Ostatnia wola Niccolo Bianco i Szalona Królowa

24 Septimusa roku 1669, wyspa Serine, Vodacce

Ostatni wpis do pamiętnika skończyłam w chwili kiedy Sabato leżał u moich stóp…

Nie było chwili do stracenia. Szybko zarzuciłam go sobie na plecy i razem z towarzyszami ukryliśmy go w pobliskich ruinach przy wieży Bianco. Wciąż był nieprzytomny jednak na wszelki wypadek związaliśmy go i zakneblowaliśmy. Jego broń ukryłam parę kamieni dalej. Na nic więcej czasu nie starczyło, bo druga grupa Inkwizycji szła właśnie podpalić dom niewinnych osób.

Dogoniliśmy ich biegiem po kilku minutach. Dobre 40 postaci z pochodniami i bronią w rękach. Na twarzach maski i kaptury. Tym razem lepiej zaplanowaliśmy sposób przestraszenia ich i otoczyliśmy ich półkolem. Archie wezwał ich do poddania się, a każdy z nas w jakiś sposób starał się pokazać, że jest go więcej niż jedna osoba. Ja krzyczałam na przemian głosem Sophie i Philippe’a.

Kiedy już wydawało się, że rzucą broń, ich zamaskowany przywódca gromkim głosem zachęcił ich do walki. Nie pomógł nawet celny strzał Ernesto z pistoletu prosto w jego ramię. Rzuciliśmy się nawzajem na siebie.

Szybko pobiegłam do Zakapturzonego Dowódcy oczekując, że będzie walczył niczym Dowódca Muszkieterów. Niestety srodze się zawiodłam. Był otoczony trójką pomagierów jednak nawet to mu nie pomogło. Z szybkością błyskawicy zatopiłam mu szpadę w brzuchu i zaczęłam mój taniec. Próbował nieporadnie odpowiadać, ale był twardy i stał pomimo kolejnych ran. Tuż obok moi przyjaciele rozprawiali się z resztą bandy i pachołki Inkwizycji osuwali się na ziemię jeden po drugim. W końcu większość padła, padł też mój przeciwnik z ręki Isabel, która zaszła go z boku. Reszta rzuciła broń lub uciekła. Ponownie zwyciężyliśmy.

Nieprzytomnego i rannego Dowódcę ukaraliśmy dodatkowo. Wypisałam mu szpadą na tyłku „Gnida” i powiesiliśmy go za ręce na pobliskiej latarni. Sprawiedliwość zatriumfowała.

Czym prędzej wróciliśmy po Sabato. Chcieliśmy przetransportować go na nasz statek. Ku naszemu zdumieniu jednak okazało się, że ukryte ciało zniknęło! Brakowało też naszych sznurów, którymi go związaliśmy.

Kiedy zaczęliśmy sprawdzać okoliczne ślady, nagle wynurzyło się z ciemności ze dwadzieścia ciemnych postaci z kuszami w rękach. Błyskawicznie, nim mnie zauważyli, wskoczyłam do dziury w ziemi, która była początkiem tuneli pod miastem. Z tego tunelu godzinę wcześniej wyszliśmy. Przyczaiłam się i nasłuchiwałam gotowa w każdej chwili pomóc towarzyszom.

Okazało się, że ciemne postacie to ludzie lokalnego Księcia Vestini. Ich dowódcą był niejaki Baptista Guerin. Jak słyszeliśmy wcześniej szef tajnej policji Vestinich. Po początkowej napiętej sytuacji wszystko szybko się wyjaśniło, a dowódca podziękował nam za rozprawienie się z bojówkami Inkwizycji i poprosił na rozmowę do swojej zaufanej gospody. Kiedy więc wszyscy ruszyli ja poszłam ich śladem. Vodacjan zawsze stać na jakieś podstępy…

Po dojściu do gospody okazało się, że zostałam zauważona i mnie również poproszono na rozmowę. Chędożona tajna policja…

