Ostatnia walka ‚Miecznika’

Odpocząwszy po pamiętnym balu i wizycie na Dworach postanowili bohaterowie skonsumować swój towarzysko-szpiegowski sukces i naciągnąć pana Guido jeszcze na trochę pieniędzy za swe usługi. Może nie było to nazbyt rycerskie, w końcu o dodatkowych pieniądzach po odkryciu tajemnicy zastoju w handlu winem nie było mowy, ale brak gotówki stał się problemem palącym, bohaterowie odłożyli tedy na bok sentymenty i przedzierzgnęli się w bezwzględnych kupców.

Jednak pan Guido Vitello, który jak pamiętamy otaczał się byłymi galernikami, nie był ulepiony z miękkiej gliny. Nie zamierzał dać się naciągnąć na nawet na marny mandat, tym bardziej że Sophie, w obecności pana Guido po dawnemu występująca w przebraniu Philippe’a, zażądała dla siebie astronomicznej kwoty 300 senatorów… Zamiast jednak kazać wyrzucić niesłownych najemników za drzwi, postanowił skorzystać z ich usług raz jeszcze – zaproponował wymianę informacji zdobytej na balu za inną informację, dotyczącą nie kogo innego jak Jima Pierce’a, syna Archibalda.

Taka propozycja nie mogła nie wstrząsnąć ojcowskim sercem starego kapitana, a i Ernesto Strozzi zapalił się do propozycji, widząc w niej szansę spłacenia honorowego długu, bowiem Jim uratował go swego czasu od stryczka. Jednak reszcie bohaterów informacja Guido nic nie powiedziała i mimo że kupiec dodał, iż z całą sprawą wiąże się możliwość godnego zarobku postanowiła trzymać się pierwotnej wersji. Zwłaszcza Sophie, która sama wydobyła cenną informację z ust pani Bredani, dosłownie i w przenośni, a przy tym czuła już na małym palcu dotyk noża miejscowej mafii jeśli nie odda zaciągniętego długu, postanowiła trwać przy swoim bez względu na wszystko. Archibald i Ernesto obiecali wynagrodzić jej stratę w nieokreślonej przyszłości, gdyż na określoną nie było ich chwilowo stać, ale porywcza dziewczyna obraziła się na nich i przede wszystkim na gospodarza i wyszła szybko i bez pożegnania. Guido, którego autorytet został w ten sposób nadszarpnięty, kazał oznajmić pozostałej reszcie, że w takim razie z interesu nici.

Archibald był zrozpaczony, Ernesto także nie czuł się dobrze, drużyna rozpadła się chwilowo na dwie frakcje. Kapitan ze swoim bosmanem i płatnikiem w jednej osobie poszli zyskać nieco gotówki ze sprzedaży octu, udającego przez czas jakiś Vino di Falisci i spróbować zdobyć jakiś fracht dla „Albatrosa” na rejs do Serine. W tym czasie pozostała trójka udała się do gospody „La Campagnola”, w której, jak być może uważny czytelnik pamięta, zatrzymał się Pedro de Sabato, pachołek w służbie Świętego Oficjum, wraz ze zniewoloną przez siebie kurtyzaną Camillą Vespucci. Niestety, nie zastali już żadnego z tej dwójki, gospodyni też nie wiedziała dokąd się udali, dopiero rozmowa ze stajennym ujawniła, że odjechali powozem. Za to w pokoju Camilli odkryli młodziutką kurtyzanę Petronellę, poznaną jak pamiętamy na balu u pana Ismaeli, teraz leżącą w łożu, straszliwie pobitą przez podłego de Sabato ! Dziewczyna została przezeń przyłapana na podsłuchiwaniu i zbita tak straszliwie, że trzeba było wezwać medyka by ją opatrzył. Na to bohaterowie zawrzeli gniewem i poprzysięgli zemstę obrzydliwemu sadyście, tymczasem jednak nic więcej uczynić nie mogli, bo Petronella była nieprzytomna i nie w stanie wypowiedzieć bodaj słowa.

