgromadzeni fanatycy mieli tej nocy przykładnie ukarać dwóch obmierzłych heretyków, Heinza Bekera i Jacobusa de Rippa.

I właśnie gdy dokonywał się już podział na dwie grupy, mające napaść na domy wspomnianych nieszczęśników, bohaterowie wypełzli z lochów i spostrzegli, że są w kręgu cześciowo zwalonych murów więzienia, w którego wieży dwa i pół wieku temu dokonał żywota Nicolo Bianco ! Czyżby zatem usuryjscy gieroje wystraszyli się zamaskowanych pachołków Inkwizycji ? Nie było czasu by się nad tym zastanawiać, bowiem zakapturzone grupy fanatyków już ruszały na nocne łowy. Pierwszej przewodził właściciel owego nasyconego nienawiścią głosu, drugiej zaś „castiliański płomień”, jak się wyraził przywódca, a więc z pewnością de Sabato. Bohaterowie ruszyli zatem za drugą, może ze cztery dziesiątki postaci liczącą grupą.

Kiedy wbiegli już między domy śpiącego miasta i oddalili się znacznie od drugiej grupy, postanowili działać jak na bohaterów przystało. „W imieniu księcia” wezwali fanatyków do rzucenia broni i krzycząc do nich „jesteście otoczeni” natarli w piątkę na całą czterdziestkę zbrojnych w pochodnie, zakapturzonych postaci. Rozgorzała prawdziwa bitwa, Don Diego zwarł się z samym de Sabato, a inni z grupkami fanatyków, błyszczały ostrza szpad i huczał ogień pochodni, zadymiła lufa pistoletu Ernesta, a kula omal nie strzaskała głowy Don Pedra, krew plamiła czarne płaszcze spiskowców i również czarne balowe przebrania bohaterów. Don Diego odniósł ciężkie rany i był już bliski osunięcia się na kolana, ale w końcu Dobro zatryumfowało nad Złem ! Nieświadom niczego Jacobus de Rippa przewracał się zapewne właśnie na drugi bok w swym łóżku, kiedy ostatni pachołek Inkwizycji padał na kolana błagając litości. „Castiliański płomień” padł pod ciosem szpady Sophie, gdy widząc klęskę swoich „owieczek” sromotnie podał tyły, pozostali padli, bądź poddali się.

Bitwa była skończona, ale pozostała jeszcze druga grupa Inkwizytorów, spiesząca by podpalić czyjś dom i pozostał także leżący bez czucia Pedro de Sabato, z którym coś trzeba będzie zrobić, choć znaleziona przy nim fiolka zapewne okaże się być poszukiwaną odtrutką na truciznę, wiążącą z łajdakiem Camillę Vespucci. Co zatem zrobią bohaterowie ? Tego dowie się czytelnik już za tydzień.

Marek Meres

About Marek Meres

www.spinq.pl
7th Sea - Tajemnica familii Bianco, Siódme Morze ,

Comments are closed.