Storia ufficiale di Ernesto Strozzi

Ernesto Strozzi nie ma jeszcze trzydziestki, ale jest już na tyle sterany wiatrem i morzem, że wygląda na poważnego płatnika, kwatermistrza, bosmana i cieślę w jednej osobie. Na morzu odziewa się z Avalońska – w białą koszulę, czarne spodnie do kolan z kieszeniami, czerwony kabat z wyłogami i wielkimi guzikami, a co najważniejsze, zakłada trójgraniasty kapelusz z postrzępionym, niedbałym pawim piórem. Natomiast na lądzie, a zwłaszcza w ciepłym Vodacce, woli ubiór Vodacki – haftowana ciemnopurpurowa koszula („dobrze urodzony nigdy nie powinien ukazywać, ze krwawi”) i skórzana kamizela. Do tego złoty krzyżyk, który jest chyba całym jego majątkiem.

Dzieciństwo spędził w głębi lądu, co stara się ukrywać, gdyż, jak sam mówi: „znam wielu dobrych żeglarzy z głębi lądu, ale żadnego, kto by takiego szanował”. W dalekiej Mantui, na pogórzu La Sierra De Hierro, w okolicach miasta Profieta Chiesa, w dziedzinie Książąt Mondavi, jego rodzina ma winnicę. Wydawałoby się, że winien pozostać na niej i wieść życie pełne pracy, dostatku i białego wina. Stało się jednak inaczej – Strozzi ruszył na morze z powodu miłości. Wielkiej miłości jego rodziców, których był trzynastym dzieckiem i wcale na nim nie poprzestali.

Dzieciństwo spędził burzliwie – na różnych łodziach rzecznych jego stryja, kupca, spedytora i przemytnika w burzliwych czasach Wojny o Krzyż. Nie mając lat 15 zamustrował się na statek Kapitana Corbieres i wraz z nim poznał żeglarski fach, w każdej postaci. Poznał tam również Mario, co to był płatnikiem i który przyuczył go do zawodu. Brał nawet udział w rozgromieniu Armady w 1659 roku, widział wyspę La Bucca z bliska, na której poznał Jima Pierce’a. Po zawiązaniu tejże znajomości, która nastąpiła wiele lat po pierwszym spotkaniu z morzem, a niewiele lat temu, pozostał dług wdzięczności – Jim był posłańcem Matki Głębiny, która nie chciała go pochłonąć na pewnej skale.

Właściwie to Ernesto nie ma wyraźnych powodów, by zostać bohaterem. Ot, jest Vodakiem, którego losy są już gdzieś wplątane i czy tego chce, czy nie, na pewno jego przyszłość wyjdzie na wierzch. Ma swojego kapitana, za którym podąży tam, gdzie go jego słowa zaciągną i tam właśnie odkryją się jego karty. Ernesto uważa, że jest pozbawiony złudzeń i zbędnego romantyzmu. Zawsze stara się postępować według maksymy nieśmiertelnych: „Ten kto walczy i ucieka, walczyć będzie jeszcze nie raz”. Jednakże mimo braku wyraźnych powodów na bycie bohaterem, jednak się nim stanie. Ot, taki rozkład kart…

PS. Sięgając do archiwów mego Kapitana, za wygląd posłużył mi ten pan :
http://www.goldenhind.co.uk/gh_pictures/red_pirate.jpg

Maciej ‚Kivak’ Kukla

About Maciej Kukla

www.spinqfotografia.pl www.tomaszwachla.pl
7th Sea - Tajemnica familii Bianco, Siódme Morze ,

Comments are closed.