Nadeszło południe, a jako że był to dzień świąteczny całe Gorivari ruszyło na mszę. Także nasi bohaterowie postanowili się nie wyróżniać. Sprytny i znający lokalne zwyczaje Ernesto, który był przecież rodowitym Vodaccianinem, choć z odległej Mantui, wywiedział się do jakiego kościoła zwykł był chodzić pan Guido Vitello, obaj bowiem z Archibaldem wciąż mieli słabą nadzieję na przebłaganie kupca, w imię ojcowskiej miłości i honoru. Tak więc obaj trafili do kościoła pod wezwaniem Świętego Corwina, patrona skruszonych grzeszników, w którym o łaski Theusa modlił się chyba cały miejscowy światek przestępczy. Pan Guido oczywiście też tu był i łaskawym okiem spojrzał na obu bohaterów, choć nie omieszkał okazać im odrobiny wyższości i radości z ich poniżenia, kiedy w przytomności byłych galerników przepraszali go za pochopne słowa i gesty towarzyszy, wyjawili tajemnicę zdobytą przez Sophie na balu i prosili o ponowne spotkanie. Jednak dla Archibalda i Ernesto w tamtej chwili ważne było jedynie to, że kupiec w końcu się zgodził i zaprosił ich na spotkanie przed kolacją.

Zanim jednak doszło do tego, jak się okazało arcyważnego dla dalszego przebiegu tej przygody spotkania, wszyscy bohaterowie przestali się w końcu boczyć na siebie nawzajem i spotkawszy się przy obiedzie, postanowili odwiedzić biedną Petronellę, mając nadzieję zdobyć jakieś informacje o niegodziwym Pedro de Sabato i pięknej Camilli, do której Sophie, jeszcze w przebraniu Philippe’a, pałała widocznym afektem. Dziewczyna odzyskała siły na tyle by zdradzić im plany niegodziwca – uprowadził on mianowicie Camillę najpierw na Medico, pobliską wyspę rodu Falisci, a później na Serine, gdzie także wybierali się bohaterowie w związku z poszukiwaniami śladów po „Libro della famiglia Bianco”. Petronella wyznała jednak także, że Pedro polecił jej przekazać bohaterom, że oczekuje na nich w gospodzie za miastem, co z pewnością było pułapką.

Tymczasem nadeszła niemal pora kolacji i Archibald i Ernesto udali się do pana Guido Vitello, w nadziei że kupiec zechce jednak zdradzić im ową cenna wiadomość o Jimie. I nie omylili się, gdyż jak pamięta uważny czytelnik Guido miał w tym także własny interes. Ale o tym za chwilę. Kupiec zdradził żeglarzom, że tydzień temu do portu Estivo della Verde wpłynęła bardzo postrzelana galera „Pesci Spada”, niegdyś flagowy statek rodu Villanova, teraz zaś już dość leciwa, ale wciąż sprawna łajba, dowodzona przez najlepszego kapitana księcia Giovanni – Marino Villafiori. „Pesci Spada” ucierpiała tak srodze w boju z avalońskim kaprem, który by ją może nawet zatopił, gdyby nie szczęśliwe trafienie, które ścięło oba maszty Avalończyka. Statkiem który mimo zaskoczenia i utraty masztów tak srodze dał się we znaki kapitanowi Marino był „Goshawk”, pod dowództwem Jima Pierce’a. Teraz jednak Jim wraz z resztą wziętej do niewoli załogi płynął zamknięty w ładowni galery do Dionny, wyspy rodu Villanova. Jeśli statek zdoła tam dotrzeć, syn Archibalda stanie się więźniem znanego z wyrafinowanego okrucieństwa księcia Giovanni Villanova, co nie wróży mu nic dobrego.

Oczywiście taka wiadomość oznaczała jedno – „Albatros” musi przechwycić „Pesci Spadę” między Estivo della Verde a Dionną, pokonać ją i odbić więzionych na pokładzie marynarzy z zatopionego „Goshawka” ! Ale jak już to powiedziano, pan Guido miał w całej sprawie także własny interes. Na pokładzie galery był bowiem kufer, a w nim cenne monteńskie mapy, za których zdobycie kupiec zaoferował Archibaldowi i Ernesto okrągłą sumkę 1000 senatorów !