Wewnątrz, w pomieszczeniu za grubą kotarą, Baptista Guerin wyjaśnił, że ma do nas sprawę i to natury osobistej. Nasza sprawność w walce zrobiła na nim wrażenie i postanowił poprosić nas o przysługę. Mianowicie po drugiej stronie wyspy znajdowała się wieś Torullo. Doszło na niej do dziwnych wydarzeń. Mała dziewczynka Berenika Sibani rozpłakała się w miejscowym Kościele, co spowodowało krwawe łzy u wyrzeźbionych na ołtarzu świętych. Wielu uważało to za cud, jednak byli i tacy, którzy podejrzewali działalność Legionu…

Do wsi postanowił wyruszyć zaufany człowiek biskupa Tortosy, kapłan, niejaki Juan Esteban Zarapata y Valdez. Baptista Guerin obawiał się tego, co może spotkać dziewczynkę i wieś kiedy Inkwizytor tam przybędzie. Czuł się zobowiązany wobec rodziny Sibani. Jak się wyjaśniło nieżyjący ojciec dziewczynki Mario, był jego dawnym przyjacielem.

Guerin prosił nas więc o jak najszybsze wyjaśnienie całej sprawy i pomoc rodzinie Sibani. Ze swej strony obiecał jak najdłuższą podróż Inkwizytora. Chyba jego tajniacy zamierzali kłaść mu skórki od bananów pod nogi.

Oczywiście cała sprawa była prośbą, więc i Guerin chętny był do jakiejś pomocy w naszych sprawach. Na początek wyjaśnił, że Sabato jest w jego rękach i zostanie przesłuchany. Doskonale się więc ułożyło. Kiedy wyjaśniłam sprawę z Camillą, wymusiłam też na nim pomoc w sprawie trucizny. Obiecał skontaktować Camillę z odpowiednimi ludźmi, a być może też wydobyć jakieś informacje od Sabato. Następnie opowiedziałam mu bajeczkę jakimi to jesteśmy poszukiwaczami skarbu rodu Bianco i poprosiłam o pomoc w sprawie dostępu do starych dokumentów Vestinich i wieży Niccolo Bianco.

Dostępu do dokumentów nie miał, ale postarał się nam pomóc w dostępie do wieży. Obiecał też, że aż do rana jego ludzie popilnują „Il Castello”, aby nikt nie zdołał potajemnie wyprowadzić Camilli bez naszej wiedzy. Jeszcze tej nocy mieliśmy się udać do wieży, potem odbić Camillę, a z samego rana wyruszyć do wsi Torullo. Grafik napięty niczym dziewica w noc poślubną.

Na koniec jeszcze Diego zainteresował się jakimiś więźniami politycznymi Vestinich. Ale z tego co zauważyłam pośród informacji od Guerina nie znalazł szukanej przez siebie i był zawiedziony.

Mając za przewodników i ochronę tajniaków Guerina udaliśmy się do wieży. Po drodze zaopatrzyliśmy się w oskardy i łopaty. Przy samej wieży tajniacy ulotnili się, jak to tylko oni potrafią. Pogłoski głosiły, że w wieży straszy więc to może przez to. Najważniejsze, że w spokoju mogliśmy czynić swoje.

Wieża była całkiem pusta, a najwyższe piętro było zamurowane starym, grubym murem. To właśnie tam przetrzymywany był Niccolo. Nasi marynarze ostro wzięli się do machania oskardami, a ja z nudów przeszukałam piwnice wieży ale nic ciekawego nie znalazłam. Po godzinie rębaniny w końcu udało się przebić i cela Niccolo Bianco staneła przed nami otworem. Po 300 latach znów zawitał tam człowiek.

Z początku posuwaliśmy się pełni najgorszych obaw o różne pułapki i inne niespodzianki, jednak wraz z czasem poczynialiśmy sobie coraz śmielej. Cela miała jakieś 4 na 4 metry i niewiele w niej było. Stare, podstawowe sprzęty i brak ciała Niccolo Bianco. Okna były zamurowane, a na jednej ze ścian widniał olbrzymi krzyż z białego kamienia.

