Archibald Pierce

Stary, dobry Archie ma już na karku pięćdziesiątkę, w domu grubą, ale poczciwą żonę i dwie prawie dorosłe córki, a na morzach trzech całkiem dorosłych już synów. Jednak zamiast rzucić kotwicę w spokojnej domowej przystani wciąż włóczy się po morzach goniąc swoje młodzieńcze marzenie.

Całą młodość i wiek średni spędził Archie wożąc swym pięknym, szybkim szkunerem wszelakie dobra po wszystkich morzach Thei. No może nie po wszystkich, ale przynajmniej trzy – Kupieckie, Burzliwe i „Usta Niebios” zna jak własną kieszeń. Ale, choć przepłynął te wody wzdłuż i wszerz, wie jaka kiedy jest pogoda, gdzie czyhają na statki groźne rafy i morskie potwory, dotąd zawsze trzymał się z dala od wszystkich przygód i niebezpieczeństw.

„Zawsze mi się zdawało, że żyć trzeba z pożytkiem dla swojej żony i dzieci, interesu pilnować i patrzeć, coby na chleb zarobić, a nie uganiać się po świecie za nie wiadomo czym. Ale teraz dzieci już odchowane, w kościach strzyka na niepogodę i czas by się powoli oglądać za bujanym fotelem, a tu tymczasem tęsknota jakaś człowieka ogarnia za tym czego się w życiu nie widziało i chciało by się jeszcze wrócić do starych czasów.”

Natchnieniem dla starzejącego się kapitana stali się jego młodzi i odważni synowie, zwłaszcza najstarszy Jim. Młody ten człowiek zwiedził już odległe Zakazane Morze, gdzie polował na statki Sułtana, a teraz wyruszył na dalekie Wyspy Taluzyjskie szukać jakichś skarbów w dziwnych ruinach których tam ponoć pełno. Odwaga i śmiałość młodzieńca ożywiły wspomnienia i obudziły wygasłe marzenia, a wśród nich największe – marzenie o Siódmym Morzu.

„Byłem wtedy sternikiem na „Kulawej Tancerce” kapitana Petera Muga, płynęliśmy z Castille do domu i w połowie drogi trafiliśmy na niezwykłą w tamtych rejonach flautę. Dni i noce mijały a my kiwaliśmy się na martwej fali, nie mieliśmy już jedzenia ani wody i śmierć nam już w oczy zaglądała. Aż nagle któregoś wieczora morze wokół nas zmieniło się jakby w płynne srebro, gwiazdy te co je znaliśmy zniknęły z nieba i pojawiły się inne, jakich ani przedtem ani potem nie widziałem. Wiatr się zerwał i „Tancerka” rzuciła się naprzód sama jakby w takt niesłyszanej, a skocznej muzyki. A kiedy znowu wzeszło słońce na horyzoncie zobaczyliśmy skały na brzegu Inlandii…300 mil w jedną noc ! Rozchorowałem się po tym rejsie i zostałem trzy miesiące na lądzie, ale kiedy próbowałem odszukać mój statek okazało się że nikt już potem nie widział „Kulawej Tancerki” i Petera Muga. Od tamtej chwili przepłynąłem dziesiątki tysięcy mil, ale nigdy już nie zdarzyło mi się nic podobnego. Ale chciałbym znowu zobaczyć to morze i popłynąć według tych innych gwiazd w nieznane..”

Póki co jednak lata przyzwyczajeń nie pozwalają Archibaldowi porzucić ot tak sobie dotychczasowego życia, tym bardziej że musi jeszcze spłacić honorowy dług wobec pewnego Szota, Cliatha MacMurdocha, który kiedyś wspomógł go w ciężkiej chwili a teraz poprosił o przysługę. Tak więc płynie Archie zupełnie zwyczajnie do Vodacce z ładunkiem skór, aby w powrotnej drodze przemycić dla MacMurdocha drogie Vodaccianskie wino. Niby zwyczajna podróż, jakich było wiele w życiu starego szypra, ale kto wie czy w tej zwykłej podróży nie nadarzy się okazja do przeżycia Prawdziwej Przygody. I tym razem Archie nie zamierza już odwracać się do niej plecami, tym razem zrobi tak jak Jim – odważnie i śmiało da się porwać wydarzeniom, niech się wreszcie zdarzy coś ciekawego w tym życiu !

P.S. Natchnienia do postaci Archibalda użyczył mi nieświadomie ten oto gentleman: http://www.goldenhind.co.uk/gh_pictures/red_coat.jpg (ten z lewej)

Marek Meres

About Marek Meres

www.spinq.pl
7th Sea - Tajemnica familii Bianco, Siódme Morze

Comments are closed.