Mając taki wiatr w żaglach obaj marynarze wręcz pofrunęli do reszty towarzyszy. Ustalono, że zaraz rankiem statek wypłynie na spotkanie z galerą. Ernesto dokonał cudu i sprzedał zdobyty uprzednio fracht innemu statkowi za taką samą cenę, po czym wszyscy w zupełnej już zgodzie wyruszyli do opuszczonej gospody za miasto, gdzie Pedro de Sabato urządził zasadzkę na tropiących go bohaterów. Ci nie lękali się jednak, wiedzieli że ich męstwo i słuszność sprawy aż nadto wystarczą, by dać nauczkę nasłanym przez Castylianina zbirom.

I rzeczywiście. Choć w ciemnym, opuszczonym budynku przyczaiło się niemal trzydziestu łotrzyków z nożami i pałkami, piątka bohaterów bez trudu sobie z nimi poradziła, odnosząc jedynie drobne rany, zaraz zresztą zręcznie pozaszywane przez biegłego także w chirurgii Ernesto. Kiedy już wszyscy napastnicy leżeli pokonani, jeden z nich, wykazując się nadzwyczajną dla swego rodzaju lojalnością i poczuciem obowiązku przekazał im przesłanie Pedra, które miał wypowiedzieć nad powalonymi bohaterami, co setnie wszystkich ubawiło.

W dobrych tedy humorach udali się na statek, gdzie Archibald, Ernesto i Diego uczcili zwycięstwo butelką Vino di Falisci uszczkniętą z ładunku, załoga dostała beczułkę wina pośledniejszego gatunku, zaś Leonor i Sophie zabawiły się wspólnie bezalkoholowo, ale jak – nie wypada przez przyzwoitość wspominać. O świcie zaś poranna bryza wypełniła żagle „Albatrosa”, rzucono cumy i śmigły szkuner kursem nord-west popłynął na spotkanie „Pesci Spady”.

Cały dzień minął spokojnie, szkuner niesiony sprzyjającym wiatrem płynął wzdłuż brzegu wyspy Gorivari, dopiero kiedy minął północny cypel wyspy zdarzyło się coś wartego uwagi. Zmierzch właśnie zapadł i w gęstniejących ciemnościach bohaterowie zobaczyli jak światło z pobliskiej latarni morskiej poczęło migotać, jakby dając komuś tajne sygnały. Nie spodobało im się to wcale, powzięli nawet podejrzenie, że pan Guido uknuł jakąś zemstę za próbę szantażu, ale wobec braku pewności nie pozostało im nic innego, jak zignorować tajemnicze sygnały i kontynuować wyprawę.

Ranek wstał mglisty, morze falowało leniwie, lekki wiaterek pchał statek naprzód. Pan Agostino Bossi, który ku swej wielkiej radości został dnia poprzedniego przyjęty do załogi w charakterze młodszego dziobowego, stał właśnie na dziobie i z przejęciem przepatrywał kłębiące się opary mgły, kiedy z tychże oparów wyłoniła się nagle niczym duch wielka galera. Dwa rzędy wioseł pchały statek wspomagając wydęte żagle, burty nosiły ślady świeżych i prowizorycznych napraw, a na dziobie złocił się galion, przedstawiający wielką rybę uzbrojoną w ostry, przypominający miecz ząb. To była „Pesci Spada”, czyli „Miecznik”, dawny flagowy okręt rodziny Villanova, w którego ładowni płynęli teraz skuci łańcuchami Jim Pierce i jego ludzie !