Przystąpiliśmy więc do systematycznego i dokładnego przeszukiwania pomieszczenia, cal po calu. W końcu Isabel się udało! W słomie łóżka znalazła kawałeczek starego pergaminu, zatytułowanego: „Ostatnia wola”, a poniżej stało:

Dwaj rycerze, a w każdym hardy duch.
Pod jednym znakiem, lecz mistrzów mają dwóch.
Ubogi ten, komu spuścizna ma.
Miasto, co raz już świadczyło, świadectwo da.

Staliśmy i każdemu mieliło się w głowie, co też te słowa mogą oznaczać. Z pewnością były ważne i z pewnością były jakąś wskazówką. Jedyne do czego doszliśmy to fakt, że miasto z ostatniego wiersza, to pewnie Zafara, Miasto Pierwszego Proroka, położone gdzieś w Sułtanacie Półksiężyca. Czy jednak słowa prowadziły jakoś do Legendarnej Księgi „Libro della famiglia Bianco” napisanej przez Niccolo? To przecież był nasz cel, no i oczywiście w dalszym zamierzeniu oczyszczenie z zarzutów rodu Bianco i znalezienie ich skarbu.

W celi nic więcej nie było opuściliśmy więc wieżę i udaliśmy się do naszej gospody „Il Castello” ratować Camillę i trochę wypocząć przed podróżą. Po krótkiej naradzie zdecydowaliśmy się wejść do komnat de Sabato od strony dachu, spuszczając się na linie. Każda inna droga narażała nas na głośną walkę z pachołkami Sabato i przypuszczalne zjawienie się Eiseńskiej ochrony „Il Castello”, czego chcieliśmy uniknąć.

Ja i Ernesto postanowiliśmy się wspinać, Archie wynajął gondole, która miała służyć do tajnej ucieczki, a Diego i Isabel ubezpieczali nas od strony wnętrza „Il Castello”.

Niczym dwa czarne koty wspinaliśmy się cichcem po dachu wieży z komnatami de Sabato. Tylko raz Ernesto poślizgnął się i gdyby nie moja szybka ręka, skończyłby 10 metrów niżej, nadziany na ostre, metalowe pręty brzegowych ozdób. Potem już wszystko poszło sprawnie i po linie wparzyliśmy oboje przez okno do pokoju Camilli. Nie przewidzieliśmy tylko jej reakcji, bo tuż po obudzeniu, widząc zamaskowane postacie, obrzuciła nas celnie dwoma sztyletami. Całe szczęście, że w ostatniej chwili krzyknęłam, że to ja i Camilla zdołała lekko zmienić kierunek ich lotu. I tak nas jednak trochę zraniła.

Szybko wyjaśniliśmy sytuację, a ja patrzyłam zafascynowana na jej ciało. Miała na sobie tylko cieniutką koszulkę, z pod której księżyc wyjawiał bardzo ponętne kształty. Nie dane mi było się jednak dłużej poprzyglądać, bo Camilla wspomniała, że nie ucieka bez swej biżuterii, która jest piętro wyżej. Oboje popędziliśmy więc odbijać jej skarb. Ja po schodach, a Ernesto po okiennej linie. Kiedy wpadłam do pokoju Ernesto zranił już dwóch Castljańców-strażników i zmusił ich do wyskoczenia przez okno wprost do kanału. A to się Archie musiał zdziwić gdy nastąpił głośny plusk.

Znieśliśmy szkatułkę Camilli, a następnie wyszliśmy przez okno i potem w dół po linie. Gondola z Archiem już czekała. Camilla była wolna!