Obserwatorzy na galerze także spostrzegli „Albatrosa” i pokłady obydwu jednostek wypełniły się biegnącymi obsadzić stanowiska marynarzami. Nabijano działa, uprzątano pokłady, refowano żagle. Otwarto prochownię i wydano broń, na pokładzie zaś „Pesci Spady” ustawiła się piechota morska, zbrojna w runki i berdysze, w napierśnikach i czarnych beretach, przybranych pawimi piórami. A potem zaczęła się bitwa ! Archibald osobiście dowodził kanonierami „Albatrosa”, wprawnym okiem oceniając odległość i korygując podniesienie armat. Co prawda szkuner nie był zbyt mocno uzbrojony, jego dwunastofuntowe działa ustępowały armatom galery, ale biły okrutnie celnie ! Salwa za salwą lądowała na pokładzie „Pesci Spady” łamiąc deski, rwąc żagle i powalając ludzi. Ale i galera odgryzała się dzielnie ! Dwa razy jej kule tłukły w niskie burty „Albatrosa”, ale Ernesto z pomocnikami natychmiast łatali przecieki i statek szedł naprzód jakby nic się nie stało. W końcu jednak celna salwa uderzyła w pokład i dosłownie zmiotła niemal wszystkie armaty ! Nie było wyjścia, nadszedł czas na abordaż.

Poleciały haki abordażowe, a potem z pokładu galery spadły ciężkie pomosty po których przystrojona w czarne berety piechota morska wpadła na pokład małego szkunera. Ale tu spotkała ich przykra niespodzianka – Sophie w jednym śmiałym natarciu zwaliła całą piątkę na pokład, Diego i Leonor nie pozostawali w tyle, nawet zwykli avalońscy marynarze dali dzielnie odpór napastnikom i walka błyskawicznie przeniosła się na pokład galery. Atakowany na rufówce przez czterech żołnierzy Archibald zamiast walczyć kordelasem grzmotnął ich ciężkim bomem i zmiótł całą czwórkę za burtę, stojący obok Ernesto nie zdążył wystrzelić, bowiem w tym właśnie momencie zabrzmiał gwizdek alarmowy.

Z mgły za „Pesci Spadą” wyłoniła się wysoka sylwetka karaweli, paszcze wycelowanych w splecione w walce okręty dział czerniły się złowrogo, na pokładzie cisnęli się twardzi vodacciańcy marynarze. Uszu obu walczących stron doszło rzucone z jej pokładu wezwanie do zaprzestania walki. Niespodziewanym rozjemcą okazał się sławny vodacciański awanturnik i podróżnik Sebastiano Scogna, przez niektórych posądzany o piractwo, ale znany ze swej galanterii, fantazji i wspaniałomyślności, który na swej wiernej „Santa Cecilli” grasował pomiędzy wyspami Vodacce. To zapewne do niego skierowane były owe tajemnicze sygnały z latarni morskiej, które widzieli bohaterowie żegnając brzegi Gorivari. Gdy Scogna dowiedział się, że celem napaści avalońskiego statku było uwolnienie pojmanego syna kapitana Pierce’a, zwrócił się do dowódcy galery, kapitana Marino Villafiori z uprzejmą, ale stanowczą prośbą o wypuszczenie jeńców. Ale zanim kapitan galery zdążył przełknąć dumę i ruszyć do ładowni wykonać polecenie, rozległ się kolejny gwizdek. Tym razem z mgły wyłoniła się sylwetka wielkiej korwety, czarne burty przyozdobione złotymi ornamentami nie pozwalały się pomylić: to był „Il Duce Nero”, flagowy okręt księcia Giovanni Villanova.

Oto więc los zaśmiał się szyderczo z bohaterów ! Gdy wydawało się już, że cała wyprawa mimo niespodzianki w osobie Sebastiano Scogni zakończy się sukcesem, pojawiła przeszkoda największa z możliwych do wyobrażenia. Bohaterowie walczyliby z tym nowym przeciwnikiem gdyby taka walka dawała choć cień szansy na powodzenie. Ale armaty „Il Duce Nero” strzelając z tej odległości rozbiłyby szkuner w drzazgi w jednej salwie, nie pozostało więc nic innego jak poddać się, licząc na pojawienie się jakiejś odmiany losu. A nuż za chwilę rozlegnie się kolejny gwizdek, tym razem z pokładu korwety… ?

Ale gwizdek nie rozbrzmiewał, za to steward z „Il Duce Nero” zaprosił na pokład kapitanów wraz z oficerami. I tak bohaterowie wszedłszy do przepysznie urządzonej kabiny kapitańskiej na korwecie stanęli oko w oko z owianym legendą księciem Giovanni Villanova. Mówiono o nim, że zwykł był zabijać kilku ludzi przed obiadem na dobre trawienie, że zabił swego ojca by zasiąść na jego tronie, co może w Vodacce nie było czymś aż tak wyjątkowym, ale sam Giovanni Villanova był z pewnością wyjątkowy. Z udawaną naiwnością zapytał co zaszło między avalońskim szkunerem a jego galerą. Archibald szczerze odpowiedział że „Albatros” zaatakował „Pesci Spadę” by odbić zdradziecko napadniętego i uwięzionego Jima, jego syna. Słysząc to książę udał oburzenie i zganił kapitana Villafiori za ten podstępny atak i uwięzienie Avalończyka, a zwracając się do wszystkich obecnych oświadczył, że widzi jedno honorowe rozwiązanie – niech zwaśnione strony rozstrzygną sprawę pojedynkiem. Kapitan Marino będzie walczył z jednym z bohaterów, najlepiej z kapitanem Archibaldem.

Biedny Archie już miał się zgodzić i stanąć osobiście do pojedynku, który z pewnością sromotnie by przegrał, skazując w ten sposób swego syna i pozostałą czwórkę swych towarzyszy na lochy Il Muro, cieszące się zasłużenie opinią najgorszej tiurmy w całym Vodacce. Ale pozostali bohaterowie wprost palili się do pojedynki, a że dzielna Sophie walcząc jeszcze na pokładzie galery niemal skrzyżowała szpady z kapitanem Marino, jej w końcu przypadł zaszczyt stoczenia tej rozstrzygającej walki, ku rozpaczy dzielnego Diego Morientesa, który też chciał stanąć do tej decydującej walki.

Szermierze stanęli naprzeciw siebie na wypolerowanym i jeszcze pachnącym świeżym pokostem pokładzie „Il Duce Nero” i rozpoczął się pojedynek, który miał rozstrzygnąć o losie załogi „Albatrosa” i uwięzionego Jima Pierce’a. Szpada Sophie zwijała się jak fryga w wypadach i paradach, ale Marino Villafiori był adeptem niesławnej szkoły Villanova i dwukrotnie udało mu się wykorzystać moment kiedy dziewczyna atakowała by zadać własne, równoczesne pchnięcie. Sytuacja była dramatyczna, ale Sophie nie poddała się, uderzyła raz jeszcze gdy kapitan robił akurat krok w jej stronę, ostrze szpady wbiło się głęboko w bok Vodaccianina, który stęknął, zachwiał się, po czym nareszcie osunął na deski pokładu.

Książe był wyraźnie niezadowolony, choć ze wszystkich sił starał się tego nie okazać. Wytwornym gestem zaprosił zwycięską szermierkę i jej towarzyszy aby obejrzeli jego wspaniały okręt flagowy, a gdy przechodził nad leżącym bez przytomności kapitanem Marino, leniwym gestem, jakby od niechcenia wbił ostrze swej pozłacanej szpady w bok swego starego kapitana, pozbawiając go życia. Ten pokaz zimnego okrucieństwa i nieposzanowania życia swego wiernego sługi wstrząsnął bohaterami i spodziewali się najgorszego, ale Villanova nie zamierzał łamać danego słowa. Dotrzymał go co do joty.

Bosman z „Pesci Spady” otrzymawszy rozkaz otworzył ładownię i wypuścił Jima Pierce’a. Ale tylko jego. Pozostali marynarze z zatopionego „Goshawka” pozostali skuci w ciemnym wnętrzu. Na to Jim, mimo że wdzięczny na ratunek, odmówił opuszczenia swoich ludzi i wydawało się już, że cała wyprawa skończy się jednak klęską, ale w tym momencie Dona Isabel, a właściwie Leonor pokazała na co ją stać. Czytelnik może się poczuć nieco skonfundowany, dowiadując się dopiero teraz że ta dzielna dama miała w sobie odrobinę krwi czarnoksięskiej, ale właśnie ta odrobina, w połączeniu z bystrością umysłu zmieniły bliską klęskę w zwycięstwo.