Wróciliśmy do naszych pokoi. Wyjaśniłam na spokojnie Camilli całą sytuację, powiedziałam kim naprawdę jestem i oddałam flakonik z odtrutką. Uwieść niestety się jej nie udało. Chyba miała za dużo zmartwień na głowie tej nocy. Rano przyszedł po nią jeden z tajniaków Baptisty Guerin’a. Miano jej pomóc w znalezieniu odtrutki.

Pożegnaliśmy się i zabraliśmy się żwawo do wyjazdu, do wsi Torullo. Cześć z nas postanowiła udać się tam w przebraniu, aby choć trochę uprawdopodobnić naszą wizytę. Wizytę pielgrzymów, a nie awanturników. Np. Isabel przebrała się, za siostrę zakonną Marię.

Ja postanowiłam pojechać na El Zorro, Diego wynajął sobie konia, a reszta wynajęła karetę. Pod wieczór, po całodziennej nudnej podróży dojechaliśmy do wsi. Jak się okazało zdążyliśmy przed Zarapatą.

Pierwsze co, to odwiedziliśmy Kościół, gdzie poznaliśmy Ojca Edoardo, miejscowego Księdza. Chyba był pod wrażeniem takich zagranicznych pielgrzymów jak my, bo chętnie o wszystkim nam opowiedział. Rzeźby, które krwawiły wyrzeźbił wielki artysta, największy syn tej wioski Rafael del Torullo, żyjący 300 lat temu. Do krwawienia doszło tylko raz, a dziewczynka Berenika, będąca sprawczynią tego cudu, przebywała od tego czasu pod czuła opieką matki.

Weszliśmy więc do Kościoła. Isabel pod pozorem całowania stóp rzeźby dotknęła krwawiących śladów i faktycznie, okazało się, że to zaschnięta krew. Nie widać było żadnej możliwości, aby ktoś zrobił jakąś mistyfikację. Świadków cudu było zbyt dużo, a rzeźby wyglądały na stare i jednolite. Nie dało się też do nich podpiąć żadnych wężyków z krwią. Ciekawe.

Udaliśmy się więc do domu dziewczynki. Matka była niechętna do rozmów z kimkolwiek. Kiedy jednak usłyszała, że przybywamy od znanego jej Baptisty Guerin’a wpuściła nas chętnie, wypatrując w nas pocieszenia i ratunku dla swej córki.

Szybko okazało się, że dziewczynka została opętana. 10-cio letnia Berenika była wychudzona i wyglądała na mocno chorą. Matka jednak opowiadała, że dziewczynka już wcześniej miała dziwne sny, mówiła nie swoim głosem, chciała np. lustra. Opowiadała też coś o jakiejś karcie ze znakiem wieży, jak się później okazało karcie Tarota Streg. Matka nie wiedziała co było powodem płaczu w Kościele i krwawych łez.

Postanowiliśmy sami porozmawiać z dziewczynką. Obudziła się i zaczęła mówić do nas głosem pełnym władczości, głosem dorosłej kobiety. Ku naszemu zdumieniu szybko wyszło na jaw, że to Szalona Królowa Marietta, Strega, czyli tutejsza Voddacjańska czarownica. Z tym, że Strega, która żyła kilkaset lat temu. Jedna z najpotężniejszych, jeśli nie najpotężniejsza jaka żyła. Należała do rodu Lorenzo, z którego powstał ród Bianco. Isabel była więc w jakimś stopniu jej prawnuczką.

Marietta głównie była znana z tego, że u szczytu swej potęgi postanowiła unicestwić cały Sułtanat Półksiężyca i Tiurków. Wyczyścić z map, świadomości ludzkiej i historii Thei, tak jakby nigdy nie istnieli. Ten wielki czar jej się nie udał, a w zamian za to wyspa rodu Lorenzo, wraz z nią, poszła na dno morza. Od tej pory morze w tym miejscu krwawi, a ród Lorenzo właściwie przestał istnieć. Cóż, nic dziwnego, że ma przydomek Szalona.

Duch tej kobiety nic nie wiedział o tym, co ostatecznie uczynił, a raczej, że poniósł klęskę. Nie wiedział też ile czasu upłynęło jakby zatrzymał się w studni czasu. To pewnie przez tą magię. Wciąż wzywał jakieś swe sługi i żądał lustra. Ponadto strasznie ranił dziewczynkę Berenikę, zostawiając na jej ciele krwawe bruzdy. Było pewne, że dziewczynka długo tak nie pociągnie.

Kiedy tak staliśmy, nie za bardzo wiedząc co dalej zrobić, okazało się, że do wsi przybyli jacyś goście. Spodziewaliśmy się Inkwizycji, więc Archie poszedł ich jakoś spowolnić, a my chcieliśmy wywieźć dziewczynkę z dala od wioski. Opętanie zwykle Inkwizycja karała śmiercią, a nie tak wyobrażaliśmy sobie rozwiązanie problemu.

Niestety, wszystko potoczyło się nie po naszej myśli i kiedy w końcu miałam Berenikę na El Zorro, a Diego wziął matkę na swego konia, było już za późno. Na wąskiej ścieżce pojawiły się dwie postaci na koniach i kazały się nam zatrzymać. Postanowiłam się przebić i ruszyłam na nich z kopyta. Życie Bereniki było najważniejsze. Kiedy jednak ich mijałam wbito mi szpadę w bok i zatrzymano mnie w miejscu. Byłam wściekła i gotowa do walki.

Wtedy jednak okazało się, że to nie Inkwizycja! Była to Strega Elena Lucibella i jej ochroniarz, szermierz Rocco Zappa. Zachowywali się jak władcy tych ziem. Sytuacja więc szybko się odwróciła i zamiast do walki przeszliśmy do rozmów. Taka Strega musiała przecież sporo wiedzieć o czarodziejskich sztuczkach innych Streg. Była więc szansa wygnania ducha Marietty.

Gniew szybko mi przeszedł, ale wezwałam Zappę do pojedynku następnego dnia. Nie może tak być aby ktoś bezkarnie wsadzał mi coś w ciało. Jakąś satysfakcję muszę z tego mieć. Ha!

Potem wspólnie wróciliśmy do wiejskiej chaty. Nie dane nam było jednak w spokoju czegoś spróbować, bo znienacka pojawiła się Inkwizycja. Pod chatę przybył kapłan Juan Esteban Zarapata y Valdez oraz ze 20 jego podwładnych, którzy wszystko otoczyli. Kapłan nie wyglądał ani na Inkwizytora, ani na zabijakę. Spokojny, opanowany i dość charyzmatyczny. Przeciwieństwo de Sabato.

Los sprawił, że musiało dojść do konfrontacji. Strega, jej ochroniarz, Kapłan, My i Matka znaleźliśmy się w jednej izbie z opętaną dziewczynką. Z początku była tylko dzieckiem, potem jednak opętanie powróciło i zaczął się chaos.

Zarapata próbował za pomocą krzyża i modlitw wygnać ducha Szalonej Królowej Marietty jednak ta okazała się silniejsza. Wyrwała mu krzyż, a potem w czarodziejski sposób poraniła doprowadzając do piany na ustach i nieprzytomności. Na dodatek podczas tej całej szamotaniny i krzyków wyszło na jaw, że Isabela jest z książęcego rodu Bianco! Wyszło na jaw też jej prawdziwe imię Leonor! Nietrudno się było domyślić reszty… To niestety nasi marynarze mieli za długie ozory, szczególnie Ernesto. Powinni ich używać raczej do zaspokajania portowych dziwek niż paplania niczym Tiurkeńskie papugi.