Widząc bowiem co się dzieje Leonor swą czarnoksięską sztuką skrzesała iskrę w ładowni galery, a iskra ta w jednym momencie zbudziła ogień i oto na całym statku rozległy się pełne trwogi krzyki: „Pożar, pożar na okręcie”. Wybuchła panika, żeglarze w pośpiechu cięli liny łączące palącą się galerę z „Albatrosem” z jednej i „Santą Cecylią” z drugiej strony, „Il Duce Nero” także postawił żagle chcąc oddalić się jak najszybciej od „Pesci Spady”, zanim ogień dotrze do prochowni ! W powstałym zamieszaniu bohaterowie wtargnęli do ładowni i rozbiwszy łańcuchy uwolnili marynarzy z „Goshawka”, a potem wszyscy razem pobiegli na „Albatrosa”, bo czas był już najwyższy. Zdążyli jednak odpłynąć ładny kawałek zanim płonącą galerą wstrząsnął potężny wybuch, poczym w chmurze dymu i płonących szczątków jej kadłub zniknął pod falami.

Jim był ocalony, Archibald szczęśliwy, Ernesto dumny, a wszyscy radośni, kiedy nagle wszyscy naraz przypomnieli sobie o jednej ważnej rzeczy, o której w zamieszaniu zupełnie zapomnieli. Mapy ! Owa cenna skrzynia, za którą Don Guido oferował okrągłą sumę 1000 senatorów pozostała zapomniana na pokładzie płonącej „Pesci Spady” ! Radość prysła w obliczu gniewu na własną głupotę i żalu po zmarnowanej szansie. Ale po krótkiej chwili bohaterowie otrząsnęli się, padła komenda „do zwrotu” i „Albatros” zawrócił ku unoszącym się na falach szczątkom po dumnej niegdyś galerze.

Szczęście sprzyjało śmiałkom, kiedy bowiem pływając łodzią wypatrywali w wodzie skrzyni ujrzeli ją, tonącą z wolna. Archibald wskoczył do wody i próbował wydobyć skrzynię, ale bezskutecznie, wtedy jednak z odsieczą pospieszyła Sophie ! Zwinna dziewczyna zanurkowała śmiało i kiedy cenna skrzynia już już miała pogrążyć się w podmorskim mroku chwyciła ją i pociągnęła ku powierzchni. A więc udało się, 1000 senatorów zostało uratowane, można było wracać do portu.

W powrotnej drodze Jim opowiedział stęsknionemu ojcu jak doszło do zatopienia „Goshawka” i wzięcia go do niewoli. Nigdy by się to nie stało, gdyby nie zdrada. Otóż Jim Pierce, mając na sumieniu wiele splądrowanych galer Sułtana naraził się możnemu rodowi Bernoglich, którzy mając wyłączność na handel z Sułtanatem Półksiężyca niechętnie widzieli tę swoistą konkurencję. W tej sytuacji Jim trafił pod opiekuńcze skrzydła księcia Villanova i rychło stał się jednym z jego ulubieńców. Ale tego z kolei nie mógł ścierpieć stary kapitan Marino Villafiori, który podjudził księcia przeciw Avalończykowi rozpuszczając fałszywe plotki, jakoby ten miał zdradzić ród Villanova i przejść pod opiekę Faliscich. Podstęp się udał i Marino na pokładzie swej „Pesci Spady” popłynął z rozkazem pochwycenia Jima i dostarczenia go do książęcych lochów. Kiedy na pokładzie „Goshawka” ujrzano znajomą galerę nikt nie spodziewał się, że zbliżywszy się wypali ona ze wszystkich dział ścinając za jednym szczęśliwym strzałem oba maszty avalońskiego okrętu i połowę radośnie witającej kamratów załogi. W ten to iście zdradziecki sposób sławny avaloński kaper został pochwycony i gdyby nie nadeszła w samą porę pomoc starego ojca i jego dzielnych przyjaciół jego świetnie rozpoczęta kariera skończyłaby się w głębokim lochu Il Muro.

Marek Meres

About Marek Meres

www.spinq.pl
7th Sea - Tajemnica familii Bianco, Siódme Morze ,

Comments are closed.