Widząc co się dzieje, podwładni Zarapaty zwiali. Zostaliśmy więc sami, z nieprzytomnym Księdzem u stóp i Królową przed którą musieliśmy klękać. Sytuacja nie była wesoła. Nie mieliśmy pomysłu na opętanie, nie mogliśmy też całej sprawy i świadków spokojnie zostawić. Członkowie rodu Bianco byli powszechnie znienawidzeni, tropieni i zabijani. Isabel była w niebezpieczeństwie, a świadków zbyt wielu. Jednak co mogliśmy zrobić z księdzem i Stregą? Co mieliśmy zrobić z dziewczynką i Królową?

Lucibella stwierdziła, że musi zabrać dziecko do szkoły Streg, znajdującej się na wyspie. Nie było dla niej innego rozwiązania. Z pewnością Stregi jakoś by to biedne dziecko wykorzystywały do swych celów. Lucibella cały czas odnosiła się do nas z wyższością jakby ktoś jej kolbę kukurydzy w zadek wsadził. Cóż, pewnie nic innego nikt tam nigdy nie wkładał i dlatego taka się zrobiła. A może to przez książęcą władzę jaką zwykle Stregi miały w Vodacce? Zaczęła nawet nas szantażować tajemnicą Isabel. Była pewna swej siły i czarów, nawet wobec naszej piątki. Jedyne przed kim klękała to Szalona Królowa. Na szczęście ta, znów przemieniła się w zwyczajną, wyczerpaną Berenikę.

Nagle Isabel podjęła decyzję. Rzuciła się w kierunku Stregi i z jej rąk trysnął ogień! Lucibella zaczęła płonąć głośno wzywając pomocy! Zdaje się, że w tej sytuacji nie bardzo potrafiła użyć swych czarów. Jej ochroniarz rzucił się na pomoc ale i my mieliśmy już broń w rękach. Zaczęła się nierówna walka. W końcu ją skończyłam wbijając szpadę w ciało płonącej. Było to jak cios łaski.

Ku naszemu zdumieniu Rocco Zappa nie posiadał się ze szczęścia ze śmierci potężnej Stregi! Okazało się, że był uciśniony i wykorzystywany przez swą panią, wielokrotnie przez nią czarodziejsko przeklęty. Przez jej śmierć stał się wolny. Postanowił nawet wyruszyć z nami i zostać piratem.

Chcieliśmy wszystko zatuszować oraz upozorować śmierć Isabel i dziewczynki. Tylko tak Kapłan by ich nie szukał, a nie mogliśmy przecież dobić nieprzytomnego. Postanowiliśmy więc spalić tą wiejską chatę. Zarapacie i innym ludziom chcieliśmy później wmówić, że doszło do jakiś wielkich czarów, nieziemskich wirów przestrzeni i demonicznego ognia, w efekcie których kilku z uczestników wessało w nicość, bądź zostali uśmierceni ogniem jak Strega, a chata spłonęła zacierając wszelkie ślady.

Ja oraz Isabel opuściłyśmy chatę pod osłoną ciemności. Zabrałyśmy ze sobą dziewczynkę i jej matkę. Umówiliśmy się z resztą w jakiejś zatoczce, skąd miał nas zabrać Albatros.

W tym czasie bohaterski Diego wyniósł Zarapatę z płomieni na rękach i w trójkę razem z marynarzami zostali bohaterami. Ich sprzeczne zeznania uwiarygodniły tylko obraz totalnego chaosu i ognia. A nikt inny oficjalnie nie przeżył. Zło zostało niby przegnane, a wioska mogła opłakiwać śmierć swoich sąsiadek. My byłyśmy oczywiście dla wszystkich martwe (ja jako Philippe, bo pod taką postacią wtedy byłam). Kapłan Zarapata uwierzył i w spokoju ducha wrócił do miasta.

Wszystko więc dobrze się skończyło, pozostało tylko pytanie co dalej z opętaną dziewczynką i jej matką? Czas pokaże.

Tomek ‚Funky’ Kowalski

About Funky

www.spinqfotografia.pl www.tomaszwachla.pl
7th Sea - Tajemnica familii Bianco, Siódme Morze ,

Comments are closed.